Elena
Obudziło mnie, słodkie muśnięcie
w usta. Tak, niektórzy mogliby nazwać mnie szczęściarą, budzącą się u boku
ukochanego mężczyzny, ale niestety to były tylko pozory. Ponieważ, to nie obok
tego faceta chciałabym się codziennie budzić. Wyobraziłam sobie, że to był
przystojny wampir o kruczoczarnych włosach i niebieskich jak morze oczach.
Stop… on mnie zostawił, nie powinnam o nim myśleć, przecież teraz byłam ze
Stefanem i to on mnie obudził, a nie jego brat Damon. Tylko, że nie mogłam nic
na to poradzić, to tak cholernie bolało, wszystko, każde wspomnienie, każdy
pocałunek w którym się zatracałam i zapominałam o całym świecie. Dopiero teraz
to dostrzegłam, zdałam sobie z tego sprawę jak bardzo mi go brakowało. Wcześniej
byłam zdezorientowana, nie wiedziałam którego z nich bardziej kochałam i z którym
chciałabym spędzić wieczność. Teraz już wiedziałam, ale jego przy mnie nie
było, znudziła go ta gra, chciał ostatecznej odpowiedzi, ale ja nie wiedziałam
co tak naprawdę czułam do niego i dlatego wybrałam Stefana. Jestem z nim
szczęśliwa (a przynajmniej taka byłam) dawał mi stabilizacje, spokojne i bez
wariacji życie. Wiedziałam, że to tak trochę jakbym poszła na łatwiznę, bałam
się zaryzykować…skąd mogłam mieć 100% pewności, że Damon mnie nigdy nie
zdradzi, nie zrani, że mu się kiedyś po prostu nie znudzę? I do tego jeszcze,
te jego wybuchy, które mnie przerażały, często dostawałam gęsiej skórki na
całym ciele i chowałam się w kącie, kiedy stawał się taki agresywny i
popieprzony. Ale z drugiej strony chciałabym spróbować innego życia, życia z
Nim i korzystać z uroków wampiryzmu. Pokazał by mi świat o którym nie miałam
pojęcia i pewnie już nigdy tego nie zaznam....
Tak się zamyśliłam, że nawet nie
usłyszałam co mówił do mnie Stefan. Wyglądał na bardzo zmartwionego. Nie
mogłam tak się zachowywać, musiałam udawać, że nic się nie stało. On zasługiwał
na moją miłość. Od dziś przestanę myśleć o Nim.
-Halo? Tu ziemia do Eleny. Co się
z tobą dzieje skarbie?! Od kilku tygodni chodzisz przygaszona i zamyślona.- no
tak, bo właśnie kilka tygodni temu wyjechał Damon, ale przecież nie mogłam tego
powiedzieć na głos. Cholera, przecież miałam już o nim nie myśleć. Dobra,
musiałam się ogarnąć i wrócić do żywych.
- Stefanie nic się nie dzieje. Po
prostu zastanawiałam się jak spędzimy dzisiejszy dzień i wiesz co? Może
pojechalibyśmy gdzieś? Co ty na to? Mi
to jest bez różnicy gdzie, zdaje się na ciebie.-trochę ochłonęłam i odparłam z
uśmiechem.
- Eleno, ale gdzie ty chcesz niby
pojechać? Przecież w Mystic Falls też możemy spędzić miło czas. Nie pamiętam
kiedy ostatnio byliśmy w parku. Pójdę do kuchni zaparzyć kawę, a ty w tym
czasie się przebierz i zejdź do mnie na dół.- powiedział Stefan, po czym złożył
na moich ustach lekki pocałunek.
Nie miałam już siły, ani ochoty
się z nim kłócić. Chciał iść do parku, ok, tylko, żeby nie kazał mi znowu
próbować zwierzęcej diety. Skoro mnie kochał, to powinien zaakceptować to, że
wolałam pić krew z torebki tak jak Caroline. Jej jakoś nie prawił morałów, a
była jego najlepszą przyjaciółką, więc dlaczego mi ciągle to zarzucał i
pokazywał na każdym kroku, że mu to przeszkadza? Wezmę szybki prysznic i się
przebiorę. Zapomniałam, że Stefan nie lubił jak się za długo szykowałam. Ciągle
mi powtarzał, że jestem piękna i nie potrzebuje się stroić godzinami przed
lustrem i kochał mnie taką naturalną. Czasami myślałam, że to było spowodowane
tym, że wtedy aż tak bardzo nie przypominam Katherine. Albo, tylko mi się tak
wydawało.
Kiedy zeszłam na dół, czekał już
na mnie mój ukochany. Podał mi kubek z jeszcze gorącą kawą.
-A może chcesz coś zjeść? Zrobię
ci naleśniki albo jajecznice.- zapytał się mnie Stefan.
-Nie, dzięki. Kawa wystarczająco
mnie obudzi, a poza tym przecież ja nie muszę jeść ludzkiego jedzenia. Jestem
wampirem, zapomniałeś? – próbowałam go tym rozśmieszyć, ale efekt był odwrotny.
Posmutniał.
- Wiem kochanie i jeśli mam być
szczery to wcale nie jestem z tego zadowolony. Nigdy sobie tego nie wybaczę, że
przeze mnie jesteś tym czym jesteś.
-Stefanie daj spokój, przecież ty
też jesteś wampirem. Przestań już się tym zadręczać. Ja się przyzwyczaiłam i
pogodziłam z tym, więc ty tym bardziej powinieneś się cieszyć. Teraz będziemy
mogli spędzić całą wieczność razem.- powiedziałam podekscytowana i zarzuciłam
mu ręce na szyję, ale on je strącił i odparł ze złością.
- Eleno, czy ty tego nie
widzisz?! Zmieniłaś się. Chcę, żebyś była taka jaka byłaś przedtem. A teraz
tobie już nawet nie odpowiada spacer do parku.
- A czy ja powiedziałam, że nie
chce iść? Nie, przytaknęłam ci i zgodziłam się na twoją propozycje w
odróżnieniu do ciebie.
- Skoro przytaknięcie głowy z
naburmuszoną i niezadowoloną miną nazywasz zgodzeniem się, to wiesz co? Sam
sobie pójdę, albo zadzwonię do Caroline, może będzie miała ochotę. Nie musisz z
łaski ze mną iść.- odparł po czym wkurzony wyszedł z domu i trzasnął z całej
siły drzwiami.
Nadal stałam na środku korytarza
i nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Przecież on się nigdy
tak nie zachowywał. Skąd w nim tyle złości i agresji? Jeszcze nie tak dawno,
był kochany, czuły i spokojny, a teraz go nie poznawałam. Co się stało z moim
Stefanem? Od kilku dni coraz częściej się kłócimy i to przeważnie o jakieś
drobnostki. Ja tego dłużej nie wytrzymam, po prostu nie dam rady.
*****
Postanowiłam się tym, aż tak bardzo
nie zamartwiać. Skoro on może mieć swoje huśtawki nastroju to dlaczego ja nie
mogłam ich mieć? Przecież się starałam, naprawdę chciałam, żeby nam wyszło, a
on ciągle wszystko komplikował. Może to zabrzmi dziwnie, ale przez niego coraz
częściej zastanawiałam się nad tym jak mogłoby wyglądać moje życie z Damonem.
Tak, wiem, że miałam o nim nie myśleć, ale w tej o to chwili złamię moją
obietnicę. A skoro już złamałam jedną, to jak złamię kolejną nic się nie
stanie. I tak jak pomyślałam, tak też zrobiłam i wykręciłam numer do Damona.
Obiecałam mu, że nigdy, ale to przenigdy do niego nie zadzwonię, ale co mi tam
i tak nie mam nic do stracenia. Najwyżej nie odbierze…Pierwszy sygnał- nic,
drugi-nic i kolejny- też nic. Odłożyłam telefon. Może już o mnie zapomniał?
Może wiódł teraz nowe życie? Albo najzwyczajniej w świecie nie chciał mieć ze
mną nic do czynienia? Tak prawdę powiedziawszy to mu się nie dziwiłam,
zachowałam się tak samo jak Kath, najpierw go wykorzystałam, a potem wybrałam
Stefana. Ale to on naciskał, chciał odpowiedź tu i teraz, a ja nie byłam wtedy
gotowa na bycie z nim. Pamiętam jak wyglądało nasze pierwsze bliższe spotkanie.
Kilka miesięcy wcześniej
Jak zwykle po szkole udałam się do rezydencji Salvatorów. Miałam bardzo
dobry humor i nikt nie byłby w stanie mi go zepsuć. Właśnie dziewczyny i Matt
zaakceptowali mnie taką jaką jestem, czyli wampirem. Już umiałam opanować swój
głód, pomógł mi Damon jak i Caroline, Stefan też mi pomagał, a raczej próbował.
On namawiał mnie do zwierzęcej krwi, natomiast ja preferowałam krew ludzką.
Wiadomo, że początki były trudne, o mało co nie zabiłam swojego brata i Matta.
Gdyby nie Damon, pewnie już by nie żyli, nie, nie mogę o tym myśleć,
najważniejsze że nic im się nie stało i ja mogłam bez problemu przebywać w ich
towarzystwie. Tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam kiedy dotarłam do domu
Salvatorów. Od kiedy byłam wampirem miałam wyostrzony słuch i nasłuchiwałam czy
nie ma w środku mojego chłopka, ale oprócz szumu wody nic nie słyszałam. Byłam
pewna, że to Stefan bierze prysznic, także wparowałam do rezydencji i nim się
spostrzegłam znalazłam się w sypialni Damona. O cholera, to on się kąpał, nie
Stefan. Kiedy już się zorientowałam i chciałam nacisnąć na klamkę w celu
opuszczenia pomieszczenia. Usłyszałam jego głos.
- O, Elena, co za miła niespodzianka.-powiedział z chytrym uśmieszkiem.
A ja modliłam się, żeby nie zobaczył, jak spaliłam raka ze wstydu. Tak więc nie
pozostało mi nic innego, jak się odwrócić w jego stronę, przywitać się i co
powiedzieć? Że pomyliłam sypialnie, przecież to nie ma sensu. Dobra, muszę
wziąć się w garść. Przecież to Damon, mój przyjaciel, nie pomyśli sobie Bóg wie
czego.
- Damon, ja…- odpowiedziałam trochę zmieszana nie wiedząc co zrobić w
tak żenującej sytuacji. Swoim wyglądem w ogóle mi tego nie ułatwiał. Miał mokre
i w nieładzie włosy oraz zawiązany ręcznik na biodrach, a krople wody nadal
spływały po jego umięśnionym i pięknym torsie. O Boże jaki on był piękny,
dlaczego tego wcześniej nie dostrzegłam. „Zaraz, zaraz, opanuj się dziewczyno”-
goniłam się w myślach i starałam się nie patrzeć na dolną część jego ciała.-
Przepraszam, ale pilnie potrzebowałam skorzystać z toalety i nie wiedziałam, że
jesteś w domu. Ale nie martw się już idę.
- I akurat, z pośród 3 łazienek wybrałaś moją?- zapytał Damon, po czym
złapał mnie za rękę, kiedy chciałam wyjść.- Powiedz mi prawdę Eleno, co się
dzieję z twoim słuchem, czyżbyś dostała przewiewu i nie słyszysz?- odparł
ironicznie. A mi było, coraz bardziej głupio się z tego wyplątać.
- Jeśli wydaje ci się, że teraz sobie pójdziesz i nie wyjaśnisz mi o co
tu chodzi, to niestety moja droga jesteś w błędzie.- dodał. A ja próbowałam się
uwolnić z jego uścisku. Nawet będąc wampirem, nie dorównywałam mu siłą.
-Puść mnie! Przecież cię przeprosiłam. Czego jeszcze ode mnie chcesz?
Proszę…- odparłam niemal błagalnym tonem. Ale on był nieugięty i przyparł mnie
do ściany. Moje ubrania były mokre, od jego jeszcze niewyschniętego ciała.
Czułam jego ciężki oddech na mojej twarzy i zapach jego ciała oraz wody
kolońskiej. Między naszymi ciałami nie było ani milimetra wolnej przestrzeni.
Byłam zarazem przerażona jak i podekscytowana. Nawet Stefan tak na mnie nie
działał, jak ten mężczyzna.
- Teraz już mi nie uciekniesz.- powiedział pewnym siebie głosem. –
Znudziły mi się już twoje podchody. Wiem, że mnie pragniesz, słyszę to po twoim
przyśpieszonym oddechu. Ale jeśli się mylę, spójrz mi w oczy i powiedz to. – Po
czym jeszcze bardziej zbliżył swoją twarz do mojej, tak blisko, że nasze nosy
się niemal stykały ze sobą. Byłam bezradna, wiedziałam, że teraz moje ciało się
zdradzi i nawet jeśli będę zaprzeczała samej sobie, to jemu nie umiałam, po
prostu nie potrafiłam.
- Ja…kocham Stefana, ja nie mogę mu tego zrobić. A teraz z łaski swojej
zostaw mnie w spokoju.-zebrałam w sobie resztę siły i powiedziałam na jednym
wydechu. Może, zbyt nerwowo.
-Eleno, przecież ja ci nic nie robię. Sama do mnie przyszłaś i chciałaś
skorzystać z okazji, dopóki nie ma Stefana.- odpowiedział cały czas się
uśmiechając. – A teraz pozwól, że skoro nie zaprzeczyłaś, coś sprawdzę.
Zanim zdążyłam się zorientować co chciał zrobić, zaczął mnie namiętnie
całować i błądzić rękoma po moich plecach. Na początku, byłam oszołomiona i nie
wiedziałam co robię. Działałam jak w amoku, wplotłam palce w jego miękkie włosy
i przybliżyłam go do siebie jeszcze bardziej. Rozkoszowałam się smakiem jego
ust, smakowały whiskey i nim, cudownym i pysznym Damonem. Rozchyliłam lekko
wargi, tym samym zapraszając go do środka, od razu zareagował i jeszcze
brutalniej naciskał na moje usta. Nasze języki zaczęły tańczyć, nie one
walczyły ze sobą, toczyły niesamowicie zaciętą, a zarazem przyjemną walkę.
Mogłabym tak trwać całe wieki, zatraciłam się bez reszty w jego pocałunkach.
Dziękowałam wtedy, że byłam wampirem i nie musiałam przestawać choć na chwilę,
żeby się oderwać od jego idealnych ust, w celu zaczerpnięcia powietrza. I nagle
się ode mnie odsunął i gdyby nie to, że podtrzymywał mnie, pewnie bym upadła.
Spojrzałam na niego z rozczarowaniem. A on tylko z przepraszającym spojrzeniem,
mi szepnął.
-Stefan właśnie wszedł do domu. Ogarnij się.- pogłaskał mnie po
policzku i powiedział zadziornie.- Wkrótce to dokończymy, maleńka.
Nogi miałam jak z waty, nie mogłam się ruszyć, ale musiałam. Przecież
Stefan nie mógł się o tym dowiedzieć. Chociaż, widziałam smutek w oczach
Damona, to byłam mu wdzięczna, że przestał kiedy go usłyszał.
Ach, na samą myśl o tym
wspomnieniu zrobiło mi się tak ciepło na sercu. Chciałabym to jeszcze kiedyś
powtórzyć i znowu poczuć smak jego cudownych ust. Ale kiedy sobie pomyślałam,
że już go więcej nie zobaczę, serce mi się łamało na kawałki. Nie zauważyłam
nawet, kiedy zaczęłam płakać, a najgorsze było to, że nie potrafiłam przestać.
Dlaczego byłam taka głupia i pozwoliłam mu odejść?
*****
Damon
-Bourbon raz.- powiedziałem
niezbyt przyjaźnie do barmana. Po co miałem być miłym gościem? Byłem, raz dla
niej, zmieniłem się, naprawdę starałem się, jak tylko mogłem. A ona, wybrała
mojego braciszka. Jaka ironia losu, najpierw Kath, a teraz Elena. Co on miał w
sobie takiego, czego ja nie miałem? Czy naprawdę miałem na czole napisane :
„idiota”? Jak widać byłem, tylko stworzony do zaspokajania dziewczyn mojego
brata, bo on się do tego najzwyczajniej w świecie nie nadawał. Pamiętałem ile
razy Katherine się na niego skarżyła i to ze mną uprawiała perwersyjny i
brutalny seks, to ja byłem jej erotyczną zabawką, niczym więcej. A Elena? Ona
natomiast pobierała u mnie lekcje, uczyłem jej tego, czego wcześniej nauczyłem
się od tej wampirzej dziwki. Oczywiście nie wszystkiego, bo Elena taka nie
była, ona była delikatna, nie chciałem jej skrzywdzić . Miałem swoje granice i
hamowałem się, żeby nie pieprzyć jej do bólu. Ale jak widać i tego nie
doceniła. Powinienem o niej dawno zapomnieć, a nie potrafiłem. Co ta
dziewczyna, ze mną zrobiła? Nie umiałem już żyć tak jak wcześniej, pomimo tego,
że nie byliśmy razem nie interesowały mnie inne kobiety. Flirtowałem z nimi
tylko po to, żeby wypić z nich krew co do ostatniej kropelki. Moje rozmyślania,
przerwała śliczna blondynka, która się usiadła obok mnie na barowym krześle.
-Zajęte?- spytała tak słodko, że
aż mnie brało na wymiotowanie. Cholera, skąd się biorą takie pustaki?
-Hej kotku, dla ciebie zawsze
jest wolne.- odpowiedziałem najmilej jak umiałem i puściłem jej oczko.- Jak,
taka piękność ma na imię?- spytałem i posłałem jej, mój zniewalający uśmiech.
- Sara.- odpowiedziała i się
speszyła widząc jak wyciągałem do niej rękę. Ale, ujęła ją delikatnie.
-Jestem Damon.- powiedziałem i
ucałowałem jej rękę. Dziewczyna spaliła raka, ale nadal nie odrywała ode mnie
wzroku i przyglądała mi się z wyraźnym zafascynowaniem. Mnie takie coś w ogóle
nie ruszało, zdawałem sobie z tego sprawę jaki byłem seksowny i jak działałem
na kobiety.
- A więc co tu robisz sama? Nie
boisz się, że ktoś cię może porwać?- uśmiechnąłem się i spojrzałem na nią. Może
i była piękna, ale nie byłem nią zainteresowany. Udawałem tylko, byłem
cholernie głodny i miałem ochotę na gorącą krew prosto z żyły jakiejś głupiej
idiotki.
- Nie pomyślałeś o tym, że może
ja przyszłam tu po to, żeby zostać porwaną, na przykład przez jakiegoś
przystojniaka?- odbiła piłeczkę i spojrzała na mnie za wachlarza długich rzęs.
- Skoro jesteś taka odważna, to
chodź gdzieś ze mną. Zobaczymy czy się nadal nie będziesz bała.- wstałem i
wyciągnąłem do niej rękę. O dziwo, złapała mnie od razu, w ogóle nie
protestując. Naprawdę jakaś głupia blondynka. Jaka normalna dziewczyna
wychodziła z facetem, którego poznała 5 minut temu? Ale to już nie moja
broszka, byłem głodny i musiałem zaspokoić pragnienie.
- To gdzie mnie porywasz mój
rycerzu? –zapytała wyraźnie
podekscytowana, kiedy znaleźliśmy się już na zewnątrz.
- A może nie jestem rycerzem,
tylko seryjnym mordercą albo gwałcicielem? – zapytałem i ponownie puściłem do
niej oczko.
Natomiast ona zamiast mi
odpowiedzieć, popchnęła mnie w ciemny zaułek i zaczęła mnie całować. A w
trakcie naszych gorących pocałunków, rozpinała moją koszulę i wiła się jak
kotka, przygniatając mnie swoim ciałem. Musiałem przyznać, że dziewczyna znała
się na rzeczy, aż szkoda byłoby ją teraz zabijać. Ale, musiałem się pożywić.
Dlatego lekko ugryzłem ją w dolną wargę i ssałem ją. Widać, że jej się to
spodobało, a że było ciemno to nie widziała moich czarnych oczu i żyłek, które
się pojawiły pod nimi. Nie wiedziała, że ma do czynienia z mordercą. Przejąłem
inicjatywę i teraz to ja ją wgniatałem w ścianę, rozerwałem jej bluzkę i
brutalnie całowałem jej dekolt i szyje, pozostawiając czerwone ślady od lekkich
kąsań. Ona również, nie była mi dłużna i po rozpięciu wszystkich guzików mojej
koszuli, zaczęła wodzić językiem po moim rozpalonym torsie. Byłem nawet, tego
nieświadomy i wydawałem z siebie jęki rozkoszy, było mi tak cholernie dobrze.
Ale znudziła mi się już ta gra wstępna, a że moja partnerka była już mokra,
mogłem bez żadnych zahamowań w nią wejść. Dlatego podwinąłem jej krótką
spódniczkę do góry i rozerwałem jednym, stanowczym ruchem, kuse majteczki.
Wszedłem w nią brutalnie i poruszałem się szybko . Nie protestowała, tylko wiła
się z rozkoszy i wydawała z siebie rozkoszne dźwięki. Wchodziłem w nią coraz
głębiej, aż do oporu i poruszałem się coraz szybciej. Tego mi było trzeba,
porządnego wyładowania emocji. Po chwili doszliśmy, oboje w tym samym czasie.
Oparliśmy się czołami i nadal ciężko dyszeliśmy. A bynajmniej ona, bo ja byłem
odporny na takie doznania.
- O Matko! – wyjąkała.- Ale było
mi dobrze, nie dość, że jesteś przystojny to do tego jeszcze okazałeś się
zajebistym kochankiem.
- Dobra, już się tak nie
ekscytuj.- odparłem, niczym nie wzruszony.- Ale muszę przyznać, że ty też byłaś
całkiem niezła i naprawdę jest mi przykro za to, co zaraz zrobię.
Nie zdążyła nawet odpowiedzieć,
bo automatycznie wysunąłem kły i wbiłem jej się w szyję. Krzyczała i błagała o
litość, ale mnie to nie ruszało. Myślałem tylko o tym, żeby zaspokoić swój
głód. Jej krew była przepyszna, przyjemnie koiła moje gardło. Nagle usłyszałem
jak ktoś mnie woła i odsunąłem się niezadowolony od ofiary. Kiedy ją puściłem i
wymazałem jej pamięć, odwróciłem się, żeby zobaczyć kto przeszkodził mi w
uczcie. Ujrzałem przed sobą nikogo innego, tylko Katherine. Jeszcze jej, tu
brakowało.
- Damon Salvatore.- powiedziała
seksownym głosem i zawinęła sobie jeden lok na palec. Czy ona nie wiedziała, że
te jej sztuczki już na mnie nie działały?- Czyżbyś zdradzał świętą i dobrą
Elenkę z jakąś kurewką? A gdzie twoje oddanie i miłość do niej? Och, czekaj
zapomniałam, przecież ona już wybrała i to nie jesteś ty. Wiesz, szkoda mi jest ciebie.- udawała skruszoną.
-Katherine, a ty jak zwykle się
nie zmieniłaś. I przestań udawać, że cię to obchodzi, co się ze mną dzieje.-
odpowiedziałem zirytowany.- A poza tym, co tu robisz w Las Vegas? Czyżby już
nigdzie cię nie chcieli i przygnało cię aż tu?
- A odpowiedź, że szukałam
ciebie, ci wystarczy?- odparła, kokieteryjnie poruszając biodrami i
przybliżając się do mnie.
- Och, daruj sobie. Twoje gierki
już na mnie nie działają. Znajdź sobie innego kozła ofiarnego.- odpowiedziałem
i kiedy chciałem odejść, zagrodziła mi przejście. Przybliżyła usta do mojego
ucha, ugryzła mnie delikatnie, co spowodowało ciarki na moim ciele. Zauważyła
to i z uśmiechem na ustach powiedziała .
- Mój słodki, niewinny Damonie i
tak jeszcze się zobaczymy, a wtedy będziesz mi bardziej posłuszny i oddany.- Po
czym zniknęła.
Twoje nie doczekanie Katherine-
pomyślałem i udałem się do hotelu. Byłem wyczerpany i musiałem odpocząć od tego
wszystkiego.