Caroline
- A nie mówiłam, że Atlanta jest
cudowna.- powiedziałam zachwycona, gdy razem z Mattem przemierzaliśmy przez
tłoczne ulice miasta.
Po kilku tygodniach, które były
dla nas wszystkich ciężkie, zasłużyliśmy na chwilę przyjemności. Ogromnie się
cieszyłam, że udało mi się namówić mojego chłopaka na wyjazd. Miałam mu tyle
pięknych miejsc do pokazania, że chyba zajęłoby nam to wieki. Ale na szczęście
na brak czasu nie musieliśmy narzekać. Już nie. Tak jak mu obiecałam,
przemieniłam go w wampira. Teraz byliśmy oboje nieśmiertelni i mieliśmy przed
sobą świetlaną przyszłość, cały świat stał przed nami otworem. Ku mojemu
zdziwieniu, szybko przystosował się do nowego otoczenia. Opanowanie głodu
zajęło mu dosłownie niecały tydzień. W końcu miał najlepszą nauczycielkę pod
słońcem, czyli mnie- zaśmiałam się pod nosem. Kątem oka spojrzałam na niego,
nadal nie dowierzając w swoje szczęście. Wiem, że to było trochę egoistyczne z
mojej strony. Moje przyjaciółki nie miały takiego szczęścia jak ja. Elena nadal
była przygnębiona i znowu straciła chęć do życia, wyglądała jeszcze gorzej niż
po wyjeździe Damona, z którym swoją drogą nie utrzymywała kontaktu. To znaczy,
on się starał jak mógł, z tego co mi mówiła Bonnie, nadal ją odwiedzał
wieczorami w jej domu i zasypiał przy jej boku. Ale to tylko tyle. Winiła go za
śmierć brata. A Bonnie? Biedna, nie dość, że rozstała się z Jerem w złości, to
teraz on nie żył. Wspominała coś o wyjeździe do rodziny, do Salem. Gryzły mnie
wyrzuty sumienia, że zostawiłam je same sobie i spędzałam wspaniałe chwile z
Mattem. Byłam okropną przyjaciółką.
- Ej, co to za grymas na twojej
ślicznej buźce?- przez moje zamyślenie, nie zauważyłam, że przez ten cały czas
blondyn mi się bacznie przyglądał. Wziął mnie za rękę i poprowadził na rynek,
do najbliższej ławeczki. Usiedliśmy się, nie puszczając swoich dłoni.
- Care, co się stało?- spytał
zmartwionym głosem.- Jeśli znudziło ci się to miasto, możemy pojechać gdzieś
indziej, albo wrócić do domu.
- Och, Matt.- wzruszyłam
ramionami.- Tu jest przepięknie, mogłabym zostać tu na zawsze. Ale… jestem
najgorszą przyjaciółką pod słońcem. Przypomniałam sobie o Elenie i Bonnie. One
nadal są w żałobie, smutne, zdołowane, podczas gdy ja… Sam rozumiesz o co mi chodzi, prawda?-
spojrzałam na niego, spod wachlarza długich rzęs.
- Tak, rozumiem.- szepnął
chłopak, pocierając palcami moje kłykcie.- Ale z drugiej strony nie ma w tym
nic złego, że jesteś szczęśliwa. To nie czyni z ciebie złej osoby. Ten wyjazd
dobrze nam zrobił, mogliśmy choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości.
- Dziękuję ci.- zarzuciłam mu
ręce na szyję, delikatnie muskając jego usta swoimi.- Zawsze wiesz, jak mnie
podnieść na duchu.
- Jednak i tak niedługo będziemy
musieli wrócić.- delikatnie odsunął się ode mnie i pogłaskał mnie po policzku.-
Zostawiłem bar. Beze mnie oni tam zginą.
- Mógłbyś już sobie darować tą
pracę.- oznajmiłam zirytowana.- Chcesz tam pracować w nieskończoność? Przecież
ludzie się po kilku, bądź kilkunastu latach zorientują, że nie starzejesz się i
w ogóle nie zmieniasz.
- Przeszkadza ci to, że kocham
moją pracę?- powiedział z oburzeniem.- Bar jest dla mnie ważny. Od kiedy
pamiętam pracowałem tam, wychowywałem się i dorastałem wraz z nim. Nie mogę go
teraz od tak porzucić, nie potrafię.
- W takim razie, dlaczego chciałeś
zostać wampirem?!- warknęłam.
- Zrobiłem to dla ciebie.-
odrzekł.- Wszystko bym dla ciebie zrobił.- westchnął głośno i po tych słowach,
wstał, odwrócił się ode mnie i poszedł przed siebie.
Nadal siedziałam, analizując jego
słowa. Dopiero potem dotarł do mnie sens jego słów. Poświęcił wszystko dla
mnie, dosłownie wszystko. Do tej pory nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy,
jak bardzo mnie kochał i jak bardzo mu na mnie zależało. Wstałam energicznie z ławki, rozglądając się
na boki. Jednak nawet moim wampirzym wzrokiem, to wcale nie było takie łatwe go
znaleźć wśród tłumu. Przeciskając się przez ludzi, wołałam go najgłośniej jak
umiałam. Niestety, albo mnie nie słyszał, albo nie chciał słyszeć. Nie dając za
wygraną, sprawdzałam każdy budynek jaki napotkałam na swojej drodze. Ale
nigdzie go nie było. Nagle, przypomniała mi się malutka kawiarenka na
przedmieściach. Poszliśmy tam pierwszego dnia naszego pobytu tutaj.
Pokierowałam swoje kroki w jej stronę i po kilkunastu minutach dotarłam na
miejsce. Otworzyłam energicznym ruchem drzwi, troszkę za mocno je zamykając, bo
zwróciłam przy tym uwagę wszystkich osób, którzy tam byli. Szepnęłam tylko
niedbale przeprosiny i ruszyłam w głąb pomieszczenia, dokładnie je przeczesując
w poszukiwaniu mojego chłopaka. Był tam, odetchnęłam z ulgą i uśmiechnęłam się
do niego. Siedział w ciemnym rogu, pijąc dużą kawę. Podeszłam do jego stolika i
usiadłam naprzeciwko niego. Matt nawet na mnie nie spojrzał, robiąc łyżeczką
wzorki na piance.
- Wiesz, robią tu najlepszą kawę
w całym mieście.- zagadnęłam radośnie.- Odezwiesz się do mnie, czy nadal
będziesz mnie ignorował!- wybuchłam, kiedy nie otrzymałam odpowiedzi.
- Chciałem po prostu pobyć chwilę
sam.- szepnął.
- Ahaa.- wydukałam, krzyżując
ręce na piersiach.
Nigdy nie należałam do
cierpliwych osób. Siedzenie w ciszy doprowadzało mnie do szału. Już miałam coś
powiedzieć, gdy nie wiadomo skąd podszedł do mnie kelner, pytając przesłodzonym
głosem czy chciałabym złożyć zamówienie. Odwróciłam się w jego stronę,
wpatrując się w niego oskarżycielskim wzrokiem, jakby był czemuś winny. A on
przecież tylko wykonywał swoją pracę. Po wzięciu głębokiego wdechu,
odpowiedziałam obojętnym głosem, by przyniósł butelkę schłodzonego szampana i
dwa kieliszki.
- Mamy co świętować?- spytał
zdziwiony chłopak, gdy kelner odszedł.
- Każda okazja jest dobra, do
tego by napić się szampana w towarzystwie ukochanej osoby, prawda?-
zaszczebiotałam piskliwym głosikiem, posyłając mu uśmiech.
- A może wzięlibyśmy go na
wynos?- uśmiechnął się zadziornie. Już wiedziałam co miał na myśli. Od kiedy
stał się wampirem, nasze życie erotyczne nabrało większego ognia. Po
ściągnięciu szpilki, bardzo powoli przejechałam stopą po jego nodze, tym samym
dając mu do zrozumienia, że się zgadzałam.
- Już nie mogę się doczekać, kiedy
będziemy świętować w pokoju.- oblizałam wargę koniuszkiem języka. Widziałam jak
chłopak wciągnął głośno powietrze. Jego zmysły były jeszcze wrażliwe,
wzmocnione. A ja tylko zaostrzałam jego apetyt, drażniąc się z nim w miejscu
publicznym. Niespodziewanie, dotarłam nagą stopą, do jego wybrzuszenia. Od razu
pociemniały mu oczy i spojrzał się na mnie, jakby miał mnie zaraz zjeść
wzrokiem.
- Care.- wycharczał.- Poczekajmy
aż stąd wyjdziemy.
- Ale ja nie chcę czekać.-
odparłam zadziornie, jednocześnie masując jego krocze. Nie obchodziło mnie w
tej chwili to, że ktoś mógł widzieć, co wyprawialiśmy pod stolikiem. -Zróbmy
coś szalonego.- szepnęłam mu na ucho, znajdując się za nim, jednocześnie
zaprzestając słodką torturę.
- Na przykład co?- spytał,
spokojniejszym głosem.
- Na przykład. To.- ugryzłam go
delikatnie w ucho, posuwając swoje dłonie, w dół jego ciała. Zamruczał z
zachwytu, zatrzymując moje ręce i delikatnie mnie od siebie odsuwając, gdyż
właśnie przyszedł kelner z naszym zamówieniem. Rzucił w naszą stronę groźne
spojrzenie i upomniał, żebyśmy zaprzestali nasze poczynania. W jednej
sekundzie, podeszłam do niego i zahipnotyzowałam go, by nie wtrącał nosa w nie
swoje sprawy.
Z chytrym uśmieszkiem na twarzy,
zgarnęłam szampana ze stolika i pociągnęłam Matta w stronę publicznej toalety.
O dziwo, chłopak nie protestował, tylko ochoczo za mną poszedł. Po otwarciu
drzwi, do razu zostałam przyparta do ściany przez silne ciało blondyna.
Przycisnął swoje wargi do moich, łapczywie je całując. Napierał na mnie coraz
bardziej, nie widziałam jeszcze takiej dzikości w jego zachowaniu. Trochę mnie
przeraził swoimi odważnymi ruchami, ale w końcu to był nadal mój słodki, dobry
Matt. Odepchnęłam go lekko od siebie, podchodząc do umywalki i stawiając w niej
szampana. Jednak mój luby, miał inne zamiary. Wziął alkohol i nie fatygując się
odkorkowaniem go, rozerwał szyjkę butelki. W efekcie czego, nabuzowany szampan
rozlewał mu się po palcach, mocząc podłogę i nas. Nasze rzeczy były mokre i
lepkie, przez co przykleiły się do ciała.
- Matt.- zaśmiałam się głośno,
spijając z butelki wylewający się złocisty płyn.- Mhmm.- subtelnie oblizałam
usta.- Jest przepyszny.
- To ty jesteś przepyszna.-
zamruczał prosto w moje rozchylone wargi. Zdarł ze mnie cienką bluzeczkę,
rozlewając szampana po moim ciele i zlizując go ze mnie.
- Nasze ubrania…są…-szeptałam,
niezrozumiale, gdyż nie mogłam się skupić na niczym przez jego wibrujący język
krążący po moich unoszących się piersiach.- Jak, my stąd wyjdziemy?
- Już chcesz wychodzić?- ujął
moją twarz w obie dłonie i spojrzał się na mnie z błyskiem w oku.
- Oczywiście, że nie!- niemal
krzyknęłam.- Ja tylko… nieważne.- zaśmiałam się.- Teraz moja kolej.
Nim zdążył się zorientować,
został przeze mnie przyciskany do ściany. Stanowczym ruchem, rozerwałam jego
koszulę, jednocześnie polewając jego klatkę piersiową wytrawnym alkoholem.
Zaczęłam swoją wędrówkę od jego szyi, aż po brzuch. Dokładnie scałowałam każdy
fragment jego ciała, by nie pominąć żadnej kropelki. Kiedy znalazłam się na
wysokości jego pięknej twarzy, zobaczyłam w jego oczach pożądanie. Przysunęłam
się do niego bliżej, wpijając się w jego pełne i lekko spierzchnięte wargi.
Rozkoszowałam się smakiem jego ust. Przejechałam lekko językiem po jego dolnej
wardze, na co odpowiedział mi zamruczeniem. Przekręcił się ze mną, w efekcie
czego, teraz ja zostałam dociskana do ściany. Podłożył ręce pod moje plecy i
delikatnie mnie uniósł do góry. Bez namysłu, owinęłam swoje nogi wokół jego bioder, by mieć go przy sobie jak
najbliżej się dało. Moje ręce powędrowały na jego blond czuprynę, w którą
wsunęłam palce, lekko go nimi ciągnąć za włoski. Wdarł się brutalnie językiem
do środka, penetrując moją jamę ustną. Jęknęłam z zadowoleniem, przez co
ścisnął mój tyłek.
- Jesteś taka piękna.-
wymamrotał, głosem pełnym pożądania, gdy odpiął zapięcie od mojego stanika i
uwolnił nabrzmiałe piersi.
Moje sutki stały się twarde pod
jego sprawnymi i zręcznymi palcami, którymi je drażnił. Później, zaczął je
ssać, aby rękoma ściągnąć ze mnie ostatnie skrawki materiału. Najpierw zdjął ze
mnie króciutką spódniczkę, a potem do niej dołączyły koronkowe czarne
majteczki. Kiedy chciałam, zsunąć wysokie szpilki ze stóp, zatrzymał mnie.
- Zostaw je.- zamruczał do mojego
ucha.- Wyglądasz w nich bardzo seksownie.
- A teraz też wyglądam
seksownie?- droczyłam się z nim. Popchnęłam go na podłogę, siadając na niego
okrakiem.
- Teraz też.- wycharczał,
ściskając ręce na moich pośladkach.
Powędrowałam ręką w dół jego
ciała, szamotając się z paskiem od spodni. Po jakimś czasie, udało mi się je z
niego zdjąć. Uśmiechnęłam się usatysfakcjonowana, gdy zobaczyłam jego erekcję.
Nie zdawałam sobie z tego sprawy, jaki był już podniecony. Bez namysłu,
pozbyłam się jego bielizny, po czym usadowiłam się na nim, zaczynając się
poruszać. Na początku robiłam to powoli, stopniowo zwiększając tempo. Ale mój
partner miał inne plany i w wampirzym tempie przeniósł mnie, ponownie
przyciskając do ściany i podtrzymując mnie w talii. Jego ruchy były mocne i
stanowcze. Poczułam znajome mrowienie w moim podbrzuszu, kiedy wchodził we mnie
do oporu. Matt przyśpieszył tempo, zaczynając składać gorące i żarliwe
pocałunki na mojej szyi. Po czym bez
ostrzeżenia, obnażył kły i wbił je w moją jasną skórę. Syknęłam cicho, ale
potem rozkoszowałam się tym doznaniem. Przybliżyłam swoją twarz do jego klatki
piersiowej, w którą się wgryzłam. Piłam łapczywie jego krew. Dzielenie się
krwią było dość osobistym i niesamowicie intymnym przeżyciem. Dlatego zaraz po
tym jak oderwaliśmy krwiste wargi ze swoich ciał, doznaliśmy spełnienia.
Rozpadałam się pod jego ciałem na tysiące malutkich kawałeczków. Nie
pamiętałam, kiedy ostatnio miałam taki długi i intensywny orgazm. Wampir zaraz
po tym jak wlał we mnie ciepły płyn, zaczął głośno jęczeć, wypowiadając z
miłością moje imię. Przyciągnęłam go mocno za kark, wpijając się w jego usta.
Dziwnie było czuć swoją krew, ale w tym momencie nie obchodziło mnie to. Jak
widać Mattowi również, ponieważ brutalniej napierał na moje wargi. Po jakimś
czasie, oderwaliśmy się od siebie, nadal szybko dysząc.
- A nie mówiłem, że zamieniając
się w wampira, wyjdzie nam to obojgu na dobre.- powiedział usatysfakcjonowany.
- Cieszę się, że tego nie
żałujesz.- uśmiechnęłam się promiennie.
- Matt.- szepnęłam spanikowana.
- Co się stało?- spytał
zatroskany.
- My…to zrobiliśmy?- wskazałam
ręką na pomieszczenie. Ściany i podłoga lepiły się niemiłosiernie od szampana i
naszej krwi. A kawałki szkła oraz nasze porozrywane ubrania, które nie nadawały
się do użytku były dosłownie wszędzie.
- Hmm.- chłopak złapał się za głowę.-
Myślę, że tak. Nikt tu nie wszedł, bo drzwi były zakluczone. Trochę
nabroiliśmy, nie?- uśmiechnął się.
- Trochę?- zaśmiałam się głośno,
a Matt poszedł za moim przykładem.
Po małym ogarnięciu i ubraniu
się, to znaczy założeniu na siebie tego, co pozostało z rozdartych i mokrych
ubrań, opuściliśmy toaletę i wybiegliśmy z kawiarni w wampirzym tempie. W ciągu
kliku sekund znaleźliśmy się w hotelu. Pierwsze co zrobiliśmy, to udaliśmy się
prosto pod prysznic, by zmyć tą dziwną mazię, powstałą z szampana i krwi, jaka
była na naszych ciałach. Do tej kawiarni już raczej nie pójdziemy- pomyślałam
uśmiechając się pod nosem.
*****
Katherine
Wystrój restauracji był urządzony
bardzo elegancko, nowocześnie, a zarazem przytulnie. Choć to ostatnie słowo nie
pasowało do sytuacji w jakiej się znalazłam. Byłam rozchwiana emocjonalnie. Z
jednej strony mogłam czuć się zwycięsko i wykupić swoją wolność od Klausa, ale
z drugiej bałam się, że mi nie uwierzy. Minuty leciały cholernie powoli, a ja
nadal siedziałam sama, wyczekując Stefana i Klausa. Może nie powinnam
wysługiwać się młodszym Salvatorem?- zmartwiłam się. On mi pomagał, a jeśli by
przez to też miał ucierpieć. Nigdy bym sobie tego nie darowała. Próbowałam nie
myśleć o tym w ten sposób, ale choć bardzo chciałam pokierować myśli na inny
tor, nie mogłam. Co chwilę zerkałam na duży pozłacany zegar, który się
znajdował po mojej prawej stronie. Spóźniali się już dobrą godzinę. Nie mogłam
tak bezczynnie siedzieć i czekać. Musiałam coś z tym zrobić, tylko co? To był
pomysł Stefana byśmy spotkali się w miejscu publicznym, by Klaus nie był w
stanie zrobić żadnego widowiska. No tak, jakby kilka czy kilkanaście obcych nic
nie znaczących dla niego ludzi miało mu w tym przeszkodzić?- prychnęłam w
myślach. Po jakimś czasie, wstałam z krzesła i podeszłam do okna. Nie wiem jak
długo tam stałam i ich wypatrywałam. Znudziło mi się już patrzenie na zegarek
co 5 sekund, oraz wydzwanianie do Stefana i ciągłe nagrywanie mu się na
sekretarce. Gdyby nie to, że tak bardzo mi na nim zależało, już dawno bym
zwiała. Jak na złość zabronił mi się stąd ruszać, musiałam tylko na nich
czekać. Miałam dylemat, zostać tu, czy pójść wprost w paszczę lwa? Las Vegas
znałam jak własną kieszeń. A w jego domu już raz byłam, gdy ratowałam Damona.
Nie zniosłabym widoku Stefana, jakbym go zobaczyłam w takim samym stanie, w
jakim zastałam bruneta. Dokończyłam pić kolejną lampkę czerwonego, wytrawnego
wina. Nie zauważyłam nawet, kiedy szkło rozprysło się w mojej dłoni na milion
małych kawałeczków. Odłamki naczynia wbijały mi się w dłoń, która od razu
przybrała brunatny kolor, a krew zaczęła kapać na podłogę. Cholerne, wampirze
zdolności- zaklęłam w duchu. Nagle, poczułam na swojej szyi ciepły oddech, a w
wielkim balkonowym oknie odbiła się twarz pierwotnego, jednak nie tego na
którego czekałam. Odwróciłam się niepewnie w jego stronę, nie wiedząc czego
mogłam się po nim spodziewać. Obleciał mnie strach a moje ciało pokryło się
zimnym potem. Spojrzałam mu w oczy, jakby szukając w nich zrozumienia,
współczucia i pomocy. Przyglądał mi się uważnie obserwując moją twarz.
Wyciągnął dłoń w moją stronę, głaskając nią delikatnie po policzku. Zadrżałam,
choć sama nie wiedziałam czym to było spowodowane. Jego dotyk zawsze był taki
kojący, czuły. A mnie na samą myśl o nim, przypomniały się czasy, w których
spotkaliśmy się po raz pierwszy. Od zawsze był tym lepszym, dobrym i honorowym
bratem. W jego towarzystwie zawsze czułam się wyjątkowo i bezpiecznie. Jednak
czasy się zmieniły, my się zmieniliśmy. Nie wiedziałam czego mogłabym się teraz
po nim spodziewać. Nie wiedziałam co tu robił, po co przyszedł i jak mnie
znalazł.
- Katerina.- powiedział z
czułością. To jedno słowo sprawiło, że zakręciło mi się w głowie i ugięły się
pode mną kolana. Jednak, szybko otrząsnęłam się z tego transu, strącając jego
dłoń i przybierając maskę obojętności.
- Elijah.- warknęłam.- Czego ode
mnie chcesz?
- Twoja ręka.- ujął moją dłoń w
swoje i wyciągnął z niej odłamki szkła. Kompletnie zignorował moje pytanie,
opatrując mi rękę? Przecież to było niedorzeczne.
- Ogłuchłeś?!- krzyknęłam
zirytowana.- Spytałam się, czego ode mnie chcesz?
- Bardzo dobrze cię słyszałem,
Katerino.- odparł spokojnym głosem.- Przyszedłem po ciebie.
- Co?- zdziwiłam się.- Ale jak to
po mnie? Elijah bądź poważny i mów o co ci chodzi.
- Stefan Salvatore właśnie
rozmawia z moim bratem. Choć nie wiem, czy mógłbym to nazwać rozmową.
Słyszałem, że miał przyprowadzić Klausa do ciebie i ty miałaś dla niego ofertę.
Ale jak wiesz, Niklaus jest dość nadpobudliwy i…
- Czy zrobił coś Stefanowi?- zmartwiłam
się nie na żarty.
- Nie, powstrzymałem go i
obiecałem, że jak znajdę ciebie to sama mu o wszystkim powiesz.- jak przystało
na dżentelmena, wystawił ramię w moją stronę bym je ujęła. Spojrzałam się na
niego niepewnie, ale po tym jak nie dostrzegłam w jego oczach kłamstwa.
Wsunęłam drżącą dłoń pod jego ramię.
- Więc, chodźmy do nich.-
syknęłam.
Opuściliśmy pomieszczenie i
wyszliśmy na zewnątrz. Zimne powietrze owiało moją twarz i trochę się
wzdrygnęłam. Ale nie było to spowodowane tylko zimnem, którego praktycznie nie
odczuwałam, ale tym co zastanę w domu mojego wroga. Opatuliłam się szczelniej
płaszczem i spojrzałam kątem oka na mojego towarzysza. Jak zawsze był
nienagannie ubrany. Miał na sobie elegancki i cholernie drogi garnitur, białą
koszulę i szary krawat. Jego włosy były idealnie ułożone, a twarz nadzwyczaj
spokojna. Jednym słowem, Elijah w ogóle się nie zmienił, był taki sam jak
dawniej. Elegant i dżentelmen.
- Czemu tak mi się przyglądasz?-
spytał, nawet nie odwracając w moją stronę wzroku.
- Sprawdzam twoją prawdomówność.-
oznajmiłam z lekko drżącym głosem.
- Czyżbym kiedyś cię okłamał,
droga Katerino?- spytał z udawaną nonszalancją, otwierając mi drzwi od strony
pasażera.
- Dowcipny Elijah.- zaśmiałam się
pod nosem.- Jakby ktoś mi o tym powiedział, to chyba bym mu nie uwierzyła.
- Widzę, że nadal masz słabość do
braci Salvatore.- zmienił temat, prowadząc samochód z niezwykłą lekkością,
jednocześnie łamiąc przepisy panujące na drodze.
- Tylko mi nie mów, że cię to
dziwi.- odgryzałam się, patrząc przed siebie.
- Nic takiego nie powiedziałem.-
rzekł.- Nie denerwuj się tak. Wiem, że boisz się o Stefana bardziej niż o samą
siebie. Będę w pobliżu, obiecuję że nikomu nie stanie się krzywda.- położył
delikatnie wolną dłoń na mojej, lekko ją pocierając jakby chciał mi dodać tym
otuchy.
- Dlaczego chcesz mi pomóc?-
spytałam niedowierzając jego dobrym intencjom.- Dałam ci nie jeden powód do
tego byś mnie mógł znienawidzić, byś mógł to wykorzystać przeciwko mnie. A
teraz jesteś dla mnie miły?
- Nie wszyscy tłumią w sobie
nienawiść.- odparł spokojnie. -To wcale nam nie pomoże zabić naszych wrogów,
tylko zabije nas samych powolną i bolesną śmiercią. Domyślam się, że tobie,
Niklausowi czy komuś innemu mogą się wydawać moje argumenty irracjonalne, ale
taka jest prawda.
Nie odpowiedziałam nic na jego
uwagę. Nie widziałam takiej potrzeby, by zaczynać z nim konwersację. Wolałam
pomilczeć i bardziej się skupić na tym, jak powiedzieć Klausowi to czego się
dowiedziałam o jego nowym wrogu, czyli czarownicy z Nowego Orleanu. Miałam
nadzieję, że jak pierwotny się na niej skupi, to mnie zostawi w spokoju. A
wtedy będę mogła być ze Stefanem. Przez ten czas, gdy szukaliśmy na niego
brudów i jego nowych wrogów, bardzo się do siebie zbliżyliśmy. O dziwo, nawet
ze spokojem przyjął wiadomość o niedoszłym poświęceniu w rytuale świętobliwej
Elenki. To dobrze dla mnie znaczyło, ponieważ ona już nie była dla niego
najważniejsza. Może rzeczywiście mnie kochał, tak jak ja kochałam jego?
*****
Dojechaliśmy na miejsce, a moim
ciałem wstrząsnęły nieprzyjemne ciarki. Zerknęłam na Elijah, który ponownie
otworzył mi drzwi i posłał mi serdeczny uśmiech. Z niepokojem wysiadłam z jego
samochodu, udając się do rezydencji. Te drzwi, okna, długi korytarz, ponura i
śmierdząca piwnica. Zdecydowanie nie chciałam przechodzić przez to kolejny raz.
Kiedy Mikaelson nacisnął na klamkę, w celu otwarcia drzwi, miałam ochotę rzucić
się do ucieczki. Ale tylko przez sekundę tak pomyślałam, bo zaraz przypomniałam
sobie o moim Stefanie, który siedział tam z mojej winy. Po przekroczeniu progu,
ścisnęłam mocno dłonie, wbijając w nie paznokcie. Syknęłam cicho. To już drugi
raz tego wieczoru, gdy krwawiłam i do tego sama sobie zadawałam
niekontrolowanie ból. Elijah objął mnie delikatnie i szepnął mi na ucho „Będzie
dobrze. Głowa do góry”. Troszkę się uspokoiłam, ale tylko troszkę. Przeszliśmy
przez długi korytarz, docierając do salonu. Miałam nogi jak z waty, zdawało mi
się jakby każdy krok jaki stawiałam był moim ostatnim. Każdy szmer, głos,
wydawał mi się niebezpieczny. Ale gdy już weszliśmy do salonu, uniosłam dumnie
podbródek do góry, powtarzając sobie, że nie mogę mu pokazać swojej słabości,
muszę być silna. Odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam Stefana całego i
zdrowego. Siedział w fotelu popijając szkocką, a obok niego siedział… Klaus.
Rozmawiali jak starzy przyjaciele, co chwilę rzucając jakimiś anegdotkami.
Odchrząknęłam, tym samym zwracając na siebie uwagę. Oboje odwrócili się w moją
stronę, uśmiechając się i potem powrócili do rozmowy.
- Mówiłem, że tylko rozmawiali.-
szepnął Elijah, o którym zapomniałam. Spojrzałam się na niego z wściekłością.
Nastraszył mnie?
- Długo kazaliście na siebie
czekać.- powiedziałam, podchodząc do nich.- A i tak się jeszcze nie
zjawiliście, tylko przysłaliście po mnie Elijah.
- Witaj, Katerino.- rzekł Klaus
tym swoim brytyjskim akcentem.- Może zechciałabyś się z nami napić?-
zaproponował uprzejmie? Nie, chyba musiało mi się przewidzieć. Byłam w ukrytej
kamerze? Klaus nigdy nie był dla mnie miły. O co tu do cholery chodziło?
- Stefan przedstawił ci ofertę
jaką mam dla ciebie w zamian za moją wolność i Damona?- od razu przeszłam do
konkretów, ignorując jego dobre maniery.
- Tak.- odparł.- Pamiętaj,
manipulancka suko. Jeśli mnie okłamałaś, gorzko za to zapłacisz.- zbliżył się
do mnie niebezpiecznie blisko. Zobaczyłam w jego oczach wściekłe iskry. A więc
już nie był miły.- prychnęłam.
- Uciekałam przed tobą przez
ponad 500 lat. Myślisz, że narażałabym się ponownie?- puściłam do niego oczko,
wymijając go i nalewając sobie trunku.
- Zagrywka w stylu Katherine
Pierce.- zaśmiał się cynicznie.- W takim razie, słucham co wiesz o tej całej
Jane- Anne- Deveraux?
- Dowiedziałam się tylko tyle, że
spiskuje przeciwko tobie. Nie znam szczegółów.- skwitowałam, biorąc spory łyk
mocnego trunku.
- Kto był taki uczynny i ci o tym
powiedział?- spytał, uważnie lustrując moją twarz.
- Mam swoje znajomości.- ucięłam,
po czym dodałam.- Możemy już iść?- spytałam, patrząc znacząco na Stefana, który
się nie odezwał ani słowem od mojego przybycia.
- Katherine.- w końcu przemówił
Stefan.- Zawiadomiłabyś Damona, że już jest w porządku i by się nie martwił?
- A dlaczego sam tego nie
zrobisz?- nie podobało mi się w jaki sposób do mnie mówił. Bał się? Obiecał coś
Klausowi? Nie, przecież już raz to przerabiali. Nie pozwolę mu znowu go
zniszczyć!
- Nie może. Nie wierzę ci
Katerino i dlatego zabieram Stefana ze sobą.- odpowiedział pierwotny z
niebezpiecznym błyskiem w oku.
- Ale przecież… Sam możesz to
sprawdzić.- dukałam niezrozumiale.- Elijah, wierzysz mi, prawda? – szukałam u
niego ratunku, a gdy nic nie odpowiedział dodałam głośniej.- Obiecałeś, że mi
pomożesz! Nie stój jak taki kołek! Powiedz coś!
- Katerino, uspokój się.-
podszedł do mnie pierwotny, przemawiając znowu spokojnym głosem.- Oczywiście,
że ci wierzę. Pamiętam co obiecałem i obietnicy dotrzymam. Nie bój się, dla
bezpieczeństwa i utrzymania porządku pojadę z nimi do Nowego Orleanu. Gdy
dowiemy się całej prawdy, Stefan wróci. Masz na to moje słowo.
- Weź mnie zamiast Stefana.-
zaoferowałam się, nie chciałam narazić życia młodszego Salvatora. Wszyscy
spojrzeli się na mnie z niedowierzaniem, a Stefan chyba najbardziej. Złapał
mnie za dłoń, lekko ją pocierając. Ten mały, czuły dotyk sprawił, że poczułam
się lepiej, znacznie lepiej. Wiedziałam, że zależy mu na mnie tak samo jak mi
na nim. Widziałam w jego oczach obawę, strach i…miłość.
- Wybacz, ale nie nadajesz się na
kompana.- wzruszył beznamiętnie ramionami Klaus.- Także, ci podziękuję. Żegnaj,
Katerino.
- Nie, nie!- krzyczałam, ale nikt
nie chciał mnie słuchać. Po raz pierwszy nie umiałam znaleźć dobrych
argumentów. Wszyscy trzej wstali jak na komendę i ruszyli w stronę drzwi,
kompletnie mnie ignorując.
- Stefanie.- pobiegłam za nim i
rzuciłam się w jego ramiona.- Przepraszam, że cię w to wciągnęłam.- załkałam.
- To nie twoja wina. Nie chodziło
tylko o ciebie, ale też o Damona.- odparł, wycierając łzę z mojego policzka i
ucałował mnie czule w czoło. Poczułam się strasznie. Byłam bezradna, nie mogłam
nic z tym zrobić. Bałam się, że teraz nie uwolni się od Klausa, że już go
więcej nie zobaczę.
- Wrócę najszybciej jak się da.-
dodał, ujmując moją twarz w obie dłonie.- Dbaj o siebie i nie daj się zabić
mojemu impulsywnemu bratu.- uśmiechnął się przyjaźnie, sama też się
uśmiechnęłam. Choć w środku cierpiałam.
*****
Damon
Dzień jak co dzień, każdy
wyglądał tak samo. Im więcej tkwiłem w takim stanie, tym coraz częściej się
zastanawiałem co tu jeszcze robiłem. No, ale odpowiedź chyba była prosta,
Elena. To dla niej wciąż siedziałem w tej małej mieścinie, którą zwą Mystic
Falls. Dobrze, że posiadała chociaż jeden bar, w którym właśnie spędzałem swój
kolejny nudny wieczór. Piłem jedną szklankę za drugą złocistego płynu, a i tak
się nie napiłem na tyle by móc choć przez chwilę zapomnieć moje denne życie. Od
wczoraj postanowiłem dać Elenie spokój. Jak będzie chciała, sama będzie
wiedziała gdzie mnie znaleźć. Jak długo miałem się czuć winny za coś, czego nie
zrobiłem? Nie należałem do osób, które by się płaszczyły i błagały o
wybaczenie. Przeprosiłem, naprawdę szczerze przeprosiłem za zbagatelizowanie
przestrogi. Także, na tym moja rola się skończyła. Poczekam na nią tak długo,
jak będzie trzeba. Niespodziewanie, poczułem jak ktoś się przysiadł koło mnie.
Jej francuskie perfumy wyczułbym na kilometr. Miała dziewczyna tupet, zjawiać
się po tym co zrobiła.
- Wiedziałam, że cię tutaj
znajdę.- powiedziała, wyrywając szklankę z mojej dłoni i opróżniając jej
zawartość jednym haustem.
- Katherine.- burknąłem z odrazą
w głosie.
- Też się cieszę, że cię widzę
Damonie.- odparła niczym nie wzruszona, zamawiając następną kolejkę whiskey.
- Czego tu szukasz? Kołka w
sercu?- spytałem z sarkazmem.
- Bardzo śmieszne.- warknęła.-
Nie myśl, że zapomniałam o tym co mi ostatnio powiedziałeś. Teraz mam
ważniejsze sprawy na głowie, niż dręczenie małej Elenki. Chyba znowu będziemy
musieli połączyć swoje siły.
- Jakie my? I jakie musimy?-
rzuciłem w jej stronę wściekłe spojrzenie. Ona naprawdę myślała, że po tym co
usiłowała zrobić, pomogę jej w czymkolwiek.
- Spokojnie, zaraz ci wszystko
wytłumaczę.- westchnęła, po czym zaczęła kontynuować.-Tyle się wydarzyło… Przez
ostatnie kilka miesięcy moje życie się zmieniło, w pewien sposób ja się
zmieniłam. Tak, wiem, że zaraz będziesz się ze mnie śmiał. Ale naprawdę,
znalazłam to czego szukałam i niczego więcej nie potrzebuję. Jednak też niczego
nie żałuję. Myślę, że najlepiej będzie jak to przedstawię ci w inny sposób. A w
drodze do Nowego Orleanu opowiem ci ze szczegółami. Tak, więc mam dla ciebie
jedną dobrą i jedną złą wiadomość. Od której zacząć?- spytała, wwiercając we
mnie duże czekoladowe oczy.
- Znajdź sobie innego słuchacza.
Ja się do tego nie nadaję.- wzruszyłem ramionami, nalewając sobie alkoholu.
- Damon!- krzyknęła.- Myślisz, że
zawracałabym ci tym dupę, jakby to nie dotyczyło ciebie?
- Wybacz, ale nie chcę mieć już z
tobą nic więcej do czynienia.- odparłem wypranym z emocji głosem.
- Okej, a więc powiem ci w
skrócie. Klaus już więcej nie będzie nam dokuczał, a zamiast tego wziął Stefana
na wycieczkę.- mówiąc ostatnie słowo, zrobiła w powietrzu palcami cudzysłów.
- A co ma z tym wspólnego mój
brat?!- krzyknąłem, ściskając boleśnie jej ramię.- Wykorzystałaś go? Nie
sądziłem, że jesteś do tego zdolna by się nim wysługiwać. I ty się zmieniłaś?-
prychnąłem.- Mów wszystko!
- Naprawdę tego nie chciałam.-
szepnęła, wyrywając się z mojego uścisku.- Stefan sam mnie znalazł i
zaoferował, że pomoże mi i tobie. Robiłam wszystko co w mojej mocy, by go
ocalić, ale nikt mnie nie chciał słuchać.- gdybym jej nie znał, to mógłbym
przysiąc, że widziałem łzy w jej oczach, które silnie próbowała powstrzymać.
- Przez przypadek, dowiedzieliśmy
się o pewnej czarownicy z Nowego Orleanu, która mu zagraża. Więc uznaliśmy, że
ona będzie dla niego większym zmartwieniem, niż zemsta na nas.- dodała.- Klaus nam uwierzył, a
bynajmniej tak mi się wydawało do czasu, kiedy powiedział, by sprawdzić naszą
prawdomówność, zabiera ze sobą Stefana. Myślisz, że specjalnie narażałabym
życie twojego brata?
- Powiedz coś do cholery!-
potrząsnęła mną.- Pakuj swój tyłek i jedźmy odbić Stefana. Sama nie dam rady…
- Uratuję go bez twojej pomocy.-
odparłem nadzwyczaj spokojnym głosem.
- Nie dasz rady.- nalegała.-
Pojedźmy razem.
Już miałem coś odpowiedzieć, gdy
poczułem na sobie czyjś wzrok. Odwróciłem się i napotkałem Elenę siedzącą w
kącie i przyglądającą mi się oskarżycielsko. Ciekawe ile usłyszała z naszej
rozmowy. Katherine od razu zauważyła, gdzie podążył mój wzrok.
- Kłopoty w raju?- szepnęła.-
Wiesz, to nawet dobrze się składa. Przynajmniej w drodze do Nowego Orleanu nie
będziesz o niej myślał.
- Daj mi w końcu spokój!-
wyrzuciłem z siebie. Wstałem ze stołka barowego i udałem się do wyjścia.