czwartek, 27 lutego 2014

Rozdział VIII

Dobra, kochani. Dopracowałam kolejny rozdział. Będzie on w zupełności poświęcony rytuałowi. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę ♥


Elena

Przebudziłam się w ciemnym pomieszczeniu, cuchnącym stęchlizną i wilgocią. Na dodatek, leżałam na zimnej i brudnej podłodze. Czułam jakby w moją głowę zostało wbitych tysiące szpilek. Miałam zaschnięte gardło, jakbym nie żywiła się od dłuższego czasu. Moje usta były zakneblowane, a ręce mocno związane sznurem, nasączonym werbeną.  A co było najdziwniejsze, nie mogłam się ruszyć. Całkiem zesztywniałam. Miałam też trudności z otworzeniem oczu i zobaczeniu gdzie się znajdowałam. Używając resztek sił, przechyliłam lekko głowę. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, zobaczyłam niedaleko mnie siedzącą w kącie dziewczynę. Była to brązowowłosa, przestraszona, drobna dziewczyna. W odróżnieniu do mnie, nie była zakneblowana, ani związana. Przyglądała mi się z wymalowaną ulgą na twarzy.
- A jednak, żyjesz.- przysunęła się do mnie i drżącymi rękoma rozwiązała kawałek materiału, uniemożliwiający mi mówienie.- Myślałam, że spuściła z ciebie całą krew.
- Co tu robisz? – wychrypiałam ledwo słyszalnym głosem.
- Jestem tak samo jak ty, jednym ze składników rytuału.- odparła, po czym spuściła na dół głowę.
- Jakim składnikiem? Jakiego rytuału?- niczego z tego nie rozumiałam. I najważniejsze, kogo miała na myśli mówiąc „ona”?
- To ty nic nie wiesz?- spytała zdziwiona.- Katherine chce się stać najpotężniejszą wampirzycą na całym świecie. Dlatego znalazła czarownicę, która by sprostała temu zadaniu. Wykłada ona najsilniejszą, a zarazem najniebezpieczniejszą magią, ekspresję. Jednak by mogło do tego dojść potrzebna jest pełnia oraz ofiary składające się z sobowtóra i wampira.
- Poczekaj, a więc to Katherine za tym stoi.- stwierdziłam.- A Kol musi być jej wspólnikiem.
- Byłaś nieprzytomna, kiedy cię przyniósł.- powiedziała cicho, po czym dodała.- Nadal nie mogę w to uwierzyć, że jesteście tak bardzo do siebie podobne.
- Kim jesteś?- zignorowałam jej wypowiedź, chcąc się dowiedzieć o niej czegoś więcej.
- Alice.- uśmiechnęła się słabo.
- Alice, nie możemy pozwolić na to, żeby jej się udało, słyszysz?- rzekłam pewnym głosem.- Ona nie może wygrać.
- Ale co my możemy zrobić?- spytała bezradna.
- Nie wiem, ale coś wymyślę.- powiedziałam, próbując rozerwać sznur. Ręce niemiłosiernie mnie piekły od werbeny, ale zacisnęłam zęby, próbując się wyswobodzić.
- Pozwól, ściągnę ci je.- zaoferowała swoją pomoc. Rozwiązała sznury, nie zwracając uwagi na czerwone i piekące ręce.
- Dziękuję.- szepnęłam. -A więc jak się tu znalazłaś?
- Na imprezie poznałam przystojnego faceta, Kola. Gdybym wiedziała, że ta znajomość tak się zakończy, nigdy bym z nim nie rozmawiała. A teraz umrę za głupotę.- zaszlochała.
- Hej, nie płacz. Musimy być silne.- pogłaskałam ją po ramieniu.
Wstałam i ostatkami sił na ledwo trzymających się nogach, podeszłam do drzwi. O dziwo były otwarte. Zadowolona, zwróciłam się do wampirzycy.
- Chodź. Uciekniemy, tak żeby nikt nas nie zobaczył.
- Nie mogę, jestem zahipnotyzowana.-  szepnęła.- Nie mogę stąd uciec, ani krzyczeć.
- Jesteś wampirem, więc jak udało jej się cię zahipnotyzować?- zapytałam zbita z pantałyku.
- Ona tego nie zrobiła, to ta czarownica rzuciła na mnie czary.- oznajmiła.- Na ciebie nie mogła, bo byłaś pod wpływem werbeny.
- Czasem się przydaje.- stwierdziłam. Od kiedy tylko stałam się wampirem, zaczęłam ją pić regiularnie. Jak widać opłaciło mi się to na coś.
- Masz okazję to ucieknij.- odparła, posyłając mi blady uśmiech. Widziałam po niej, że się bała zostać sama, a co najważniejsze bała się śmierci. Nie mogłam tak jej zostawić.- Na co czekasz? Idź!- ponaglała mnie.
- Mam pomysł.- rzekłam zadowolona.- Wyjdziemy stąd razem, rozumiesz?
- Ale przecież wiesz, że ja nie mogę uciec.- przypomniała mi smutnym głosem.
- Ale my nie uciekniemy. My tylko wyjdziemy, opuścimy to miejsce i nigdy tu nie powrócimy.- dziewczyna się uśmiechnęła i podtrzymując mnie za ramię, ruszyła ze mną.
Po otworzeniu drzwi, najciszej jak się dało, weszłyśmy po schodach. Znalazłyśmy się w jasnym korytarzu, małego domu. Nie zastanawiając się długo, pobiegłyśmy w stronę drzwi. Chciałyśmy się jak najszybciej znaleźć na wolności. Spodziewałam się jakiejś straży, ale nikogo na szczęście nie widziałam w pobliżu. Gdy pchnęłam drzwi, uderzył nas blask księżyca. Była pełnia, no tak najlepsza pora na rytuał. Tylko nie tym razem, Katherine- pomyślałam. Zimny wiatr wiał nam w twarze, a wokół było pełno drzew i nie wiedziałam, gdzie się znajdowałam. Nie obchodziło mnie to, chciałam po prostu się stąd wydostać. Tak więc, szybkim krokiem wyszłyśmy z domku i już byłyśmy przy wejściu do ciemnego lasu, kiedy znikąd wyłoniła się przed nami Katherine.
- Cóż, widzę, że znalazłyście wyjście.- powiedziała z chytrym uśmieszkiem.- A ty, miałaś nie uciekać.- spojrzała się na Alice.
- Ja…nie uciekłam. Ja wyszłam.- szepnęła, spoglądając na mnie. Posłałam jej uśmiech, tym samym dodając otuchy.
- Uciekłaś, wyszłaś. Co za różnica.- podeszła do nas, przeszywając nas wzrokiem na wskroś.- I tak to wam się na nic nie przydało.- zawołała Kola, który się w sekundę zmaterializował przed nią.- Zabierz je, zwiąż, pilnuj. Cokolwiek. Byle, tylko były żywe. Niedługo zaczniemy.
Pierwotny bez zbędnych pytań, złapał nas za ramiona i wciągnął do środka.

*****

- Dlaczego to robisz? Dlaczego dasz się pomiatać Katherine?- spytałam Kola, uważnie obserwując jego wyraz twarzy. Widziałam jak się zmieszał i nie wiedział co miał mi odpowiedzieć. Zaczął chodzić nerwowo po salonie i co chwilę ciskał we mnie groźnym spojrzeniem.
- Odpowiedz mi!- powiedziałam podniesionym głosem.- I tak niebawem umrę, więc co ci szkodzi?
Nie zdążyłam zauważyć nawet jak szybko się znalazł przed nami. Alice była przestraszona i niepewnie na mnie spoglądała. Złapałam ją za rękę, tym samym uspokajając i mówiąc bezgłośnie, że będzie dobrze, że nie miała powodów żeby się przejmować.
- Jesteś nieznośna.- warknął Pierwotny.- Jakbym mógł, to już bym dawno cię sprzątnął.
- A więc czemu tego nie zrobisz?- spytałam, jednocześnie przybliżając się do niego.- Zaoszczędzisz fatygi Katherine.
- Wiem, co ty kombinujesz.- pogroził mi palcem.- Nieładnie tak. Ale na szczęście nie uda ci się mnie złamać. Jeszcze raz się odezwiesz i zaknebluję ci usta.
- Jakbym wcześniej ich nie miała zakneblowanych.- prychnęłam.
- Zmieniłaś się.- stwierdził.- Ostatnio jak cię widziałem, byłaś bezbronną, płochliwą dziewczyną. A teraz odgryzasz się jak mało kto. Aż szkoda cię zabijać.
- Wampiryzm mnie zmienił, ale co ci się będę dużo tłumaczyć. I tak cię to nie obchodzi.- spoczęłam na białej skórzanej kanapie, po czym zwróciłam się do wampira.- Nalałbyś mi whiskey? Zaschło mi w gardle.- wskazałam ręką na szyję. Czułam jak opuszczały mnie siły, to pewnie przez brak krwi.
- Jeszcze czego.- zaśmiał się cynicznie.- Może od razu, urządzę dla ciebie ucztę.
- Jak już wspomniałam, nie zostało mi dużo czasu.- odparłam, wzruszając ramionami.- To jak, spełnisz moją ostatnią prośbę?
- Nie.- burknął.- Ale za to, ja się chętnie napiję.- Podszedł do barku i nalał sobie whiskey, którą opróżnił jednym haustem.
Przełykałam głośno i boleśnie resztki śliny. Cholera, nie czułam jeszcze takiej strasznej suchoty w przełyku. Spojrzałam się na moją towarzyszkę, siedziała z podkulonymi nogami, kołysząc się i drżąc. Kiedy odgarnęłam jej włosy, podskoczyła jak oparzona.
- Hej, spokojnie.- szepnęłam.- To tylko ja. Jak się trzymasz? Wyciągnę nas z tego, obiecuję.- dodałam ściszonym głosem, żeby Kol nie usłyszał. Dziewczyna pokiwała niepewnie głową i podniosła na mnie wzrok. Miała oczy mokre od płaczu.
Czas mijał nieubłaganie powoli. Teraz już nie byłam taka pewna swoich słów jak na początku. Głowiłam się jak uciec, jak dotrzymać obietnicy dziewczynie, która patrzyła się na mnie dużymi oczami, wyrażającymi wdzięczność. Choć jeszcze nic takiego nie zrobiłam. Nagle usłyszałam zbliżające się kroki jakiejś dziewczyny. To z pewnością nie była Katherine, bo słychać by było stukot szpilek, a nie ledwo słyszalne drobne kroczki.
- Wszystko jest już gotowe.- oznajmiła rudowłosa dziewczyna.- Możemy zaczynać.
- Świetnie.- zawtórował Kol.- Mam już dosyć niańczenia tych dziewuch.
Podszedł do nas i kiedy chciał złapać nas za ręce, dziewczyna odepchnęła go, wypowiadając słowa po łacinie. A więc była czarownicą, to ona miała dziś przeprowadzić rytuał. Była taka młoda, a już posiadała taką ogromną moc. Przypomniała mi się Bonnie, która też już ją praktykowała, mimo młodego wieku. Miała niebawem przyjechać do Mystic Falls, szkoda że nie będzie mi dane się z nią zobaczyć- pomyślałam zasmucona. 
- Oszalałaś?!- krzyknął rozzłoszczony, podnosząc się z ziemi.- Ty pojebusko, zaraz wyrwę ci te twoje rude kłaki!
- Nie zrobisz tego.- usłyszałam za sobą głos Katherine.- Nie denerwuj się kochanie.- powiedziała słodko.- Po prostu chciałam ci zaoszczędzić masakry, jaka będzie miała miejsce. Pomyślałam, że w tym czasie mógłbyś nam zarezerwować bilety. Jak tylko to się skończy, dołączę do ciebie.
- Masz mnie za idiotę?- warknął, materializując się przed wampirzycą i patrząc na nią gniewnie.- Zostanę do końca, czy to ci się podoba, czy nie!
- Uspokój się, bo ci żyłka pęknie.- zaśmiała się perliście, zarzuciła ręce na jego szyję i pocałowała go namiętnie. Kiedy odsunęła go od siebie, dodała.- Przecież ci obiecałam. A teraz pojedź na te cholerne lotnisko. Nie będziemy tracić czasu na spory.
- Pamiętaj, Katherine Pierce, jeśli mnie oszukałaś gorzko mi za to zapłacisz.- wysyczał, po czym wyszedł z budynku, trzaskając drzwiami.
- Och, co za choleryk.- prychnęła i zwróciła się do mnie i Alice.- A wy na co czekacie? Na specjalne zaproszenie? Ruszajcie się!

*****

Idąc przez las, modliłam się o jakiś cud. Jakikolwiek. Przed nami szła czarownica i Alice, a ja szłam równo z Katherine. Nawet jakbym chciała uciec, to nie miałam jak, ponieważ z lasu wyłoniła się grupka mężczyzn. Jak widać, brązowowłosa była przygotowana na wszystko. Krępująca cisza, doprowadzała mnie do szału, dlatego postanowiłam ją przerwać.
- Na pewno jesteś z siebie zadowolona.- zwróciłam się do Katherine.
- I to nawet nie wiesz jak bardzo.- odparła z tryumfem.- Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę jak będziesz umierać. W końcu się ciebie pozbędę, raz na zawsze.
- Jak możesz być taka zła i zachłanna?- spytałam.
- Zachłanna?- powtórzyła za mną.- Co masz przez to na myśli?
- Masz tego świadomość, że jak mnie zabijesz, Stefan i Damon cię znienawidzą.- powiedziałam z jadem w głosie.- Nigdy ci tego nie wybaczą! Może i będziesz najsilniejsza, i będziesz żyła wiecznie. Jednak na zawsze pozostaniesz sama. Staniesz się zgorzkniała, nieszczęśliwa, niekochana i nikomu niepotrzebna. Ja bym była przerażona na twoim miejscu. Wolałabym dzielić wieczność z ukochaną osobą. Twoje życie będzie puste i nic niewarte. A wiesz dlaczego? Bo jesteś zła do szpiku kości i nikt nie będzie chciał z tobą być. Żal mi jest ciebie, naprawdę.
Czekałam na jakąś reakcje wampirzycy. Ale nie odezwała się ani jednym słowem, nie zrobiła żadnego ruchu. Jej twarz wyrażała obojętność, umiejętnie to skrywała. Jednak, ja wiedziałam, że w środku, aż kipiała z wściekłości. Nawet nie przerwała mojego monologu, tylko słuchała uważnie każde moje słowo.
- Co Katherine, prawda w oczy kole, nie?- zaśmiałam się ironicznie.- Jeśli nadal chcesz mnie zabić, proszę bardzo. Ale gwarantuję ci, że moje słowa na długo zapadną w twojej pamięci i będą ci dźwięczeć w uszach.
- Ty, mała kurwo!- popchnęła mnie z całej siły na pobliskie drzewo. Złapała za gardło i ściskała je z całej siły.- Możesz sobie gadać co chcesz, nie zrezygnuje ze swojego celu. Osiągnę to, o czym od zawsze marzyłam. I to dzięki tobie, więc chyba powinnam ci podziękować, prawda?- uśmiechnęła się cynicznie.
- To na co jeszcze czekasz?- wysyczałam ledwo słyszalnym głosem, gdyż jej palce niemiłosiernie wbijały się w moją szyję. W tym momencie nie przejmowałam się tym, że zginę. Osiągnęłam sukces, wygarnęłam jej to, co leżało mi na sercu. Chociaż przez chwilę, miałam nad nią przewagę.
- Bezczelna!- krzyknęła i wolną ręką, wymierzyła mi siarczystego policzka. Jej cios był tak mocny, że przeciął skórę, a krew zaczęła lecieć strużkiem z mojej twarzy. Cholernie zabolało, ale było warto.
- Jak śmiesz, w ten sposób się do mnie odzywać!- krzyczała. Czułam wzbierające się łzy w moich oczach, kiedy ułamała gałąź i zaczęła mnie nią dźgać po całym ciele, co jakiś czas rzucając wyzwiskami. Upadłam na ziemię. Usłyszałam szloch Alice, która próbowała odciągnąć wampirzycę ode mnie.
- Katherine, zabijesz ją!- powiedziała stanowczym głosem czarownica.- Przestań, bo nic tym nie zyskasz. Poczekaj, do rytuału.
- Masz racje.- wycharczała.- Weź ją.- rozkazała i udała się szybkim krokiem w głąb lasu.
Z pomocą, rudowłosej dziewczyny i Alice wstałam, stawiając powolne kroki. Moje całe ciało było obolałe, a rany bardzo długo się zabliźniały i sączyła się z nich krew. Nie miałam siły. Po kilku minutach, zauważyłam w oddali tańczący ogień. Każdy mój kolejny krok był cięższy od poprzedniego. Kiedy znaleźliśmy się już na miejscu, czarownica udała się do miejsca, w którym zostawiła księgę. Katherine stała koło niej, szeptając jej coś na ucho. Nie byłam w stanie nawet usłyszeć, o czym rozmawiały. Zostałam sama z przerażoną Alice. Mi już było wszystko jedno. Wtedy uświadomiłam sobie, że ją zawiodłam. Czułam się strasznie z powodu nie dotrzymanej przeze mnie obietnicy.
- Przepraszam.- szepnęłam.- Przepraszam, miałam nas stąd wyciągnąć.
- Nie przepraszaj.- rzekła trzęsącym głosem.- Omal przed chwilą sama nie zginęłaś. Zrobiłaś co mogłaś.
- Szkoda, że nie zginęłam.- uśmiechnęłam się blado.- Uratowałabym świat przed Katherine. Nie miałaby więcej możliwości, dokończenia rytuału. Jestem jedynym żyjącym sobowtórem.
- Boję się, Eleno…- dziewczyna, spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
- Ja też.- odparłam szczerze.- Ale musimy być silne do końca.
- Koniec tych smętów i pogaduszek.- rzekła zirytowana Katherine.- Ty, połóż się na tym metalowym stole.- najpierw zwróciła się do mnie, a następnie do Alice.- A ty, chodź ze mną. Musisz oddać trochę krwi.
Stół znajdował się w środku kręgu, wokół którego były ustawione świece. Udałam się w wyznaczone mi miejsce i zrobiłam, to co mi nakazała. Wciągnęłam powietrze, czułam różnego rodzaju zioła, zapach siarki, krwi. Robiło mi się niedobrze, a żołądek podchodził mi do gardła. Już się nie bałam. Byłam gotowa, byłam gotowa umrzeć. Zamknęłam oczy i starałam się pomyśleć o czymś przyjemnym. Nagle zobaczyłam wszystkie piękne momenty z moją rodziną, przyjaciółmi i z Nim, moim Damonem. Poczułam ukłucie w środku. Nie widziałam się z nim od kilku miesięcy. Nie zdążyłam się z nim pożegnać. Ale może to i lepiej, przynajmniej nie będzie cierpiał. Pewnie był gdzieś daleko stąd i siedział w jakimś zatłoczonym klubie, popijając bourbona. Z moich rozmyślań, wyrwały mnie buchające świece wokół mojego ciała. Czarownica, Katherine i Alice stały koło mnie. Cieszyłam się, że przed śmiercią, mogłam zobaczyć przyjazną twarz, zatroskanej dziewczyny. Rudowłosa, zaczęła coś mówić po łacinie, a moim ciałem wstrząsnęły zimne dreszcze. Słyszałam, że z moją przyjaciółką było to samo.
- Kocham cię Damonie.- powiedziałam, zanim zdążyłam zamknąć oczy.



*****

Damon

- Pierdolona suka!- krzyczałem, przewracając meble w salonie. Znowu udało się jej mnie oszukać. Znów dałem się nabrać na jej chore gierki. Tylko ciekawe, w co tym razem grała? Co kombinowała? Skąd ona w ogóle wzięła, tak potężną czarownicę?- zasypywałem się pytaniami, na które nie znałem odpowiedzi. Zastanawiał mnie jeden fakt, a mianowicie spojrzenie rudowłosej. Wyglądała jakby dawała mi jakieś znaki, znaki dotyczące planu Katherine. Jej wzrok był łagodny, ogłuszyła mnie pewnie ze strachu przed nią. Może miała u niej jakiś dług, który musiała spłacić? Musiałem ochłonąć i wszystko na spokojnie przemyśleć. Udałem się do barku z moją kochaną whiskey i nalałem sobie trunku do szklanki. Wypiłem zawartość za jednym zamachem, po czym poszedłem na górę. Wziąłem prysznic, który mnie orzeźwił. Wychodząc z łazienki, podniosłem swoje ciuchy, które rzuciłem niedbale na ziemię. Ze spodni wyleciała pomięta kartka. Nie przypominałem sobie, żebym coś zapisywał. Rozłożyłem ją i zacząłem śledzić tekst, linijka po linijce. Litery były drobne i starannie napisane.

Nie chciałam Cię skrzywdzić. Musiałam to zrobić, żeby Katherine mi zaufała i nie zabiła mojego narzeczonego. Szantażowała mnie. Mam nadzieję, że rozumiesz moją sytuację. Kiedyś uratowała moją mamę, gdyby nie dała jej swojej krwi, wykrwawiłaby się na śmierć. Jestem jej dozgonnie wdzięczna i powiedziałam, że jak będzie miała problem, to chętnie jej pomogę. Dlatego się zgodziłam na ten rytuał. Rytuał, dzięki któremu ma się stać najsilniejszą i najpotężniejszą wampirzycą na całym świecie. Nie przeszkadza mi to, nic do niej nie mam. Gdyby nie to, że w nim mają zginąć niewinne osoby. Jej sobowtór i wampir. Nie wiedziałam do kogo się zwrócić o pomoc. Proszę pojaw się podczas pełni w środku lasu. Jesteś wampirem, masz wyostrzone zmysły. Nie będziesz miał problemu ze znalezieniem miejsca. Będzie widać z daleka duży płomień ognia i czuć intensywną mieszankę ziół, zmieszaną z krwią. Proszę, pomóż mi ją powstrzymać. Nie chcę stać się morderczynią.”

Czytałem i nie wierzyłem własnym oczom. Katherine chciała dorównać Pierwotnym i do tego kosztem Eleny? Nie mogłem do tego dopuścić! Błyskawicznie się ubrałem i spakowałem kołki do torby. Pamiątka po Alaricu, zostawiłem je na czarną godzinę. To był właśnie ten czas, kiedy mogłem ich użyć. Czułem jego obecność, wiedziałem że nie byłem sam. Zerwałem się na równe nogi i wybiegłem z domu. Nie myślałem o niczym innym, tylko o niej. Nawet jeśli była ze Stefanem, którego swoją drogą nie było przy niej. Ona nie mogła umrzeć. Nie mogłem jej stracić- przez całą drogę, te słowa dudniły mi w uszach. W wampirzym tempie, znalazłem się w ciemnym lesie. Przemierzałem przez zarośla, za którymi czaił się mrok. Ruszyłem najszybciej jak mogłem w sam środek lasu, z którego czułem strach i nadchodzącą śmierć. Wiedziałem, że nie mogłem się spóźnić. Musiałem jak najszybciej znaleźć się przy Elenie. Gałęzie raniły moje ciało, kiedy przemierzałem szybko w głąb lasu. Usłyszałem grupę wampirów i wilkołaków zbliżających się w moją stronę. Pięknie- pomyślałem, nie dość, że pełnia, to jeszcze brakowało mi tu wilkołaków. Nie zastanawiając się długo, wyciągnąłem kołki i rzucałem nimi skąd dochodziły hałasy łamanych gałęzi. Kilkanaście ciał już leżało na ziemi, więc posunąłem swoje kroki do przodu.
- No, dalej zapchlone kundle. Wyłaźcie!- krzyknąłem.
I jak na zawołanie, wyleciało z krzaków dwóch wilkołaków. Szamotałem się z nimi przez jakiś czas. Jednak, zanim mnie ugryźli, zdążyłem zanurzyć ręce w ich piersiach i wyrwać serca. Rzuciłem je gdzieś w krzaki i ruszyłem dalej. Z oddali usłyszałem, głos czarownicy, szyderczy śmiech Katherine, płacz jakiejś dziewczyny i słowa Eleny, które zbiły mnie zupełnie z pantałyku.
- Kocham cię Damonie.
Dlaczego wypowiedziała moje imię, a nie Stefana? Poczułem się szczęśliwy, a zarazem przerażony, że to mogły być ostatnie słowa, które wyleciały z jej ust. Pobiegłem jak oparzony, gdyż usłyszałem jej cichy krzyk, słyszałem jak cierpiała. Po drodze napotkałem jeszcze małe przeszkody, w postaci wampirów. Na szczęście, uporałem się z nimi równie szybko, jak z poprzednimi. W sekundzie, zmaterializowałem się przed czarownicą. Na jej twarzy zobaczyłem ulgę i radość. Momentalnie przerwała mówić zaklęcie i płomienie zgasły. Młoda, brązowowłosa dziewczyna przyglądała mi się zdziwiona. Była przestraszona. Kiwnąłem jej głową, że może uciekać, ale ona podbiegła do nieprzytomnej Eleny i próbowała ją ocucać. Sam bym to zrobił, jednak Katherine zagrodziła mi drogę, rzucając niebezpieczne spojrzenia na przemian mi i rudowłosej.
- Czemu skończyłaś?- spytała wytrącona z równowagi.- Nie tak się umawiałyśmy!
- Katherine, ja nie mogłam...- dukała, przestraszona, chowając się za moim ramieniem.
Dałem jej znak, że sobie poradzę i ochraniałem ją, żeby mogła uciec. Podziękowała i szybko wybiegła. Katherine, rzuciła się za nią, ale ją dogoniłem i chwyciłem mocno za ramię.
- Chciałaś zabić Elenę?!- krzyknąłem jej w twarz.- Wiedziałem, że jesteś do wszystkiego zdolna. Ale tym razem przesadziłaś. Nie ujdzie ci to na sucho!
- Damon, ja…- widziałem zmieszanie na jej twarzy.
Użyła swojej kolejnej sztuczki i wpiła się brutalnie w moje wargi. Przez chwilę, trwaliśmy tak w bezruchu. Jednak potem się otrząsnąłem i niespodziewanie wbiłem jej kołek w plecy. Brunetka odskoczyła zdziwiona na ziemię. Spojrzała się na mnie błagalnym wzrokiem. Wyciągnęła ze swoich pleców kołek i rzuciła się do ucieczki. Ale nie udało jej się daleko uciec, zmaterializowałem się przed nią i patrzyłem na nią wściekłym wzrokiem.
 - Ty się nigdy nie zmienisz. Zawsze dążysz do celu po trupach.- warknąłem.- Co ja teraz mam z tobą zrobić?
- Rób co chcesz.- odparła wypranym z emocji głosem.- Wiedz jednak, że wtedy nie kłamałam. Zobaczymy, jak będziesz żył ze świadomością, że zabiłeś z zimną krwią kobietę, która cię naprawdę kochała.
Stałem jak wryty i przyglądałem się jej twarzy. Mówiła prawdę. Kurwa, chyba pierwszy raz w życiu, nie kłamała. Nie mogłem jej zabić, nie umiałem. Ale ona chciała poświęcić kobietę, którą kocham w jakimś pieprzonym rytuale. Byłem kompletnie rozdarty.
- Ja chciałam tylko się uwolnić raz na zawsze od Klausa.- oznajmiła.- Uciekałam przez ponad 500 lat. Żyłam w strachu, mógł mnie dopaść wszędzie. Wiesz jakie to jest uczucie? Proszę, zrozum mnie. Przecież, gdybyś chciał, to byś już dawno mnie zabił.
Jej wzrok przeszywał mnie na wskroś. Teraz jej życie było w moich rękach.
- Idź do diabła, Katherine!- warknąłem. Wyminąłem ją i powiedziałem na odchodne.- Jeśli zobaczę cię jeszcze raz, bez skrupułów wyrwę twoje martwe serce, rozumiesz?
- Tak.- pokiwała głową.- Damon, jestem pewna, że mi kiedyś wybaczysz. Może nie od razu, ale gwarantuję ci, że jak tylko znudzisz się swoją Elenką, będziesz potrzebował pocieszenia. To z pewnością nie było nasze ostatnie spotkanie.
Chciałem coś jej odpowiedzieć, ale kiedy się odwróciłem już jej nie było. Poszedłem do Eleny. Była w strasznym stanie. Straciła dużo krwi i sił. Jej ubrania były brudne i posklejane zaschniętą krwią. Miała rozcięty policzek. Leżała tak spokojnie i się nie ruszała. Pogłaskałem ją delikatnie po głowie i pocałowałem w czoło. Ale nie zareagowała. Dopiero kiedy ostrożnie wziąłem ją na ręce, otworzyła powoli oczy i spojrzała się na mnie z niedowierzaniem.
- Damon. Jesteś tu.- szepnęła, a na jej twarz wtargnął ciepły uśmiech. Wtuliła się we mnie i ponownie zamknęła oczy.

środa, 26 lutego 2014

Rozdział VII

Dziękuję bardzo za piękne i motywujące komentarze, oraz za ponad 1000 wejść ♥ Byłoby mi bardziej miło, jakby te osoby, które czytają, pozostawiły po sobie chociaż ślad. Żebym wiedziała ilu osobom podobają się moje wypociny ;)
Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i zapraszam na kolejny rozdział :D

Damon

- Nie ma to, jak wrócić z miesięcznych wakacji do tej dziury.- powiedziałem sarkastycznie, po przekroczeniu progu mojej rezydencji w Mystic Falls.
- A mówiłam, że wrócimy do Savannah.- naburmuszyła się Katherine.- To oczywiście wpadłeś na genialny pomysł, żeby tu przyjechać.
- A ja ci już mówiłem, że jak coś ci się nie podoba, to droga wolna.- wskazałem ręką na drzwi.- Nikt cię tu na siłę nie trzyma.
- Jak zwykle jesteś bardzo uroczy.- nawinęła na palec, jeden z wystających loków.
- Tak, to właśnie ja. Uroczy, szarmancki, przystojny, seksowny...
- Dobra, już przestań się przechwalać.- warknęła.
Poszedłem do mojego barku i nalałem sobie do szklanki złocistego trunku. Zastanawiałem się, gdzie podziali się domownicy. Kilka dni temu dokładnie sprawdziłem rezydencje i nie zauważyłem, żeby ktoś tu mieszkał od dobrego miesiąca. Dom był niewywietrzony, meble pokrywał kurz i zniknęły wszystkie ubrania Eleny. Pozostało tylko trochę rzeczy Stefana i moje, które zostawiłem przed wyjazdem. Wszystko wydawało mi się dziwne. Na domiar złego, moja komórka została u Klausa, stąd nie wiedziałem co się z nimi działo. Oczywiście mogłem pójść do domu rodzinnego Eleny, ale nie chciałem. Nie byłem gotowy, żeby się z nią spotkać, choć nadal o niej myślałem. Ze Stefanem próbowałem się skontaktować z nowego numeru telefonu, ale jego komórka nie odpowiadała.
- Musimy to kiedyś powtórzyć.- usłyszałem za sobą, dźwięczny głos wampirzycy.
- Och? Naprawdę?- odwróciłem się w jej stronę.- Myślałem, że byłaś zazdrosna, kiedy spotykałem się z gorącymi dziewczynami.
- Ja zawsze jestem o ciebie zazdrosna.- szepnęła mi do ucha.- Ale z drugiej strony, widziałam, jak przedmiotowo je traktowałeś. Zbajerowałeś, zabawiłeś się z nimi i wypiłeś z nich krew, aż do ostatniej kropelki. To mi się nawet bardzo podobało.
- Ty również nie byłaś święta.- mruknąłem, odgarniając włosy z jej twarzy.- Kokietowałaś napalonych i śliniących się na twój widok facetów.
- Widzisz, ile mamy ze sobą wspólnego.- odparła, odpinając guzik od mojej koszuli.- Oboje lubimy dobrą zabawę i nie mamy z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Cokolwiek to znaczy.
- To prawda panienko Pierce, jesteśmy ulepieni z tej samej gliny.- rzuciłem ją na kanapę, przyciskając jej ciało do niej.
- Powiedz mi, jak ty to robisz, że za każdym razem mam na ciebie coraz większą ochotę.- zaśmiała się perliście.
Zamiast jej odpowiedzieć, wpiłem  się zachłannie w jej usta. Nie pozostała mi dłużna i oddawała pocałunki ze zdwojoną siłą. Nasze ubrania latały w powietrzu, niemal je z siebie zdarliśmy, zmieniając co chwilę pozycje. Omiotłem spojrzeniem jej nagie ciało. Jak zwykle była piękna, idealna, taka jaką ją zapamiętałem w 1864 roku. Zacząłem całować jej szyję, zjeżdżając pocałunkami coraz niżej. Na zmianę, ssałem i przygryzałem jej sterczące sutki, które robiły się twarde od moich pieszczot. Wyczułem, jak zadrżała i wciągnęła powietrze, gdy całowałem jej brzuch. Wplotła palce w moje włosy i pociągnęła mnie do góry. Teraz stykaliśmy się ze sobą czołami. Oboje dyszeliśmy z podniecenia.
- Zamiana, wolę być na górze.- wysapała i przekręciła się ze mną.
Obsypywała gorącymi pocałunkami mój tors, podczas gdy jedną ręką powędrowała w stronę mojego podbrzusza. Wciągnąłem głośno powietrze, gdy zaczęła ręką poruszać w górę i w dół. Nie znałem drugiej takiej kobiety, która umiałaby robić to w taki sposób. Można było jej wiele zarzucić, ale w pieprzeniu była najlepsza. Katherine była jedyna w swoim rodzaju. Położyłem ręce na jej biodrach, przesuwając je stopniowo na jej pośladki. Nie przestawaliśmy się pieścić wzajemnie, nasze dłonie i usta były wszędzie. Lubiliśmy się ze sobą droczyć, dlatego przedłużaliśmy grę wstępną. Miałem wrażenie, jakbyśmy robili to ostatni raz. Brunetka patrzyła się na mnie, jakby chciała zapamiętać każdy najmniejszy fragment mojego ciała, każdą rysę na mojej twarzy. Opuszkami palców delikatnie przejechała po mojej twarzy.
- Pamiętaj, że zawsze cię kochałam i będę kochać Damonie. Niezależnie od tego co się stanie.-wyczułem smutek w jej głosie.
- Mówisz to tak, jakbyśmy mieli się więcej nie spotkać.- odparłem szczerze.- Katherine Pierce, co się z tobą dzieję? Zebrało ci się na sentymenty?
- Nieważne, chciałam tylko, żebyś o tym wiedział.- pocałowała mnie namiętnie w usta.- Pieprz się ze mną Salvatore. Pieprz się ze mną mocno i bez żadnych zahamowań. Chciałabym, żebyś w trakcie szczytowania, wypowiedział moje imię.
Kompletnie nic z tego nie rozumiałem. Nie widziałem jej jeszcze w takim stanie. Wyglądała na przybitą i gdyby to była inna kobieta, pomyślałbym że zaraz się rozpłacze. Ale przecież ona do takich nie należała. Nigdy nie okazywała oznak słabości, zawsze była silną, dążącą do celu wampirzycą.
- Nie przyglądaj mi się tak.- warknęła.- Weź mnie! Teraz!
Niewiele się nad tym zastanawiając, spełniłem jej prośbę i wszedłem w nią bez zbędnych ceregieli. Jęknęła, gdy wchodziłem w nią do oporu. Moje ruchy były mocne i zdecydowane. Nasze ciała poruszały się w jednym rytmie. Katherine wychodziła mi naprzeciw biodrami, chciała mnie mieć jak najbliżej. Błądziła rękoma po moich plecach, raz po raz je drapiąc i zostawiając na nich rysy. Wpiłem się brutalnie w jej usta. Wtargnąłem językiem do środka, nasze języki zaczęły toczyć ze sobą bitwę. Pojękiwaliśmy sobie w usta, ciężko dysząc. Nagle oderwałem się od niej i zacząłem całować jej szyję, rozkoszowałem się smakiem i zapachem jej ciała. Zwiększyłem tempo i poruszałem się w niej coraz szybciej. Wampirzyca wygięła ciało w łuk, gdy zawładnęła nią fala wibracji i poczuła pierwsze skurcze silnego orgazmu, Zacisnęła mięśnie pochwy na moim członku, jakby chciała mnie utrzymać w sobie jak najdłużej. Nie protestowałem, ani niczego nie zrobiłem, czekałem na jej ruch.  Po jakimś czasie, nakazała mi, żebym zaczął się w niej poruszać. Tak też zrobiłem. Niedługo po tym, byłem na skraju wytrzymałości. Katherine, pierwsza zaczęła szczytować, wypowiadając moje imię. Krzyczała tak głośno, jak nigdy wcześniej. Chwilę po niej, wypełniłem jej wnętrze błogim ciepłem. Spełniłem jej prośbę i podczas szczytowania, wypowiedziałem jej imię. Spowolniłem ruchy i jeszcze przez jakiś czas w niej byłem. Widziałem jak na jej twarzy wtargnął prawdziwy, szczery uśmiech. Wydawało mi się, jakby czekała tylko na to. Nie wiedziałem dlaczego, ale pogłaskałem ją czule po twarzy, po czym opadłem obok niej. Przekręciła się na bok i wtuliła w moje lepiące się od potu ciało. Tkwiliśmy w tej ciszy i w takim stanie, dopóki nie usłyszeliśmy jej dzwoniącego telefonu. Katherine, zerwała się na równe nogi i go odebrała.
- Za 5 minut będę pod drzwiami Salvatorów.-usłyszałem głos młodej dziewczyny ze słuchawki.
- Dobrze. Dzięki.- odparła wampirzyca i się rozłączyła.
- Możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?- krzyknąłem.- Co to za kobieta i po jaką cholerę tu przyjedzie?
- Ubierz się, jeśli nie chcesz, żeby zastała cię nagiego.- oznajmiła. Trzęsącymi rękoma, sama zaczęła się ubierać.
- Wiedz, że cokolwiek kombinujesz, nie ujdzie ci to płazem.- warknąłem, przyciskając ją do ściany.
- Uspokój się.- rzekła.- Lepiej będzie, jeśli coś na siebie założysz.- wyswobodziła się z moich objęć i rzuciła we mnie spodniami i koszulą.
Założyłem na siebie rzeczy, ale nadal jej nie odpuściłem. W wampirzym tempie, znalazłem się przed nią i zacząłem ściskać ją za gardło.
- Mów. Prawdę!- krzyknąłem.- Co masz zamiar zrobić?
- Puść mnie!- wychrypiała.
Nagle usłyszałem, podjeżdżający samochód. Nie przestając dusić Katherine, wyczekiwałem gościa. Dziewczyna nie pofatygowała się zapukaniem do drzwi, tylko od razu je otworzyła. Wyglądała na około dwadzieścia parę lat, miała bujne rude włosy i zielone oczy. Spojrzała się na mnie z przepraszającym wzrokiem. A potem wyciągnęła rękę w moją stronę i zaczęła coś mówić po łacinie.
- Co do kurwy…- poczułem ostry ból i puściłem wampirzycę. Złapałem się za głowę i rozmasowałem skronie, ale na nic. Ból nasilał się z sekundy na sekundę, coraz bardziej. Upadłem na kolana i krzyczałem, gdyż nie miałem wcześniej do czynienia z tak potężną czarownicą. Czułem, jak wszystko mi w głowie pękało. Bardzo powoli i cholernie boleśnie. Zanim straciłem przytomność, usłyszałem jeszcze głos Katherine.
- Przepraszam, ale nie miałam wyjścia.- szepnęła, gładząc moje ramię.- Może kiedyś mi to wybaczysz.


*****

Caroline

Piłam następnego drinka i z niecierpliwością odliczałam ostatnie minuty, jakie zostały Mattowi do końca pracy. Rozglądałam się po bokach, zauważyłam grupkę młodzieży, która śmiała się i żartowała. Ze smutkiem pomyślałam o naszej paczce. Zastanawiałam się, kiedy my tak sobie usiądziemy wszyscy razem i będziemy gadać o głupotach. Bonnie była jeszcze w Atlancie. Każdego dnia miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam ją tam samą. Chociaż ona za każdym razem mi mówiła, że wszystko u niej było w porządku i niedługo powinna wrócić. Minął dopiero miesiąc, a czułam się jakby minęło więcej czasu, o wiele więcej. Jeremy zaszył się w domu, podobnie było z Eleną, która unikała wszystkich i żyła w swoim świecie. Powtarzała, że nic jej nie było i nie miałam się czym martwić. A może, jutro wyciągnę ją na zakupy?- pomyślałam z uśmiechem,  popijając trunek.
- Do kogo, tak się panienka ślicznie uśmiecha?- zapytał radosnym głosem mój chłopak.
- A wiesz, do tamtego seksownego i samotnego pana, który jeszcze chwilę temu stał za barem.- odparłam, obdarzając go ciepłym uśmiechem.
- Skąd ta pewność, że jest wolny?- droczył się ze mną.
- Dokładnie go sprawdziłam i od samego początku wiedziałam, że będzie należeć tylko i wyłącznie do mnie.- stwierdziłam, muskając delikatnie jego usta.
- Kiedy kończysz?- spytałam, gdy odsunęliśmy się od siebie.- Nudzi mi się.- zrobiłam smutną minkę.
- Caro, daj mi kilka minut.- poprosił i pogłaskał mnie po policzku.- Muszę jeszcze posprzątać i grzecznie wyprosić klientów.
- Pomogę ci.- zaoferowałam się.- Ty posprzątaj, a ja się nimi zajmę.- wskazałam palcem na grupkę osób, która jeszcze była w barze.
- Taa, ja już wiem, jak ty ich ładnie wyprosisz.- zaśmiał się, po czym dodał.- Sam to zrobię. Będziesz jeszcze to piła?- zerknął na mojego niedopitego drinka.
- Matt, zrozum, zrobię to szybciej. Proszę, będę miła.- spojrzałam się na niego błagalnym wzrokiem. Ale, kiedy widziałam, że to nic nie pomogło, dodałam.- Wiem, że nie pochwalasz hipnozy, ale przecież to nie jest nic, aż tak strasznego. Zaakceptowałeś mnie taką, jaka jestem.
- To nie chodzi o ciebie.- odparł skruszony.- Czasami nie umiem się pogodzić z twoimi zdolnościami. Dobra, mniejsza o to. Chcesz, zrób to, zahipnotyzuj ich. Ja zbiorę szklanki ze stolików.
- Matt.- powiedziałam bezradna.
Zdawałam sobie z tego sprawę, jak niekiedy trudno mu było ze mną wytrzymać. Starałam się, jak mogłam najlepiej. Wstałam i tak jak obiecałam, grzecznie wyprosiłam klientów. Pozbierałam resztę naczyń i zaniosłam je na zaplecze. Zauważyłam Matta, wkładającego brudne szklanki, talerze i sztućce do zmywarki.
- Jeszcze te zostały.- rzekłam i podałam je mojemu chłopakowi, który miał grobową minę.
- Hej.- klepnęłam go lekko w ramię.- Nie możesz się wiecznie na mnie gniewać.
- Wiecznie, na pewno nie.- stwierdził.- Ja będę żył kilkadziesiąt lat, a ty kilkaset.
- Nie myśl o tym teraz.- objęłam go od tyłu w pasie i wtuliłam się w jego szyje.- Jakoś to będzie. Najważniejsze, że się kochamy i chcemy być ze sobą.
- A kiedy mam o tym pomyśleć? Jak się zestarzeję i będę leżał na łożu śmierci?- wyrzucił z siebie zdenerwowany. Usiadł na krześle i zakrył twarz w dłoniach.- Nie chcę cię stracić Caro.- spojrzał się na mnie z miłością.
- I nie stracisz.- powiedziałam szczerze.- Nie dopuszczę do tego.- obiecałam, po czym wpiłam się w jego usta. Całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. Kochałam tego faceta w każdy możliwy sposób i nikt, ani nic nie mogło nam stanąć na przeszkodzie. Byliśmy niezniszczalni, żadna niepożądana siła nie mogła nas rozdzielić.
- Chciałaś iść.- powiedział w trakcie pocałunków.- Dokończymy to w domu.
- Czyli, już jest w porządku?- spytałam z entuzjazmem.- Nie gniewasz się na mnie?
- Skarbie, oczywiście, że się na ciebie nie gniewam.- odparł. Wziął mnie za rękę i wyszliśmy z baru. Matt zamknął drzwi i udaliśmy się w stronę samochodu.
- Caro.- pogłaskał mnie po policzku, kiedy już siedzieliśmy w samochodzie. Widziałam, że coś go trapiło. Miałam najgorsze przeczucia, ale przecież niedawno mówił, że nie był już na mnie zły.
- Tak?- spytałam z troską.
- Musimy poważnie porozmawiać.- rzekł, dokładnie przyglądając się mojej twarzy.
O, Matko, nie widziałam go nigdy takiego poważnego. Co się stało? Czemu chce ze mną porozmawiać? Dlaczego ma taką niepewną minę, jakby obawiał się mojej reakcji?  Przez moją głowę przechodziło tysiące najczarniejszych myśli. Bałam się, że chciał mnie zostawić. Nie przeżyłabym bez niego, nie umiałabym.

*****

Stefan

Kilka dni temu przyjechałem do Londynu z uroczą blond wampirzycą. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś będę to w stanie mógł to powiedzieć, ale byłem szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy, wolny, niezależny i korzystałem z uroków wampiryzmu. Życie bez Eleny było o wiele prostsze, łatwiejsze. Przestały mnie już nachodzić wyrzuty sumienia, że przeze mnie stała się czymś, czym nigdy nie chciała być, czyli wampirem. Nie obchodziła mnie już, chociaż czasami nachodziły mnie jeszcze myśli: „Co by było, gdybym został?”, „Co by było, gdybym o nią bardziej zawalczył?”. Ale na całe szczęście szybko one przechodziły, a to wszystko za sprawą pięknej blondynki. Jakiś czas temu, spotkałem się z Klausem, musiałem się upewnić, że z moim bratem było wszystko w porządku. Gdyby nie interwencja jego siostry Rebeki, z którą teraz spędzałem te wspaniałe chwile, byłoby po mnie. Pierwotny wpadł w szał, gdy się zapytałem o Damona. Powiedział tylko tyle, że jak tylko go zobaczy, to rozszarpie go na strzępy. Uciekł mu z czyjąś pomocą, wiedziałem że kto jak kto, ale mój starszy braciszek sobie poradzi. Z gorszych tarapatów wychodził, więc odetchnąłem z ulgą, gdy się dowiedziałem, że był cały. Chciałem się z nim spotkać, ale bałem się, że Klaus mógłby mnie śledzić. A poza tym, nawet nie wiedziałem gdzie mógł być. Z moich rozmyślań wyrwały mnie, delikatne ręce błądzące po moich plecach. Jej ciepłe dłonie, wywoływały u mnie przyjemne dreszcze, a  jej melodyjny głos był rajem dla moich uszu.
- Stefanie Salvatore, o czym tak znowu myślisz?- szepnęła kokieteryjnie do mojego ucha, po czym dodała ostrzejszym głosem.- Jeśli znowu o tej wywłoce, to przysięgam, że osobiście wbiję ci kołek w serce.
- Nie zrobiłabyś tego, za bardzo ci na mnie zależy.- odparłem pewnym siebie głosem.
- Tak myślisz?- w jednej sekundzie, zmaterializowała się przed mną.- A co, jeśli jesteś moją kolejną zabawką i jak tylko mi się znudzisz, to cię po prostu sprzątnę?
- Rebekah Mikaelson, znam cię lepiej, niż ktokolwiek inny. – złapałem ją mocno w talii, przyciągając do siebie.- Możesz udawać silną i obojętną, ale w głębi duszy jakaś cząstka ciebie będzie zawsze miała do mnie małą słabość.
- Na twoje szczęście, masz ładną buźkę, którą szkoda byłoby zniszczyć.- mruknęła w moje usta.- Nie tak szybko mi się znudzisz Salvatore. Świetnie się razem bawimy i jesteśmy do siebie podobni.
-Pamiętasz, jak się świetnie bawiliśmy w latach 20?- nawinąłem sobie na palec jej zbłąkany blond kosmyk włosów i założyłem jej za ucho.
- Doskonale to pamiętam, ale wiesz, że zawsze może być lepiej?- popchnęła mnie na fotel i usiadła na mnie okrakiem.
Przez kilka sekund mierzyliśmy się wzrokiem, po czym nasze usta złączyły się w długim i namiętnym pocałunku, który pogłębialiśmy coraz bardziej.  Nasze języki walczyły o dominację, a kiedy się od siebie oderwaliśmy, oboje ciężko dyszeliśmy. Przejechałem opuszkiem palca po jej policzku, ale Rebekah strząsnęła mój palec, wpijając się zachłannie w moje usta. Zdarzało mi się zapominać, że ona nie lubiła takich delikatnych czułości, to nie była Elena. O której swoją drogą musiałem zapomnieć i to jak najszybciej. Teraz byłem z seksowną blond wampirzycą i tylko ona się liczyła, nikt inny. Kobieta, jedną ręką rozerwała moją koszulę, a drugą odpinała pasek od spodni. Nie chcąc być jej dłużnym, ściągnąłem jej bluzkę i zacząłem wodzić językiem po jej szyi i unoszących się piersiach. Jęknęła, gdy wtargnąłem ręką pod jej króciutką spódniczkę. Niebawem, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni, gdzie rzuciłem ją na łóżko. Zacząłem mocno napierać na nią swoim ciałem. W sekundę pozbyliśmy się naszych ubrań. Drażniłem językiem jej jędrne piersi, które twardniały pod wpływem moich pieszczot. Zataczałem na nich kółka, przygryzałem i ssałem na przemian. Rebekah przewróciła mnie na plecy, wodząc językiem po moim torsie i poruszając dłonią moim członkiem w górę i w dół. Robiła to z taką intensywnością, że traciłem powoli zmysły i kompletnie się w tym zatracałem. Kiedy byłem już u skraju wytrzymałości, obróciłem ją i wylądowałem na niej. Jęknęła, kiedy włożyłem w nią jeden palec, poruszając nim szybko. Czułem jak z każdą chwilą, robiła się coraz bardziej wilgotna. Wycofałem dłoń i ponownie wdarłem się w nią dwoma palcami. Rozkoszując się tą chwilą, wygięła ciało w łuk. Jej biodra krążyły wokół mojej dłoni, kiedy kciukiem masowałem jej łechtaczkę. Nie zaprzestając swoich działań, całowałem ją po twarzy, szyi i dekolcie, wodząc ustami coraz niżej. Nagle dotknąłem językiem jej łechtaczki. Blondynka wciągnęła głośno powietrze i czułem jak zaczynała szczytować, gdy coraz intensywniej sprawiałem jej przyjemność gorącym i śliskim językiem. Wydała z siebie jęk rozkoszy, jednocześnie łapiąc mnie za włosy. Czułem jak cała drżała, a jej mięśnie zaciskały się wokół mojego wibrującego języka. Po tym doznaniu, obudził się we mnie instynkt zwierzęcy, jednym sprawnym ruchem wszedłem w jej miękkie i gorące ciało. Blondynka, przyciągnęła mnie do siebie jeszcze bliżej, nie mogąc złapać tchu po wcześniejszym orgazmie. Mocno ściskała moje pośladki i jęczała, gdyż moje pchnięcia były zdecydowane i mocne. Nasze ciała poruszały się jednym, równym rytmem. Doznania narastały i zaczęliśmy szczytować jednocześnie. Zalała nas fala rozkoszy i ulgi. Nasze krzyki i oddechy się mieszały. Wyczerpany, opadłem obok niej na łóżku, łapiąc oddech. Wampirzyca wzięła z szafki paczkę papierosów i zapalniczkę.
- Nie ma to, jak papieros po wyczerpujących dwóch, długich orgazmach.- powiedziała usatysfakcjonowana.- Chcesz?- wyciągnęła w moją stronę paczkę.
- Pewnie.- odparłem, odpalając najpierw jej, a potem sobie papierosa. Oboje zaciągnęliśmy się tym świństwem, wypuszczając z naszych ust obłok dymu nikotynowego.
- Wiesz, że mi zaimponowałeś.- rzuciła blondynka.
- Cieszę się, że jesteś zadowolona.- powiedziałem posyłając jej uśmiech.
- Mówią, że praktyka czyni mistrza, więc jest jeszcze przed tobą trochę pracy.- chuchnęła mi w twarz dymem i roześmiała się perliście.
- Na moje, możemy zacząć ćwiczyć od zaraz.- mówiąc to, znalazłem się na niej, odgarniając z jej twarzy lepkie od potu włosy.
- Nie tak szybko ogierze.- pogroziła mi palcem.- Teraz to ja idę wziąć długą, relaksującą kąpiel.
- Kąpiel, też może być.- odparłem.
- Idę sama.- powiedziała głosem, nieznoszącym sprzeciwu i zepchnęła mnie z siebie. Udała się do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
*****

Elena

- Jeszcze raz to samo.- odparłam, wypranym z emocji głosem. Siedziałam właśnie w barze, pijąc piątą, albo szóstą szklankę whiskey. Sama już nie wiedziałam. Straciłam chęć do życia, wszystko wydawało mi się bezsensowne. Nie cieszyły mnie już wspólne wypady z Caro do sklepów, obiadki z Jerem, czy rozmowa z Mattem albo z Bonnie przez telefon. Jedyne co mnie cieszyło to ucieczka Damona z łap Klausa. Tylko nadal nie wiedziałam gdzie był, co robił. Czy myślał o mnie, tak samo jak ja o nim? Czy tęsknił co noc? Czy znaczyłam coś jeszcze dla niego? Alkohol, teraz to on był moją podporą, przyjacielem, przynajmniej on nigdy mnie nie zostawił, zawsze wysłuchał i nie prawił kazań. No tak, jakby ta szklanka mogła w ogóle  do mnie przemówić- uśmiechnęłam się blado pod nosem.  Nagle poczułam wibracje w telefonie, dostałam sms- a od Caroline. 
Hej! Przepraszam, że się do Ciebie nie odzywałam. Miałam tyle na głowie. Spotkajmy się za godzinkę przed butikiem. Pobuszujemy po sklepach, a potem udamy się na kawkę i ploteczki :D Potrzebuję rady przyjaciółki.
Kocham Cię, Caro.
P.S. Nie próbuj mi się wymigać!

Cała Caroline, tylko, że ja nie miałam ochoty chodzić pół dnia po sklepach. Tu mi było dobrze. Upiłam łyk złocistego trunku i od razu poczułam się lepiej. Cholera, chyba się uzależniłam od tego alkoholu. To pewnie dlatego, że tak bardzo przypominał mi Jego, mojego kochanego Damona, którego tak bardzo mi brakowało. Byłam załamana i coraz bardziej się staczałam. Już wyobrażałam to sobie, jak moja przyjaciółka będzie mi prawiła kazania na temat alkoholu. Ach, może lepiej wyjdę teraz i się przewietrzę, może nie zauważy, że piłam. Jak też pomyślałam, tak zrobiłam. Zostawiłam banknot na stoliku i chwiejnym krokiem opuściłam pomieszczenie.
Po zetknięciu się z rześkim powietrzem, poczułam pulsującą głowę. Musiałam oprzeć się o ścianę budynku, gdyż wszystko zaczęło mi się kręcić dookoła. Zdecydowanie przesadziłam.  Zsunęłam się po brudnej, zimnej ścianie i upadłam na ziemię. Podciągnęłam nogi pod brodę i czekałam aż mi przejdzie. Nerwowo pocierałam skronie, modląc się w duchu, żeby nikt mnie nie zobaczył w takim stanie. Przez moją głowę przechodziło tysiące myśli, których nie mogłam w żaden sposób zatrzymać. Po jakimś czasie, wstałam z ociąganiem, stawiając małe kroki. Zerknęłam na zegarek, do spotkania zostało mi jeszcze 40 minut, więc postanowiłam pójść jeszcze do parku i usiąść na ławce. Kiedy już się tam znalazłam, spoczęłam na pierwszej ławce i zamknęłam oczy, rozkoszując się błogą ciszą. Szum drzew, delikatny podmuch wiatru i ćwierkające ptaszki, działały na mnie jak lekarstwo. Wyciszałam się i uspokajałam z każdą chwilą coraz bardziej. Tego mi było trzeba, spokoju i ciszy. Jednak nic nie może trwać wiecznie, pomyślałam zrezygnowana. Przypomniało mi się, że miałam się spotkać z Caro. Dlatego skierowałam swoje kroki w stronę butiku. Na szczęście głowa już mnie tak nie bolała i byłam gotowa na zakupowy szał. Na miejscu byłam przed czasem. Wyciągnęłam z torebki lusterko i poprawiłam fryzurę i makijaż. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok, podniosłam do góry głowę i zetknęłam się z samym Kolem Mikaelsonem. Był ubrany nienagannie, niebieska koszula, ciemne jeansy i ułożone włosy. Posłał mi uśmiech, jednocześnie podchodząc do mnie bliżej.
- No proszę, panna Gilbert.-rzekł zmysłowym głosem.- Na mnie czekasz?
- Masz za wysokie mniemanie o sobie.- odparłam.- Ale dobrze zgadłeś, czekam na kogoś, lecz nie na ciebie.
- Uu, zraniłaś moje uczucia.- położył rękę na sercu i udał załamanego.
- Wiesz, chętnie bym z tobą pogawędziła, ale nie mam czasu.- skwitowałam, wymijając go.
- Poczekaj.- złapał mnie pod ramię.- Jeszcze nie skończyłem z tobą rozmawiać.
- Ale ja skończyłam.- warknęłam.
- Chciałbym, żebyś gdzieś ze mną pojechała.- powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.- I albo pójdziesz ze mną grzecznie, albo będę musiał użyć siły.
- Śmiało.- zebrałam w sobie całą odwagę i spojrzałam mu w oczy.- Pokaż jakim jesteś dżentelmenem.
- Sama tego chciałaś.- wysyczał przez zęby.
 Nie zdążyłam nawet zauważyć, kiedy jego ręce znalazły się na mojej szyi. Jednym, sprawnym ruchem skręcił mi kark. Zanim straciłam przytomność, poczułam zgrzytające kości. Potem osunęłam się w jego ramionach i nastała ciemność.


wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział VI

Na początku chciałam Was przeprosić za długą przerwę... Obiecuję, że przeczytam w najbliższym czasie Wasze genialne opowiadania, a tymczasem zapraszam na kolejny rozdział ;) W ramach rekompensaty, ten rozdział jest dłuższy i są retrospekcje z Deleną. Ostrzegam przed ostatnim podrozdziałem, gdyż występuje tam scena erotyczna.



Elena

-Stefan.- odparłam i uśmiechnęłam się blado.- Właśnie do ciebie szłam. Chciałam z tobą porozmawiać, to znaczy prosić się o pomoc.- język, niemiłosiernie mi się plątał. Zdecydowanie za dużo wypiłam.
- Tak?- zapytał.- To dziwne, bo z tego co mi wiadomo, to bar nie jest po drodze.- odparł sarkastycznie.
- Wiem, ja za…, miałam mały wypadek po drodze, to znaczy coś się wydarzyło i nie myślałam, chciałam zapomnieć i tak się tu znalazłam. Musiałam ochłonąć, nie sądziłam, że tyle wypiłam. Dobrze, że cię spotkałam, musisz mi pomóc, porozmawiajmy, proszę.- mówiłam chaotycznie i spojrzałam się na niego błagalnym wzrokiem. Ale zamiast tego, zobaczyłam obojętną twarz, wzruszył tylko ramionami i powiedział.
- Yhmm.- mruknął.- Chętnie bym ci pomógł, ale twoje problemy już mnie nie obchodzą. Także, trzymaj się.- wstał i poklepał mnie delikatnie po plecach, po czym ruszył w stronę wyjścia.
Siedziałam jak wryta i nadal nie dowierzałam. Stał się zimny i obojętny. W ogóle go nie obchodziłam, nawet nie był ciekawy, o co chciałam go poprosić. Kiedy zobaczyłam go wychodzącego z baru, otrząsnęłam się. Pospiesznie wyciągnęłam banknoty z kieszeni i zapłaciłam za drinki. Wyleciałam z pomieszczenia, w celu znalezienia Stefana. Gdyby tu nie chodziło o Damona, to też bym go olała, tak jak on mnie. Ale przecież musiałam spróbować wszystkiego, żeby pomóc czarnowłosemu. Na szczęście nie odszedł daleko, dostrzegłam go, opierającego się o mur sklepu spożywczego. Wyglądał jakby na kogoś czekał. Domyślałam się, że raczej nie na mnie. A więc na kogo? Nieważne. Najważniejsze było znalezienie Damona.
- Co się z tobą dzieje?- zapytałam, gdy już znalazłam się naprzeciwko niego. Nie odpowiedział, więc złapałam go za kołnierz kurtki i potrząsnęłam nim.
- Co się ze mną dzieję?- odpowiedział pytaniem na pytanie.- Ty to masz tupet dziewczyno. Najpierw ze mną zrywasz, a potem prosisz mnie o przysługę? Odwal się z łaski swojej.
- Wiem, że jesteś na mnie zły.- odparłam skruszona.- Ale naprawdę musisz mi pomóc, to nie chodzi o mnie, tylko…
- Nie obchodzi mnie, o kogo chodzi!- krzyknął.- Zadzwoń do Damona. Chyba, że on też ma cię już dosyć. W sumie, to mu się nie dziwię. Bawiłaś się nami tak samo jak Katherine. Ranisz nas obu. Czy ty tego nie widzisz?
Czułam się, jakby ktoś mi wbił nóż w plecy. Wiedziałam, że obydwaj cierpieli i to była tylko i wyłącznie moja wina. Ale co ja mogłam na to poradzić, że kochałam ich obu? Z tym, że miłość do Stefana się wypaliła, nie dogadywaliśmy się i zmieniliśmy się, to znaczy ja się zmieniłam. Z Damonem, to było coś innego, łączyło nas więcej niż ktokolwiek byłby w stanie sobie to wyobrazić. Dzięki niemu polubiłam zabawę, przygody, często się śmiałam i czułam się wolna. Zupełnie inaczej, niż z młodszym Salvatorem. Nieraz się nad tym zastanawiałam, czy nie stawałam się taka sama jak Katherine. Ale przecież, ona nie kochała nikogo, nie przejmowała się nikim poza samą sobą. Musiałam jakoś przekonać Stefana, żeby mi pomógł.
- Właśnie…tu chodzi o Damona.- szepnęłam cicho.- On jest w niebezpieczeństwie. Klaus go więzi i torturuje. A wiesz, jaki on jest wściekły za moją przemianę, będzie chciał się mścić. Myślisz, że puści go wolno i nic mu nie zrobi?- przekonywałam go. Widziałam, jak jego twarz łagodniała.
-Skąd o tym wiesz? Gdzie jest? Od kiedy?- dopytywał.
- Dwa dni temu do niego dzwoniłam i odebrał Kol, od niego się o wszystkim dowiedziałam.- odpowiedziałam.- Ale niestety nie powiedział, gdzie jest i od kiedy go tam trzyma.- dodałam smutnym głosem.
- A czego ty się spodziewałaś? Że wszystko ci wyśpiewa?- odparł, podniesionym głosem.- Jesteś taka naiwna. Wiesz o tym od dwóch dni i nadal tu sterczysz!- krzyknął.
- Byłam w szoku.- powiedziałam pociągając nosem.- Przeszukałam wszystkie piwnice, podejrzane domy w okolicy. Myślisz, że tak po prostu tu siedziałam?!
- Miałaś od razu mi o tym powiedzieć.- warknął.- To mój brat!
- Wiem, przepraszam. Nie chciałam ci zawracać głowy. Jeśli coś mu się stanie, to przeze mnie, przez moją głupotę.- zaniosłam się płaczem i zaczęłam histeryzować.
- Masz racje, to będzie twoja wina.- burknął i odszedł.
- Stefan!- krzyknęłam za nim.- Co masz zamiar zrobić? Wiesz, gdzie może się podziewać Klaus?
- A skąd mam to wiedzieć?- warknął.- Ty, już swoje zrobiłaś. Sam go znajdę. Módl się, żeby żył.- rzucił na koniec i rozpłynął się w powietrzu.
Byłam załamana. Stefan miał racje, powinnam była go zawiadomić o kłopotach Damona. Może, gdybym powiedziała, mu o tym tego samego dnia, co się dowiedziałam, brunet byłby już w domu. A tak, nie wiadomo nawet, czy żył. Nie, nie- pokręciłam przecząco głową.- On żyje, musi żyć! Otarłam łzy i postanowiłam wziąć się w garść. Z pewnością, nie będę siedziała bezczynnie w domu. Musiałam coś zrobić, tylko nie wiedziałam co…Miałam nadzieję, że razem ze Stefanem zjednoczymy siły i razem wymyślimy plan działania. Ale on zaczął mnie o wszystko obwiniać, co w sumie mi się należało. Nie mogłam stracić Damona, nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia, jakby coś mu się stało.


*****

Katherine

Przekręciłam się na bok i zaczęłam się przyglądać śpiącemu wampirowi. Byłam coraz bliżej zamierzonego celu, jeszcze trochę i będzie jadł mi z ręki. To, że wczoraj pozwoliłam mu dowodzić, nie znaczyło, że tak będzie zawsze. Ciekawiło mnie, jak sobie Kol radził. Miałam nadzieję, że nie zrobił niczego bez konsultacji ze mną. Naiwny- uśmiechnęłam się pod nosem z tego idioty. On naprawdę myślał, że po tym jak mi pomoże, będziemy później razem. Ale nie wiedział jednego, że kiedy pozbędziemy się głupiutkiej Elenki, stanę się najsilniejszą wampirzycą na całym świecie. A to wszystko za sprawą rytuału, który przeprowadzi zaufana czarownica, która miała u mnie dług. Wtedy nikt mi nie podskoczy, nawet ten lalusiowaty Pierwotny. Co do Klausa, będę równie silna, co on. Także już nie będę musiała wiecznie przed nim uciekać. Tylko był jeden minus tego szatańskiego planu, a mianowicie, bracia Salvatore. Przecież oni mi nigdy tego nie wybaczą, że zabiłam ich świętobliwą dziewuchę. Chociaż może z czasem zrozumieją, że tak naprawdę tylko my we trójkę możemy być szczęśliwi. Ona była tylko kulą u nogi.
Z rozmyślań, wyrwał mnie pomrukujący Damon. Chyba zaczął się budzić. W końcu- pomyślałam, bo już zaczęłam się nudzić. Oparłam rękę pod głowę i położyłam się na boku, abym mogła mu się lepiej przyjrzeć. Był tak cholernie przystojny. Kruczoczarne włosy w nieładzie, kąciki ust delikatnie unoszące się do góry i odkryty tors. Jego biodra zakrywała, satynowa i czerwona kołdra, która dodawała jedynie pikanterii. Przybliżyłam się do niego i musnęłam ustami jego ramiona, szyję i twarz, celowo omijając usta. Nie otwierając oczu, wyciągnął w moją stronę ręce i zaczął wodzić nimi po moich nagich plecach.
- Eleno, skarbie.- zamruczał z zachwytu.- Mógłbym być, tak codziennie budzony.
Wściekła, odskoczyłam od niego i z całej siły uderzyłam go w policzek.
- Serio?- warknęłam.- Musisz wypowiadać imię tej suki, kiedy cię całuję!- krzyknęłam, wytrącona z równowagi.
- A jednak, skończył się sen i wróciła rzeczywistość.- burknął, rozmasowując obolały i zaczerwieniony policzek.
- Nie zapomnisz o niej, prawda?- spytałam.
- Nie.- syknął.- Muszę przyznać, że umiesz skutecznie budzić.- uśmiechnął się sarkastycznie i dodał.- Miałem na myśli, oczywiście uderzenie.
- Jeśli wspomnisz jeszcze raz o niej, skończy się to dla ciebie gorzej, niż siarczystym policzkiem.- rzekłam, wstając z łóżka i zarzuciłam na siebie szlafrok.
-Ho, ho jaka groźna.- uniósł brwi do góry.- Już się boję.- udawał przerażonego.
- Powinieneś.- odparłam.
- Wczoraj, to ja miałem nad tobą przewagę.- powiedział, tym samym wstając z łóżka i znajdując się za mną.- Nie pamiętasz, panienko.- szepnął mi zmysłowym głosem do ucha, po czym zawinął sobie jeden z moich loków na palec.
- To już się więcej nie powtórzy.- rzekłam, pewnym siebie głosem.- Ubierz się, nie będziesz paradował cały dzień nago.- nakazałam, kiedy odwróciłam się w jego stronę i zlustrowałam jego ciało od góry do dołu.
- Od kiedy przeszkadza ci moja nagość?- spytał, zmysłowym głosem.
- Od teraz.- burknęłam.- Nie będę ci zastępować Eleny. Chcę, żebyś wypowiadał moje imię, kiedy będziemy się dobrze bawić.- zamruczałam i przejechałam palcem, po jego nagim ramieniu.
- Zaraz możemy to sprawdzić, czyje imię będę mówił w trakcie szczytowania.- powiedział zmysłowym głosem, przygryzając płatek mojego ucha.
- Nie mam teraz ochoty na seks.- odparłam i zrzuciłam z siebie jego ręce błądzące po moim ciele.- Chodźmy się czegoś napić. Widziałam niedaleko stąd bar.- dodałam.

*****

Damon

- Panienko Pierce, może jeszcze jednego drinka?- wymruczałem, głaszcząc jej kolano.
- Panie Salvatore, czyżby chciał mnie pan upić i wykorzystać?- uśmiechnęła się perliście. Patrząc w lusterko, poprawiła swoje loki i pomalowała usta błyszczykiem.
- Jakże bym śmiał.- udałem skruszonego, po czym zaśmiałem się sarkastycznie i puściłem do niej oczko.
- Że też musiał mi się trafić dżentelmen.- naburmuszyła się.- A ja mam wielką ochotę na ostry i perwersyjny seks.
- Skoro panienka, tak prosi.- odparłem zmysłowym głosem.- To spełnię, damy zachcianki.
- Nie tak szybko.- pogroziła palcem, gdy masowałem jej udo po wewnętrznej stronie.- A gdzie mój drink?
- Ależ panienka jest niecierpliwa i niezdecydowana.- powiedziałem i przywołałem gestem dłoni kelnera.
- Teraz się role zamieniły i dziś ty jesteś moim uległym, a ja twoją panią. Także będziesz robił, co ci powiem, zrozumiano?- rzekła, pewnym siebie głosem.
Miałem już serdecznie dosyć tej szopki, ale robiłem dobrą minę do złej gry. Musiałem się dowiedzieć, co ta suka knuła. Wczorajszy telefon, nie dawał mi spokoju. Byłem ciekawy, do czego był jej potrzebny Kol. Będąc blisko niej i obserwując dokładnie każdy jej ruch, będę bliżej poznania prawdy. A wtedy ją zdemaskuje i pokrzyżuję jej szatański plan- uśmiechnąłem się. Chciała uległego, to będzie go miała. Postanowiłem udawać i bawić się z nią w jej gierki, tak długo jak będzie trzeba. Zastanawiała mnie jeszcze jedna sprawa. Dlaczego narażała swoje życie, żeby mnie ratować? Może ja też byłem jej do czegoś potrzebny? Byłem częścią jej gry?
- Oczywiście.- stwierdziłem.- Powiedz pani, co mam robić.
- Czyżbyś tęsknił za dawnymi czasami?- uśmiechnęła się, przejeżdżając paznokciem po moim policzku. Zostawiła na nim rysę z której leciała mała strużka krwi. Nie zwracając uwagi na inne osoby, zlizała ją językiem.- Smakujesz równie dobrze jak wyglądasz.- oblizała subtelnie usta i opróżniła swojego drinka.
- Może zatańczymy?- zaproponowałem, żeby zmienić temat. Nie chciałem wspominać tamtych czasów, które były dla mnie bolesne i o których chciałbym zapomnieć.
- Czemu nie.- ujęła moją dłoń i pozwoliła poprowadzić się na parkiet. W tle leciała szybka i rytmiczna muzyka.
Katherine przywarła do mnie całym ciałem i kręciła biodrami w rytm muzyki. Ręce zarzuciła na moją szyję i co jakiś czas przygryzała moje ucho. Położyłem ręce na jej biodra, co jakiś czas zjeżdżając na jej pupę i lekko ją ściskając. Widać, że podobało jej się to, bo mruczała cicho z zachwytu, wprost do mojego ucha. Było w tym tańcu więcej intymności, niż powinno być. Nie zważając na innych, ocieraliśmy się zmysłowo swoimi ciałami. W powietrzu, można było wyczuć rosnące napięcie i podniecenie. Nasze ciała były już lepkie od potu. W trakcie obrotu, przechyliłem ją i zacząłem wodzić językiem od jej unoszących się piersi, aż do zagłębienia w szyi. Resztkami sił powstrzymywałem się, żeby nie zerżnąć jej w tym momencie. Tak seksownie i strasznie podniecająco wyglądała, wiła się jak kotka, subtelnie ocierając się udem o moje przyrodzenie.
- Mam ochotę cię przelecieć na tym parkiecie.- wychrypiałem.
- To na co jeszcze czekasz?- jęknęła, kiedy wsunąłem rękę pod jej krótką spódniczkę. Czułem jak całe jej ciało, płonęło z pożądania.
- Czekam, na twój rozkaz, pani.- zamruczałem i owiałem jej twarz gorącym oddechem. Zadrżała pod jego wpływem i jeszcze bardziej do mnie przyległa. Między naszymi ciałami nie było ani milimetra wolnej przestrzeni.
- Potrzebuje…muszę odsapnąć.- szepnęła i odsunęła się ode mnie.- Jeszcze chwila i zaraz dojdę.- dodała.
Ale ja miałem inne plany wobec niej. Chciałem się z nią jeszcze trochę podroczyć. Złapałem ją w talii, od tyłu i wtuliłem się w jej plecy. Zataczałem kółka po je rozgrzanym brzuchu, wędrując rękoma do jej ud. Ścisnęła je, kiedy próbowałem się wedrzeć i subtelnie wwiercała się pupą w moje podbrzusze. Chwyciłem jej dłoń i pociągnąłem ją do góry, zacząłem przesuwać palcami wzdłuż jej przedramienia, aż do obojczyków. Odchyliła głowę do tyłu, pozwalając bym muskał wargami jej nagą szyję. Pozostawiając na niej, czerwone ślady od delikatnych kąsań. Nasze ciała poruszały się w pełnej synchronizacji. Moje ręce nie przestawały błądzić po jej odsłoniętych nogach, brzuchu, dekolcie, szyi i wzdłuż linii szczęki. Słyszałem jej niespokojny oddech i ciche jęki .
- Doprowadzasz mnie do obłędu.- jęknęła.- Przestań, bo zaraz eksploduję!- rozkazała.
Wyszarpała się z moich objęć, z taką siłą, że wylądowałem na najbliższym stoliku. Poprawiła spódniczkę i włosy, które i tak lepiły jej się od potu i były w nieładzie.
- Rozładuj emocje, tu i teraz.- wyspałem, przeczesując ręką włosy.
- Wstań ze stolika.- nakazała.- Znam lepsze miejsce.- szepnęła, tak cicho że tylko ja byłem w stanie ją usłyszeć i pociągnęła mnie za koszulę, rozrywając przy tym kilka guzików.
- Będziesz mnie rozbierać po drodze.- uśmiechnąłem się do niej.
- Nie.- zaprzeczyła.- Już i tak zrobiliśmy niemałe widowisko.
- Od kiedy przejmujesz się tym, co inni mówią?- spytałem, unosząc brwi do góry.
- Nie przejmuję.- odparła.- Po prostu, wpadłam na lepszy pomysł i chcę go jak najszybciej zrealizować.
- Tak? A jaki?- spytałem ciekawy.
- Dowiesz się za chwilę, mój ogierze.- zamruczała jak kotka, kiedy wychodziliśmy bar.

*****

Caroline

Właśnie siedziałam z Bonnie, na nudnych wykładach profesora Shane’a. Mulatka, w odróżnieniu do mnie słuchała go z zapartym tchem i uciszała mnie, gdy ją zagadywałam. Nie rozumiałam ,co było w tym takiego ciekawego. Mówił coś o historii jakiejś najpotężniejszej istoty na całym świecie, Silasie, który spał już od ponad 2000 lat. Coś tam o wampirach, wilkołakach i czarownicach. Jakbym tego nie wiedziała- uśmiechnęłam się pod nosem. Strasznie się nudziłam, więc rozglądałam się na boki. Większość osób była tak, samo pochłonięta jego opowieściami, jak moja przyjaciółka. Notowali coś w zeszytach i słuchali go jakby był co najmniej jakimś Bogiem. Byłyśmy tu już od dobrych 2 godzin, a mnie aż nosiło, żeby wyjść. Ale za każdym razem, jak próbowałam się podnieść, Bonnie karciła mnie wzrokiem, żebym ponownie zajęła miejsce.
- Zaraz chyba tu zniosę jajko.- szepnęłam, zdenerwowana do mojej przyjaciółki.
- Shh.- uciszała mnie.- Nie trzeba było ze mną tu przyjeżdżać. Teraz zamknij się i słuchaj.
- Bla, bla bla…- naburmuszyłam się i skrzyżowałam ręce na piersiach.
Byłam obecna tylko ciałem, bo duchem dryfowałam po Mystic Falls. Matt, tęskniłam za moim niebieskookim blondynem, za jego pięknym uśmiechem i ramionach w których czułam się bezpieczna i kochana. To naprawdę było miłe uczucie, wiedzieć że na świecie jest ktoś, dla kogo jest się idealną osobą pod każdym względem. Za nic w świecie, bym go nie zamieniła. Tylko był jeden minus tego wszystkiego, a mianowicie ja byłam wampirem, a on człowiekiem. Na razie nam to nie przeszkadzało, ale co będzie za kilka lub kilkadziesiąt lat? Zawsze będę go kochać, ale wolałabym żeby żył ze mną wiecznie. Chciałabym podróżować i podbijać świat, oczywiście razem z nim. Ale nie mogłam go do tego zmusić, wiedziałam jakie to było dla niego ciężkie, przyzwyczajenie się, że ja byłam jedną z nich. Byłam mu za to wdzięczna, że mnie zaakceptował. Kolejną osobą, o której myślałam, to Elena. Nie dzwoniła i nie odbierała telefonu od naszej ostatniej rozmowy. Miałam nadzieję, że udało jej się zawrzeć rozejm ze Stefanem i ułożyli już plan, dotyczący poszukiwań tego dupka. Naprawdę, do tej pory nie byłam w stanie zrozumieć, co ona w nim widziała. Ale nie prawiłam jej za to morałów, to było jej życie. A poza tym, on dla niej się zmienił, kochał ją na zabój i nigdy by jej nie skrzywdził i zabiłby każdego, kto chciałbym jej coś zrobić. Nagle, usłyszałam głos Bonnie.
- Idę z nim porozmawiać .-oznajmiła.- Zostaniesz i poczekasz na mnie przed salą?
- Oczywiście, że nie.- zaprotestowałam.- Idę z tobą.
- Okej, jak chcesz.- powiedziała, niechętnie.
Poczekałyśmy, aż wszyscy opuścili pomieszczenie i podeszłyśmy do niego. Pierwsza przywitała się Bonnie, która posłała mu uśmiech. Cholera, przecież ona jest z Jerem, co ona wyprawia?- pomyślałam.
- Dzień dobry.- uśmiechnęła się przyjaźnie, moja przyjaciółka.- Słuchałyśmy pana wykład i jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Naprawdę był bardzo ciekawy i chciałybyśmy dowiedzieć się czegoś więcej o miłosnej i smutnej historii Silasa i jego ukochanej.
- Bardzo mi miło, że w dzisiejszych czasach, młodzi ludzie interesują się starymi opowieściami.- odparł.- A jak się nazywacie?
- Ja jestem Bonnie Bennett, a to jest moja przyjaciółka Caroline Forbes.- przedstawiła nas. Uścisnęliśmy sobie dłonie i usiedliśmy koło jego biurka. Pokazał nam różne zdjęcia i opowiedział ciekawostki z nimi związane.
- Dobra, ja mam tego dosyć.- powiedziałam znudzona.- Tak naprawdę, przyjechałyśmy tu w innym celu.- oboje spojrzeli na mnie, jak na idiotkę. A Bonnie, wzrokiem wywiercała mi dziurę w brzuchu, ale nie przejmowałam się nią i kontynuowałam.- Czytałyśmy, to znaczy Bonnie przeczytała o panu, podobno umie pan przywrócić moc czarownicom, które z różnych przyczyn przestały praktykować. A tak się składa, że jedna, siedzi przed panem i oczekuje pańskiej pomocy. Stąd moje pytanie, jak długo taki zabieg będzie trwał i na czym on będzie polegał?- rzekłam na jednym wydechu i czekałam na jego odpowiedź.
- Hmm.- podrapał się po brodzie.- Jesteś bardzo bezpośrednia. Widziałem, jak ci przeszkadzałem na moich zajęciach. Dlatego domyśliłem się, że to nie ty jesteś tą czarownicą. Niestety z tobą nie będę o tym rozmawiać, bo to ciebie nie dotyczy. Jeśli Bonnie będzie chciała, żebym jej pomógł, wie gdzie mnie szukać.- odparł.
- Czy możecie przestać mówić, tak jakby mnie tu nie było?- spytała, wytrącona z równowagi Bonnie, po czym zwróciła się do profesora.- Przepraszam za moją przyjaciółkę, jest mi wstyd. Niepotrzebnie ją ciągnęłam za sobą.- oznajmiła zmieszana.
- Ależ, ja się nie gniewam.- rzekł, rozbawiony.-Wybaczcie, ale mam jeszcze coś do zrobienia. Jak będziesz czegoś potrzebować, to zadzwoń i umówimy się na spotkanie.- wręczył jej swoją wizytówkę i dodał.- Tylko, proszę przyjdź sama.
- Dziękuję, na pewno skorzystam z pana pomocy.- odparła.
- Mów mi po imieniu, będzie nam łatwiej się porozumieć.- powiedział.- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, Shane.- pożegnała się z profesorem.
- Do zobaczenia, Shane. Proszę, przyjdź sama. Mów mi po imieniu. Co to ma w ogóle być?- przedrzeźniałam ich. Nie podobał mi się ten typ.
- Zachowuj się, Caro.- zbeształa mnie moja przyjaciółka.- Jak coś, ci się nie podoba, to możesz wracać.
- I tak jestem, jak piąte koło u wozu.- naburmuszyłam się.- Wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie jestem tu mile widziana. Jeszcze dziś się spakuję i wyjadę.
- Ok, dziękuję, że w ogóle ze mną tu przyjechałaś i pomogłaś mi go znaleźć.- powiedziała, szczerze.
- Na pewno, dasz sobie radę?- chciałam się upewnić.
- Tak, jedź.- zapewniła mnie.- Z pewnością tęsknisz za Mattem. Pozdrów wszystkich i zobacz, co u Eleny.
- Dobrze, ale zanim wyjadę, wyskoczymy gdzieś jeszcze.- odparłam rozpromieniona.
- Jasne, gdzie tylko będziesz chciała.- przytuliła mnie i opuściłyśmy uczelnie.

*****

Elena

4 miesiące wcześniej

Obudziły mnie, przedzierające się przez okno, promienie słoneczne. Poklepałam ręką, miejsce obok mnie, w celu znalezienia mojego kochanka. Ale go nie było. Otworzyłam leniwie oczy i zaczęłam się nerwowo rozglądać po pomieszczeniu. Leżałam w sypialni starszego Salvatora. Stefan musiał wczoraj, pilnie gdzieś wyjechać, dlatego pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa i swobody. To była nasza pierwsza noc, którą spędziliśmy razem. Nie musieliśmy się kryć po kątach, jak nastolatkowie i denerwować, że w każdej chwili może ktoś nas nakryć. Mieliśmy całą noc i dzień tylko i wyłącznie dla siebie. Nikt, ani nic nie mogło nam w tym czasie przeszkodzić. W sumie, już dokonałam wyboru. Bardziej ciągnęło mnie do Damona, to z nim czułam, że naprawdę żyłam. Nie musiałam nikogo udawać, znosił moje humory i spełniał zachcianki. Ale, no właśnie, jedno małe „ale”, był popieprzonym i mrocznym wampirem. Czasami mnie przerażał i miał napady złości, krzyczał i rzucał czym popadło, a innym razem był najukochańszym i najsłodszym mężczyzną pod słońcem. Oczywiście mnie nigdy nie skrzywdził, nie obraził, ale mimo wszystko i tak się go bałam. Nie wiedziałam, co miałam zrobić. Byłam kompletnie zdezorientowana. Zdawałam sobie z tego sprawę, że gram nie fair wobec Stefana i Damona. Młodszy brat o niczym nie wiedział, myślał, że byliśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. A tym czasem , ja się z nim spotykałam potajemnie już od 3 miesięcy. Na początku, w ogóle to nie przeszkadzało Damonowi, chciał tylko romansu i szybkich numerków. Mnie to odpowiadało, byłam młodą wampirzycą i miałam swoje potrzeby, które Stefan nie zawsze mógł spełnić, w odróżnieniu do jego brata. Ale jakiś czas temu, zakochałam się w brunecie. Nie powiedziałam mu o tym, nie wiedziałam jak zareaguje. Bałam się? Tak, ale nie jego, tylko tego co by z tym zrobił. A co, jeśli poleciałby do Stefana i wszystko mu opowiedział, albo co gorsze kazał mi to zrobić?
Wstałam z łóżka i z racji tego, że miałam na sobie tylko czarną, koronkową bieliznę, zarzuciłam na siebie czarną koszulę wampira, która wisiała na krześle. Uwielbiałam w niej chodzić, była przesiąknięta jego perfumami i jego zapachem. Zeszłam na dół po schodach, dzięki mojemu wampirzemu słuchowi, usłyszałam krzątającego się po kuchni Damona. Byłam ciekawa, co tam przyrządzał. Szłam na palcach i stawiałam cichutkie kroki. Chciałam go zaskoczyć, musiałam się nieźle postarać, bo był starszy ode mnie o ponad 150 lat i miał lepszy słuch. Na szczęście chyba mnie nie usłyszał, bo nawet się nie odwrócił, kiedy stałam w przejściu i go obserwowałam. Miał na sobie, tylko  same bokserki. Kiedy kroił owoce, mogłam dostrzec każdy najmniejszy mięsień na jego idealnych plecach. Podeszłam do niego w wampirzym tempie i w ciągu sekundy, znalazłam się tuż za nim. Objęłam go w pasie i pocałowałam w ramię.
- Co robisz?- spytałam zadziornie, choć doskonale widziałam, że przygotowywał śniadanie.
- Sałatkę owocową, specjalnie dla ciebie.- uśmiechnął się i odwrócił w moją stronę.- Myślałem, że jeszcze będziesz spać i chciałem ci ją zanieść do łóżka.- zrobił smutną minkę.
- To może ja wrócę do pokoju, położę się do łóżka i będę udawać zdziwioną, kiedy wejdziesz z owocami.- odparłam z uśmiechem i już miałam odejść, ale złapał mnie w talii.
- Teraz cię nie wypuszczę, bo jeszcze mi uciekniesz.- zamruczał, po czym złożył na moich ustach delikatny pocałunek.- Mówiłem ci już, jak ślicznie wyglądasz w mojej koszuli.- powiedział zmysłowym głosem.
- A ja mówiłam ci, jak bardzo lubię w niej chodzić?- zawiesiłam ręce na jego szyi i pogłębiłam nasz pocałunek. Wdarłam się językiem do jego ust i zaczęłam drażnić nim, jego wystające kły. Przesunęłam językiem, po jego ostrzu i lekko go wbiłam, doprowadziłam tym go do szału. Widać, że mu się to spodobało, delikatnie zadrżał , był trochę zdziwiony moim zachowaniem. Kiedy się od siebie odsunęliśmy, wpatrywaliśmy się w siebie z nieprzytomnymi uśmiechami na twarzach.
- Mam pewien pomysł.- wyszeptał z zadziornym uśmiechem.- Jak bardzo jesteś głodna?- spytał.
- Hmm.- zamruczałam.- To zależy, co masz na myśli.- uśmiechnęłam się niewinnie i trochę speszona.
- Już ci mówiłem, że nie musisz się przy mnie niczego wstydzić. Choć nie ukrywam, że bardzo podobają mi się twoje rumieńce.- odparł i pogłaskał mnie po policzku.- Miałem na myśli, jedzenie. Jak widać, nie jestem takim zbereźnikiem.- rzucił z uśmiechem.
- Ja…to znaczy.- teraz to już stałam się czerwona, jak burak i spuściłam na dół głowę. Dlaczego, ten mężczyzna, tak mnie onieśmielał?
- Spokojnie maleńka.- zaczął.- Czasami mnie zaskakujesz, ale w pozytywny sposób. Jeszcze trochę i zrobię z ciebie małą diablicę.- uśmiechnął się chytrze. Na co ja mu odpowiedziałam, uderzeniem w ramię.
- Ała.- udawał, że go to zabolało.- Chyba będę cię musiał ukarać za to bicie i już nawet wiem jak.
- Wcale mnie nie śmieszą, twoje żarty.- odparłam naburmuszona.
- Ale ja, wcale nie żartowałem.- odpowiedział, poważnym głosem.
Wziął kawałek truskawki z talerza i wsunął mi ją do ust. Po czym subtelnie oblizał swoje palce. Również sięgnęłam po soczysty kawałek owocu, wzięłam brzoskwinię i włożyłam mu do ust. Delikatnie trzymał moje palce w swojej buzi i zaczął je ssać. Dostałam gęsiej skórki na całym ciele i czułam mrowienie w okolicach brzucha.
- Twoje palce są smaczniejsze.- powiedział zmysłowym głosem.
Karmiliśmy się nawzajem. Nasze palce były lepkie od słodkich soków z owoców. Akt karmienia, przerodził się w gorącą, miłosną sesję. Damon, posadził mnie na blacie kuchennym i polał mnie sokiem, który pozostał po owocach na talerzu. Zaczął najpierw zlizywać go z szyi, potem schodził językiem coraz niżej. Skupiając się najbardziej na moim biuście, gdzie zatrzymało się najwięcej soku. Nie odpinając stanika, dalej wodził językiem po moich, unoszących się piersiach. W efekcie czego, odchyliłam głowę do tyłu i całkowicie się oddałam rozkoszy. Czułam jak moje sutki stają się coraz bardziej twarde. Niespodziewanie wydałam z siebie jęk zadowolenia, kiedy zaczął łapczywie całować mój brzuch. Zataczał na nim kółka gorącym i szorstkim językiem. Byłam już na skraju wytrzymałości, a jemu się zebrało na zabawy i drażnienie mnie.
- Proszę…- wysapałam.- Dłużej, nie wytrzymam.
- O co mnie prosisz?- odsunął się na chwilę od mojego brzucha i spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Wiesz.- wyszeptałam, ledwo słyszalnym głosem.
- Bardzo mi przykro, ale na dziś to już wszystko.- odparł niewzruszony. Podniósł głowę, na wysokość mojej twarzy i mnie pocałował łapczywie w usta. Ale ja go odepchnęłam i wyleciałam z kuchni. Taki był właśnie Damon. Nieprzewidywalny i arogancki dupek.
- Skarbie.- podszedł do mnie, objął i  pocałował w zagłębienie w szyi. Spojrzał się na mnie smutnym wzrokiem i rzekł.- Nie gniewaj się na mnie. To była właśnie twoja kara. Musisz się nauczyć je przyjmować z godnością.
- Dupek!- krzyknęłam i wyrwałam się z jego objęć.- I pomyśleć, że ja się w tobie zakochałam. Jestem głupia!- krzyczałam i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, że mówiłam to na głos.
- Co, powiedziałaś?- spytał, zdziwiony a zarazem zszokowany. Takiego wyznania się z pewnością nie spodziewał z mojej strony. Widziałam jak jego twarz wyrażała euforie, oczy błyszczały i usta wygięły się w zwycięskim uśmiechu.
Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, pobiegłam na górę. Zatrzymał mnie w połowie drogi, spojrzał głęboko w oczy i powiedział, szczerym i przepełnionym miłością głosem.
- Ja też się w tobie zakochałem.- pocałował mnie, ale tym razem inaczej. Nie próbował go pogłębiać, całował delikatnie, a zarazem zmysłowo. Nasze wargi prowadziły kilkusekundowy taniec. Później, oparliśmy się czołami i szczęśliwy Damon z nadzieją w głosie, powiedział.
- Uda nam się, zobaczysz. Tylko musisz mi w pełni zaufać i dać mi szansę. Musisz też zrozumieć, że nigdy nie będę Stefanem. Jestem, jaki jestem i się nie zmienię. Możesz być pewna jednego, nigdy cię nie skrzywdzę, nie zranię i nie przestanę kochać. Będziesz najszczęśliwszą wampirzycą na całym świecie.
W tym momencie miałam jeszcze większy mętlik w głowie. Z jednej strony chciałam z nim być i uwierzyć w jego słowa, ale z drugiej bałam się, że nie wytrzymam z nim, że za bardzo zatracę się w tym związku.

*****

Katherine

Zaraz po wejściu do taksówki, zahipnotyzowałam kierowcę, żeby jechał tak długo, aż mu nie każę się zatrzymać. Nie obchodziło mnie w tym momencie, nawet zdziwione spojrzenie Damona. Chciałam mieć go, tu i teraz. Wygłodniałym wzrokiem spojrzałam się na jego koszulę, która była rozpięta, nie ona była rozerwana przeze mnie. Uwydatniała jego idealnie wyrzeźbiony brzuch. W jego oczach również dostrzegłam pożądanie, co nie ukrywam bardzo mi się spodobało. Przez jakieś kilka sekund mierzyliśmy się wzrokiem, podczas gdy taksówka spokojnie mknęła przez ulice. Odsłonięte szyby i myśl, że każdy przechodzień może nas zobaczyć, napawała nas jeszcze większym napięciem seksualnym, które oboje pragnęliśmy jak najszybciej rozładować. Jednocześnie, rzuciliśmy się na siebie, zaczęliśmy się brutalnie całować i napierać na siebie swoimi ciałami. Przypomniał mi się nasz zmysłowy i brudny taniec, od którego moje pożądanie zwiększyło się jeszcze bardziej. Toczyliśmy zaciętą walkę naszymi językami. Damon, miażdżył moje usta swoimi, jedną ręką ściskał moją pierś, zaś drugą muskał moje odsłonięte udo. Natomiast ja, szybkim ruchem, rozerwałam jego koszulę na strzępy i pociągnęłam go za włosy, żeby był jeszcze bliżej mnie.
- Pamiętaj, odkupujesz mi nową koszulę.- wysapał między pocałunkami.
- Zamknij się!- krzyknęłam i popchnęłam go na drugie siedzenie.
Usiadłam na niego okrakiem i zaczęłam ocierać się o niego w przód i tył. Mieliśmy jeszcze założone ubrania. W między czasie, wodziłam gorącym językiem, po jego rozpalonym torsie. Czułam, jak całe jego ciało się spinało i pojękiwał. Złapał mnie za pośladki i zaczął je mocno ściskać. Strząsnęłam jego dłonie i pogroziłam mu palcem.
- Ktoś tu się chyba zapomniał. Nie dotykasz mnie i nie robisz niczego, czego ci nie powiem.
- Jak długo zamierzasz mnie jeszcze torturować?- wychrypiał.
- Tyle, ile będę chciała.- posłałam mu chytry uśmiech i wróciłam do swojej czynności.
- Czyli, niedługo.- stwierdził.
- Uważaj sobie, bo zaraz przestanę.- pogroziłam.
- I wylecisz na ulicę, szukać gorącego kochanka?- zapytał i uniósł brew do góry.
- Dobra, Salvatore, koniec tej zabawy.- warknęłam.- Teraz będzie ostre dymanie.- stwierdziłam, masując jego krocze przez spodnie.
Robiłam to, coraz bardziej intensywniej, jednocześnie obserwując jego reakcje. Kiedy czułam, jego rosnącą erekcje, rozpięłam rozporek i zsunęłam jego spodnie wraz z bokserkami. Przesuwałam ręką, po całej jego długości. Widziałam, jak Damon wypuszczał głośno powietrze, był już na skraju wytrzymałości. A jego członek z każdą chwilą, coraz bardziej rósł w moich rękach i stawał się twardy. Wampir zacisnął ręce na siedzeniu, przejeżdżając paznokciami po tapicerce i zostawiając na niej rysy. A ja nie zaprzestałam pieszczot, lubiłam się z nim drażnić.
- Katherine, bo zaraz dojdę w twoich rękach.- wyszeptał.
- Jaki niecierpliwy.- zamruczałam do jego ucha i przejechałam językiem, po jego szyi.
Ściągnęłam kuse majteczki i usadowiłam się na jego penisie. Na początku, zaczęłam się kołysać i poruszać do przodu i do tyłu.
- Połóż ręce na moich biodrach.- nakazałam.
Nie musiałam długo czekać na jego reakcje, od razu spełnił moją prośbę. Zmieniłam taktykę i teraz ujeżdżałam coraz szybciej. Brunet ścisnął ręce na moim ciele, pozostawiając czerwone ślady. Czułam  jak jego członek, pulsował i zaraz dojdzie. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji i zwolniłam swoje ruchy. Miałam ochotę się z nim jeszcze droczyć.
- Serio? Znowu to samo.- oburzył się, wkurzony wampir.
- Spokojnie, kotku, niedługo dojdziesz.- wysapałam.- Teraz chcę, żebyś miętosił moje piersi.- nakazałam.
Przeniósł swoje ręce na mój biust i jednym sprawnym ruchem, rozerwał bluzkę.
- Teraz jesteśmy kwita.- uśmiechnął się.
Stanika pozbył się równie szybko, co poprzedniej części garderoby i rzucił nim gdzieś w kąt. Miętosił moje piersi i je gniótł coraz mocniej. Po jakimś czasie stwardniały, pod jego dotykiem i zaczerwieniły się brodawki. Przybliżył swoją twarz i zaczął je kąsać, pozostawiając na nich ślady ugryzień. Nie rozkazałam mu tego, ale mi się podobało. Znudzona, przyspieszyłam i byłam coraz bliżej szczytowania. Damon w tym czasie, ściskał moje pośladki.  Z każdym kolejnym uderzeniem, jęczałam głośniej, czując intensywne skurcze. W przypływie rozkoszy, wbiłam paznokcie w jego klatkę piersiową.
- O kurwa!- tak wyczerpującego i długiego orgazmu, już dawno nie miałam.- Jesteś wspaniały.
Damon, zaczął szczytować w tym samym czasie, wydając z siebie przeciągły jęk i wlewając we mnie ciepły płyn. Oboje, ciężko dyszeliśmy. Oparliśmy się czołami i patrzyliśmy sobie w oczy. Nie wiem dlaczego, ale miałam w tym momencie ochotę się ot, tak do niego przytulić. Więc położyłam delikatnie głowę na jego ramieniu, nosem dotykałam jego szyi, dzięki czemu wyraźnie czułam jego zapach. Objęłam go rękoma, mocno do siebie przytulając i nagle zrzucił mnie ze swoich kolan, bez żadnego słowa wyjaśnienia.
- Ulżyłeś sobie i teraz masz mnie już dosyć?- oburzyłam się.
- Och, daruj sobie Katherine.- rzucił.- Teraz nie będziesz, przez to lamentować. Przytulanie po seksie nie jest w moim stylu.
- Gdybyś był z Eleną, to by było.- stwierdziłam.
- Coś ty, się tak dziś jej uczepiła?- spytał.
- Bez powodu.- warknęłam i nakazałam kierowcy jechać do hotelu.