Elena
Przebudziłam się w ciemnym pomieszczeniu,
cuchnącym stęchlizną i wilgocią. Na dodatek, leżałam na zimnej i brudnej
podłodze. Czułam jakby w moją głowę zostało wbitych tysiące szpilek. Miałam
zaschnięte gardło, jakbym nie żywiła się od dłuższego czasu. Moje usta były
zakneblowane, a ręce mocno związane sznurem, nasączonym werbeną. A co było najdziwniejsze, nie mogłam się
ruszyć. Całkiem zesztywniałam. Miałam też trudności z otworzeniem oczu i
zobaczeniu gdzie się znajdowałam. Używając resztek sił, przechyliłam lekko
głowę. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, zobaczyłam niedaleko
mnie siedzącą w kącie dziewczynę. Była to brązowowłosa, przestraszona, drobna
dziewczyna. W odróżnieniu do mnie, nie była zakneblowana, ani związana.
Przyglądała mi się z wymalowaną ulgą na twarzy.
- A jednak, żyjesz.- przysunęła
się do mnie i drżącymi rękoma rozwiązała kawałek materiału, uniemożliwiający mi
mówienie.- Myślałam, że spuściła z ciebie całą krew.
- Co tu robisz? – wychrypiałam
ledwo słyszalnym głosem.
- Jestem tak samo jak ty, jednym
ze składników rytuału.- odparła, po czym spuściła na dół głowę.
- Jakim składnikiem? Jakiego
rytuału?- niczego z tego nie rozumiałam. I najważniejsze, kogo miała na myśli
mówiąc „ona”?
- To ty nic nie wiesz?- spytała
zdziwiona.- Katherine chce się stać najpotężniejszą wampirzycą na całym
świecie. Dlatego znalazła czarownicę, która by sprostała temu zadaniu. Wykłada
ona najsilniejszą, a zarazem najniebezpieczniejszą magią, ekspresję. Jednak by
mogło do tego dojść potrzebna jest pełnia oraz ofiary składające się z
sobowtóra i wampira.
- Poczekaj, a więc to Katherine
za tym stoi.- stwierdziłam.- A Kol musi być jej wspólnikiem.
- Byłaś nieprzytomna, kiedy cię
przyniósł.- powiedziała cicho, po czym dodała.- Nadal nie mogę w to uwierzyć,
że jesteście tak bardzo do siebie podobne.
- Kim jesteś?- zignorowałam jej
wypowiedź, chcąc się dowiedzieć o niej czegoś więcej.
- Alice.- uśmiechnęła się słabo.
- Alice, nie możemy pozwolić na
to, żeby jej się udało, słyszysz?- rzekłam pewnym głosem.- Ona nie może wygrać.
- Ale co my możemy zrobić?-
spytała bezradna.
- Nie wiem, ale coś wymyślę.-
powiedziałam, próbując rozerwać sznur. Ręce niemiłosiernie mnie piekły od
werbeny, ale zacisnęłam zęby, próbując się wyswobodzić.
- Pozwól, ściągnę ci je.-
zaoferowała swoją pomoc. Rozwiązała sznury, nie zwracając uwagi na czerwone i
piekące ręce.
- Dziękuję.- szepnęłam. -A więc
jak się tu znalazłaś?
- Na imprezie poznałam
przystojnego faceta, Kola. Gdybym wiedziała, że ta znajomość tak się zakończy,
nigdy bym z nim nie rozmawiała. A teraz umrę za głupotę.- zaszlochała.
- Hej, nie płacz. Musimy być
silne.- pogłaskałam ją po ramieniu.
Wstałam i ostatkami sił na ledwo
trzymających się nogach, podeszłam do drzwi. O dziwo były otwarte. Zadowolona,
zwróciłam się do wampirzycy.
- Chodź. Uciekniemy, tak żeby
nikt nas nie zobaczył.
- Nie mogę, jestem
zahipnotyzowana.- szepnęła.- Nie mogę
stąd uciec, ani krzyczeć.
- Jesteś wampirem, więc jak udało
jej się cię zahipnotyzować?- zapytałam zbita z pantałyku.
- Ona tego nie zrobiła, to ta
czarownica rzuciła na mnie czary.- oznajmiła.- Na ciebie nie mogła, bo byłaś
pod wpływem werbeny.
- Czasem się przydaje.-
stwierdziłam. Od kiedy tylko stałam się wampirem, zaczęłam ją pić regiularnie.
Jak widać opłaciło mi się to na coś.
- Masz okazję to ucieknij.- odparła,
posyłając mi blady uśmiech. Widziałam po niej, że się bała zostać sama, a co
najważniejsze bała się śmierci. Nie mogłam tak jej zostawić.- Na co czekasz?
Idź!- ponaglała mnie.
- Mam pomysł.- rzekłam
zadowolona.- Wyjdziemy stąd razem, rozumiesz?
- Ale przecież wiesz, że ja nie
mogę uciec.- przypomniała mi smutnym głosem.
- Ale my nie uciekniemy. My tylko
wyjdziemy, opuścimy to miejsce i nigdy tu nie powrócimy.- dziewczyna się
uśmiechnęła i podtrzymując mnie za ramię, ruszyła ze mną.
Po otworzeniu drzwi, najciszej
jak się dało, weszłyśmy po schodach. Znalazłyśmy się w jasnym korytarzu, małego
domu. Nie zastanawiając się długo, pobiegłyśmy w stronę drzwi. Chciałyśmy się
jak najszybciej znaleźć na wolności. Spodziewałam się jakiejś straży, ale
nikogo na szczęście nie widziałam w pobliżu. Gdy pchnęłam drzwi, uderzył nas
blask księżyca. Była pełnia, no tak najlepsza pora na rytuał. Tylko nie tym
razem, Katherine- pomyślałam. Zimny wiatr wiał nam w twarze, a wokół było pełno
drzew i nie wiedziałam, gdzie się znajdowałam. Nie obchodziło mnie to, chciałam
po prostu się stąd wydostać. Tak więc, szybkim krokiem wyszłyśmy z domku i już
byłyśmy przy wejściu do ciemnego lasu, kiedy znikąd wyłoniła się przed nami
Katherine.
- Cóż, widzę, że znalazłyście
wyjście.- powiedziała z chytrym uśmieszkiem.- A ty, miałaś nie uciekać.-
spojrzała się na Alice.
- Ja…nie uciekłam. Ja wyszłam.-
szepnęła, spoglądając na mnie. Posłałam jej uśmiech, tym samym dodając otuchy.
- Uciekłaś, wyszłaś. Co za
różnica.- podeszła do nas, przeszywając nas wzrokiem na wskroś.- I tak to wam
się na nic nie przydało.- zawołała Kola, który się w sekundę zmaterializował
przed nią.- Zabierz je, zwiąż, pilnuj. Cokolwiek. Byle, tylko były żywe.
Niedługo zaczniemy.
Pierwotny bez zbędnych pytań,
złapał nas za ramiona i wciągnął do środka.
*****
- Dlaczego to robisz? Dlaczego
dasz się pomiatać Katherine?- spytałam Kola, uważnie obserwując jego wyraz
twarzy. Widziałam jak się zmieszał i nie wiedział co miał mi odpowiedzieć.
Zaczął chodzić nerwowo po salonie i co chwilę ciskał we mnie groźnym
spojrzeniem.
- Odpowiedz mi!- powiedziałam
podniesionym głosem.- I tak niebawem umrę, więc co ci szkodzi?
Nie zdążyłam zauważyć nawet jak
szybko się znalazł przed nami. Alice była przestraszona i niepewnie na mnie
spoglądała. Złapałam ją za rękę, tym samym uspokajając i mówiąc bezgłośnie, że
będzie dobrze, że nie miała powodów żeby się przejmować.
- Jesteś nieznośna.- warknął
Pierwotny.- Jakbym mógł, to już bym dawno cię sprzątnął.
- A więc czemu tego nie zrobisz?-
spytałam, jednocześnie przybliżając się do niego.- Zaoszczędzisz fatygi
Katherine.
- Wiem, co ty kombinujesz.-
pogroził mi palcem.- Nieładnie tak. Ale na szczęście nie uda ci się mnie
złamać. Jeszcze raz się odezwiesz i zaknebluję ci usta.
- Jakbym wcześniej ich nie miała
zakneblowanych.- prychnęłam.
- Zmieniłaś się.- stwierdził.-
Ostatnio jak cię widziałem, byłaś bezbronną, płochliwą dziewczyną. A teraz
odgryzasz się jak mało kto. Aż szkoda cię zabijać.
- Wampiryzm mnie zmienił, ale co
ci się będę dużo tłumaczyć. I tak cię to nie obchodzi.- spoczęłam na białej
skórzanej kanapie, po czym zwróciłam się do wampira.- Nalałbyś mi whiskey?
Zaschło mi w gardle.- wskazałam ręką na szyję. Czułam jak opuszczały mnie siły,
to pewnie przez brak krwi.
- Jeszcze czego.- zaśmiał się
cynicznie.- Może od razu, urządzę dla ciebie ucztę.
- Jak już wspomniałam, nie
zostało mi dużo czasu.- odparłam, wzruszając ramionami.- To jak, spełnisz moją
ostatnią prośbę?
- Nie.- burknął.- Ale za to, ja
się chętnie napiję.- Podszedł do barku i nalał sobie whiskey, którą opróżnił
jednym haustem.
Przełykałam głośno i boleśnie
resztki śliny. Cholera, nie czułam jeszcze takiej strasznej suchoty w przełyku.
Spojrzałam się na moją towarzyszkę, siedziała z podkulonymi nogami, kołysząc
się i drżąc. Kiedy odgarnęłam jej włosy, podskoczyła jak oparzona.
- Hej, spokojnie.- szepnęłam.- To
tylko ja. Jak się trzymasz? Wyciągnę nas z tego, obiecuję.- dodałam ściszonym
głosem, żeby Kol nie usłyszał. Dziewczyna pokiwała niepewnie głową i podniosła
na mnie wzrok. Miała oczy mokre od płaczu.
Czas mijał nieubłaganie powoli.
Teraz już nie byłam taka pewna swoich słów jak na początku. Głowiłam się jak
uciec, jak dotrzymać obietnicy dziewczynie, która patrzyła się na mnie dużymi
oczami, wyrażającymi wdzięczność. Choć jeszcze nic takiego nie zrobiłam. Nagle
usłyszałam zbliżające się kroki jakiejś dziewczyny. To z pewnością nie była
Katherine, bo słychać by było stukot szpilek, a nie ledwo słyszalne drobne
kroczki.
- Wszystko jest już gotowe.-
oznajmiła rudowłosa dziewczyna.- Możemy zaczynać.
- Świetnie.- zawtórował Kol.- Mam
już dosyć niańczenia tych dziewuch.
Podszedł do nas i kiedy chciał
złapać nas za ręce, dziewczyna odepchnęła go, wypowiadając słowa po łacinie. A
więc była czarownicą, to ona miała dziś przeprowadzić rytuał. Była taka młoda,
a już posiadała taką ogromną moc. Przypomniała mi się Bonnie, która też już ją
praktykowała, mimo młodego wieku. Miała niebawem przyjechać do Mystic Falls,
szkoda że nie będzie mi dane się z nią zobaczyć- pomyślałam zasmucona.
- Oszalałaś?!- krzyknął
rozzłoszczony, podnosząc się z ziemi.- Ty pojebusko, zaraz wyrwę ci te twoje
rude kłaki!
- Nie zrobisz tego.- usłyszałam
za sobą głos Katherine.- Nie denerwuj się kochanie.- powiedziała słodko.- Po
prostu chciałam ci zaoszczędzić masakry, jaka będzie miała miejsce. Pomyślałam,
że w tym czasie mógłbyś nam zarezerwować bilety. Jak tylko to się skończy,
dołączę do ciebie.
- Masz mnie za idiotę?- warknął,
materializując się przed wampirzycą i patrząc na nią gniewnie.- Zostanę do
końca, czy to ci się podoba, czy nie!
- Uspokój się, bo ci żyłka
pęknie.- zaśmiała się perliście, zarzuciła ręce na jego szyję i pocałowała go
namiętnie. Kiedy odsunęła go od siebie, dodała.- Przecież ci obiecałam. A teraz
pojedź na te cholerne lotnisko. Nie będziemy tracić czasu na spory.
- Pamiętaj, Katherine Pierce,
jeśli mnie oszukałaś gorzko mi za to zapłacisz.- wysyczał, po czym wyszedł z
budynku, trzaskając drzwiami.
- Och, co za choleryk.- prychnęła
i zwróciła się do mnie i Alice.- A wy na co czekacie? Na specjalne zaproszenie?
Ruszajcie się!
*****
Idąc przez
las, modliłam się o jakiś cud. Jakikolwiek. Przed nami szła czarownica i Alice,
a ja szłam równo z Katherine. Nawet jakbym chciała uciec, to nie miałam jak,
ponieważ z lasu wyłoniła się grupka mężczyzn. Jak widać, brązowowłosa była
przygotowana na wszystko. Krępująca cisza, doprowadzała mnie do szału, dlatego
postanowiłam ją przerwać.
- Na pewno
jesteś z siebie zadowolona.- zwróciłam się do Katherine.
- I to nawet
nie wiesz jak bardzo.- odparła z tryumfem.- Nie mogę się doczekać, kiedy
zobaczę jak będziesz umierać. W końcu się ciebie pozbędę, raz na zawsze.
- Jak możesz
być taka zła i zachłanna?- spytałam.
- Zachłanna?-
powtórzyła za mną.- Co masz przez to na myśli?
- Masz tego
świadomość, że jak mnie zabijesz, Stefan i Damon cię znienawidzą.- powiedziałam
z jadem w głosie.- Nigdy ci tego nie wybaczą! Może i będziesz najsilniejsza, i
będziesz żyła wiecznie. Jednak na zawsze pozostaniesz sama. Staniesz się
zgorzkniała, nieszczęśliwa, niekochana i nikomu niepotrzebna. Ja bym była
przerażona na twoim miejscu. Wolałabym dzielić wieczność z ukochaną osobą.
Twoje życie będzie puste i nic niewarte. A wiesz dlaczego? Bo jesteś zła do
szpiku kości i nikt nie będzie chciał z tobą być. Żal mi jest ciebie, naprawdę.
Czekałam na
jakąś reakcje wampirzycy. Ale nie odezwała się ani jednym słowem, nie zrobiła
żadnego ruchu. Jej twarz wyrażała obojętność, umiejętnie to skrywała. Jednak,
ja wiedziałam, że w środku, aż kipiała z wściekłości. Nawet nie przerwała
mojego monologu, tylko słuchała uważnie każde moje słowo.
- Co
Katherine, prawda w oczy kole, nie?- zaśmiałam się ironicznie.- Jeśli nadal
chcesz mnie zabić, proszę bardzo. Ale gwarantuję ci, że moje słowa na długo
zapadną w twojej pamięci i będą ci dźwięczeć w uszach.
- Ty, mała
kurwo!- popchnęła mnie z całej siły na pobliskie drzewo. Złapała za gardło i
ściskała je z całej siły.- Możesz sobie gadać co chcesz, nie zrezygnuje ze
swojego celu. Osiągnę to, o czym od zawsze marzyłam. I to dzięki tobie, więc
chyba powinnam ci podziękować, prawda?- uśmiechnęła się cynicznie.
- To na co
jeszcze czekasz?- wysyczałam ledwo słyszalnym głosem, gdyż jej palce
niemiłosiernie wbijały się w moją szyję. W tym momencie nie przejmowałam się
tym, że zginę. Osiągnęłam sukces, wygarnęłam jej to, co leżało mi na sercu.
Chociaż przez chwilę, miałam nad nią przewagę.
- Bezczelna!-
krzyknęła i wolną ręką, wymierzyła mi siarczystego policzka. Jej cios był tak
mocny, że przeciął skórę, a krew zaczęła lecieć strużkiem z mojej twarzy.
Cholernie zabolało, ale było warto.
- Jak śmiesz,
w ten sposób się do mnie odzywać!- krzyczała. Czułam wzbierające się łzy w
moich oczach, kiedy ułamała gałąź i zaczęła mnie nią dźgać po całym ciele, co
jakiś czas rzucając wyzwiskami. Upadłam na ziemię. Usłyszałam szloch Alice,
która próbowała odciągnąć wampirzycę ode mnie.
- Katherine,
zabijesz ją!- powiedziała stanowczym głosem czarownica.- Przestań, bo nic tym
nie zyskasz. Poczekaj, do rytuału.
- Masz racje.-
wycharczała.- Weź ją.- rozkazała i udała się szybkim krokiem w głąb lasu.
Z pomocą,
rudowłosej dziewczyny i Alice wstałam, stawiając powolne kroki. Moje całe ciało
było obolałe, a rany bardzo długo się zabliźniały i sączyła się z nich krew.
Nie miałam siły. Po kilku minutach, zauważyłam w oddali tańczący ogień. Każdy
mój kolejny krok był cięższy od poprzedniego. Kiedy znaleźliśmy się już na
miejscu, czarownica udała się do miejsca, w którym zostawiła księgę. Katherine
stała koło niej, szeptając jej coś na ucho. Nie byłam w stanie nawet usłyszeć,
o czym rozmawiały. Zostałam sama z przerażoną Alice. Mi już było wszystko
jedno. Wtedy uświadomiłam sobie, że ją zawiodłam. Czułam się strasznie z powodu
nie dotrzymanej przeze mnie obietnicy.
-
Przepraszam.- szepnęłam.- Przepraszam, miałam nas stąd wyciągnąć.
- Nie
przepraszaj.- rzekła trzęsącym głosem.- Omal przed chwilą sama nie zginęłaś.
Zrobiłaś co mogłaś.
- Szkoda, że
nie zginęłam.- uśmiechnęłam się blado.- Uratowałabym świat przed Katherine. Nie
miałaby więcej możliwości, dokończenia rytuału. Jestem jedynym żyjącym
sobowtórem.
- Boję się,
Eleno…- dziewczyna, spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
- Ja też.-
odparłam szczerze.- Ale musimy być silne do końca.
- Koniec tych
smętów i pogaduszek.- rzekła zirytowana Katherine.- Ty, połóż się na tym
metalowym stole.- najpierw zwróciła się do mnie, a następnie do Alice.- A ty,
chodź ze mną. Musisz oddać trochę krwi.
Stół znajdował
się w środku kręgu, wokół którego były ustawione świece. Udałam się w
wyznaczone mi miejsce i zrobiłam, to co mi nakazała. Wciągnęłam powietrze,
czułam różnego rodzaju zioła, zapach siarki, krwi. Robiło mi się niedobrze, a
żołądek podchodził mi do gardła. Już się nie bałam. Byłam gotowa, byłam gotowa
umrzeć. Zamknęłam oczy i starałam się pomyśleć o czymś przyjemnym. Nagle
zobaczyłam wszystkie piękne momenty z moją rodziną, przyjaciółmi i z Nim, moim
Damonem. Poczułam ukłucie w środku. Nie widziałam się z nim od kilku miesięcy.
Nie zdążyłam się z nim pożegnać. Ale może to i lepiej, przynajmniej nie będzie
cierpiał. Pewnie był gdzieś daleko stąd i siedział w jakimś zatłoczonym klubie,
popijając bourbona. Z moich rozmyślań, wyrwały mnie buchające świece wokół
mojego ciała. Czarownica, Katherine i Alice stały koło mnie. Cieszyłam się, że
przed śmiercią, mogłam zobaczyć przyjazną twarz, zatroskanej dziewczyny.
Rudowłosa, zaczęła coś mówić po łacinie, a moim ciałem wstrząsnęły zimne
dreszcze. Słyszałam, że z moją przyjaciółką było to samo.
- Kocham cię
Damonie.- powiedziałam, zanim zdążyłam zamknąć oczy.
*****
Damon
- Pierdolona
suka!- krzyczałem, przewracając meble w salonie. Znowu udało się jej mnie
oszukać. Znów dałem się nabrać na jej chore gierki. Tylko ciekawe, w co tym
razem grała? Co kombinowała? Skąd ona w ogóle wzięła, tak potężną czarownicę?-
zasypywałem się pytaniami, na które nie znałem odpowiedzi. Zastanawiał mnie
jeden fakt, a mianowicie spojrzenie rudowłosej. Wyglądała jakby dawała mi
jakieś znaki, znaki dotyczące planu Katherine. Jej wzrok był łagodny, ogłuszyła
mnie pewnie ze strachu przed nią. Może miała u niej jakiś dług, który musiała
spłacić? Musiałem ochłonąć i wszystko na spokojnie przemyśleć. Udałem się do
barku z moją kochaną whiskey i nalałem sobie trunku do szklanki. Wypiłem
zawartość za jednym zamachem, po czym poszedłem na górę. Wziąłem prysznic,
który mnie orzeźwił. Wychodząc z łazienki, podniosłem swoje ciuchy, które
rzuciłem niedbale na ziemię. Ze spodni wyleciała pomięta kartka. Nie
przypominałem sobie, żebym coś zapisywał. Rozłożyłem ją i zacząłem śledzić
tekst, linijka po linijce. Litery były drobne i starannie napisane.
„ Nie chciałam Cię skrzywdzić. Musiałam to
zrobić, żeby Katherine mi zaufała i nie zabiła mojego narzeczonego.
Szantażowała mnie. Mam nadzieję, że rozumiesz moją sytuację. Kiedyś uratowała
moją mamę, gdyby nie dała jej swojej krwi, wykrwawiłaby się na śmierć. Jestem
jej dozgonnie wdzięczna i powiedziałam, że jak będzie miała problem, to chętnie
jej pomogę. Dlatego się zgodziłam na ten rytuał. Rytuał, dzięki któremu ma się
stać najsilniejszą i najpotężniejszą wampirzycą na całym świecie. Nie
przeszkadza mi to, nic do niej nie mam. Gdyby nie to, że w nim mają zginąć
niewinne osoby. Jej sobowtór i wampir. Nie wiedziałam do kogo się zwrócić o
pomoc. Proszę pojaw się podczas pełni w środku lasu. Jesteś wampirem, masz
wyostrzone zmysły. Nie będziesz miał problemu ze znalezieniem miejsca. Będzie
widać z daleka duży płomień ognia i czuć intensywną mieszankę ziół, zmieszaną z
krwią. Proszę, pomóż mi ją powstrzymać. Nie chcę stać się morderczynią.”
Czytałem i nie
wierzyłem własnym oczom. Katherine chciała dorównać Pierwotnym i do tego
kosztem Eleny? Nie mogłem do tego dopuścić! Błyskawicznie się ubrałem i
spakowałem kołki do torby. Pamiątka po Alaricu, zostawiłem je na czarną
godzinę. To był właśnie ten czas, kiedy mogłem ich użyć. Czułem jego obecność,
wiedziałem że nie byłem sam. Zerwałem się na równe nogi i wybiegłem z domu. Nie
myślałem o niczym innym, tylko o niej. Nawet jeśli była ze Stefanem, którego
swoją drogą nie było przy niej. Ona nie
mogła umrzeć. Nie mogłem jej stracić- przez całą drogę, te słowa dudniły mi
w uszach. W wampirzym tempie, znalazłem się w ciemnym lesie. Przemierzałem
przez zarośla, za którymi czaił się mrok. Ruszyłem najszybciej jak mogłem w sam
środek lasu, z którego czułem strach i nadchodzącą śmierć. Wiedziałem, że nie
mogłem się spóźnić. Musiałem jak najszybciej znaleźć się przy Elenie. Gałęzie
raniły moje ciało, kiedy przemierzałem szybko w głąb lasu. Usłyszałem grupę
wampirów i wilkołaków zbliżających się w moją stronę. Pięknie- pomyślałem, nie
dość, że pełnia, to jeszcze brakowało mi tu wilkołaków. Nie zastanawiając się
długo, wyciągnąłem kołki i rzucałem nimi skąd dochodziły hałasy łamanych
gałęzi. Kilkanaście ciał już leżało na ziemi, więc posunąłem swoje kroki do
przodu.
- No, dalej
zapchlone kundle. Wyłaźcie!- krzyknąłem.
I jak na
zawołanie, wyleciało z krzaków dwóch wilkołaków. Szamotałem się z nimi przez
jakiś czas. Jednak, zanim mnie ugryźli, zdążyłem zanurzyć ręce w ich piersiach
i wyrwać serca. Rzuciłem je gdzieś w krzaki i ruszyłem dalej. Z oddali
usłyszałem, głos czarownicy, szyderczy śmiech Katherine, płacz jakiejś
dziewczyny i słowa Eleny, które zbiły mnie zupełnie z pantałyku.
- Kocham cię Damonie.
Dlaczego
wypowiedziała moje imię, a nie Stefana? Poczułem się szczęśliwy, a zarazem
przerażony, że to mogły być ostatnie słowa, które wyleciały z jej ust.
Pobiegłem jak oparzony, gdyż usłyszałem jej cichy krzyk, słyszałem jak
cierpiała. Po drodze napotkałem jeszcze małe przeszkody, w postaci wampirów. Na
szczęście, uporałem się z nimi równie szybko, jak z poprzednimi. W sekundzie,
zmaterializowałem się przed czarownicą. Na jej twarzy zobaczyłem ulgę i radość.
Momentalnie przerwała mówić zaklęcie i płomienie zgasły. Młoda, brązowowłosa
dziewczyna przyglądała mi się zdziwiona. Była przestraszona. Kiwnąłem jej
głową, że może uciekać, ale ona podbiegła do nieprzytomnej Eleny i próbowała ją
ocucać. Sam bym to zrobił, jednak Katherine zagrodziła mi drogę, rzucając
niebezpieczne spojrzenia na przemian mi i rudowłosej.
- Czemu
skończyłaś?- spytała wytrącona z równowagi.- Nie tak się umawiałyśmy!
- Katherine,
ja nie mogłam...- dukała, przestraszona, chowając się za moim ramieniem.
Dałem jej znak, że sobie poradzę i ochraniałem ją, żeby mogła uciec. Podziękowała i szybko wybiegła. Katherine, rzuciła się za nią, ale ją dogoniłem i chwyciłem mocno za ramię.
Dałem jej znak, że sobie poradzę i ochraniałem ją, żeby mogła uciec. Podziękowała i szybko wybiegła. Katherine, rzuciła się za nią, ale ją dogoniłem i chwyciłem mocno za ramię.
- Chciałaś
zabić Elenę?!- krzyknąłem jej w twarz.- Wiedziałem, że jesteś do wszystkiego
zdolna. Ale tym razem przesadziłaś. Nie ujdzie ci to na sucho!
- Damon, ja…-
widziałem zmieszanie na jej twarzy.
Użyła swojej
kolejnej sztuczki i wpiła się brutalnie w moje wargi. Przez chwilę, trwaliśmy
tak w bezruchu. Jednak potem się otrząsnąłem i niespodziewanie wbiłem jej kołek
w plecy. Brunetka odskoczyła zdziwiona na ziemię. Spojrzała się na mnie
błagalnym wzrokiem. Wyciągnęła ze swoich pleców kołek i rzuciła się do
ucieczki. Ale nie udało jej się daleko uciec, zmaterializowałem się przed nią i
patrzyłem na nią wściekłym wzrokiem.
- Ty się nigdy nie zmienisz. Zawsze dążysz do
celu po trupach.- warknąłem.- Co ja teraz mam z tobą zrobić?
- Rób co
chcesz.- odparła wypranym z emocji głosem.- Wiedz jednak, że wtedy nie
kłamałam. Zobaczymy, jak będziesz żył ze świadomością, że zabiłeś z zimną krwią
kobietę, która cię naprawdę kochała.
Stałem jak
wryty i przyglądałem się jej twarzy. Mówiła prawdę. Kurwa, chyba pierwszy raz w
życiu, nie kłamała. Nie mogłem jej zabić, nie umiałem. Ale ona chciała
poświęcić kobietę, którą kocham w jakimś pieprzonym rytuale. Byłem kompletnie
rozdarty.
- Ja chciałam
tylko się uwolnić raz na zawsze od Klausa.- oznajmiła.- Uciekałam przez ponad 500
lat. Żyłam w strachu, mógł mnie dopaść wszędzie. Wiesz jakie to jest uczucie?
Proszę, zrozum mnie. Przecież, gdybyś chciał, to byś już dawno mnie zabił.
Jej wzrok
przeszywał mnie na wskroś. Teraz jej życie było w moich rękach.
- Idź do
diabła, Katherine!- warknąłem. Wyminąłem ją i powiedziałem na odchodne.- Jeśli
zobaczę cię jeszcze raz, bez skrupułów wyrwę twoje martwe serce, rozumiesz?
- Tak.-
pokiwała głową.- Damon, jestem pewna, że mi kiedyś wybaczysz. Może nie od razu,
ale gwarantuję ci, że jak tylko znudzisz się swoją Elenką, będziesz potrzebował
pocieszenia. To z pewnością nie było nasze ostatnie spotkanie.
Chciałem coś
jej odpowiedzieć, ale kiedy się odwróciłem już jej nie było. Poszedłem do
Eleny. Była w strasznym stanie. Straciła dużo krwi i sił. Jej ubrania były
brudne i posklejane zaschniętą krwią. Miała rozcięty policzek. Leżała tak
spokojnie i się nie ruszała. Pogłaskałem ją delikatnie po głowie i pocałowałem
w czoło. Ale nie zareagowała. Dopiero kiedy ostrożnie wziąłem ją na ręce,
otworzyła powoli oczy i spojrzała się na mnie z niedowierzaniem.
- Damon.
Jesteś tu.- szepnęła, a na jej twarz wtargnął ciepły uśmiech. Wtuliła się
we mnie i ponownie zamknęła oczy.