-Serio? Będziemy spać w tym
obskurnym motelu?- spytałam zirytowana, kiedy weszłyśmy do naszego pokoju.
- Oj, nie marudź. Nie wiem jak
ty, ale ja jestem zmęczona. I w odróżnieniu do ciebie nie potrzebny mi jest do
tego pięciogwiazdkowy hotel.- odparła, wytrącona z równowagi, po czym wzięła
piżamę i udała się do łazienki.
- Nie miałam na myśli luksusowego hotelu. Chciałam tylko, żeby był bardziej komfortowy i nie cuchnął
tak stęchlizną.- odburknęłam.
Bezradna, usiadłam na łóżku, pod
wpływem mojego ciężaru, uniósł się z niego dym kurzu. Wspaniale, jeszcze
będziemy spać na brudnych i zakurzonych łóżkach- pomyślałam. Nie dość, że
straciłyśmy pół dnia na szukaniu, tego profesorka, którego i tak nie
znalazłyśmy, to teraz jeszcze ten motel. Gorzej już, chyba być nie może-
wzruszyłam, beznamiętnie ramionami. Swoją drogą, ciekawa byłam, jak on wyglądał
na żywo, bo na zdjęciach prezentował się całkiem nieźle. Och, jaka ja jestem
głupia- skarciłam się, za to w myślach. Przecież, miałam Matta, wspaniałego i
kochanego chłopaka, który nigdy by mnie nie zranił, a ja myślałam o jakimś
podstarzałym facecie. Ale z drugiej strony, to jeszcze nie prowadziło do
zdrady. Takie tam, tylko głupie myślenie. Właśnie, Matt! Zupełnie zapomniałam o
tym, że miałam do niego zadzwonić i zdać
mu relacje. Nie zastanawiając się długo, sięgnęłam po telefon i wybrałam jego
numer. Odebrał po 2 sygnałach.
- Caroline.- powiedział
uradowany.- W końcu zadzwoniłaś, ja już tu odchodziłem od zmysłów.
- Matt, tak strasznie cię
przepraszam. Tyle się działo. Przeszłyśmy chyba z Bonnie pół Atlanty i po
profesorku, ani śladu. Normalnie, jakby zapadł się pod ziemię.- wzruszyłam
ramionami i przeczesałam włosy ręką.
- Nie martw się. Na pewno go
znajdziecie.- pocieszał mnie, mój chłopak.- Lepiej opowiadaj, jak tam jest.
Podoba ci się?
- Och, bardzo mi się podoba.
Musimy koniecznie tu kiedyś razem przyjechać.- powiedziałam podekscytowana i
opowiadałam mu o każdej napotkanej galerii, klubie, parku, zabytkach i innych
walorach miasta.
Kątem oka, dostrzegłam Bonnie
wychodzącą z łazienki. Ustała się przede mną, podparła ręce na biodrach i
spojrzała się na mnie z niezadowoloną miną. Domyślałam się, że zaraz wyskoczy z
jakimiś pretensjami. Jej mina nie wróżyła niczego dobrego. Chciałam załagodzić
sytuację, więc uśmiechnęłam się do niej i powiedziałam, że Matt ją pozdrawia.
Ale i to nie poskutkowało, ziewnęła, tym samym przypominając mi o porze do
spania.
- Błagam, skończ już rozmawiać.
Jutro wcześnie wstajemy, przed nami długi dzień poszukiwań. Im szybciej go
znajdziemy, tym szybciej wrócimy do domu.- odparła sennym głosem.
- Ok, ok. Już kończę.- uniosłam
ręce w geście poddania się i pożegnałam się z Mattem.
Mulatka szybko, wskoczyła do
łóżka. Zdziwiłam się, że nie przeszkadzał jej kurz i straszny smród. Ja chyba,
dziś tu nie zasnę- pomyślałam. Zrezygnowana poszłam do łazienki, mając
nadzieję, że chociaż tam będzie czyściej. Niestety, panowały tu jeszcze gorsze
warunki, niż w pokoju. Bez namysłu, wzięłam szybki prysznic, starając się nie
dotykać kabiny i ścian. Nawet będąc wampirem, uważałam na różnego rodzaju
bakterie. One mnie, po prostu obrzydzały. Po kilku minutach opuściłam łazienkę.
Kiedy weszłam do pokoju, usłyszałam miarowy
oddech przyjaciółki. Już spała. A ja nie miałam co ze sobą zrobić.
Przechadzałam się najciszej, jak tylko umiałam po pokoju. Rozmyślałam o
wszystkim i wszystkich. O tej całej sprawie z ekspresją Bonnie, o tym jak to
będzie gdy zobaczymy się z tym całym Shanem, jak dalej będzie wyglądało moje
życie z Mattem, czy kiedyś tu razem przyjedziemy i o tym jak Elena sobie
radziła. Znalazła się naprawdę w ciężkiej sytuacji. Obiecałam, że jej pomogę,
ale skąd mogłam wiedzieć, że Klaus będzie przetrzymywał Damona? Byłam między
młotem, a kowadłem. Ale skoro, najpierw umówiłam się z Bonnie, że z nią miałam
pojechać, to nie mogłam jej zawieść. Miałam tylko nadzieję, że Elena to
zrozumiała. Przecież nie mogłam się rozdwoić?
Spojrzałam na zegarek i
zobaczyłam, że nie było jeszcze aż tak późno. Dochodziła północ. Postanowiłam, że
zadzwonię do niej, bo nie dawało mi to spokoju. Wyszłam na korytarz, żeby nie
obudzić Bonnie.
- Obudziłam cię?- zapytałam
cicho, kiedy odebrała telefon po kilku sygnałach.
- Nie, nie obudziłaś.-
zaprzeczyła.- Tylko się zdziwiłam, że o tej porze do mnie dzwonisz. Jak tam w
Atlancie? Rozmawiałyście już z tym profesorem?
- No właśnie, jeszcze nawet go
nie znalazłyśmy.- odparłam bezradna.- Kochana, Atlanta jest piękna, ale tego
chyba nie muszę ci mówić. Sama tu kiedyś byłaś z Damonem. – O cholera- pomyślałam. Ja to zawsze muszę coś palnąć!.- To
znaczy, oj no wiesz…- próbowałam załagodzić sytuacje, ale coś marnie mi to
szło.
- Spokojnie, rozumiem.-
pociągnęła nosem, pewnie płakała.- Jestem bezsilna, nie wiem co mogłabym
jeszcze zrobić, żeby mu pomóc.
- Nie załamuj się.- uspokajałam
ją.- Na pewno jest jakiś sposób, wymyślimy coś. Jak tylko uporządkujemy sprawy
w Atlancie. Wrócimy i ci pomożemy go znaleźć.
- W sumie, to jest jeden.-
powiedziała tak cicho, że gdyby nie mój wampirzy słuch, pewnie bym jej nie usłyszała.
- Jaki?- spytałam zdziwiona. Nie
miałam pojęcia o co jej chodziło.
- Stefan, on może wiedzieć, gdzie
mieszka Klaus.- oznajmiła.- W końcu kiedyś się przyjaźnili, o ile można było
to nazwać przyjaźnią. Ale warto spróbować.
- Jesteś tego pewna?- chciałam
się upewnić, że wiedziała co robi.- Pójdziesz do niego, jak gdyby nigdy nic i
poprosisz o pomoc w ratowaniu Damona?
- Przecież to jest jego brat.-
podniosła głos.- Myślisz, że on jest bez uczuć i będzie obojętny na jego
krzywdę?
- Wiem, że łączą ich więzy krwi,
ale…
- Czy zawsze musi być jakieś
„ale”?- weszła mi w zdanie i powiedziała jeszcze głośniej, niż poprzednio.
- Eleno, po pierwsze uspokój
się.- odparłam spokojnie.- A po drugie, przemyśl to sobie jeszcze. Prześpij się
z tym i jutro do ciebie zadzwonię i pogadamy, ok?
- Nie przejmuj się mną. Dam sobie
radę. Pomóż Bonnie, ona cię bardziej potrzebuje.- rzekła.- A teraz dostosuje
się do twojej rady i pójdę spać.
- Ty też potrzebujesz
pomocy.-stwierdziłam.- Dlatego, proszę nie rób niczego głupiego i dzwoń o
każdej porze.
- Dobranoc, Caroline. Pozdrów ode
mnie Bonnie.
- Dobrze. Dobranoc.- pożegnałam
się z przyjaciółką i udałam się z powrotem do pokoju. To będzie długa i ciężka
noc- pomyślałam.
*****
Katherine
Chodziłam w tą i z powrotem. Mimo
wszystko, byłam zdenerwowana. Nadal się go bałam, nie chciałam, żeby mnie
złapał. Nerwowo obgryzałam paznokcie, czekając na jakąkolwiek wiadomość od
Kola. Ten dupek, miał go dziś czymś zająć. Miał odciągnąć jego uwagę, a wtedy
ja wkroczyłabym do akcji. A co, jeśli mnie wystawił? Jeśli, wpadnę prosto w
paszczę lwa? Nie, nie, pokręciłam przecząco głową. Nie zrobiłby mi tego, nie
on. Cholerny Salvatore, gdyby nie twoje specyficzne wpadanie w kłopoty, nie
miałabym takiego problemu! Wszystko zwolniłeś, cały mój plan z Kolem. To nie
tak, miało wyglądać. Niech cię szlag! Od tamtego wieczoru, kiedy zobaczyłam jak
Klaus go zabrał, byłam nieźle wkurzona. Chociaż miałam wolną drogę i mogłam
działać, to nie mogłam go zostawić z tym brutalem. Najpierw musiałam go uwolnić.
Czyli, kolejna sprawa, do której potrzebny był mi Kol. Nie lubiłam tego
lalusiowatego dupka, działał mi na nerwy. Ale tylko on mógł mi pomóc. Ja
pierdole- przeklnęłam pod nosem- To by znaczyło, że cały mój proces, musiałabym
zrobić od nowa. Robota głupiego. Jak odciągnąć uwagę Damona od Eleny? No, myśl
Katherine. Czym najbardziej byś go, odwlekła od myślenia o tej małej dziwce?
Przecież, to było proste. Salvatore najbardziej skupiał się na sprawach
łóżkowych. Miałam nadzieję, że teraz doceni, to jak się dla niego poświęcałam i
ile ryzykowałam. W przeciwnym razie, osobiście ze złości wbije mu kołek w
serce. Skończy się taryfa ulgowa. Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Bez
namysłu, wyciągnęłam z niej telefon i nie patrząc, kto dzwonił, odebrałam.
Byłam pewna, że tylko jedna osoba mogła do mnie zadzwonić, a mianowicie Kol.
- Witaj moja śliczna, a zarazem
niebezpieczna wampirzyco.- przywitał się ze mną, tym słodkim, ohydnym głosem,
od którego robiło mi się niedobrze. Ale robiłam dobrą minę do złej gry.
- Kol.- odparłam, jeszcze
bardziej słodko, niż on.- Mój ogierze, jakie masz dla mnie wieści?
- A ty jak zwykle, od razu
przechodzisz do konkretów.- powiedział zawiedziony.- Nadal nie rozumiem,
dlaczego chcesz uwolnić Salvatora. Przecież moglibyśmy, od razu zacząć działać.
On będzie, tylko kulą u nogi.
- To już moja sprawa co z nim
zrobię.- warknęłam.- To jak? Zrobiłeś,
to o co cię prosiłam?
- Katerino, Katerino. Może trochę
spokojniej i milej, co? W końcu mi też się coś za to należy. Pamiętaj, że w
każdej chwili mogę cię wydać Klausowi.
- Nie.Denerwuj.Mnie.- syknęłam.-
Miałeś załatwić tylko jedną głupią rzecz i jeśli tego nie zrobiłeś…
- Dobra, dobra.- odparł
zrezygnowany.- Możesz przyjść od razu. Dopiero co wyszedł.
- To nie można było tak od razu
mówić?- spytałam wkurzona, po czym się rozłączyłam i wyszłam z pokoju.
Złapałam pierwszą taksówkę.
Usiadłam na tylnym siedzeniu i nerwowo przebierałam rękoma. Chociaż czas do
przemierzania trwał niecałe 10 min, to wydawało mi się, jakbym jechała całą
wieczność. Pośpiesznie zahipnotyzowałam taksówkarza, żeby zaczekał na mnie i
ruszyłam w stronę posiadłości Klausa. Nie zdążyłam, nawet zapukać do drzwi.
Otworzył mi je, roześmiany od ucha do ucha Kol. Zaprosił gestem ręki, żebym
weszła do środka. I tak bym to zrobiła, nie musiał udawać dżentelmena.
- Gdzie on jest?- spytałam
nerwowo.
- To zależy kogo masz na myśli,
maleńka.- droczył się ze mną.
- Nie udawaj, jeszcze większego
idioty, niż jesteś.- warknęłam.- Dobrze wiesz, o kogo mi chodzi.
- Skoro jestem idiotą, to zaraz
zamknę cię razem z nim i poczekam na powrót mojego brata.- odpowiedział z
chytrym uśmieszkiem.- Będzie miał dwie pieczenie na jednym ogniu. Z pewnością
się ucieszy.
- Dobra, już nie zgrywaj takiego
poszkodowanego.- syknęłam.- Chyba cię nie uraziłam?- położyłam rękę na piersi i
zrobiłam smutną minę.
- Jest na dole w piwnicy.-
odparł, beznamiętnym głosem.
- Dlaczego nie przyniosłeś go do
góry? - zapytałam zirytowana.
- A czy ja wyglądam na tragarza?-
uśmiechnął się i dodał.- To twój problem, radź sobie sama. Tobie na nim zależy,
nie mnie.
- Ok, bez łaski.- rzuciłam.
W wampirzym tempie, poszłam na
dół. Do moich nozdrzy, dotarł ohydny zapach stęchlizny. Drzwi, o dziwo nie były
zamknięte na klucz. Miałam tylko nadzieję, że to nie była żadna pułapka.
Popchnęłam je lekko i weszłam do środka. Panowały tu egipskie ciemności,
dopiero po jakimś czasie mój wzrok przyzwyczaił się do mroku. To była mała
klitka, w której znajdowało się pełno pajęczyn i pleśni.
- Damon, jesteś tu?- spytałam,
przemierzając pomieszczenie.
Cholera, nigdzie go nie widziałam, ani nie
słyszałam. Już miałam wychodzić, ale zobaczyłam w kącie coś czarnego,
zwiniętego w kłębek, coś co przypominało
postać. Przestraszyłam się, że przyszłam za późno. Nerwowymi i powolnymi
krokami poszłam w jego stronę. Odwróciłam go i to co zobaczyłam, przeszło moje
najśmielsze oczekiwania. Był w bardzo ciężkim stanie. Miał popalone całe ciało
od werbeny, zsiniałe, wyschnięte i w głębokich ranach, które nie zdążyły się
zagoić. Nie wiedziałam nawet, jak miałam go złapać, czy chociażby dotknąć. W
takim stanie, nigdy go nie widziałam. Przeklęty, Klaus! Coś ty mu zrobił?
Pogłaskałam go, delikatnie po włosach. To był mój Damon. Zrobiło mi się go
szkoda, wiele razy miałam ochotę go zabić, ale ten widok mnie przeraził. Coś mnie
ścisnęło w środku, nadal mi na nim zależało. Miałam słabość do obydwu braci.
- Kol, przynieś szybko, jak
najwięcej krwi!- krzyknęłam najgłośniej, jak potrafiłam.
- Nie martw się, kochany.-
mówiłam, nie przestając go głaskać.- Wyjdziesz z tego, uratuję cię.
No gdzie ten, cholerny Kol?-
myślałam. Czy on produkował tą krew?! Mogłam wcześniej o tym sama pomyśleć i
wziąć jakąś ze sobą. Ale skąd mogłam wiedzieć, że będzie w takim tragicznym
stanie? Usiadłam na zimnej i cuchnącej podłodze, po czym wzięłam delikatnie
jego głowę i położyłam ją na moich kolanach. Już niedługo zobaczę twój
ironiczny uśmiech i niebezpieczny błysk w oczach- pomyślałam.- Nie wypuszczę
cię, tak szybko. Plan poczeka.
- Pali się?- spytał Kol z
zadziornym uśmiechem.- Masz.- rzucił mi, jeden z woreczków z krwią.
Odebrałam go od niego i
rozerwałam energicznym ruchem. Przyłożyłam Damonowi do ust i przechyliłam
woreczek.
- No, dalej.- niecierpliwiłam
się.- Pij.
Na początku, krew wylewała się z
jego ust, ale po jakimś czasie usłyszałam jak ją przełyka. Odetchnęłam z ulgą.
Po kilku, może kilkunastu woreczkach nabrał kolorów i rany się zasklepiły na
jego ciele. Otworzył oczy i spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- Katherine?- wychrypiał, cichym
głosem.- Co ty, tu robisz?
- Ratuję twój seksowny
tyłeczek.- odparłam kokieteryjnie.- Wstawaj, nie mamy czasu. Musimy stąd wyjść,
zanim wróci Klaus.
Pomogłam mu wstać i wsparłam go
na moich ramionach. Widziałam, jak jeszcze nieudolnie stawia kroki. Ciekawe,
jak długo leżał w tej niewygodnej pozycji? Chciałam podziękować Kolowi, ale
nigdzie go nie widziałam. Musiał się, od razu zwinąć. Nieważne. Po jakimś
czasie wyszliśmy z mieszkania i wsiedliśmy do taksówki.
*****
Elena
Całą noc nie spałam. Ciągle
myślałam o Damonie. Miałam nadzieję, że nic mu się nie stało. Jeśli by było
inaczej, nie darowałabym sobie tego do końca życia. To byłaby tylko i wyłącznie
moja wina, przeze mnie wyjechał. Musiałam zrobić wszystko, co w mojej mocy,
żeby mu pomóc. Dlatego Stefan był ostatnią deską ratunku. Przecież nie odwróciłby
się od własnego brata?
Szybkim krokiem, wyszłam z domu.
Nie zauważyłam, nawet krzątającego się po kuchni Jera, który coś do mnie mówił.
Całkowicie go, zignorowałam. Moim jedynym celem było pójście do Stefana i
proszenie go o pomoc. Przechodząc przez park, wpadłam na jakiegoś chłopaka. Tak
mocno go popchnęłam, że przewróciłam go na ziemię i na nim wylądowałam.
Poczułam jego perfumy, zapach ciała i pulsującą krew w jego żyłach. Zdałam
sobie sprawę, że już od dawna, nic nie jadłam. Szybko z niego wstałam, otrzepując
swoje ciuchy z piasku i liści. Kiedy znalazł się naprzeciwko mnie, mogłam mu
się dokładnie przyjrzeć. Był wysokim blondynem, miał roztrzepane włosy do
ramion, zielone oczy i zniewalający uśmiech. Nie miał więcej, niż 19 lat.
- Przepraszam, nie zauważyłam
cię.- wydukałam, tym samym powstrzymując się przed rzuceniem na niego, z powodu
mojego głodu.
- Nic się nie stało.- odparł
rozbawiony.- Nie codziennie wpadają na mnie takie ślicznotki.
- Muszę już iść.- rzekłam,
wymijając go.
- Zaczekaj.- złapał mnie za rękę
i odwrócił w swoją stronę.- Zdradź mi chociaż swoje imię.
- Elena.- powiedziałam cicho.
- Piękne imię dla pięknej
dziewczyny.- odparł z uśmiechem.- Jestem Jack, a to mój numer telefonu, jeśli
chciałabyś się jeszcze spotkać.- podał mi swoją wizytówkę.
- Miło mi, ale ja naprawdę muszę
już iść.- burknęłam.
- Nie wzięłaś, nawet mojego
numeru.- powiedział rozczarowany.- Może wyskoczymy gdzieś wieczorem?
- Nie jestem zainteresowana.-
warknęłam.
- Daj się namówić, chociaż na
jednego drinka.- nalegał i zrobił smutną minkę. Przybliżył swoją twarz do mojej
i objął mnie mocno w pasie. A ja jedyne, na co miałam w tym momencie ochotę, to
poczuć smak jego krwi, ukoić pragnienie.
- Czy ty, nie rozumiesz?
Powiedziałam, żebyś dał mi spokój!- krzyknęłam i wyrwałam się z jego objęć.
- Oj, malutka. Nie bądź taka.-
uśmiechnął się i popchnął mnie na drzewo.
Próbował mnie pocałować, ale
zrobiłam unik i wytrącona z równowagi, przejęłam inicjatywę. Teraz, to ja go
przyciskałam do drzewa, ale miałam zupełnie inne plany. Jego oddech, mnie
parzył w twarz. Słyszałam szybkie bicie serca i krążącą krew w jego żyłach.
Wiedziałam, że to było złe, co miałam zamiar zrobić. Ale w tym momencie, mnie
to w ogóle nie interesowało. Głód, z każdą chwilą, dawał mi się we znaki. Dziąsła
niemiłosiernie mnie swędziały i cały świat, wszystkie problemy przestały dla
mnie istnieć. Jedyne, o czym myślałam, to zatopić swoje kły w jego białej,
odsłoniętej szyi. Spojrzałam mu głęboko w oczy i go zahipnotyzowałam.
- Nie krzycz i się nie bój. To
nie będzie bolało.
Czułam wysuwające się kły i
pojawiające się małe, wypukłe żyłki wokół moich przekrwionych oczu. Brutalnie
wgryzłam mu się w szyję. Moje ciało wypełniała, jego ciepła i przepyszna krew.
Nie pamiętałam, kiedy ostatnio byłam taka szczęśliwa i spełniona. Było mi, tak
cholernie dobrze. Smak krwi, odebrał mi zdrowy rozsądek, nie myślałam, nie
zdawałam sobie z tego sprawy, że mogę go zabić. Nie mogłam się od niego
oderwać, działałam jak w amoku, to było silniejsze ode mnie. Nagle poczułam, jak
jego ciało robiło się wiotkie, a w jego ciele nie było, ani odrobiny krwi. Nie
słyszałam pulsu, ani bicia serca. Puściłam go, spanikowałam. Zabiłam człowieka.
O, Boże, co ja zrobiłam? Upadłam na kolana i przybliżyłam się do niego.
Zaczęłam potrząsać jego ciałem, nie reagował. Nadgryzłam sobie nadgarstek i
przysunęłam do jego ust, ale moja krew, z nich wypływała.
- Nie! Nie! Proszę.- krzyczałam,
błagalnym tonem.- Ja…zabiłam. Jestem potworem.
Wytarłam brudny podbródek od jego
krwi i otarłam spływające łzy. Biegłam, ile sił w nogach. Chciałam się znaleźć,
jak najdalej. Chciałam zapomnieć. Zatrzymałam się przed Grillem. Bez namysłu,
weszłam do środka i zamówiłam kieliszek czystej wódki. Cieszyłam się, że nie
było akurat Matta na zmianie. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać. Wypiłam
zawartość kieliszka, jednym haustem. Zamówiłam sobie jeszcze jednego i
następnego. Potem straciłam rachubę, piłam bez umiaru. Nagle poczułam, jak ktoś
mnie dotknął za ramię i usiadł obok mnie. Odwróciłam się niechętnie w stronę przybysza
i zobaczyłam Stefana. Gestem dłoni, przywołał barmana i zamówił nam po drinku.
*****
Damon
- Dokąd lecimy?- warknąłem,
niezadowolony tą całą sytuacją. Nie potrzebowałem litości. Nikt jej nie prosił
o to, żeby mnie ratowała. Wolałem już tam umrzeć, niż teraz być na nią skazany.
- Nie wiem.- odparła.- Wsiądziemy
w pierwszy, lepszy samolot.
Akurat dojechaliśmy na lotnisko.
Pośpiesznie wysiedliśmy z taksówki i wzięliśmy nasze bagaże. Na tablicy
odlotów, od razu, zwrócił moją uwagę lot do Savannah w stanie Georgia, który
miał być za pół godziny. Ucieszyłem się, znałem tamte okolice jak własną
kieszeń. A poza tym, byłbym bliżej Mystic Falls. Otarłem się o śmierć, więc
zajrzałbym tam i zobaczył, co się zmieniło przez te kilka miesięcy.
- Savannah.- powiedziałem, pewnym
siebie głosem.
- Co?- spytała zdziwiona.- Nie,
nie. Musimy wyjechać jak najdalej stąd, Klaus nas nie może dopaść.
- Właśnie dlatego, musimy
wyjechać teraz.- odparłem.-Najciemniej jest zawsze pod latarnią. To co,
idziesz? Czy zostajesz?
- Mówię, ci, że to jest głupi
pomysł. Wolałabym jechać, na przykład do Europy.- naburmuszyła się, ale ku
mojemu zaskoczeniu podążała za mną.
- Wolałem cię, kiedy milczałaś.-
przewróciłem oczami.
- Dupek! To ja zamówiłam taksówkę
i nas spakowałam. Więc, do mnie powinien należeć wybór naszej podróży.-
wysyczała.
- Oj, nie denerwuj się tak, bo
jeszcze zmarszczek dostaniesz.- uśmiechnąłem się sarkastycznie, po czym
dodałem.- Jeśli nie chcesz ze mną jechać, to nie musisz. Wybór należy do
ciebie.
- Przez ciebie, razem utknęliśmy
w tym bagnie.- burknęła.- Więc , teraz będziemy razem się przemieszczać, czy ci
się to podoba, czy nie.- uśmiechnęła się perliście i zgrabnie mnie wyminęła,
kiedy przechodziliśmy przez odprawę.
Zahipnotyzowaliśmy pracowników
portu lotniczego, więc bez problemu mogliśmy się udać do samolotu. Na moje
szczęście, nie było wolnych miejsc, koło siebie. Usiadłem całkiem z tyłu, a ona
5 rzędów przede mną. Chociaż, będzie chwila spokoju- pomyślałem. Postanowiłem
się trochę zrelaksować i zasnąłem. Obudziłem się, kilka minut przed lądowaniem.
W wyborze hotelu, dałem jej wolną
rękę. Niestety był wolny, tylko jeden apartamentowiec z jednym podwójnym
łóżkiem. Nie byłem z tego faktu nadzwyczaj zadowolony, tak jak moja
towarzyszka, która się chytrze uśmiechała. Apartamentowiec, jak
apartamentowiec, nie wzbudzał we mnie żadnej ekscytacji, w niejednym już byłem.
Po przekroczeniu progu, położyłem swoje walizki i udałem się prosto do
łazienki.
- Mogę się przyłączyć?- spytała,
po czym zarzuciła mi ręce na szyi i uśmiechnęła się.
- Zapomnij.- warknąłem i
ściągnąłem jej ręce.- A i żeby było jasne, to ja śpię na łóżku. Przygotuj się
na niewygodne spanie na kanapie.- odpowiedziałem, cały czas się śmiejąc i
pogwizdując.
- Jeszcze zobaczymy, Salvatore
kto gdzie będzie spać.- usłyszałem, za sobą z jakim jadem wypowiedziała słowa.
Zanurzyłem się w wannie. Tego
było mi trzeba. W tym momencie, nie myślałem o niczym, tylko relaksowałem się
spokojem. Nagle usłyszałem, jak ktoś wchodzi do łazienki. No tak, to mogła być
tylko jedna osoba, Katherine. Ignorowałem ją.
- Pomyślałam, że czujesz się
samotny w tej dużej wannie.- odparła słodko.- Dlatego, ci potowarzyszę.
- Nie krępuj się.- odparłem, w
ogóle nie otwierając oczu.- Miejsca starczyłoby, jeszcze dla kilku innych
panienek. Może zaraz je zawołam? Będzie zabawniej.- powiedziałem sarkastycznie,
unosząc brew do góry.
- Taa, może od razu, zaproś cały
hotel.- wysyczała wkurzona.
Ściągnęła kusy szlafrok, pod
którym nie miała niczego. Mimo wszystko, brakowało mi tego, idealnego i
pięknego ciała. Cholera, te jej krągłe biodra, pełne piersi i długie nogi,
przyprawiały mnie o zawrót głowy. Włosy upięła w niedbały, luźny kok. Wyglądała
zjawiskowo. Nie, nie- skarciłem się w myślach- Ta suka, nie będzie miała, tego
czego chciała.
- Co ja ci takiego zrobiłam?-
spytała oburzona, wchodząc do wanny.- Dlaczego tak, mnie nie lubisz?
- Myślę, że ty znasz lepiej
odpowiedź na to pytanie.- zakpiłem.
- Staram się, naprawdę.-
przybliżyła się do mnie, niebezpiecznie blisko.- Nieraz ratowałam ci tyłek, a
ty tak mi się za to odpłacasz?- usiadła na moich kolanach i zaczęła wodzić
rękoma po moim torsie.
- A czego się spodziewałaś?-
spytałem z ironią.- Miałem ci za to podziękować i zapomnieć wszystkie twoje
występki?
- Wystarczyłoby, jakbyś mi
podziękował, tylko w jeden sposób.- wyszeptała do mojego ucha i kołysała powoli
biodrami, ocierając piersiami o moją klatkę.
- Mieliśmy grać na moich
zasadach.- wysapałem.- Zapomniałaś?
- Oczywiście, że nie.- jęknęła,
kiedy zacząłem mocno ugniatać jej piersi i całować szyję.- Powiedz, co mam
robić, panie Salvatore.
- Grzeczna dziewczynka.- odparłem
usatysfakcjonowany i pociągnąłem ją do tyłu za włosy, żeby mieć lepszy dostęp
do jej szyi. Przesuwałem ręce coraz niżej i zacząłem głaskać jej uda.
- Połóż ręce na moim torsie i
przejedź po nim paznokciami.- dodałem. Nie musiałem, długo czekać na jej
reakcje. Zaczęła mnie intensywnie drapać, zostawiając długie rysy i płynącą
strugę krwi na moim ciele. To było, tak cholernie podniecające.
- Masochistyczny dupek, to mi się
podoba.- odparła.- Mogę?- zapytała, patrząc na spływającą krew. Przytaknąłem.
Zaczęła pazernie, zlizywać krew z mojego torsu.
Kiedy się ode mnie oderwała,
wpiłem jej się brutalnie w usta. Jęknęła, gdy wdarłem się językiem do jej ust.
Całowałem ją zachłannie, ona również nie była mi dłużna. Oddawała pocałunki z
jeszcze większą pasją. Sunąłem rękoma po jej plecach, zostawiając na nich
krwawe ślady. Czułem rosnące między nami napięcie. Uniosłem jej biodra do góry,
po czym usadowiłem je, na moim twardym członku.
- A teraz, poruszaj się w przód i
tył.- nakazałem.
W tym czasie, zacząłem ponownie
ją całować, zjeżdżając pocałunkami na jej brodę i szyję, zostawiając czerwone
ślady. Katherine poruszała się w swoim rytmie, zataczając koliste ruchy i
odchylając głowę do tyłu. Kiedy byłem już u szczytu wytrzymałości, zaciskała na
moim członku mięśnie pochwy, opóźniając mi tym samym osiągnięcie orgazmu.
- Nie tak się umawialiśmy, ty
mała suko.- wysyczałem, jednocześnie wkurzony i podniecony. Po czym sprawnym
ruchem, przewróciłem ją na plecy. Uderzyła głową o krawędź wanny, ale mnie to
nie obchodziło.
- Jesteś pojebany!- krzyknęła,
dotykając się bolącego miejsca na głowie.
- A ty nieposłuszna!- warknąłem.
Bez żadnego ostrzeżenia, wszedłem
w nią i poruszałem się głęboko i szybko.
Próbowała się wyrwać, ale skutecznie jej to uniemożliwiałem, mocno trzymając ją
za ręce.
- Zostaw mnie, ty sadysto!-
krzyczała
- Spodoba ci się.- wysapałem
podniecony do jej ucha.- Przecież sama mnie nauczyłaś brutalnego i ostrego
seksu. Lubiłaś to.
Widziałem jak odpuszczała i
zaczęła coraz głośniej sapać. Poczułem jej ręce błądzące po moich plecach i
złapałem stałe tempo. Poruszałem się coraz szybciej, co najwyraźniej sprawiało
jej to ogromną przyjemność.
- Szczytuj pierwsza!- rozkazałem.
Nie musiałem, długo czekać na jej
reakcje, zaczęła wić się pode mną i krzyczeć głośno z podniecenia. Później
osiągnąłem orgazm i wlałem w nią ciepły płyn, przy tym wgryzając się w jej
szyję. Cóż to było, za przyjemne i ekscytujące uczucie. Oboje opadliśmy w
wannie, nadal głośno łapiąc powietrze. Po czym, wyszliśmy z zimnej wody,
owinęliśmy się ręcznikami i udaliśmy się do pokoju.