piątek, 20 grudnia 2013

Rozdział III

Elena

Siedziałam ze znajomymi w Grillu, jedynym barze w Mystic Falls z Caroline, Bonnie, Mattem, Jerem i Stefanem. Opijaliśmy właśnie sukces Matta, mojego przyjaciela, a chłopaka Caroline. Od kilku lat pracował tam jako kelner, a teraz został przełożonym kelnerów. Naprawdę bardzo się cieszyłam jego szczęściem, w końcu na coś się opłaciło to siedzenie w tej dziurze. Miał wspaniałą i piękną dziewczynę oraz stałą pracę. Przecież bez powodu, by nie awansował? I pomyśleć, że kiedyś my byliśmy parą…Matko, o czym ja znowu myślałam ? Powinnam była się uspokoić, ochłonąć i zacząć cieszyć się tym co mam. Ale nie umiałam. Ciągle chodziłam przygaszona i nieszczęśliwa. Stefan starał się jak mógł, a ja tego nie doceniałam. Byłam okropna. Aczkolwiek, kiedy widziałam mojego brata Jeremiego z moją przyjaciółką Bonnie, czy Matta z Caro, od razu jakoś robiło mi się cieplej na sercu. Cieszyłam się, że im się powodziło, chociaż tyle mi zostało.
-To teraz zdrowie mojej najbliższej i najukochańszej przyjaciółki Eleny oraz jej wspaniałego chłopaka Stefana!- wzniósł toast, trochę już pijany Matt. I wszyscy unieśliśmy nasze drinki do góry, w celu stuknięcia się szklankami.
- Ej, no wiesz ty co.- Caro dała kuksańca w bok mojemu przyjacielowi.- Bo będę zazdrosna, że ona jest najukochańsza?- naburmuszyła się.
-Skarbie, przecież wiesz, że i tak ciebie kocham najbardziej.- powiedział z uśmiechem Matt, po czym dał jej całusa w policzek.
-Dobra, dobra zakochańce i tak jesteście najpiękniejszą i najsilniejszą parą. Nikt, ani nic nie jest w stanie was zniszczyć.- odpowiedziałam w celu złagodzenia atmosfery.
- Jak to tylko my? A co z tobą ? Czyżbyś nie była szczęśliwa?- Matt spojrzał się na mnie, jakby nie dowierzał.
Wzruszyłam ramionami i dopiłam mojego drinka. Wysiliłam się na słaby uśmiech i spojrzałam na zebranych.
-Pewnie, że jestem szczęśliwa. Tylko, że nie afiszuje się z tym, tak jak wy.- powiedziałam zadziornie i się do nich uśmiechnęłam, po czym wstałam.- Wybaczcie na chwilę, pójdę do toalety.
- Elena? Wszystko w porządku?- zapytała zmartwiona Bonnie.
- Oczywiście, że tak. Idę tylko zobaczyć czy się nie rozmazałam.
- Wyglądasz jak zwykle idealnie, kochanie.- powiedział Stefan. Złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. W efekcie tego wylądowałam na jego kolanach, pocałował mnie i pogłaskał po policzku. Lekko się zaczerwieniłam i próbowałam wyswobodzić się z jego objęć.
- Stefan, jesteśmy w towarzystwie.- jęknęłam i trochę za głośno dodałam.- Puść mnie, chce iść do toalety.- z niechęcią spełnił moją prośbę i spojrzał się na mnie spod wilka.
- Dziękuję.- odburknęłam i ruszyłam w stronę toalet.
Kiedy już się tam znalazłam przemyłam twarz zimną wodą i poprawiłam mój makijaż. To znaczy musiałam go zmyć i od nowa sobie zrobić. Postanowiłam, że tylko wytuszuje rzęsy, nałożę beżowy cień do powiek i jasny błyszczyk. Nie zauważyłam nawet kiedy weszła Caroline. No nie- pomyślałam jeszcze jej tu potrzeba. Chciałam przez chwilę pobyć sama.
- I po co się tak katujesz i udajesz, że wszystko jest w porządku?- zapytała i spojrzała na mnie smutnym, zmartwionym wzrokiem.
- Caroline…daj mi spokój.- naburmuszyłam się.- Idź do Matta, bądź z nim szczęśliwa. A mną się nie przejmuj. Naprawdę dam sobie radę, jak zawsze.
- Eleno, jak mogę być szczęśliwa, wiedząc, że ty się smucisz. Może ich wszystkich udało ci się nabrać, ale ja wiem swoje.- obróciła mnie w swoją stronę i przytuliła do siebie.
- Dlaczego znowu popełniłaś ten sam błąd? Przecież rozmawiałyśmy.- powiedziała bezradna.- Wiesz, że Stefan też jest dla mnie ważny, ale to ty jesteś ważniejsza. Przyjaźnimy się odkąd pamiętam i to twoje szczęście mnie bardziej interesuje.
A ja co? Tylko płakałam i w duchu przyznawałam jej racje. Popełniłam błąd. Powinnam była ruszyć tyłek i zacząć szukać Damona. Ale to przecież tak samo, jak szukanie igły w stogu siana. Mógł być wszędzie. Mimo wszystko, powinnam była spróbować, zamiast ponownie wracać do Stefana. Byłam takim strasznym tchórzem.
- Jest już za późno. Ja mu obiecałam, że nigdy go nie zostawię i zawsze będziemy razem.- odpowiedziałam jeszcze bardziej zanosząc się płaczem.- Jestem skazana na życie ze Stefanem na wieczność. Rozumiesz?
- A kto powiedział, że trzeba dotrzymywać obietnic?- odparła radośnie.- O ile mnie pamięć nie myli, to już jedną złamałaś. A mianowicie miałaś nie dzwonić do Damona, a jednak to zrobiłaś.
- Ty dopiero wiesz, jak podnieść człowieka na duchu.- odpowiedziałam troszkę się uśmiechając i ocierając łzy. Przejrzałam się w lustrze, makijaż, który zrobiła mi Caroline maskował zaczerwienione i spuchnięte oczy, nikt nie powinien zauważyć, że płakałam.
Głośno westchnęłam i wyszłam z łazienki. Caroline miała racje, nie mogłam się poddać. Wiedziałam, że będę walczyć o Damona, choćbym miała przeszukać całą kulę ziemską. Wiedziałam też, że przede mną wieczność, więc nie musiałam się spieszyć. Miałam tylko nadzieję, że nic mu nie jest, nie oddzwonił. Może po prostu był zajęty, albo zmienił numer? Oby to nie było nic poważnego. Zastanawiałam się jak powiedzieć o tym wszystkim Stefanowi, czułam, że znowu go zranię i będzie przeze mnie cierpiał. Nie, nie myśl o kimś, myśl o sobie – powtarzałam w myślach, uśmiechając się.

*****

Damon

Ciemność, straszny ból przenikający moje ciało i strach? Nie, zdecydowanie tego ostatniego słowa nie było w moim słowniku. Ja się niczego nie bałem. Nawet jeśli to były moje ostatnie chwile, to mogłem umrzeć i tak nic mnie tam nie trzymało, na tym chorym i popieprzonym świecie. Otworzyłem powoli obolałe powieki i kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności zauważyłem, że byłem przykuty do jakiegoś krzesła. Miałem ręce i nogi związane jakimś grubym sznurem nasączonym werbeną, a z moich kończyn sączyła się gęsta, czerwona ciecz. Pięknie - pomyślałem, gorzej już chyba trafić nie mogłem. Resztkami sił próbowałem się uwolnić, ale z każdym kolejnym szarpnięciem czułem tylko coraz bardziej rozdzierający mnie ból. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. No tak , nic nowego,znowu jakiś brudny loch z milionem pajęczyn i okropnym smrodem stęchlizny. A może mój oprawca spełni moją ostatnią prośbę i przyniesie mi butelkę whiskey w komplecie z gorącymi dziewczynami- myślałem. Nie, nawet jeśli niedługo miałem umrzeć, to przed śmiercią chciałbym ujrzeć tylko jedną osobę, Elenę. Zobaczyć jej piękny uśmiech i duże brązowe oczy, które widzę za każdym razem kiedy zamknę oczy. Może nie powinienem był zignorować jej telefonu? A jeśli naprawdę coś jej się stało, a ja to tak olałem? – dręczyłem się w myślach. I tak już nic nie mogłem zrobić, pewnie Stefanek się nią zajął. Moje rozmyślania przerwały głośne kroki, ktoś schodził na dół. Nie miałem pojęcia kogo się mogłem spodziewać, miałem tylu wrogów. Usłyszałem jak ktoś otwierał drzwi i zbliżał się w moją stronę. Niestety przez panującą ciemność w pomieszczeniu nie byłem w stanie rozpoznać mojego porywacza.
- Dzień dobry Damonie. - usłyszałem znajomy brytyjski akcent, którego właścicielem mogłaby być tylko jedna osoba, Klaus.- Jak tam mija dzionek? Piękną mamy dziś pogodę, nieprawdaż? Oj, czekaj, zapomniałem, przecież ty nie możesz wyjść na zewnątrz.- powiedział z sarkazmem .
- Klaus… że też od razu na to nie wpadłem. Naprawdę mnie zaskoczyłeś.- rzekłem i uśmiechnąłem się złośliwie.- Czym sobie zasłużyłem na takie przywitanie?
Podszedł do mnie niebezpiecznie blisko. Spojrzał mi w oczy, po czym wbił palce w obolałe nadgarstki. Zacisnąłem zęby i syknąłem z bólu.
- Czym sobie zasłużyłeś?! - krzyknął.- Jesteś małym nieznośnym gadem, który krzyżuje mi plany na każdym kroku. Przez ciebie nie dokończyłem rytuału, odciągnąłeś ode mnie mojego jedynego przyjaciela, Stefana, przyczyniłeś się do zabicia mojego brata Finna i wykorzystałeś moją siostrę. A poza tym strasznie działasz mi na nerwy i cię nie lubię .
- Och, nie musiałeś aż tak się rozwodzić. Mam tylko nadzieję, że teraz się nie rozpłaczesz.- udawałem współczucie, po czym się roześmiałem. Ale od razu tego pożałowałem, bo jeszcze bardziej rozwścieczyłem tym Pierwotnego. Niemiłosiernie wbijał coraz głębiej palce w moje poranione nadgarstki, a potem wyrwał mi brutalnie sznury i rzucił mną o ścianę niczym pluszową zabawką.
- Tak to cię bawi? Widać, że naprawdę życie jest ci niemiłe.- odpowiedział jeszcze bardziej wkurzony. Widziałem jak jego twarz się zmienia i wysuwają się kły. Pomyślałem, że to już jest mój koniec, wystarczyło, że mnie ugryzie i po mnie.
- Po co zaraz te nerwy?- próbowałem załagodzić sytuacje.- Przecież zawsze możemy się jakoś dogadać, prawda?
- Czy ty masz mnie za idiotę?- wykrzyczał i wyciągnął z rękawa kołek.- Mam cię dosyć. Miałeś pecha, że pokazałeś się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwej porze.
- No, to powiedz co cię tak trapi, przyjacielu.- odrzekłem spokojnym głosem.- Bo nie wierzę, że jestem jedyną osobą, która cię tak wkurzyła. Może pogadamy o tym przy butelce whiskey?
- Salvatore, jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym rozmawiać. Ale co do jednego masz racje, nie tylko ty mnie wkurzasz.- wysyczał i wbił mi kołek w brzuch.- Nie zabiję cię, na razie. Zobaczymy jak się będziesz sprawował. Do czasu, aż nie zmienię zdania będziesz moją osobistą zabawką.
- I co, może mam ci podziękować, że darujesz mi życie, do czasu kiedy się nie znudzisz torturowaniem mnie?- jęknąłem i resztkami sił wyciągnąłem kołek.
- Do zobaczenia za jakiś czas.- powiedział i udał się do wyjścia.
-Skoro mam być twoim gościem, to wypadałoby poczęstować mnie chociażby torebką krwi. - wykrzyczałem za nim.
-Nie dramatyzuj, nie wyschniesz tak od razu.- usłyszałem z oddali jego złowieszczy śmiech, który na pewno nie wróżył niczego dobrego.

Kurwa, że też ja się zawsze musiałem wplątać w jakieś bagno! A miałem tyle planów związanych z Las Vegas. Nie zdążyłem obskoczyć jeszcze wszystkich klubów i poznać wspaniałych dziewczyn- wyzywałem sam siebie, teraz mogłem sobie tylko o tym pomarzyć– westchnąłem ciężko i z trudem podniosłem się z zimnej i brudnej ziemi. Dobrze, że chociaż już nie byłem przywiązany do tego krzesła - pomyślałem. Przechadzałem się po całym pomieszczeniu szukając jakiejś wnęki czy dziury w ścianie, ale niestety niczego takiego nie znalazłem. Przechodząc obok drzwi o coś się potknąłem, to była latarka. A jednak Klaus nie jest takim potworem - zakpiłem. Musiałem coś wymyślić, jak się stąd wydostać. Przecież nie będę jego zabawką, którą będzie mógł torturować, kiedy sobie tego zapragnie– kontynuowałem wewnętrzny monolog. Włączyłem latarkę i dokładnie oglądałem każdy, chociażby najmniejszy fragment ściany. Chodziłem tak w kółko, chyba ze sto razy i nic. W końcu wycieńczony opadłem na zimną ścianę. Rany były nadal dość głębokie i w bardzo powolnym tempie się goiły. Gardło paliło od braku krwi, a usta miałem spierzchnięte. Z braku sił zamknąłem oczy i zasnąłem.

- Eleno, daj spokój, przecież Ricka nie ma w domu.- droczyłem się z dziewczyną i podciągałem jej bluzkę do góry.
- Ale w każdej chwili może ktoś przyjść.- była nadal nieugięta i próbowała odepchnąć moje ręce od jej pleców i usta z jej szyi.- Jeremy może szybciej skończyć lekcje i co wtedy?
- Przecież prędzej czy później i tak się dowiedzą o naszych potajemnych spotkaniach.- uśmiechnąłem się i zjeżdżałem ustami na jej dekolt.
Słyszałem jak coraz szybciej oddychała i nieudolnie próbowała odciągnąć mnie od siebie. Popchnąłem ją delikatnie na łóżko. O dziwo nie protestowała, tylko pociągnęła mnie za koszulę do siebie. Opadłem na nią i się uśmiechnąłem.
-Czyli jednak się zgadzasz?- wymruczałem jej do ucha.
- Tak, ale zróbmy to szybko.- wysapała i włożyła ręce pod moją koszulę.
- Hmm, jaka niecierpliwa i już mokra.- powiedziałem zadziornie i coraz bardziej na nią napierałem. Całowaliśmy się bardzo namiętnie i brutalnie. Lekko przygryzałem jej dolną wargę, czym jeszcze bardziej ją podnieciłem. Ona natomiast ciągnęła mnie za włosy i wiła się pode mną, ocierając udem o moją erekcje. Nie zauważyłem nawet kiedy się przekręciła i znalazła się na górze. Zaczęła rozpinać guziki od mojej koszuli obrzucając pocałunkami mój tors i brzuch. Potem szamotała się z paskiem od spodni. Ja w tym czasie ściągnąłem jej bluzkę i jednym sprawnym ruchem odpiąłem stanik.
- Wybacz księżniczko, ale wolę być na górze. Nie odbieraj mi męskości.- wysapałem ciężko dysząc i przekręcając się z nią tak, że teraz to ona była pode mną .
- Dlaczego to ty zawsze jesteś na górze?- oburzyła się i skrzyżowała ręce na piersi.
- Obiecuję, że następnym razem to ty będziesz mnie pieprzyć.- odpowiedziałem, po czym całowałem jej brzuch, zostawiając na nim małe czerwone ślady. Widać, że się trochę rozluźniła i podciągnęła mnie do siebie wyżej, tak że stykaliśmy się czołami.
- Obiecujesz?- zrobiła smutną minkę i spojrzała mi głęboko w oczy, jakby chciała mnie nimi wywiercić na wylot.
- A czy ja kiedyś cię zawiodłem?- odpowiedziałem i pogłaskałem ją po policzku.
Wróciłem do mojej poprzedniej czynności i najpierw zacząłem całować jej usta, po czym zjeżdżałem coraz niżej. Kiedy zjechałem rozpalonym językiem na zgięcie w jej szyi, jęknęła. Co nie ukrywam bardzo mi się spodobało. Wodziłem językiem po jej idealnych i pięknych piersiach. Droczyłem się z nią i ssałem jej sutki bardzo intensywnie, tak że po jakimś czasie stwardniały. Elena jęczała coraz głośniej i ocierała się o mnie, prosząc, abym ją wypełnił. Ale ja chciałem się z nią jeszcze trochę podroczyć. Po ściągnięciu jej króciutkiej sukienki, całowałem dokładnie każdy najmniejszy element jej uda. Głośno syknęła, gdy poczuła mój język sunący po linii jej majtek.
- Damonie, mieliśmy się pospieszyć.- wysapała.
- Dobrze, już dobrze.- odpowiedziałem trochę zawiedziony, gdyż wiedziałem, że chodziło jej o to, żeby nikt nas nie zobaczył. Zdjąłem jej koronkowe białe majteczki i wsunąłem w nią jeden palec, potem jeszcze jeden i następny. Jeszcze trochę i Elena by doszła, a nie chciałem żeby zrobiła to za szybko, dlatego wyjąłem z niej palce i ściągnąłem bokserki. Wszedłem w nią delikatnie i stopniowo zacząłem się w niej poruszać.
- Przyśpiesz.- odparła zaciskając palce na moich plecach i obrzucając pocałunkami moje ramiona.
Spełniłem jej prośbę i poruszałem się w niej coraz szybciej i wchodziłem w nią coraz głębiej. Oboje ciężko dyszeliśmy i opieraliśmy się czołami. Jak przystało na dżentelmena pozwoliłem jej pierwszej dojść. Jej orgazm był tak intensywny, że krzyczała na cały głos. Później i ja doszedłem wypełniając ją. Wykończony, ale i szczęśliwy opadłem na poduszkę, obok niej i przyciągnąłem ją do siebie. Głaskałem jej spocone plecy i pocałowałem ją w czubek głowy. Przylgnęła do mnie całym ciałem i uniosła głowę do góry.
- Było mi cholernie dobrze, a tobie?- zapytała.
- Eleno, każdy seks z tobą jest najwspanialszą rzeczą na świecie.- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się zadziornie.- Chciałbym kiedyś, codziennie budzić się przy twoim boku.- odparłem smutno.
- Daj mi trochę czasu, proszę.- powiedziała i pogłaskała mnie po policzku.- Mi też jest ciężko, nie wiem co mam zrobić. Myślisz, że dobrze się z tym czuję? Nie sądziłam, że kiedyś znajdę się w tak bezsensownej sytuacji…
- Przecież to jest proste. Wybierasz albo mnie, albo jego. - odparłem trochę zirytowany i znudzony tą całą sytuacją. Odwróciłem się do niej plecami i patrzyłem na okno.
- Damonie.- szepnęła i zaczęła całować moje ramiona.- Proszę, nie gniewaj się na mnie. Już niedługo dokonam wyboru. Masz na to moje słowo.
Nagle usłyszeliśmy podjeżdżający samochód pod dom. Elena wstała jak oparzona, rzucała we mnie moimi ubraniami i sama zaczęła też się szybko ubierać.
- Ubierz się szybko, ktoś przyjechał.- ponaglała mnie.
- No tak. Teraz to mnie nakłaniasz do pośpiechu i co może jeszcze mam wyskoczyć przez okno, żeby ktoś się niczego nie domyślił?- powiedziałem wkurzony na jednym wydechu.
- Przepraszam, wiem jak się czujesz, ale nie mam innego wyjścia.- odparła smutnym głosem. Podeszła do mnie i chciała mnie objąć, ale ją odepchnąłem.
- Daruj sobie.- odburknąłem i wyskoczyłem przez okno, w pośpiechu zakładając ubrania. 


Obudziłem się. Śnił mi się jeden z najwspanialszych momentów w moim życiu, a zarazem najsmutniejszych. Zawsze musieliśmy się ukrywać i udawać przed wszystkimi, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Miałem już serdecznie dosyć powtórki z rozrywki. Najpierw Katherine się ze mną zabawiała po kątach, a później Elena. Z tym, że co do tej drugiej miałem cień nadziei, że jednak wybierze mnie. Ale przeliczyłem się. Byłem jej tylko potrzebny do spełniania jej erotycznych fantazji. Bo przecież ze Stefanem się tak nie zabawiała. On nie należał do tego rodzaju faceta.

piątek, 6 grudnia 2013

Rozdział II

Damon


Wkurzony i wytrącony z równowagi szedłem w stronę mojego niebieskiego Camaro. Zastanawiałem się, czego mogła ode mnie chcieć ta suka, przecież ona nigdy nie robiła niczego bezinteresownie. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i ruszyłem do hotelu. Mijałem tłumy ludzi, kasyn i knajp. Tak, zdecydowanie, to miasto najbardziej w nocy tętniło życiem. Chętnie bym sobie gdzieś jeszcze poszedł, ale nie miałem ochoty spotkać Katherine, nie teraz. Znając ją, wybrałaby ten sam klub co ja, czyli najbardziej zatłoczony i rozpustny, ponieważ oboje lubiliśmy dobrą zabawę.
Po kilku minutach szybkiej jazdy, dojechałem do hotelu, wyłączyłem silnik i wysiadłem z samochodu. Wszedłem do środka i udałem się prosto do mojego pokoju, nie zaszczycając recepcjonistki, choćby najmniejszym uśmiechem. Gdy już się w nim znalazłem, pierwsze co zrobiłem, to poszedłem do łazienki. Długi prysznic, od zawsze mnie rozluźniał i uspokajał. Tak więc, rozebrałem się i odkręciłem kurek z letnią wodą, namydliłem całe ciało, po czym je dokładnie spłukałem. Po opuszczeniu kabiny przewiązałem sobie ręcznik na biodrach i wyszedłem z łazienki. Od razu pokierowałem się w stronę stolika, na którym stała moja kochana whiskey. Wlałem sobie trochę do plastikowego kubka i wypiłem jednym haustem. Po czym przechodząc koło łóżka, rzucił mi się w oczy telefon, który leżał na szafce. O cholera-pomyślałem, zapomniałem go wziąć, ale znając życie i tak pewnie nikt do mnie dzwonił. Bo, niby po co? Ale i tak nie dawało mi to spokoju i musiałem to sprawdzić, by się upewnić. Wziąłem go do ręki i zobaczyłem jedno nieodebrane połączenie od…Eleny.
- No, nie. Serio? To są chyba jakieś jaja?! Właśnie wtedy, kiedy zacząłem się dobrze bawić i próbowałem o niej zapomnieć. Ona do mnie dzwoni.- wyrzuciłem z siebie, zupełnie wytrącony z równowagi.- Ta dziewczyna, kiedyś mnie doprowadzi do grobu.
Ciekawe jaki miała powód. Czyżby Stefanek nie dawał rady jej zaspokoić? Pokłócili się i teraz szukała pocieszenia? A może, coś się stało? Nie, nawet jakby miała jakiś problem, to ma wokół siebie przyjaciół, którzy bez problemu by jej pomogli. Ale z drugiej strony, to była banda idiotów, na czele z moim niedorozwiniętym braciszkiem. Zaśmiałem się pod nosem, ze swoich przemyśleń. A z resztą, jakby to było coś ważnego, to zadzwoniłaby jeszcze raz. Nie będę się nią przejmował, a przynajmniej postaram się o tym nie myśleć. Wybrała Stefana, to niech teraz sobie z nim żyje, niech on się o nią martwi i jej pomaga. Skończyło się dobre, mi nic do tego.
Po dniu pełnym wrażeń, miałem ochotę na długi sen. Chciałem choć na chwilę zapomnieć o spotkaniu z Katherine i telefonie od Eleny. Zdjąłem więc ręcznik i nawet się nie pofatygowałem, żeby założyć bieliznę. Położyłem się do łóżka i odpłynąłem w objęcia Morfeusza.

*****

Elena

Dzisiejszej nocy miałam koszmar. Śnił mi się umierający Stefan, krzyczałam przez sen i błagałam, żeby się ocknął. Nie chciałam, żeby umarł. Nadal go kochałam i zależało mi na nim. Dręczyły mnie straszne wyrzuty sumienia, w ogóle się nim nie zainteresowałam, nawet nie zadzwoniłam, nie sprawdziłam co się z nim działo. Może i byłam na niego strasznie wściekła, ale to nie był wystarczający powód, żeby on się stał dla mnie taki obojętny z dnia na dzień. Obudziłam się strasznie niewyspana i przetarłam zmęczone oczy, w celu sprawdzenia godziny. Nie dowierzałam, że to już dochodziła godzina 14. O Matko, przecież ja nigdy tak długo nie spałam, co się ze mną działo? Czym prędzej wstałam z łóżka i już miałam iść do łazienki, ale usłyszałam zajeżdżający samochód pod rezydencję. Ciekawe kto to mógł być? Byłam pewna, że to był Stefan, ale się pomyliłam. Słyszałam stukot obcasów odbijających się o kostkę brukową, charakterystyczny tylko dla jednej osoby, a mianowicie Caroline. Zarzuciłam na siebie podomkę i zeszłam na dół. Nie zdążyłam nawet dojść do drzwi, blondynka weszła już do salonu. Miała na sobie ubraną zwiewną, króciutką, różową sukienkę i  białe szpileczki. Włosy jak zawsze miałam lokowane i rozpuszczone. No tak, cała ona, ale zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że czuła się tu, jak u siebie w domu.
-Caroline.-powiedziałam przyjaźnie, kochałam ją od dziecka i traktowałam jak siostrę. Nigdy się nie pokłóciłyśmy na poważnie. Byłyśmy nierozłączone i rozumiałyśmy się jak mało kto, dwie bratnie dusze.-Miło mi, że wpadłaś do mnie, ale muszę cię przeprosić na sekundkę. Najpierw się trochę ogarnę, dosłownie za 5 minutek będę z powrotem.
-Elena.-odpowiedziała zmartwionym głosem- Jak ty wyglądasz? Jakby właśnie przed chwilą przejechał cię czołg. Ty myślisz, że 5 minutek ci wystarczy na doprowadzenie się do porządku? Tylko spójrz na siebie. Oczy podkrążone, włosy pokudłaczone i jesteś strasznie blada. Jednym słowem wyglądasz okropnie i potrzebujesz pomocy. Nie masz nawet pojęcia jak się cieszę, że przyszłam akurat teraz i…- Oczywiście mogłaby tak wymieniać jeszcze w nieskończoność jak tragicznie wyglądałam, ale wolałam jej przerwać. Nie miałam zamiaru spędzić kilku godzin, na słuchaniu jej wykładów.
-Ok, naprawdę jestem ci bardzo wdzięczna, że się tak o mnie martwisz, ale pozwól, że sama się doprowadzę do porządku.- wysiliłam się na jak najbardziej spokojny głos.- Rozgość się, jeśli możesz to zejdź do piwnicy i przynieś nam krew i wlej do szklanek, dobrze?
Widziałam po jej minie, że nie była zadowolona i chciała coś jeszcze dodać, ale odetchnęłam z ulgą jak przytaknęła i ruszyła w stronę piwnicy. Poruszała się z gracją i ostrożnie stawiała każdy krok, żeby nie zachwiać się na dość wysokich szpilkach. Podziwiałam ją za to z jaką łatwością jej przychodziło, chodzenie w butach na bardzo wysokich obcasach. Ja preferowałam trampki albo baleriny, zawsze stawiałam na prostotę i wygodę. W odróżnieniu do niej. To dzięki niej miałam urozmaiconą szafę z ubraniami. Sama nigdy w życiu nie kupiłabym sobie tyle kiecek, czy wydekoltowanych i seksownych bluzek. Oczywiście nie ubierałam ich często, bo czułam się nieswojo w takich rzeczach.
Udałam się na górę i najpierw wzięłam długi prysznic. Dokładnie namydliłam całe ciało i umyłam szamponem włosy, po czym je spłukałam. Przejrzałam się w lustrze i rzeczywiście, moja przyjaciółka miała racje, wyglądałam okropnie. Zrobiłam sobie lekki makijaż i nałożyłam korektor pod oczy, żeby zamaskować moje niedoskonałości. Wytarłam się ręcznikiem i wysuszyłam włosy, które związałam w kucyk. Poszłam do pokoju i wyciągnęłam z szafy parę moich ulubionych jeansów i T-shirt z jakimś nadrukiem. I tak zeszłam z powrotem do salonu, gdzie z niecierpliwością czekała na mnie Caroline.
- No w końcu jesteś! –powiedziała z ulgą.- Już myślałam, że się utopiłaś w tej łazience. Chyba za bardzo wzięłaś do siebie moje słowa. Ale mniejsza o to, trzymaj to cię wzmocni.- podała mi szklankę z krwią, po czym dodała.- A teraz moja droga przed nami długa i poważna rozmowa, przed którą niestety nie masz jak się wykręcić.
Tylko nie to- pomyślałam. Znając blondynkę, ta rozmowa nie będzie miała końca. Ale jakoś, będę musiała to znieść. Miałam nadzieję, że nie będzie mi robiła wywodów na temat Stefana, który przecież był jej przyjacielem.
-To słucham. O czym chcesz porozmawiać?- odparłam, mając nadzieję, że nie poruszy jego tematu.
-A jak myślisz? –zapytała się i spojrzała na mnie jak na idiotkę.- Przecież to oczywiste, że o tobie i Stefanie. I nie rób takiej miny.- pogroziła mi palcem.- Posłuchaj nie chce ci prawić morałów, bo nie w tym rzecz, to i tak niczego nie zmieni. Także porozmawiajmy otwarcie i szczerze. Powiedz mi co się dzieje? Dlaczego Stefan wczorajszy dzień i dzisiejszy ranek spędził u mnie i żalił mi się? Podobno się zmieniłaś, proszę wytłumacz mi to. Chciałabym poznać twoją wersje.- powiedziała i złapała mnie za rękę, w celu dodania mi otuchy. Wzięłam głęboki oddech i postanowiłam, że powiem jej prawdę, ona mnie zrozumie i mi doradzi.
- Jakby to powiedzieć…-nie wiedziałam nawet od czego mam zacząć, ale widząc twarz mojej przyjaciółki, postanowiłam, że najlepiej będzie jak zacznę od początku.- Kocham Stefana, naprawdę, ale czasami mam wrażenie, że jest zupełnie kimś dla mnie obcym, że ja nie jestem tą samą osobą. Wampiryzm mnie zmienił,…
-Wampiryzm czy Damon?- weszła mi w zdanie i zapytała, jakby to było coś oczywistego.
-I to i to. Ale przecież nie o Damonie miałyśmy rozmawiać.- zawsze jak wypowiadałam jego imię albo wspominałam o nim, przyśpieszało mi bicie serca.- Uważam, że powinniśmy się rozstać, ja i Stefan. To nie ma sensu, ciągle się kłócimy i nie ma już takiej chemii między nami. Może jak odpoczniemy od siebie na jakiś czas, wszystko wróci do normy. Sama już nie wiem, co mam robić- odpowiedziałam bezradna.
- A wiesz co ja ci powiem? Ty doskonale wiesz co masz robić, tylko nie chcesz nikogo skrzywdzić, w tym przypadku nie chcesz, żeby cierpiał Stefan. Naprawdę rozumiem to i choć jestem jego przyjaciółką, tak samo jak i twoją, to nie będę was na siłę namawiała, żebyście ze sobą byli.- jej słowa mi pomogły, choć nadal nie wiedziałam jak mam postąpić.
- Czyli co twoim zdaniem mam zrobić?- spojrzałam się na nią, oczekując od niej odpowiedzi.
- Po pierwsze, porozmawiaj na spokojnie ze Stefanem, a po drugie posłuchaj głosu serca. Przecież od rozsądku, czasami lepszym rozwiązaniem jest miłość.- jej słowa podziałały na mnie jak kubeł zimnej wody. To było takie proste, zerwę ze Stefanem a potem, no właśnie co potem? Damon wyjechał i pewnie nigdy nie wróci. Kiedy zdałam sobie z tego sprawę, posmutniałam.
- Ej, a gdzie się podział twój uśmiech? Jesteś czasami nieprzewidywalna, najpierw się śmiejesz, a za chwilę robisz się smutna. Mów mi wszystko i bez ogródek, słyszysz?.- powiedziała Caro, głosem nie znoszącym sprzeciwu.
-Bo to nie jest wcale takie proste, jakby mogło się wydawać.- naburmuszyłam się i dodałam.- Zerwę ze Stefanem i co dalej? Będę sama? Skąd mam to wiedzieć, gdzie on jest, co robi i czy nadal mnie chce.-powiedziałam na jednym wydechu i czułam zbierające łzy do oczu.
- A dzwoniłaś do niego? Do Damona? Nigdy nie przepadałam za tym cynicznym dupkiem, ale skoro dzięki niemu będziesz szczęśliwa, to walcz o niego i się nie poddawaj.- powiedziała z entuzjazmem, szkoda, że ja nie byłam taką optymistką, jak ona.
- Wczoraj do niego dzwoniłam i nic. Przecież nie będę mu się narzucać, może znalazł sobie kogoś innego.- odparłam, smętnym głosem.
- Ta jasne, uważaj bo ci uwierzę. Damon i inna dziewczyna, dla której straciłby głowę, tak jak dla ciebie. Nie twierdzę, że żyje w celibacie, bo to nie jest w jego stylu, ale na pewno o tobie nie zapomniał.- odpowiedziała wyraźnie rozbawiona, po czym spojrzała na zegarek i dodała.- Dobra kochana, na pewno jeszcze wrócimy do tej rozmowy. Przemyśl sobie to co, ci powiedziałam i nie przejmuj się, wszystko się ułoży. Ja muszę już uciekać, Matt nie lubi, kiedy się spóźniam, zresztą sama wiesz jaki on jest.
Wstała z kanapy, przytuliła mnie i cmoknęła w policzek.
- Pa Eleno, trzymaj się!- pożegnała się przyjaciółka.
- Pa Caro i dzięki za rady, jakich mi udzieliłaś.- odpowiedziałam i odprowadziłam ją do wyjścia.
Rozmowa z moją przyjaciółką, bez wątpienia dała mi do myślenia. Postanowiłam szczerze i na spokojnie porozmawiać ze Stefanem, nie chciałam, żeby cierpiał, ale musiałam to zrobić. To było jedyne wyjście, z tej sytuacji. Skorzystałam z okazji, dopóki go jeszcze nie było i spakowałam swoje rzeczy. Nie było sensu z nim mieszkać, skoro chciałam od niego odpocząć. Miałam nadzieję, że mój braciszek się ucieszy na wieść, że zamieszkam na jakiś czas z nim.

*****


Dochodziła już godzina 21, a Stefana nadal nie było. Zaczęłam się martwić, gdzie on mógł być. Z Caroline na pewno go nie było, bo ona była z Mattem. Wzięłam więc telefon do ręki i już miałam do niego zadzwonić, kiedy usłyszałam hałas w salonie. Z wampirzą szybkością zeszłam na dół i zobaczyłam w nim pijanego Stefana, który się przewrócił i to jego upadek był przyczyną hałasu. No ładnie- pomyślałam, teraz to już w ogóle z nim nie porozmawiam. Zostawię naszą rozmowę na następny dzień, jak wytrzeźwieje. Podeszłam do niego i próbowałam go podnieść, był tak wstawiony, że mało co kontaktował.
- Stefan.- próbowałam go ocucić i lekko poklepałam go, po policzkach, ale on zamiast mi odpowiedzieć, pojękiwał i mruczał coś niezrozumiałego.
-Posłuchaj, pomóż mi, wysil się i podnieś się choć trochę. To, że jestem wampirem nie znaczy, że mam tyle siły, by zrobić to sama. No chyba, że chcesz spać na podłodze.- powiedziałam ze zrezygnowaniem.
- Daj mi spokój!- krzyknął na mnie i dodał.- Idź do tego swojego Damonka, wiem, że mnie zwodzisz i unikasz, bo tęsknisz za nim. Nie jestem ślepy. Zostaw mnie w spokoju!- ostatnie zdanie powiedział najgłośniej i wyszarpał się z moich objęć.
- Nie zachowuj się jak dziecko! Gdybym chciała być z Damonem, to wybrałabym jego, a tak nadal jestem z tobą. Czekałam na ciebie, żeby poważnie z tobą porozmawiać, ale widząc ciebie w tym stanie, ta rozmowa nie ma sensu.- powiedziałam podniesionym głosem i już miałam wstać z podłogi, kiedy złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Przepraszam skarbie. Trochę mnie poniosło.- powiedział skruszony.- Nie wiem co się ze mną dzieje i nie wiem co się dzieje z tobą. Ale wiem jedno, nie chce cię stracić.- spojrzał na mnie z miłością, po czym dodał błagalnym tonem.- Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj mnie dla niego. Proszę, obiecaj mi to.
Gdy się na niego spojrzałam, zobaczyłam w nim mojego Stefana, tego samego, którego poznałam i w którym się zakochałam. Znowu miałam wątpliwości, nie wiedziałam co miałam zrobić. Posłuchać się rozsądku, czy głosu serca? Jeśli wybrałabym to pierwsze, uszczęśliwiłabym tym Stefana, ale ja bym wtedy cierpiała. Natomiast jakbym poszła za głosem serca, unieszczęśliwiłabym nas obydwoje, chyba, że jakimś cudem boskim znalazłabym Damona i udałoby mi się, go przekonać do tego, że to on zawsze był, jest i będzie dla mnie najważniejszy. Na razie postanowiłam dać szansę Stefanowi i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Może dałabym radę żyć, bez niebieskookiego i na nowo zakochałabym się w Stefanie.
- Obiecuję.- ledwo, co przeszło mi przez gardło. Nie sądziłam, że jedno słowo może być tak trudne do powiedzenia. A moje serce, przez to słowo niemiłosiernie i boleśnie pękało.- Już na zawsze będziemy razem Stefanie. Kocham cię i nigdy nie opuszczę.- powtarzałam jak mantrę, a z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem, coraz bardziej wątpiłam w to co mówiłam.
Zobaczyłam  na jego twarzy ulgę, szczęście i bezgraniczną miłość. Sama tez się zdobyłam na uśmiech, choć w środku czułam, jak się rozpadałam na milion kawałków i jak bardzo mnie to bolało. Stefan położył głowę na moich kolanach i mocno mnie objął, po czym spojrzał mi w oczy i powiedział głosem przepełnionym miłością i szczęściem.
- Ja też cię bardzo kocham Eleno i obiecuję ci, że uczynię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Zobaczysz, damy sobie radę, przetrwamy to jak zawsze. Nie przeżyłbym naszego rozstania.
- Już dobrze. Przecież ci obiecałam.- pocałowałam go w czoło i głaskałam po twarzy, jakby był małym dzieckiem. Tylko, że wczoraj już złamałam dwie obietnice- pomyślałam, za co się od razu skarciłam w myślach. Tym razem tak nie będzie, nie mogłam żyć wspomnieniami, musiałam zapomnieć o Nim, raz na zawsze. Tylko dlaczego to było, tak cholernie trudne? Co on ze mną zrobił? Caroline miała racje, nie tylko wampiryzm mnie zmienił.
Nie miałam pojęcia, ile czasu spędziłam w tej niewygodnej pozycji, cały czas obejmując Stefana, który już dawno zasnął na moich kolanach. Nie chciałam wstać, żeby go nie obudzić, dlatego patrzyłam na ogniki skakające w kominku. Kto by pomyślał? Jeszcze nie tak dawno, przy tym kominku tańczyłam z Damonem. Tyle wspomnień się z tym miejscem wiązało, to tu pierwszy raz wyznałam mu miłość i zobaczyłam wszechogarniającą go radość i ten błysk w jego oczach, oraz piękny uśmiech, od którego zawsze miałam miękkie kolana. I pomyśleć, że to już koniec, definitywny koniec. Znowu stchórzyłam i wybrałam Stefana, teraz było już za późno. A poza tym skąd mogłam mieć pewność, że chciałby ze mną być, po tym wszystkim co mu zrobiłam? Dałam mu szansę na miłość, na nowe, lepsze życie, a potem mu to wszystko odebrałam. I to dlatego, że się bałam. Tak bardzo się bałam, że jego mrok mnie pochłonie. Nie byłam pewna, czy bym sobie z tym poradziła, czy byłabym w stanie z nim być. Tak bardzo, chciałabym tego spróbować. Chciałabym, żeby to on był tu ze mną…
*****

Damon

Spojrzałem, przez okno w moim hotelowym pokoju. Zobaczyłem tłumy ludzi, młodych, starych, każdy z nich się śpieszył. No tak, idioci chcieli się jeszcze załapać na darmowe drinki, które serwowali do 22. Uśmiechnąłem się, sam do siebie i pomyślałem o tym jakie były plusy, bycia wampirem. Robiło się, co chciało, nie zważając na konsekwencje, bawiło się i żyło pełnią życia. A jeśli chciałbym darmowego drinka, wystarczyłoby, że zahipnotyzowałbym barmana, albo zrobił coś poetyckiego i wyrwał mu serce albo urwał łeb. Skoro była mowa o ludzkim, marnym życiu, to od wczoraj wieczorem nic nie jadłem, więc postanowiłem udać się do tego zapchlonego baru i zapolować. Może znowu spotkałbym kolejną gorącą i seksowną laskę. Ta myśl, była coraz bardziej kusząca, chętnie bym się zabawił. Nie sądziłem, że w Las Vegas będą takie łatwe i napalone dziewczyny. W końcu, już dawno tu nie byłem. Kiedy to było? W latach 50-tych? Tak, to właśnie wtedy poznałem Florence. Oj Flori- na samą myśl o niej, się uśmiechnąłem i uniosłem kąciki ust do góry-to była dopiero ostra sztuka. Tylko szkoda, że była taka nieposłuszna i musiała zginąć. Sama się o to prosiła, wiedziała jaki byłem, jaki miałem charakter. E tam, nie będę się teraz zamartwiał jakąś cizią. Było, minęło.
Zarzuciłem na siebie kurtkę i udałem się do najbliższego baru. Kiedy wszedłem do środka, uderzył mnie zapach krwi, alkoholu, dymu tytoniowego i potu. Czyli wszystko, to co najbardziej lubiłem. Od razu, pokierowałem się w stronę alkoholi. Usiadłem na stołku barowym i zamówiłem Bourbona. Stąd miałem idealny widok na wszystko i na wszystkich. W piątkowy wieczór był niezły ruch, więc było w czym wybierać. Kątem oka spostrzegłem idącą w moją stronę, brązowooką brunetkę, która kręciła biodrami i uśmiechała się do mnie zadziornie. No nie- pomyślałem- znowu ona, a już było tak przyjemnie.
- Wolne? Och, nawet jakbyś to miejsce dla kogoś trzymał, to i tak teraz już jest zajęte przeze mnie.- odpowiedziała zdecydowanym i przesłodzonym głosem.
- Czego chcesz Katherine?- wysyczałem przez zęby.
- Nie bądź taki.- odparła, po czym jedną rękę położyła na moim kolanie, a drugą czochrała moje włosy.- Zabaw się ze mną. Wiem, że nadal mnie pragniesz.- mówiąc to, coraz wyżej prowadziła swoją rękę. Zatrzymałem ją, kiedy zaczęła głaskać moje udo i zbliżała swoją twarz do mojej.
- Dosyć tego!- krzyknąłem.- Nie jestem twoją zabawką. Tamtego Damona już nie ma. Zapamiętaj to sobie raz na zawsze.- wyrzuciłem z siebie i wypiłem jednym haustem, zawartość szklanki.
- Przecież wiem. Nie irytuj się, tak kotku.- powiedziała kokieteryjnie.- Źle mnie zrozumiałeś. Chce się z tobą tylko pieprzyć Salvatore, pozwolę ci dowodzić, będziesz górował nade mną. To ty będziesz pieprzył mnie, chce zostać przez ciebie wykorzystana. Nawet, tu i teraz.- przygryzła dolną wargę i przejechała koniuszkiem języka po ustach.
- Nie wierzę. Katherine Pierce się przede mną płaszczy.- odpowiedziałem i sarkastycznie się uśmiechnąłem.- Co się z tobą stało? Czyżbyś przeleciała już wszystkich facetów i tylko ja ci zostałem do zaliczenia?- zapytałem, udając skruszenie i litość.
- Nie, to nie. Twoja starta. Chciałam ci tylko pomóc, żebyś zapomniał o panience Gilbert i się zabawił jak należy.- odparła i się zniesmaczyła.- To co robiłeś wczoraj z tą dziwką, było...słabe. Wiem, że stać cię na więcej. Wyszedłeś z wprawy Salvatore. Chętnie ci to przypomnę i dlatego najpierw pozwolę ci być na górze. Chcę zobaczyć ile zapamiętałeś z naszych lekcji i czy byłeś uważnym uczniem.- wstała, odchyliła moją głowę do tyłu i przejechała gorącym językiem po mojej szyi.
Siedziałem jak sparaliżowany i pozwalałem jej, żeby mnie dotykała. Ale po dokładnej analizie jej słów się opamiętałem i wyrwałem jej ręce z mojego torsu. Wspomniała o Elenie, mojej Elenie. Nie, przecież ona była ze Stefanem, ale mimo wszystko nie mogłem się zabawiać z Katherine. Ta suka mnie wykorzystywała, przez nią popadłem w obłęd i czekałem na nią 145 lat. Kto normalny tak robił? Nie mogłem pozwolić jej na to, żeby teraz się ze mną zabawiała. Już ja jej pokaże, kto będzie rozdawał karty.
- Powiedziałaś, że ja niby wyszedłem z wprawy? – uniosłem brew do góry i uśmiechnąłem się.- Widać jak słabo mnie znasz, panienko Pierce.
- To udowodnij mi to! – powiedziała głosem nie znoszącym sprzeciwu.- Pokaż, co potrafisz.
- Zrobimy to mojemu.- odparłem, po czym wstałem ze stołka.
Poszedłem do niej i złapałem ją mocno w pasie, brutalnie wpijając się w jej usta. Przyciągnęła mnie do siebie jeszcze bliżej i oddawała pocałunki ze zdwojoną siłą. Kiedy już chciała wsunąć język do moich ust, wyrwałem się z jej uścisku. Zobaczyłem jaka była oszołomiona i zmieszana. Po raz pierwszy, ktoś ją odepchnął.
- Niegrzeczna dziewczynka.- pogroziłem palcem.- Nie taka, była umowa. Teraz się rozstaniemy i dokończymy to, kiedy będę miał na to ochotę. Zrozumiałaś?
- Pierdol się Salvatore.- odburknęła wkurzona.- Bez łaski. To, że jesteś cholernie seksowny i masz ładną buźkę, nie oznacza, że będę się ciebie słuchała.- odparła, po czym odeszła.

Uśmiechnąłem się z kapryśnej Katherine i też opuściłem bar, mając nadzieję, że spotkam jakąś zbłąkaną duszyczkę na zewnątrz. Zboczyłem z głównej ulicy i udałem się w ciemną uliczkę, wytężając słuch, w celu znalezienia ofiary. Usłyszałem ciche kroki za mną, to na pewno musiał być wampir- pomyślałem- śmiertelnicy stawiali głośniejsze kroki. Z pewnością nie była Katherine, ona miała ubrane obcasy, zresztą jak zwykle. Także zgadywałem, że to był mężczyzna. Postanowiłem go zignorować i szedłem dalej. I to był mój błąd. W wampirzym tempie znalazł się tuż za mną i zanim zdążyłem się odwrócić w jego stronę, wbił mi strzykawkę z werbeną w plecy. Potem, następną w rękę i jeszcze jedną  w szyje. Czułem jak słabłem i opadały mi siły…