środa, 26 marca 2014

Rozdział XI

Okej, o to i jestem z nowym rozdziałem :D Mam nadzieję, że nie zjecie mnie za sceny z Daroline ( oczywiście w formie przyjaźni ) oraz zmienienia partnerki Stefana na Katherine ♥ Zbliżamy się również do przemiany Matta w wampira. Wystąpiły też malutkie komplikacje w związku Deleny, ale nie martwcie się, niedługo się pogodzą *.* choć nie powiedziane, że to będzie takie proste hehe.
Aa i z tego miejsca, chciałam Wam powiedzieć, że do końca opowiadania zostały 4 rozdziały! Postanowiłam, że jak już zaczęłam, to skończę tą historię. Nie mam pomysłów co do dalszego rozwoju sytuacji, a obecna Delena w serialu wcale mi tego nie ułatwia... nie o takie DE walczyłam, ale to nie tutaj. Także, naprawdę mam mega wyzwanie w opisywaniu ich scen w taki sposób w jaki ja sama chciałabym ich widzieć. Dobra, pewnie Was zanudzam już, tak więc zapraszam do czytania! ;)


Damon

Przejeżdżając obok domu Gilbertów, usłyszałem jej przeraźliwy płacz i krzyk, nie wiedziałem czego mogłem się spodziewać. Moją uwagę przykuła ona, leżała na podłodze, zakrwawiona i zapłakana. Podszedłem do niej i od razu ją przytuliłem, głaszcząc po włosach. Jednak mnie odepchnęła z całej siły, powtarzając w kółko „Jeremy!” zanosząc się coraz większym szlochem. Dopiero potem spostrzegłem go leżącego na ziemi, a właściwie to jego część, bo głowa była wyrzucona kilka metrów dalej. Byłem w szoku i na początku nie wiedziałem co się stało. Aż przypomniałem sobie Klausa przestrogę i to jak ją zbagatelizowałem. On miał się zemścić na mnie, a nie na jej bracie! Byłem wściekły na siebie i na swoją lekkomyślność. Ale co już się stało, to już się nie odstanie. Po mimo szarpania i protestów Eleny, wziąłem ją na ręce i zabrałem do samochodu. Posadziłem ją na siedzeniu i siłą wlałem w nią krew, którą miałem w bagażniku. Gdy jej rany się zagoiły i jej drobna twarz nabrała kolorów, zawiozłem ją do rezydencji. Kiedy dojechałem na miejsce, wysiadłem z samochodu i otworzyłem drzwi od strony pasażera. Bez słowa wziąłem delikatnie jej trzęsące się ciało i poszedłem z nią do domu. Posadziłem w fotelu i gdy upewniłem się, że się stąd nie ruszy, wróciłem do jej domu po ciało Jeremiego. Przez chwilę zastanawiałem się co mógłbym z nim zrobić. Wziąć tak po prostu i zakopać w ziemi? A może położyć go w domu? Żadna z tych opcji nie była idealna, ale nie mogłem go przecież zostawić na zewnątrz. W wampirzym tempie, pozbierałem jego ciało i zaniosłem do jego pokoju. Położyłem go na łóżku i przykryłem kołdrą. Chodziłem nerwowo po jego pokoju, trzymając się za głowę. Co teraz będzie? Co z Eleną? Czy wybaczy mi, że przyczyniłem się do śmierci jej brata? Zadręczałem się pytaniami, na które nie znałem odpowiedzi. Przez cały czas miałem przed oczami ten drastyczny obraz. Nigdy wcześniej nie widziałem jej w takim stanie. Nie wiedząc co jeszcze mógłbym zrobić, wyciągnąłem telefon i wykręciłem numer do Caroline. Patrzyłem się na komórkę, wahając się czy nacisnąć zieloną słuchawkę. Mimo tego, że była czasami głupią blondynką, kiedy trzeba było miała głowę na karku i wiedziała co zrobić w takiej sytuacji. Raz kozie śmierć- pomyślałem i po naciśnięciu guzika, przystawiłem telefon do ucha, czekając na połączenie. Sygnały wydawały mi się strasznie długie. W końcu odebrała po jakimś czasie.
- Damon?- spytała się niepewnie. W tle było słychać głośną muzykę, co było do niej podobne. Od zawsze lubiła imprezy.
- Blondie, to ważne. Przyjedź jak najszybciej do domu Eleny.- powiedziałem na jednym wydechu.
- Co? Salvatore, nie słyszę cię. Poczekaj, wyjdę na zewnątrz.- przekrzykiwała muzykę.- Dobra, mów! Ale szybko, bo tak jakby jestem zajęta.- rzekła zirytowanym głosem.
- Rusz swój seksowny tyłeczek i bądź w domu Eleny za 5 minut.- odparłem głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- A może powiesz mi najpierw o co chodzi.- burknęła, wyraźnie wkurzona, że jej przerwałem zabawę.
- To tak w skrócie. Był Klaus, zabił Jeremiego, a Elena się nie odzywa i jest w moim domu.- wyjaśniłem.
- Halo, Barbie jesteś tam?- spytałem, gdyż nie usłyszałem od niej żadnej odpowiedzi od kilku minut. – Wiem, jesteś w szoku, ale może byłabyś taka miła i przyjechała?- mówiłem do aparatu podirytowanym głosem.
Nagle, zostałem brutalnie przyciśnięty do ściany. Jakieś drobne i delikatne dłonie dusiły mnie za szyję. Rozpoznałem właściciela, a właściwie właścicielkę, jej słodkie perfumy wyczułbym na kilometr.
- Ty skurwysynie!- krzyknęła, uderzając moją głową o ścianę.- To wszystko twoja wina! Przez ciebie Elena straciła ostatniego członka rodziny!
- Cieszę się, że tak szybko się zjawiłaś.- powiedziałem, odpychając ją od siebie. Gdy wybuchła głośnym płaczem, złapałem ją za ramiona i niepewnie przytuliłem do siebie. Na początku okładała mój tors piąstkami, ale potem się poddała i wtuliła mocno we mnie, pociągając nosem.
- Jesteś potworem! Ona nigdy ci tego nie wybaczy.- wyrwała się z moich objęć, patrząc na mnie oskarżycielskim wzrokiem.- Po co do mnie zadzwoniłeś? Oczekiwałeś rozgrzeszenia? Pocieszenia?
- Nie wiedziałem do kogo mógłbym zadzwonić.- odparłem, spuszczając wzrok. Blondie miała racje, ona mi tego nie wybaczy, to już był koniec. Wszystko schrzaniłem, zresztą tak jak zawsze.- Elena by pewnie chciała normalny pogrzeb, więc może zajęłabyś się tym? Ja się na tym zupełnie nie znam.
- Trzeba będzie zahipnotyzować księdza i grabarzy. Zająć się stypą i co najważniejsze Eleną. A co z nią? Gdzie ona jest?- dopytywała się.
- Zawiozłem ją do rezydencji. Nie chciałem, żeby oglądała swojego brata w takim stanie.- mówiąc to, kierowałem swoje kroki w stronę wyjścia.
- A ty dokąd? Zostawiasz mnie samą z nim?- złapała mnie za rękaw, wwiercając we mnie swoje przerażone oczy.
- Jesteś wampirem, złotko i boisz się trupa?- prychnąłem.- Czyń swoją powinność i puść mnie. Mam ważniejsze sprawy na głowie.
- Cham!- usłyszałem za mną, a oprócz tego lamentowania i przekleństwa rzucone na moją osobę. Nie przejmowałem się tym, tylko ruszyłem szybko w kierunku domu.
Gdy znalazłem się w salonie, zobaczyłem Elenę w tej samej pozycji, w jakiej ją zostawiłem. Nie ruszyła się nawet o milimetr. Spojrzałem na nią ze współczuciem, na jej skulone, drżące ciało i pusty wzrok. Podszedłem do niej niepewnym krokiem i złapałem ją za rękę, ale nie zareagowała. Nawet nie wyczuła mojej obecności. Nie mogłem na nią patrzeć jak tak cierpiała, jak cierpiała przeze mnie.
- Byłem głupi, nie myślałem. Miałaś rację, ostrzegałaś mnie, a ja nic z tym nie zrobiłem. Tak bardzo mi przykro.- wyznałem skruszony. - Elena, powiedz coś, cokolwiek.- szepnąłem, siadając obok niej i głaszcząc po plecach.
- Zostaw mnie.- szepnęła, drżącym głosem.- Zostaw mnie samą.
- Nie mogę.- objąłem ją ramieniem, mocno przytulając do siebie.- Jeśli ci to w jakiś sposób pomoże, możesz się na mnie wyżyć. Wyzwij mnie, uderz, zrób co chcesz.- powiedziałem po chwili.
- A czy to przywróci życie mojemu bratu?!- krzyknęła, wstając energicznie z kanapy.
- Nie.- spuściłem głowę na dół, nie wiedząc jak się mam zachować. Nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. Jakby to chodziło o kogoś innego, olałbym to i poszedł się napić, ale nie mogłem. Musiałem jej pomóc, tylko nie wiedziałem jak. Byłem bezradny.
- Co zrobiłeś?- szepnęła, spoglądając na swoje dłonie.- Co zrobiłeś z moim bratem?
- Zaniosłem do domu i zadzwoniłem po Caroline.- odparłem.
- Po Caroline?- spojrzała na mnie ze zdziwieniem.- Po co?
Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż usłyszałem blondynkę wchodzącą do mojego domu. Od razu podbiegła do Eleny, przytulając ją do siebie i uspokajając. Tkwiły w tym uścisku przez jakiś czas.
- Ona idzie ze mną.- oznajmiła twardo Blondie.- Jej noga nie postanie w tym domu, już nigdy więcej! Chodź, kochanie.- wzięła brunetkę pod rękę i udała się z nią do wyjścia.
- Nie będziesz za nią decydować!- zmaterializowałem się przed nimi, rzucając w stronę blondynki wściekłe spojrzenie.- Elena, porozmawiajmy, pozwól mi się wytłumaczyć.
- Już za późno, Damon.- szepnęła, pociągając nosem i ciągnąc Caroline ze sobą.


*****

Katherine

- Dziękuję słodziutki za podwiezienie.- nachyliłam się do taksówkarza, puszczając mu oczko. Widziałam jak brunet się speszył i zauważyłam kropelkę potu na jego czole. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Uwielbiałam gdy tak działałam na facetów.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panienko Pierce.- odparł uważnie mnie lustrując.
- A teraz kochaniutki odjedziesz stąd i zapomnisz o mnie.- powiedziałam używając hipnozy.
Zrobił to o co go poprosiłam i pojechał z piskiem opon. Wzięłam swoje bagaże i pokierowałam swoje kroki w stronę hotelu. Nowy Jork, to miasto o jakim marzyłam od dawna. Miałam nadzieję, że nikt mnie tu nie znajdzie i będę mogła w spokoju pozwiedzać i wyrywać jakieś seksowne i smakowite kąski. Zameldowałam się w hotelu na czas nieokreślony. Nigdy nie wiadomo kiedy mi się znudzi- pomyślałam. Weszłam do windy i wcisnęłam guzik z numerem 9. Ostatnie piętro, idealnie. Z niego najlepiej widać piękne widoki. Kiedy już znalazłam się w pokoju, postawiłam walizki i udałam się do łazienki. Kąpiel, długa, gorąca i odprężająca, tego mi było trzeba. Jednak, gdy tylko chciałam złapać za klamkę, poczułam czyjeś towarzystwo. Odwróciłam się energicznie i szukałam intruza. Przechytrzył mnie i powalił na ziemię, złapał mocno za ręce, przyciskając mnie twarzą do podłogi. To już mi się nie podobało. Próbowałam się wyrwać, ale na moje nieszczęście był ode mnie silniejszy.
- Spokojnie, nie ruszaj się, to nie zrobię ci krzywdy.- wyszeptał mi do ucha. Wszędzie bym rozpoznała jego głos. Na mojej twarzy wtargnął uśmiech. Od tej strony nie znałam młodszego Salvatora.
- Mmm.- zamruczałam.- Stałeś się szybki, silny, seksowny.
- Katherine, przestań.- ścisnął moje ręce. Był na mnie wściekły? Czyżby to miało znowu związek z Elenką? Miałam już jej serdecznie dosyć!- Musimy pogadać.
- Wiesz, bardzo chętnie, ale jestem w trochę niewygodnej pozycji.- zaśmiałam się perliście.
- Wybacz.- odparł zażenowany, po czym mnie puścił i wstał ze mnie. Podał mi rękę, pomagając mi wstać z podłogi.
- No proszę. Nie poznaję cię, najpierw brutalnie mnie przywitałeś, a teraz udajesz dżentelmena?- posłałam mu szelmowski uśmiech.
- Nie mam zbyt wiele czasu, więc przejdę do konkretów.- rzekł stanowczym głosem, chodząc nerwowo po pokoju.
- Może usiądziesz? Napijesz się ze mną wina?- zaproponowałam, podchodząc do barku.
- Nie przyszedłem w odwiedziny.- burknął.- Nie po to cię szukałem, żeby teraz jak gdyby nigdy nic usiąść z tobą i normalnie rozmawiać.
- Jak chcesz, ja sobie naleję.- przeszłam obok niego, przejeżdżając palcem po jego klatce piersiowej. Widziałam jak wciągnął powietrze. – Jaki rocznik według ciebie jest najlepszy?- spytałam, gdy już znalazłam się przy barku.
- Czy ty jesteś głucha?!- krzyknął.- Nie chcę z tobą pić!
- Skąd te nerwy?- uniosłam brew do góry, uśmiechając się do niego.- Zapytałam tylko o wino. Wiesz, że ja się nigdy na tym nie znałam. Więc? Jaki mi polecisz?
- Weź ’89.- odparł spokojnym głosem i spoczął na łóżku.
- Dobrze, to teraz powiedz, co ci leży na sercu.- postawiłam dwie lampki napełnione winem na stoliczku, który znajdywał się koło łóżka.
- Dla kogo ten drugi?- spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- Dla ciebie, głupcze.- uśmiechnęłam się pod nosem. Stefan był taki słodki i niewinny. Zupełnie inny niż jego brat. Dlatego go tak uwielbiałam i lubiłam spędzać z nim czas.
- Przecież mówiłem, że…a dobra, mniejsza o to.- machnął ręką i opróżnił zawartość lampki wina jednym haustem.
- Ho ho, w takim tempie to nam zabraknie alkoholu.- zaszczebiotałam, zakładając nogę na nogę, odsłaniając przy tym większą część uda.- Dolać?
- Nie wiem jak mam ci to powiedzieć.- złapał się za głowę, jakby coś go gryzło.
- Już dobrze.- przybliżyłam się do niego i położyłam rękę na jego ramieniu. W tym momencie zrobiło mi się go bardzo szkoda.- Mi możesz powiedzieć wszystko.
- Chodzi o mojego brata.- spojrzał się na mnie, jakbym była jego ostatnią deską ratunku.
- Co ten idiota znowu zrobił? W jakie tym razem wpakował się kłopoty?- byłam już znudzona jego problemami. Starszy Salvatore od zawsze był porywczy i najpierw coś zrobił zanim pomyślał, przez co siedział po uszy w jakimś gównie.
- To dotyczy również ciebie, Katherine.- rzekł, lustrując moją twarz.- Klaus, on chce się na was zemścić. Na tobie i na Damonie.
- Pięknie.- zakpiłam.- Nie dość, że mu pomogłam, to teraz będę musiała się użerać z tą pierdoloną hybrydą!- wstałam z łóżka, chodząc po pokoju z wymalowaną wściekłością na twarzy.- Przyszedłeś mnie ostrzec? A może chcesz mnie zaprowadzić prosto w łapy Klausa?!
- Damon to mój brat.- wyjaśnił, jakby to miało być jakieś wytłumaczenie.- Ale ty też jesteś dla mnie ważna, Katherine.- podszedł do mnie, łapiąc mnie za dłonie i patrząc głęboko w moje oczy.
- To co zamierzasz zrobić?- spytałam cicho.
- Nie wiem, ale na pewno coś wymyślę.- oznajmił ze szczerością w głosie.- Wymyślimy.- poprawił się, wyczekując ode mnie logicznego rozwiązania z tej popieprzonej sytuacji.
- Ile mamy czasu?- zapytałam.
- Klaus odwiedził Damona kilka dni temu i mu groził, więc niewiele.- odparł ze smutkiem w głosie.- Nie chcę go stracić i nie chcę stracić również ciebie.
- Nie martw się, Stefan.- uspokoiłam go, głaskając po policzku.- Katherine Pierce nie poddaje się tak łatwo. Znajdę coś na niego. Nikogo nie stracisz.
Wtedy stało się coś, czego bym się w życiu po nim nie spodziewała. Przytulił się do mnie, mocno a zarazem stanowczo obejmując mnie w pasie. Wtulił się we mnie jak mały, zagubiony chłopczyk. Odwzajemniłam jego uścisk, czując rozlewające się ciepło w moim ciele. On się o mnie martwił. Nie chciał mnie stracić. Nie miałam już wątpliwości, którego z braci Salvatore kochałam najbardziej, o którego powinnam walczyć i zrobić wszystko co w mojej mocy by z nim być.

*****

Elena

Właśnie dziś przeżyłam najgorszy dzień swojego życia. Był pogrzeb mojego brata. Wszystkie wspomnienia związane z nim uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Cholerne wampirze emocje- przeklęłam w duchu. Byłam wdzięczna moim przyjaciołom, że się wszystkim zajęli, gdyż ja nie byłam w stanie. Nadal miałam podpuchnięte i czerwone oczy od płaczu. Siedziałam na kanapie w domu Bonnie, pijąc gorące kakao. Przyjaciółka zawsze powtarzała, że mleczny napój był dobry na wszystko. Więc dlaczego nie zastąpił pustki w moim sercu? Dlaczego nie chciało przestać krwawić? W tym momencie brakowało mi nie tylko mojego brata, ale również i Damona. Tak bardzo chciałam się znaleźć w jego silnych i dających mi bezpieczeństwo ramionach. Jednak przez cały czas dudniły mi w uszach słowa moich bliskich, że to przez niego tak się stało i to on był wszystkiemu winien. Poniekąd mieli racje, ale przecież nie zrobił tego specjalnie, prawda? Jaka ja byłam głupia!- karciłam się w myślach. Nadal go broniłam, usprawiedliwiałam jego czyny. Zastanawiałam się czemu do mnie nie podszedł na cmentarzu. Stał jak zwykle ubrany na czarno i przyglądał mi się z daleka z przepraszającym wzrokiem. Jego obecność dodawała mi otuchy, cieszyłam się, że pofatygował się przyjściem. Chociaż wolałabym, żeby stał obok mnie.
- Potrzebujesz czegoś jeszcze?- nagle usłyszałam zatroskany głos mulatki, która usiadła obok mnie.
- Nie, dziękuję.- zaprzeczyłam.
- Może chcesz o tym pogadać? Będzie ci łatwiej.- powiedziała, łapiąc mnie za rękę.
- A tobie będzie łatwiej? Kochałaś go, tak samo jak ja.- rzekłam, czując napływające do moich oczu łzy, którym dałam upust.- Przepraszam, pójdę się położyć.
- Elena…- odprowadziła mnie wzrokiem do pokoju gościnnego w którym spałam. Nie mogłam wrócić do mojego rodzinnego domu, nie dałabym sobie tam sama rady, nie po tym co się stało. Wszyscy moi domownicy nie żyli. Nienawidziłam tego domu, nienawidziłam tej miejscowości!
Po odprężającym prysznicu, przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod mięciutką i ciepłą kołdrę. Otuliłam się nią, rozmyślając o moim bracie, o tym że już nigdy więcej go nie zobaczę, nie usłyszę jego głosu. Jakie to życie było niesprawiedliwe, dlaczego odebrało mi ostatniego członka mojej rodziny? Załkałam cicho, połykając słone i duże łzy. Moja przyjaciółka już spała, więc nie chciałam jej obudzić moimi wybuchami. Po dłużących się w nieskończoność minutach, a może godzinach w końcu zamknęłam ociężałe powieki i zasnęłam.
Przebudził mnie cichy szelest, ktoś był w moim pokoju. Moje serce łomotało jak oszalałe. Zamknęłam mocniej powieki  zacisnęłam palce na krawędzi kołdry. Czułam jak nieznajomy przysiadł na łóżku i przyglądał mi się przez jakiś czas. Nie zareagowałam, tylko cierpliwie czekałam na kolejny jego ruch. Myślałam, że miałam do czynienia z mordercą. Ale ku mojemu zdziwieniu, obszedł w koło łóżko, podniósł kołdrę i wszedł pod nią, szczelnie obejmując mnie ramionami. Otworzyłam powoli powieki nic z tego nie rozumiejąc. Dopiero po chwili poznałam znajomy zapach wody kolońskiej i tak dobrze mi znany, przyjemny dotyk. Nie mogłam w to uwierzyć, że tu był. Z mojego oka popłynęła jedna łza, ale nie ze smutku, tylko ze szczęścia. Przejechałam opuszkami palców po jego dłoni, ciesząc się z jego obecności.
- Co tu robisz?- spytałam szeptem.
- Śpię z moją dziewczyną.- odparł z uśmiechem. Mimo panującego mroku i tego, że byłam odwrócona do niego plecami, niemal wyczułam na jego ustach uśmiech.
- To jest dom Bonnie.-stwierdziłam.- Nie powinno cię tu być.
- Obiecuję, że będę cichutko i zniknę o świcie. Nawet mnie nie zauważy.- wtulił twarz w moje włosy, mocniej się do mnie przytulając.
- Widziałem jak płakałaś i drżałaś. Miałaś niespokojny sen.- powiedział po chwili ciszy.- Pomyślałem, że potrzebujesz wsparcia i dlatego zakradłem się do domu wiedźmy.- wciągnął głośno powietrze, po czym dodał.- A po za tym, strasznie za tobą tęskniłem.
- Ja za tobą też.- wyznałam szczerze, odwracając się w jego stronę. Spojrzałam na jego twarz i wyraźnie zauważyłam w jego oczach pustkę, taką samą jaka była w moich.
- Nawaliłem i choć bardzo chciałbym cofnąć czas. To wiem, że i tak nie dam rady, i nie przywrócę życia twojemu bratu.- powiedział ze smutkiem w głosie.- Ale chcę, żebyś wiedziała jak bardzo jest mi przykro. Przepraszam.
- Zostałam sama.- rzekłam cicho.
- Nie jesteś sama.- zaprzeczył, całując mnie delikatnie w czoło.- Zawsze będę przy tobie.
- Zrobisz coś dla mnie?- spytałam, celowo ignorując kolejny raz jego wypowiedź. Nie miałam teraz ochoty na rozmowę, a tym bardziej na kłótnie.
- Wszystko, co tylko zechcesz.- szepnął mi do ucha, głaszcząc po plecach.
- Pójdź do mojego domu, spakuj moje rzeczy i przynieś je tutaj. Nie mogę przez cały czas chodzić w ubraniach przyjaciółki, a dla mnie jest jeszcze za szybko, żebym mogła zrobić to sama. Za dużo bolesnych wspomnień kojarzy mi się z tym domem.- oznajmiłam, starając się nie wybuchnąć płaczem.
- Dobrze, zrobię to z samego rana, ale wolałbym, żeby twoje rzeczy znalazły się w moim domu.- powiedział z nutką nadziei.
- Nie, idź teraz.- odepchnęłam go lekko od siebie.- Damon, nie wrócę do ciebie, nie teraz.
- Elena, ale…- usłyszałam zawód w jego głosie.
- Idź już, proszę.- szepnęłam błagalnie, odtrącając jego dłonie, które silnie próbowały mnie do niego przyciągnąć. Walczyłam sama ze sobą. Tak naprawdę nie chciałam, żeby odchodził, ale musiałam tak zrobić. Tak było słusznie.
- Pozwól mi zostać.- szepnął, uważnie lustrując moją twarz.- Potrzebujesz mnie tak samo, jak ja potrzebuję ciebie. Jesteśmy dla siebie stworzeni.
- Nie utrudniaj tego.- wstałam energicznie z łóżka, otwierając okno na oścież i patrząc na niego z bólem serca.
- Nie poddam się tak łatwo.- odparł stanowczym głosem, zakładając na siebie kurtkę.
Zanim wyszedł, zerknął jeszcze na mnie, po czym w ciągu sekundy zmaterializował się przede mną. Przyciągnął mnie do siebie, łącząc nasze usta w pocałunku, którego nie próbował pogłębiać. Musnął je tylko kilkakrotnie. Niepewnie zarzuciłam ręce na jego szyję, wczepiając palce w kruczoczarne włosy. Od razu poczułam jego ręce błądzące po moich plecach. Dotykał mnie łapczywie, łaknąc mojego ciała i trzymając mnie pewnie. Zamruczałam cicho z zachwytu, gdy przejechał językiem po mojej dolnej wardze. Otworzyłam lekko usta, tym samym wpuszczając go do środka. Nie musiałam długo czekać na jego reakcje. Nasze języki zaczęły tańczyć ze sobą. Miał racje, bardzo go potrzebowałam, bardziej niż mogłam sobie to wyobrazić. Zatraciłam się bez reszty w tym mężczyźnie. Po pewnym czasie, skończył mnie całować, a na jego twarz wtargnął prawdziwy uśmiech. Ciężko dysząc, oparł swoje czoło o moje, dotykając nosem o mój nos.
- Dobranoc, Eleno.- szepnął, głaszcząc mój policzek i zniknął.

*****

Caroline

- Matt, powtarzam ci po raz enty, że to nie czas i miejsce, żebym mogła cię przemienić.- powiedziałam zirytowana.
- A kiedy będzie?- spytał, rzucając talerzem, który pękł na milion małych kawałeczków.
- Daj, posprzątam to.- kucnęłam przy nim, zabierając od niego ostre kawałki, które już zdążyły pozostawić na jego dłoniach krwawe ślady. Z całej siły starałam się, żeby moja twarz pozostała normalna. Wzięłam kilka głębokich oddechów i podziałało. Nie miałam ochoty się na niego rzucić. Wstałam więc, przyniosłam apteczkę i delikatnie opatrzyłam jego dłoń.
- Udało mi się!- rzekłam z satysfakcją, przyklejając na zranienia plaster.
- Caroline, no jasne, że tak. Przecież ty byś nigdy nie zrobiła mi krzywdy.- pogłaskał mnie czule po policzku, patrząc na mnie z miłością.- Ja w ciebie zawsze wierzyłem.
- Teraz, ja też w siebie wierzę.- odparłam radośnie.- Gotowe!- klasnęłam w dłonie.- Do wesela się zagoi.
- Do czyjego?- spytał, unosząc brew do góry.
- Czy mam to rozumieć jako oświadczyny?- spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Wiem, że to dziwnie by wyglądało, ale tak sobie pomyślałem…a zresztą nieważne.- odparł zmieszany, wyrzucając resztki stłuczonego talerza do kosza.
- Matt, niepotrzebny nam jest jakiś świstek papieru.- złapałam go za rękę, odwracając  w swoją stronę.- Jednak, jeśli moje zapewnienie o miłości do ciebie ci nie wystarczy, to…
- Care, nie musisz nic mówić.- musnął moje usta swoimi.- Zapomnij o tym.
- Wiesz, kiedyś jak byłam człowiekiem chciałam i to nawet bardzo stanąć na ślubnym kobiercu. Ale teraz jestem wampirem i już nie czuję takiej potrzeby.- oznajmiłam szczerze.
- Wiem, wygłupiłem się i tyle.- wyminął mnie, otwierając lodówkę i wyciągając z niej piwo.- Chcesz?- spytał, pokazując na alkohol.
- Nie.- zaprzeczyłam głową.- Zadzwonię do Eleny, zobaczę jak się trzyma.- odparłam, udając się do salonu.
- A może razem do niej pójdziemy?- zaproponował.- Jeremy był naszym przyjacielem. Pewnie ciężko jest jej pozbierać się po tym wszystkim.- dodał ze smutkiem.
- Jasne.- posłałam mu blady uśmiech.- Tylko wezmę torebkę.
- A na co ci torebka? Przecież dom Bonnie znajduje się kilka przecznic stąd.- powiedział z rozbawieniem.
Wzruszyłam tylko ramionami i przed wyjściem przejrzałam się w lustrze. Faceci, nigdy tego nie zrozumieją- pomyślałam, śmiejąc się pod nosem. Mój chłopak złapał mnie pod rękę i razem wyszli na zewnątrz. Drogę do domu mojej przyjaciółki przeszliśmy w milczeniu. Dlatego też tak mi się dłużyło i wydawało jakbyśmy szli całą wieczność. Kiedy znaleźliśmy się na miejscu, drzwi nam otworzyła mulatka z obojętną miną. Wpuściła nas do środka, przyklejając na twarz sztuczny, zbolały uśmiech. Nie dziwiłam jej się, w końcu straciła miłość swojego życia, a Elena brata. Chociaż mi, czy Mattowi też było ciężko się z tym pogodzić, to jednak nie przeżywaliśmy tego tak jak one. Swoje kroki pokierowałam do salonu, gdzie zastałam siedzącą na fotelu Eleną i patrzącą się w jakiś punkt na ścianie. Nawet się na mnie nie spojrzała. Może mnie nie usłyszała? A może po prostu nie miała ochoty na wizytę?
Przykucnęłam obok niej, kładąc swoją dłoń na jej.
- Kiedyś ból minie.- powiedziałam dodając jej otuchy.
- Może tak, a może nie.- szepnęła ze smutkiem.
- Trzeba być dobrej myśli.- spojrzałam się na nią radośnie.
- Care, jesteś moją przyjaciółką, prawda?- zrobiłam zdziwioną minę, zastanawiając się, czy kiedykolwiek dałam jej powód, by myślała inaczej. Jednak odepchnęłam je od siebie, przytakując głową i posyłając jej ciepły uśmiech.- Mam do ciebie prośbę.- odezwała się, patrząc na mnie błagalnie.- Mogłabyś pójść do Damona i wziąć od niego moje rzeczy?- spytała się z nadzieją.
- Co?- swoją prośbą, zbiła mnie z pantałyku.- Ale…- próbowałam się wymigać, jednak gdy się na nią spojrzałam, nie byłam w stanie jej odmówić i się zgodziłam.- No dobrze. Tylko zajmij czymś Matta, nie będzie zadowolony kiedy się dowie, gdzie poszłam.
- Dziękuję.- odparła z ulgą i wdzięcznością.- Wiesz, że cię kocham.
- Ja ciebie też.- przytuliłam ją i wymknęłam się tylnymi drzwiami.

Bezszelestnie weszłam do rezydencji Salvatorów. Bez namysłu, udałam się na górę, zastanawiając w którym pokoju może trzymać jej ubrania. Hmm, z racji tego, że byli/są parą, to pewnie w jego własnym- pomyślałam. Po cichu skręciłam w lewo, gdzie znajdowała się sypialnia Damona. Najpierw nadsłuchiwałam, czy nie było go w pobliżu, a gdy nie wyczułam jego obecności, otworzyłam drzwi i weszłam do środka. W pokoju panowały egipskie ciemności, wszystkie meble, zasłona, a nawet pościel były w kolorze czarnym. O, Boże- zapisnęłam cicho z przerażenia. To wyglądało jak w jakimś horrorze. Jeszcze brakowało tu święcących kościotrupów i trumien- zakpiłam. Ale oprócz przewyższającego ciemnego koloru, poczułam pięknie pachnące perfumy, które leżały na szafce koło łóżka. Nogi same poniosły mnie w ich stronę i nie wiedząc czemu, wzięłam je do ręki, i po otwarciu fiolki, wciągnęłam cudowny zapach, który uderzył w moje nozdrza. Otrząsnęłam się z tego transu, gdy usłyszałam zamykające się drzwi na dole. O, cholera- zaczęłam panikować. Odłożyłam perfumy na miejsce i już miałam wyskoczyć przez okno, kiedy przypomniało mi się po co tu przyszłam. Zanim zdążyłam się gdzieś schować, zobaczyłam go stojącego jak gdyby nigdy nic w pokoju. Przyglądał mi się ze zdziwieniem.
- Co tu robisz?- spytałam, a zaraz potem zdałam sobie z tego sprawę jak idiotycznie to zabrzmiało.
- O to samo mógłbym spytać ciebie.- odparł z sarkazmem.- A więc, co Caroline Forbes robi w mojej sypialni?
- Bo ja…- nagle zabrakło mi języka w gębie, ale się ogarnęłam i powiedziałam na jednym wydechu.- Dobrze się składa, że przyszedłeś. Przynajmniej nie będę musiała grzebać ci w szafach. Kto wie, co tam w nich chowasz.
- A to czemu chciałaś mi grzebać w szafach?- podszedł do mnie blisko, lustrując mnie od góry do dołu.
- Śmierdzisz.- stwierdziłam z obrzydzeniem.- Jedzie od ciebie jak z gorzelni.- zmarszczyłam nos i odsunęłam się od niego.
- Nie dość, że wkradasz się do mojego domu, to jeszcze masz czelność mnie obrażać!- warknął zirytowany.
- Oddaj ubrania Eleny i już mnie nie ma!- krzyknęłam.
- Nie!- zaprzeczył twardo.- A ty, tylko spróbuj coś ruszyć w tym pokoju, to ci wyrwę twoją śliczną rączkę!
- Serio?- spojrzałam na niego odważnie.- Chcesz skrzywdzić kolejną bliską osobę Eleny? Proszę bardzo! Zobaczymy, czy wtedy tak szybko ci wybaczy.
- Spierdalaj stąd, Blondie i nie pokazuj mi się więcej na oczy!- wykrzyczał mi w twarz, rzucając we mnie niebezpieczne i wściekłe spojrzenie. Odsunęłam się jeszcze bardziej od niego, ale napotkałam za sobą ścianę. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, bałam się tego pieprzonego dupka. Ale przecież nie skrzywdziłby mnie naprawdę? Cholera, teraz nie byłam niczego pewna, więc postanowiłam delikatnie z nim porozmawiać.
- Elena mnie tylko prosiła o przyniesienie jej najpotrzebniejszych rzeczy. Daj mi je i wszyscy będą szczęśliwi.- powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Po moim trupie!- odparł nieugięty, pokazując mi ręką drogę do wyjścia.
- Ale z ciebie jest dupek i to w negatywnym tego słowa znaczeniu.- stwierdziłam z niesmakiem.- A Elena cię kocha i ja się pytam za co? Jesteś najbardziej popieprzonym i zgorzkniałym facetem jakiego znam. Zabijasz z zimną krwią, zapijasz się w barze, a krzywdzenie innych sprawia ci przyjemność i do tego te twoje sarkastyczne teksty. Ughh.
- Skończyłaś?- spytał wyraźnie wkurzony.
- Nie!- oznajmiłam twardo.- Nie ruszę się stąd bez rzeczy mojej przyjaciółki.- oparłam ręce na biodrach i patrzyłam się na niego ze zniecierpliwieniem.
- Skoro się sama nie ruszysz, to ja ci w tym pomogę.- uśmiechnął się cynicznie i w mgnieniu oka wziął mnie na ręce, po czym wyskoczył ze mną przez okno. Krzyczałam i wyrywałam mu się, ale niestety był ode mnie silniejszy. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz, postawił mnie na ziemi i ruszył w stronę drzwi.
- Do widzenie, Barbie.- rzucił na odchodne, zamykając za sobą ciężkie, mosiężne drzwi.

środa, 19 marca 2014

Rozdział X

Kochani moi! ♥ Na początku chciałam Wam ukazać troszkę brutalną stronę Deleny, ale mam nadzieję, że aż tak bardzo nie przesadziłam... A później, wystąpią "małe" komplikacje, jak to w związku :P
Żeby nie przedłużać, zapraszam do czytania! I proszę o chociaż jedno słowo w komentarzu*.* dla Was to może nic nie znaczy, ale dla mnie bardzo dużo.

Elena

Z głębokiego i długiego snu, wyrwał mnie dźwięk dochodzący z mojej komórki. Chciałam sięgnąć po nią, ale ktoś bardzo mocno i stanowczo mnie obejmował. Otworzyłam oczy i uniosłam głowę do góry. Od razu zatraciłam się w głębi zimnych i błękitnych oczu, które przyglądały mi się z przepełnioną miłością.
- Chyba muszę odebrać.- stwierdziłam, zerkając znacząco na mój telefon.
- To chyba masz problem.- uśmiechnął się zadziornie, mocniej mnie obejmując.- Bo ja dziś przez cały dzień nie mam zamiaru cię stąd wypuszczać.
- Damon.- jęknęłam błagalnie, próbując go od siebie odepchnąć.
- Elena.- droczył się ze mną. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wpił się zachłannie w moje usta.
- A jeśli, to coś ważnego.- mówiłam między pocałunkami.- Obiecuję, że jak tylko zobaczę kto się do mnie dobija, wrócimy do tego.- musnęłam jego usta.
Wampir niechętnie mnie puścił, posyłając smutną minę. Zignorowałam go, przekręcając się na bok i wyciągając rękę w celu wzięcia telefonu z szafki. Jednak Damon mnie ubiegł i nie fatygując się zobaczeniem kto dzwonił, odebrał go. Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam się na niego z niezadowoleniem.

- Tu telefon Eleny. Po usłyszeniu sygnału, zostaw wiadomość.- powiedział, uśmiechając się chytrze i puszczając do mnie oczko. Przekręciłam oczami i wytknęłam mu język.
Damon, widziałeś może Elenę? A tak w ogóle skąd masz jej telefon?-usłyszałam zmartwiony głos mojego brata. Chciałam go uspokoić, że nic mi nie było. Wspięłam się na wampira, żeby zabrać mu komórkę, ale zrobił unik.
- Wyluzuj. Jest koło mnie, a dokładniej na mnie.- odparł, nie przestając się śmiać.
- To wcale nie jest śmieszne!- walnęłam go w ramię, siłując się z nim.
Okeeej, chciałem tylko wiedzieć czy wszystko z nią w porządku. Cześć.odparł zmieszany Jeremy i się rozłączył.
- Jesteś okropny.- oburzyłam się.- Co teraz pomyśli sobie o mnie mój brat?
- A co ma sobie pomyśleć?- powiedział, przekręcając się ze mną tak, że teraz leżałam pod nim.- No chyba, że znowu chciałaś utrzymywać nasze relacje w tajemnicy.- posmutniał, odsuwając się ode mnie.
- Nie! Ależ oczywiście, że nie.- zaprzeczyłam, zarzucając mu ręce na szyję i przyciągając go do siebie bliżej.- Wybrałam ciebie i chcę z tobą przeżyć całą wieczność. Nie będziemy się już chować, nigdy więcej.
- Czy ty wiesz na co się piszesz?- spytał, uważnie lustrując moją twarz.- Jesteś gotowa na bycie z popieprzonym i aroganckim dupkiem?- mówiąc to, całował łapczywie moją szyję, kąsając ją i zostawiając na niej czerwone ślady. Poczułam jego dłonie, które błądziły po moim nagim i rozgrzanym ciele.
- Nie boję się ciebie.- wysapałam łapiąc powietrze.- Akceptuję cię takiego, jakim jesteś.
 Podciągnęłam go do góry, złączając nasze usta w namiętnym i słodkim pocałunku. Oplotłam jego kark, przyciągając go do siebie jeszcze bliżej. Subtelnie ocieraliśmy się o siebie swoimi ciałami. Brunet bez ostrzeżenia, wtargnął brutalnie językiem do środka, penetrując wnętrze mojej jamy ustnej. Nie będąc mu dłużna, oddawałam każdą pieszczotę ze zdwojoną siłą. Przejeżdżałam rękoma po jego idealnych plecach, czując pod palcami każdy napinający się mięsień. Niespodziewanie, Damon złapał mnie za ręce, unieruchamiając je tuż nad moją głową. Uśmiechnął się chytrze, gdy drugą ręką, zaczął masować moje udo.  Przesuwał palcami w górę, robiąc to cholernie powoli. Wierzgałam się pod nim, próbując się wyswobodzić z jego mocnego uścisku.
- Przestań się tak kręcić, bo cię zwiążę.- szepnął mi na ucho.
- Nie odważysz się.- odparłam pewnym głosem.
- Nie prowokuj mnie.- odparł z cynicznym uśmiechem.- Więc jak? Będziesz grzeczną dziewczynką?
- Nie.- powiedziałam, śmiejąc się i wijąc się pod jego ciałem, jak kotka.
- Sama tego chciałaś.- w ciągu jednej sekundy puścił mnie, szukając czegoś czym mógłby mi związać ręce.
Wykorzystałam moment jego nieuwagi i uciekłam z łóżka. Nie zdążyłam nawet nacisnąć na klamkę, gdy poczułam jego silne ciało przyciskające mnie do drzwi. Jego gorący oddech, parzył moją skórę na szyi, a ręce ścisnęły moje biodra.
- Niegrzeczna jest z ciebie dziewczynka. Bardzo niegrzeczna.- mówiąc to, przesuwał dłońmi wzdłuż mojego ciała.- I co ja mam teraz z tobą zrobić?
- Dziś jestem cała do twojej dyspozycji.- odparłam, odwracając się w jego stronę, patrząc mu głęboko w oczy.- Ufam ci, Damon. Wiem, że cokolwiek byś ze mną zrobił, nie zrobisz mi krzywdy.- pogłaskałam go po policzku.
- To zacznij się przyzwyczajać do tego pokoju, bo długo z niego nie wyjdziemy.
Oczy mu się zaiskrzyły i zmieniły na ciemną barwę. Zawsze takie się stawały, tylko w dwóch przypadkach, gdy był głodny, albo podniecony. W tym momencie nie wiedziałam na którą z tych rzeczy miał większą ochotę. Ale nie przejmowałam się tym, miałam całkowite zaufanie do tego faceta. Pragnęłam go tak bardzo, że aż cała w środku byłam czerwona z podniecenia. Czułam jak płonęłam od środka, a na sam widok jego nagiego ciała, miałam ochotę jęczeć i szczytować. W mgnieniu oka, wziął mnie delikatnie na ręce i nieco mniej delikatniej rzucił na łóżko. Oddałam mu się bez reszty. Uwielbiałam się patrzeć na jego tryumfalny uśmiech i płonące ogniki w jego oczach. Usłyszałam dźwięk rozrywanego materiału, a dokładniej jego ciemnej koszuli. Damon wziął moje ręce do góry i przymocował je do ram łóżka, związując bardzo mocno.
- Jak nie będziesz się tak ruszać, to nie będzie się wżynać w ciało.- wytłumaczył.
- Czy to nie była czasem twoja ulubiona koszula?- spytałam.
- Była.- odparł, ściskając supeł na moich rękach.- Mam nadzieję, że będzie z niej dobry użytek.
Umiejscowił się między moim ciałem, klęcząc i pochylając się nade mną. Przejechał delikatnie palcem po mojej twarzy, dokładnie obrysowując każdy najmniejszy fragment. Przyglądałam mu się, jak robił to w skupieniu. Kiedy przesuwał po moich ustach, rozchylił je delikatnie, wpuszczając palec do środka. Objęłam go niepewnie językiem i zaczęłam ssać. Słyszałam jak wciągał głośno powietrze. Drugą ręką objął moją lewą pierś, ściskając ją lekko i bawiąc się nią, do momentu aż stwardniała. Moje serce waliło niczym młot i nieświadomie wygięłam ciało w łuk. Ale zaraz tego pożałowałam, gdyż syknęłam z bólu, gryząc przy tym palec Damona.
- Ostrzegałem.- przypomniał i zakrwawionym palcem przejeżdżał po moich ustach, po czym wsunął go z powrotem do środka.
Kiedy już skończyłam ssać jego pyszną krew, wyciągnął go i oblizał subtelnie. Pochylił się nade mną jeszcze bardziej, przesuwając powoli i sugestywnie wargami po mojej skórze od obojczyka, poprzez szyję i kończąc na policzku. Przymknęłam oczy, rozkoszując się jego pieszczotami i pojękując. Jego oddech, palący na mojej skórze, rozbudzał palącą się potrzebę między moimi udami. Jednak wampir miał inne zamiary i chciał się ze mną jeszcze podroczyć, całując dokładnie mój brzuch, a później uda. Za każdym razem wciągałam coraz bardziej powietrze, gdy czułam jego gorący oddech między moimi udami.
- Damon, proszę cię.- wysapałam.
- O co mnie prosisz, księżniczko?- zapytał, uśmiechając się pod nosem.
- Wiesz o co.- wyjęczałam głośno, gdy rozchylił delikatnie moje wargi sromowe, wsuwając do środka jeden palec.
- Ale ja nadal nie wiem, o co mnie prosisz.- droczył się ze mną, zataczając kółka wokół łechtaczki, specjalnie ją omijając.
- Pieprz mnie!- krzyknęłam bez żadnych oporów, gdy jego kciuk dotknął napuchniętego skupienia nerwów.
- W końcu mówisz do rzeczy.- odparł usatysfakcjonowany.- Z chęcią to zrobię, ale jeszcze nie teraz.
Jego usta znalazły się na moim podbrzuszu. Wsunął język między moje wargi, przesuwając nim w górę i w dół. Pracując nade mną swoimi ustami, włożył we mnie dwa palce, zaczynając nimi pompować. Doznanie było ekscytujące, poruszałam się i jęczałam. Nie obchodziły mnie w tym momencie wżynające się skrawki koszuli w moje ręce. Mało tego, przyjemność, zmieszana z bólem była niezwykle oszałamiająca i podniecająca. Kiedy byłam na skraju wytrzymałości, znalazł się nade mną, wpijając się zachłannie w moje usta. Poczułam na jego języku smak mojego podniecenia.
- Oj tak, skarbie jesteś bardzo pyszna.- wymruczał do mojego ucha, przekręcając mnie na brzuch.
- Wszystko w porządku?- zapytał z troską, gładząc moje zakrwawione dłonie.
- Tak, w porządku.- odparłam szybko, chcąc go poczuć jak najszybciej w środku.
Damon wtulił brzuch w moje plecy, wchodząc powoli we mnie. Stopniowo przystosowując mnie do każdego centymetra jego członka, jaki się we mnie znalazł. Nigdy nie uprawialiśmy seksu w tej pozycji, dlatego byłam jednocześnie przestraszona jak i podniecona.
- Rozluźnij mięśnie.- rozkazał.- Spodoba ci się.
Zrobiłam tak jak kazał i poprosiłam go, żeby zaczął się we mnie poruszać. Nie czekałam długo na jego reakcje. Robił to ostro i gwałtownie, składając na moich plecach delikatne pocałunki. W trakcie pchnięć, wziął w usta płatek mojego ucha i zaczął go ssać, przez co nie mogłam jeszcze bardziej stłumić krzyku. Ten facet doprowadzał mnie do obłędu, czułam jak całe moje ciało się pod nim rozpadało.
- Tak bardzo cię kocham.- wycharczał do mojego ucha, wlewając we mnie ciepły płyn.
Rozwiązał delikatnie moje ręce i scałował zaczerwienione miejsca. Syknęłam, piekło jak diabli. Już chciałam na niego nakrzyczeć, że mnie skrzywdził, ale nie umiałam. Kiedy zobaczyłam jego przepraszający wzrok, zapomniałam o tym. W końcu byłam wampirem, rany szybko mi się zagoiły. Wyczerpany, opadł obok mnie. Położyłam się na nim, dysząc równie ciężko jak on. Pocałowałam go w spocone łopatki i wtuliłam w niego swoją twarz.
- Ja też cię bardzo kocham.- wyszeptałam.
*****

 Damon

Usłyszałem te słowa, wypowiedziane przez dziewczynę, której pragnąłem od zawsze. Miałem ochotę ją obrócić w swoją stronę, żeby zobaczyć czy mówiła prawdę. Ale zaraz potem zdałem sobie z tego sprawę, jakby to absurdalnie wyglądało. Trudno mi było się z tym oswoić, że należała tylko do mnie. Była Moja i nie musiałem się z nią dzielić z moim braciszkiem. Elena podciągając się na mnie do góry, przeczesała ręką moje włosy. Przypomniałem sobie, że jeszcze chwilę temu sam je związałem. Wziąłem ręce dziewczyny i zacząłem je gładzić opuszkami palców.
- Nic mi nie jest.- zapewniła mnie.- Zobacz, już się zagoiło.
- Dawna Elena wyzwałaby mnie od psychopaty, którym zresztą jestem.- odparłem.- A ty, tak po prostu mówisz, że nic ci nie jest.
- Otóż to!- ześlizgnęła się ze mnie, przekręcając się na bok i odwracając w moją stronę.- Tamtej Eleny już nie ma.
- Wiesz, że nigdy nie chciałem ci zrobić krzywdy.- spojrzałem w jej brązowe oczy.
- Wiem.- cmoknęła mnie w nos, czym mnie zupełnie zaskoczyła.
- To co teraz będzie? Tak po prostu przedstawisz mnie swoich przyjaciołom, jako swojego chłopaka?
- Tak właśnie zrobię.- powiedziała pewnym głosem.- Zresztą mój brat i tak już wie.- spuściła na dół wzrok, czerwieniąc się na twarzy.
- To mamy jedną osobę z głowy.- uśmiechnąłem się.- Twoje rumieńce mi się nawet podobają.
Przez jakiś czas tkwiliśmy w ciszy, patrząc sobie w oczy. Moje spojrzenie powędrowało na jej idealnie piękne ciało. Pożerałem ją wzrokiem, czując nadchodzące podniecenie. Rzuciłem w jej stronę znaczące spojrzenie. Widziałem jak się znowu speszyła.
- Eleno, wiesz że spełnię każdą twoją fantazję.- powiedziałem, unosząc brew do góry.- Nie musisz się mnie wstydzić. Powiedz, na co masz ochotę?
- Mało ci jeszcze?- szturchnęła mnie w ramię.
- Ciebie? Zawsze.- przewróciłem ją na plecy, wpijając się w jej usta.
Byłem całkowicie pochłonięty pocałunkiem, coraz mocniej napierając na jej usta. Nagle mnie od siebie odepchnęła. Już miałem coś powiedzieć, ale przyłożyła mi palec na usta.
- Ktoś jest w domu.- szepnęła, ledwo wydobywając dźwięk.
Rzeczywiście, miała rację. Teraz sam usłyszałem kroki w salonie. Wstałem z dziewczyny, zakładając na siebie spodnie.
- Poczekaj tu.- pocałowałem ją przelotem w usta.- Zaraz wrócę.
- Ale…- zasłoniłem jej usta i nakazałem, żeby była cicho.
Spełniła moją prośbę z naburmuszoną miną. Więc ruszyłem najciszej jak umiałem w stronę pomieszczenia, z którego dochodziły dźwięki. Zamarłem, gdy zobaczyłem mojego nieproszonego gościa.
- A jednak tu się ukrywasz.- odparł z ironicznym uśmiechem.- Nie masz nic przeciwko, że sam się obsłużyłem.- mówiąc to, wypił haustem zawartość szklanki.
- Klaus.- warknąłem.- Czego jeszcze ode mnie chcesz?
- Wiesz, nie lubię jak ktoś wychodzi z mojego domu bez pożegnania.- nalał sobie drugą porcję szkockiej.- To było bardzo nieuprzejme z twojej strony.
- Nie przyjechałeś tu po to, żeby robić mi wykład z zasad dobrego wychowania.- wysyczałem przez zęby.- Więc, czego chcesz?
- Oj, skąd te nerwy?- odparł radośnie.- Chciałem wiedzieć co robiłeś po ucieczce i kto ci pomógł. Och, czekaj, nie musisz mi mówić, bo doskonale wiem. Kola już należycie ukarałem, zostałeś mi ty i Katherine.
- To po co ta gadka?- spytałem wytrącony z równowagi.- Nie lepiej od razu, wbić mi kołek w serce?
- Hmm, kusząca propozycja.- podrapał się po brodzie.- Ale najpierw musisz coś dla mnie zrobić.
- Nie jestem ci niczego winien.- burknąłem.- Załatwiaj sam swoje sprawy.
- Taki jesteś mądry?- Pierwotny w jednej sekundzie przygwoździł mnie do ściany, łapiąc za gardło.- Jeśli mi nie pomożesz, to poniesiesz tego konsekwencje, rozumiesz?
- Idź do diabła!- wykrzyczałem mu w twarz. Widziałem jak Klaus się wkurzył, cały aż kipiał ze złości. Włożył rękę w moją klatkę piersiową, ściskając serce.
- Znajdź.Katherine.- wycedził każde słowo bardzo dokładnie.- Masz czas do jutra.
- Nie!- wychrypiałem, zaciskając zęby z bólu.
Kątem oka zobaczyłem schodzącą Elenę po schodach. Kurwa, on też ją usłyszał. Wykorzystując moment nieuwagi hybrydy, odepchnąłem go od siebie. Złapałem kawałek drewna z kominka, wymierzając nim w niego. Jednak był szybszy i wbił mi je milimetr od serca.
- Damon!- usłyszałem przeraźliwy krzyk dziewczyny, która biegła w moją stronę.
- Witaj Eleno.- Klaus zagrodził jej przejście.- Widzę, że gołąbeczki się zeszły.
- Coś ty zrobił?!- krzyczała.
- Spokojnie, twój kochaś żyje.- zapewnił ją.- A co u drugiego Salvatora? Wie, że tak sobie pod jego nieobecność baraszkujecie?
- Chyba nie myślisz, że będę ci się z tego tłumaczyć.- odparła Elena.
- Nie każę ci się spowiadać.- pogłaskał ją po ramieniu, Elena strząsnęła jego dłonie, cały czas zerkając w moją stronę. A ja byłem bezradny, nie mogłem jej pomóc.- Stefan. Stefan jest na wakacjach z moją malutką siostrzyczką i z tego co wiem, bardzo dobrze się bawią.
- Stefan jest z Rebeką?- dziewczyna się zdziwiła, a na jej twarzy widać było…złość? rozczarowanie?
- Właśnie tak.- powiedział usatysfakcjonowany Klaus.- Przeszkadza ci to? Chciałaś mieć ich obu dla siebie? Pewnie chciałaś być taka sama jak Katherine.
- Nie jestem taka sama, jak ta suka!- oburzyła się, wymijając go.
Podeszła do mnie i pogłaskała mnie czule po policzku.
- Wszystko w porządku?- zapytała z troską.
- Drewno.- wyszeptałem.- Wyjmij je.
Elena klęknęła obok, pochylając się nade mną. Trzęsącymi rękoma, złapała delikatnie, a zarazem stanowczo za wystający kawałek drewna w moim ciele. Wyciągnęła to cholerstwo ze mnie szybko, pomagając mi usiąść. Przyciągnęła mnie do siebie, głaszcząc po włosach.
- Salvatore.- powiedział Pierwotny,  udając się w stronę drzwi.- Wiesz co masz robić. Także czekam do jutrzejszego wieczora. Zegar tyka.- i ulotnił się.
- Twoje niedoczekanie.- wysyczałem próbując wstać, ale miałem za mało siły.
- Nie ruszaj się.- nakazała mi dziewczyna.- Przyniosę ci krew, a potem wszystko mi  opowiesz.
Tak, jak miałem niby jej powiedzieć o Katherine? Przecież znienawidziłaby mnie. Ale w jej spojrzeniu też było coś dziwnego, kiedy Klaus mówił o Stefanie. O co tu do cholery chodziło?
- Proszę.- przysunęła mi worek z krwią, który od razu opróżniłem.- Czujesz się już lepiej?
- Tak, jestem zdrowy jak ryba.- odparłem, posyłając jej uśmiech.
- To dobrze. Bo mamy do pogadania.- powiedziała stanowczo, krzyżując ręce na piersi i siadając w fotelu.
- A o czym tu gadać? Klaus jak zwykle musiał sobie znaleźć rozrywkę, to przyjechał tu nas gnębić. To wszystko.- skwitowałem.
- Słyszałam waszą rozmowę.- wycedziła każde słowo, przeszywając mnie wzrokiem.- Co masz wspólnego z Katherine? Dlaczego jej nie zabiłeś, jak miałeś ku temu okazję?
- A ty? Co masz wspólnego z moim bratem?- odbiłem piłeczkę.- Dlaczego tak cię zezłościła wiadomość, że jest z Rebeką?
- To co innego.- burknęła.- Przecież wiesz jaka jest Rebekah. Ja…się po porostu o niego martwię.
- Martwisz?- prychnąłem.- A może ty go nadal kochasz? Czyżbym znowu był dla ciebie tylko zabawką? Powiedz prawdę!- złapałem ją za ramiona, uważnie lustrując jej twarz.
- Nie sądzisz, że marnujemy czas głupią gadką?- zmieniła temat.- Powinniśmy zacząć szukać Katherine i oddać ją w ręce Klausa.
- Odpowiedz na pytanie, zamiast zmieniać temat.- potrząsnąłem jej ramionami, zaciskając na nich palce.
- To boli.- załkała.- Puść mnie! Chcesz znać prawdę, tak? Więc ci powiem, ale może najpierw byś przestał mnie krzywdzić!
- Przepraszam.- puściłem ją, widząc łzy w jej oczach.- Zamieniam się w słuch.
- Stefan to już przeszłość. Za dużo nas dzieli, za dużo rzeczy uległo zmianie. Nie dogadywaliśmy się i ciągle kłóciliśmy o jakieś bzdety. Byliśmy ze sobą z przyzwyczajenia, nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się taka samotna i niezrozumiana. Jemu też było ciężko, dusił się w tym związku.- powiedziała na jednym wydechu.- Pytałeś, dlaczego tak się przejęłam tym, że jest z Rebeką? A więc ci powiem. Stefan jest dla mnie nadal ważną osobą, ale traktuję go jak przyjaciela i nie chciałabym, żeby cierpiał. Rebekah, nie jest odpowiednią kobietą dla niego. To tyle.
- Czyli już go nie kochasz?- spytałem mając nadzieję, żeby tak było.
- Kocham, ale nie tak jak ciebie. Przecież powiedziałam przed chwilą, że jest dla mnie jak przyjaciel i nikt więcej.- oznajmiła, po czym uniosła brew do góry.- To jak było z Katherine?
- Katherine? Przypadkiem ją spotkałem w barze. Później mnie śledziła i stąd wiedziała o tym, że byłem w niewoli u Klausa.- skwitowałem, mając nadzieję, że to wystarczy i nie będzie się pytała o więcej szczegółów.
- I to dlatego jej nie zabiłeś? Bo ci pomogła.- stwierdziła.
- Nie zabiłem jej, bo uciekła. Pierwsze co zrobiłem, to uwolniłem ciebie. Kiedy się odwróciłem, jej już nie było. Wiesz jaka ona jest, zawsze ucieka.- kłamałem, cholera właśnie okłamywałem Elenę, ale nie mogłem jej powiedzieć prawdy, nie teraz.
- Wiesz gdzie jest teraz?- dopytywała się, nie dając za wygraną.
- A skąd mam niby to wiedzieć? Nie kontaktuję się z nią.- warknąłem.
- To jak niby ją znajdziemy?- nerwowo chodziła po pokoju, trzymając się za głowę.
- Nie znajdziemy jej, bo nie będziemy jej szukać.- podszedłem do niej i złapałem ją za ręce.
- Musimy ją znaleźć!- wyrwała ręce z mojego uścisku.- Słyszałeś co mówił Klaus, poniesiesz konsekwencje. Chodź!
- Gdzie?- spytałem zbity z pantałyku.
- Jak to gdzie? -spojrzała się na mnie, jak na idiotę.- Szukać tej suki!
- Elena, uspokój się.- przyciągnąłem ją do siebie, zamykając w żelaznym uścisku.- Nie przejmuj się tym co mówił Klaus.- głaskałem ją po plecach, chowając nos w jej włosach.- Chyba musimy coś dokończyć. Nie sądzisz?
- Damon!- odepchnęła mnie od siebie.- Ogarnij się! Jak możesz myśleć tylko o jednym, kiedy tu chodzi o twoje życie?! Nie chcesz jej szukać? W porządku, a więc idę sama.- odparła, udając się do wyjścia.
- Elena…- odparłem bezradny, ale jej już nie było. Słyszałem jak odpaliła samochód i odjechała.

*****

Caroline

Bardzo się cieszyłam  z powrotu Bonnie. Wydawało mi się jakbym jej wieki nie widziała. Miałam jej tyle do powiedzenia. Wiem, że rozmawiałam z nią ciągle przez telefon, ale to nie było to samo. Kiedy tak się patrzyłam na wściekłą minę Eleny, żałowałam że ją wzięłam ze sobą na lotnisko. Ale pomyślałam, że naszej przyjaciółce będzie miło jak zobaczy nas obie.
- Rozchmurz się!- dałam jej sójkę w bok.- Nie możesz się wiecznie dąsać.
- To nie tak, że się nie cieszę z przyjazdu Bonnie.- odparła.- Tylko mam inne sprawy na głowie i ty bardzo dobrze o tym wiesz.- spojrzała się na mnie oskarżającym wzrokiem.
- Elena, daj spokój.- powiedziałam.- Zrobiłaś wszystko, co mogłaś żeby ją znaleźć. Poświęciłaś na to calutki dzień. A poza tym to dotyczy Damona, więc niech on się o to martwi.
- No właśnie to dotyczy Damona.- warknęła.- A tak się składa, że on jest teraz ważną osobą w moim życiu i nie chciałabym go stracić.
- Ale to on nawarzył piwo i powinien sam je wypić.- rzekłam spokojnym głosem.- Po co ciebie w to mieszał? Czy już wystarczająco się nie wycierpiałaś przez Katherine?
- Taaa, on nawet palcem nie kiwnął.- burknęła.- Jest taki lekkomyślny. Uważa, że Klaus tylko tak gadał i ja też nie mam się tym przejmować.
- Oj, kochana.- objęłam ją ramieniem, przytulając mocno do siebie.- Że też akurat musiałaś się zakochać w kimś takim.
- Serca nie da się oszukać.- uśmiechnęła się blado.
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. To był telefon Eleny, który dzwonił już chyba z 20 raz od kiedy tu byłyśmy. Dziewczyna nawet nie zareagowała, tylko udawała, że go nie słyszała.
- To Damon, prawda?- spytałam, choć doskonale znałam odpowiedź.
- A któż by inny?- wyrwała się z moich objęć, nerwowo chodząc w kółko i zaciskając dłonie w pięść.
- Dlaczego nie odbierzesz?- zapytałam.
- Niby po co? Żeby usłyszeć po raz setny jaką jestem głupią idiotką, że szukam Katherine i tym samym narażam swoje życie?!- krzyknęła, wytrącona z równowagi.
- Ciii. Już dobrze. - przytuliłam ją do siebie.- Wiesz co ci dobrze zrobi? Imprezka! Tak, tak zrobimy powitalne przyjęcie dla Bonnie.- powiedziałam uradowana.
- Sama nie wiem.- rzekła.- To dzisiejszego wieczora Klaus chciał dostać Katherine.
- Elena, przestań! Nie możesz przez cały czas o tym myśleć.- powiedziałam zirytowana, po czym krzyknęłam radośnie.- Bonnie!!!
Jak tylko zobaczyłam moją przyjaciółkę przeciskającą się przez tłumy. Podbiegłam do niej i rzuciłam jej się na szyję. Brązowooka dołączyła do mnie.
- Dziewczyny, ja też się cieszę, że was widzę.- wysapała mulatka.- Ale jak za chwilę mnie nie puścicie, to mnie udusicie.
- Przepraszamy.- odparłam jednocześnie z Eleną i wszystkie trzy wybuchłyśmy śmiechem.
Pomogłyśmy jej z walizkami i udałyśmy się do wyjścia. Bonnie przez całą drogę opowiadała nam czego się nauczyła. Kiedy o tym mówiła, aż oczy jej się iskrzyły. Była taka szczęśliwa, że znowu mogła praktykować magię i do tego posiadała więcej umiejętności. Po 15 minutach jazdy, dojechałyśmy do domu mulatki. Chciała się najpierw rozpakować i odpocząć po podróży.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- oznajmiła Bonnie, rozkładając się na kanapie.
- Jest południe, więc mam nadzieję, że porządnie wyśpisz się i odpoczniesz. Bo dzisiejszego wieczora zabalujemy i nie rób takiej samej miny jak Elena.- pogroziłam jej palcem.- To będzie malutkie przyjęcie w gronie najbliższych, nic wielkiego. Przysięgam.
- Wiem, że i tak z tobą nie wygram. Więc o której to przyjęcie?- ziewnęła, ściągając wysokie szpilki ze stóp.
- O 20. Pasuje wam?- spojrzałam się na dziewczyny.
- Okeeej.- odparła zmęczonym głosem brunetka.
- Elena?- spytałam się dziewczyny, która od przyjazdu Bonnie była nieobecna.
- Co?- spojrzała się na mnie ze zdziwieniem.
- Impreza, dziś o 20.- wytłumaczyłam.- Przyjdziesz?
- Ach, impreza.- odparła wypranym z emocji głosem.- Już nie mogę się doczekać.- dodała z sarkazmem.
- Elena, co się dzieje?- spytała Bonnie.
- Nic, nic.- zaprzeczyła.- Odpoczywaj. Jeremy się z pewnością ucieszy, jak cię zobaczy.
- Tego nie byłabym taka pewna.- rzekła zmieszanym głosem.- Pokłóciliśmy się i to dosyć ostro.
- Ale jak to się pokłóciliście? O co? Dlaczego dopiero teraz nam o tym mówisz? - dopytywałam.
- Powiem wam wszystko później. Obiecuję.- zapewniła mulatka.- A teraz naprawdę chciałabym się zdrzemnąć.
- Tak, tak.- powiedziałam, ciągnąc Elenę za rękę.- To my już nie przeszkadzamy. Widzimy się u mnie. Paaa.

*****

Elena

Wyciągnęłam z szafki kubki do których wsypałam trochę kawy. Wstawiłam wodę i oparłam się o parapet, rozmyślając o wszystkim co się działo w ciągu ostatnich kilku dni. Ta cała sprawa z Klausem nadal nie dawała mi spokoju. Miałam złe przeczucia. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk gotującej się wody.
- Jeremy!- krzyknęłam, stawiając kubki z parującą kawą na stoliku.
- Pali się?- spytał zirytowany.
- Usiądź.- nakazałam spokojnym głosem.- Chciałam z tobą porozmawiać.
- A musimy?- spytał, wykrzywiając usta w grymasie niezadowolenia.
- Tak.- odparłam stanowczym głosem.- A więc o co chodzi z Bonnie?- wypaliłam prosto z mostu.
- Nie no. Serio?- rzucił wkurzony.- A ty? Czemu jesteś w domu od dwóch dni?
- Nie chcę cię oceniać.- zaczęłam. -Po prostu chciałam się dowiedzieć, dlaczego się pokłóciliście.
- Daj mi spokój!- wyszedł z kuchni, nie obdarowując mnie nawet spojrzeniem.
- Hej, przepraszam.- powiedziałam, siadając obok niego na miękkim puchowym dywanie, który znajdował się w jego pokoju.- Masz rację, to nie jest moja sprawa. Sama nie jestem lepsza i nie żyję w idealnym związku. Zgoda?- dałam mu sójkę w bok.
- Pewnie, że zgoda.- oddał mi, śmiejąc się przy tym.
- Caroline urządza dziś imprezkę u niej w domu o 20.- oznajmiłam.- Masz ochotę się wybrać?
- Raczej nie.- posmutniał.- Ale ty, jak chcesz to idź!
- No coś ty.- odparłam z uśmiechem.- Miałabym cię zostawić samego?
- Naprawdę poradzę sobie.- zapewnił mnie.- No chyba, że nie zdążysz się przygotować w ciągu pół godziny.
- Haha, bardzo śmieszne.- wytknęłam mu język.
Nagle usłyszałam kroki na ganku. Zdziwiłam się, było słychać jakby ktoś się zakradał. Postanowiłam to sprawdzić.
- Zaraz przyjdę.- oznajmiłam i wyszłam z pokoju brata.
Schodziłam cicho po schodach, nasłuchując intruza. Domyślałam się, że to nie był nikt z moich przyjaciół. Dziwne- pomyślałam. Teraz niczego nie słyszałam, nie czułam też niczyjej obecności. Może tylko mi się wydawało? Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież. Wyszłam z domu, rozglądając się po bokach. Obeszłam dokładnie na około cały dom, ale nikogo nie widziałam. Kiedy chciałam wejść do środka, zostałam brutalnie przyciśnięta do ściany. Przestraszyłam się, gdyż rozpoznałam napastnika i to nie był mój wampir, który lubił robić mi takie niespodzianki. Próbowałam go odepchnąć, ale zbyt mocno mnie trzymał.
- Widzę, że nie dotrzymaliście umowy.- warknął Klaus.- To było bardzo nierozsądne ze strony Damona, zostawiając cię bez opieki.
- Szukałam jej.- powiedziałam bezradna.- Ale zapadła się pod ziemię.
- To już nie mój problem.- odparł beznamiętnym głosem.- Dałem wam czas.
- Jak widać za mało.- odszczekałam, ale zaraz tego pożałowałam.
 Niespodziewanie odwrócił mnie w swoją stronę, zbliżając swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. Był wściekły, cholernie wściekły. Miał oczy czarne, którymi wywiercał mnie na wylot. Jedną ręką ścisnął moją twarz, a drugą złapał w pasie podtrzymując, żebym nie uciekła.
- To gdzie się ukrywa twój kochaś?- spytał, uważnie lustrując moją twarz.
- Nie wiem.- wyjąkałam.- A nawet jeśli bym wiedziała, to i tak bym ci nie powiedziała.
- Ty suko!- krzyknął, rzucając mnie na ścianę.
 Krzyknęłam z bólu, gdy usłyszałam gruchot łamanych kości. Moich kości. Z mojego lewego boku lała się krew, a w udo wbiła mi się krawędź ławki. Nie mogłam się ruszyć. Moje serce łomotało ze strachu, kiedy widziałam kątem oka zbliżającego się w moją stronę Pierwotnego. Modliłam się o jakiś cud. Jakikolwiek.
- Pamiętasz, jak mówiłem, że Damon poniesie konsekwencje jak nie dostarczy mi Katherine?- wysyczał, podnosząc mnie brutalnie z ziemi. Głośno jęknęłam.
- Pamiętam.- wyszeptałam, czując napływające łzy do moich oczu.- To co zamierzasz ze mną zrobić?
- Zabić cię.- wycedził szyderczo się uśmiechając.
To chyba było jakieś zrządzenie losu. Miałam zostać ponownie zabita? Dlaczego Damon jej wtedy nie zabił? Nie miałam sił, żeby się bronić. Poza tym i tak bym z nim nie wygrała, nie mając przy sobie kołka z białego dębu. Zobaczyłam, jak odłamał kawałek poręczy z ławki i wymierzył go w moją stronę. Zamknęłam oczy, przygotowując się na najgorsze.
- Co łotrze robisz mojej siostrze?- usłyszałam zaniepokojony głos mojego brata. Nie, nie tylko nie Jeremy.
- O, młody Gilbert.- odparł usatysfakcjonowany Klaus. Puścił mnie i zmaterializował się przed nim.
- Zostaw go!- wycharczałam.- On nie ma z tym nic wspólnego.
- To zaraz może mieć.- uśmiechnął się cynicznie.
Doczołgałam się po ziemi, ciągnąc Pierwotnego za nogawkę i błagając go, żeby go oszczędził. Ach, ta nieszczęsna noga- przeklęłam w duchu. Strasznie mnie bolała i wolno się goiła. Jak na złość zapomniałam się pożywić. Hybryda jednak zmiażdżył butem moją dłoń, uśmiechając się. Znowu zawyłam z bólu, upadając z powrotem na ziemię. Zobaczyłam, jak Jeremy kucnął obok mnie, czule głaskając. Odpowiedziałam mu wdzięcznym uśmiechem za troskę.
- Zabawne, jak rodzeństwo się o siebie martwi.- podrapał się po brodzie.- A jeszcze nie tak dawno, nie lubiłeś wampirów, prawda?- zwrócił się do mojego brata.
- Co masz do mojej siostry?- zignorował go.
- Do niej? W sumie to nic, ale od kiedy sypia ze starszym Salvatorem. Stała się tak samo winna jak on.- wytłumaczył, podchodząc do nas.
- Więc zostaw ją w spokoju.- odparł błagalnym głosem.- Ukarz Damona.
- Zrobiłbym to z miłą chęcią, ale zniknął.- wzruszył beznamiętnie ramionami.- A ktoś musi ponieść konsekwencje i wypadło na nią. No chyba, że chcesz zająć jej miejsce?
- Zabij mnie, oszczędź go.- mówiłam łamiącym się głosem.- Pamiętasz, chciałeś się zemścić na mnie, za to że stałam się wampirem i nie mogłeś już tworzyć więcej hybryd.
- To jest doprawdy wzruszające.- uklęknął przede mną.- Ale mam inne plany. Chcę, żebyście bardziej cierpieli.
W ułamku sekundy wstał z ziemi i wziął do ręki kawałek drewna. Przerzucał go z ręki do ręki i patrzył się raz na mnie, a raz na mojego brata. Wyglądało jakby robił wyliczankę, kogo z nas zabić.
- Jeremy, do domu!- nakazałam.- Szybko!
- A co z tobą?- złapał mnie pod ramię, próbując mnie podnieść.
Nagle, Pierwotny oderwał go ode mnie i rzucił na ziemię. Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyłam niczego zrobić, nawet krzyknąć. Klaus jednym szybkim ruchem, pozbawił Jeremiego głowy. Otworzyłam usta, lecz z mojego gardła nie wydostał się żaden dźwięk. Łzy spływały po moich policzkach. Nie wierzyłam w to co widziałam. Miałam nadzieję, że to był koszmar, a ja się zaraz z niego obudzę.
- Padło na niego.- powiedział spokojnym głosem.- Myślę, że to była wystarczająca przestroga. Do zobaczenia wkrótce Eleno.- rozpłynął się w powietrzu. A ja nadal patrzyłam z rozdziawioną buzią na ciało mojego brata.
- Jeremy!!!- niespodziewanie krzyknęłam na całe gardło łamiącym się głosem.- Nie! Nie! Nie!


piątek, 14 marca 2014

Rozdział IX

Strasznie przepraszam za brak nowych wpisów... jest mi wstyd. Ostatnio moje życie przewróciło się do góry nogami i jestem ciągle w biegu :( Nauka, praca, dom :P Jednak nie ma tego złego, bo coś udało mi się naskrobać. Mam nadzieję, że nikogo z Was nie zawiodłam ♥

Elena

Ciemność, samotność, strach i ból, który z każdym kolejnym słowem czarownicy nasilał się coraz bardziej w mojej klatce piersiowej, uniemożliwiając mi oddychanie. Dlaczego to tak długo trwało? Czemu nie mogła od razu przebić mnie kołkiem? Naprawdę musiałam umierać powolną i bolesną śmiercią? Po jakimś czasie męki, straciłam przytomność i odpłynęłam w czeluście mroku. Czułam jak moje ciało robiło się lekkie, a moja dusza unosiła się do góry, jakby była jakimś piórkiem. Momentalnie pojawił się spokój, cisza, a przede wszystkim wszystkie moje zamartwienia odleciały. Nie bałam się już. Miałam nadzieję, że pod drugiej stronie spotkam osoby, które straciłam i których bardzo mi brakowało. Dryfowałam w powietrzu, aż wylądowałam na ziemi. Znalazłam się w jakimś lesie, po mimo tego, że nikogo nie widziałam, nie czułam się samotna. Szłam ścieżką, jedyną jaka tam była. Po kilku, może kilkunastu minutach dotarłam do małej chatki. Niepewnie podeszłam do drzwi i lekko w nie zapukałam. Nikt nie odpowiedział, więc popchnęłam je i weszłam do środka. Domek był ciepły i przytulny, jednak nikogo w nim nie było. Zrezygnowana, postanowiłam go przeszukać. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że korytarz był długi i zdawał się nie mieć końca, a w nim znajdowało się nieskończenie wiele wejść do innych pomieszczeń.
- Halo? Jest tu ktoś?- zawołałam, lecz odpowiedziało mi tylko echo.
Opadłam na podłogę, gdyż wydało mi się bezsensowne chodzenie i szukanie nie wiadomo czego. No właśnie, czego szukałam? Co chciałam znaleźć? Przecież nawet nie wiedziałam co tu robiłam. Nogi same mnie poniosły i przyprowadziły do tego miejsca. Nagle z rozmyślań, wyrwał mnie tak dobrze znany mi głos mojej mamy. Boże, ona naprawdę tu była. Mogłam ją dotknąć, zobaczyć i z nią rozmawiać. Bez namysłu, rzuciłam jej się na szyję. Tak dobrze było znaleźć się w jej ramionach. Łzy szczęścia ciekły mi po policzku, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
- Mamo! Co to za miejsce? Dlaczego nikogo nie ma?- spytałam.
- Kochanie, to jest druga strona, ale nie możesz nikogo zobaczyć, bo jeszcze nie umarłaś. Jesteś po między jedną, a drugą stroną.- wyjaśniła mi spokojnie.
- A więc dlaczego ciebie widzę?- wzięłam ją za ręce i mocno dociskałam do mojego policzka. Uwielbiałam, kiedy mnie w ten sposób dotykała. To było cudowne czuć jej ciepło.
- Usłyszałam cię i musiałam cię zobaczyć. Nie zostało ci dużo czasu.- posmutniała, a z jej oka poleciała jedna samotna łza. Starłam ją kciukiem i wtuliłam się w jej ciało.
- Co to znaczy? Skąd to wiesz?- dopytywałam.
- Słoneczko, takie rzeczy się czuje. A ty nadal walczysz, walczysz o życie.- oznajmiła spokojnym głosem.
- W takim razie, nie chcę już walczyć. Chcę tu zostać, z tobą, tatą, ciocią Jenną, Alarickiem i wieloma innym osobami.- powiedziałam pewnym głosem.
- Tylko, że to nie zależy od ciebie.- pogłaskała mnie po policzku, po czym rozpłynęła się w powietrzu.
Spanikowana, zaczęłam biec przed siebie i wołałam ją, ale bez skutku. Nie chciałam się z nią rozstać, nie zdążyłam z nią nawet porozmawiać. Zrozpaczona, upadłam na ziemię, zanosząc się płaczem.
- Mamo! Gdzie jesteś? Nie zostawiaj mnie! Potrzebuję cię.- krzyczałam zdesperowana.
Zamknęłam oczy i poczułam, jakby moje ciało się przemieszczało. Znowu latałam. Nagle, ktoś mnie złapał w ramiona i kołysał delikatnie głaszcząc mnie po plecach i uspokajając. Na początku, nie mogłam w to uwierzyć, czyj głos usłyszałam, czyje ręce mnie tuliły do siebie, czyj zapach czułam. Jak mnie znalazł? W jaki sposób wyciągnął mnie stamtąd? Kiedy się już trochę uspokoiłam, odsunęłam go od siebie, otworzyłam oczy i spojrzałam na jego zatroskaną twarz. Ocierał kciukiem płynące łzy z moich oczu i przyglądał mi się uważnie. Chciał coś powiedzieć, ale widać było, że się powstrzymał. Ja też miałam trudności z otworzeniem ust, nadal nie dowierzałam.
- Damon.- szepnęłam, ledwo słyszalnym głosem.- Co się ze mną stało? Dlaczego tu jesteś?
- Wytłumaczę ci wszystko później.- stwierdził.- Jak się czujesz?
- Dziwnie. Czuję się, jakbym miała zaraz znowu unieść się do góry, jakbym nie do końca się obudziła i nadal dryfowała. A wiesz co w tym wszystkim jest najdziwniejsze? Nic z tego nie pamiętam, zupełna pustka. Ale wiem jedno, tam gdzie byłam, czułam się szczęśliwa, wolna i kochana.- powiedziałam całkiem szczerze.
Widziałam zmieszanie na jego twarzy. Pewnie nic z tego nie rozumiał, ba! ja sama nic z tego nie rozumiałam. Nie mogłam sobie nawet przypomnieć o czym śniłam. O ile to był sen. Już niczego nie byłam pewna. Co to było? Ale to nie było moje pierwsze takie uczucie, tak samo się czułam się, kiedy umarłam i zamieniłam się w wampira. Więc może byłam właśnie po drugiej stronie, może spotkałam tam wszystkich, których tak bardzo mi brakowało? Przez to całe rozmyślanie zupełnie zapomniałam o Damonie, o tym, że był tu. Podszedł do mnie i dokładnie okrył kołdrą.
- Jesteś za słaba. Powinnaś odpoczywać, aż nabierzesz sił.- powiedział, gdy próbowałam się podnieść.
- Skąd wiedziałeś, że jestem w niebezpieczeństwie? Byłeś w pobliżu? Nie zwiedzałeś świata, jak mówiłeś? Jakim cudem ja żyję? Co z Alice? Czy Katherine jest martwa?- spytałam, uważnie lustrując jego twarz.
- Zadajesz za dużo pytań naraz.- posłał mi uśmiech.
Przez moment, wpatrywałam się w niego jak zaczarowana. Wiedziałam, że musiałam mu powiedzieć prawdę, powiedzieć co do niego czułam. Nie pozwolę mu już odejść nigdy więcej- pomyślałam.
- Cieszę się, że tu jesteś.- rzekłam, chwytając go za rękę.
- Ja też.- pochylił się nade mną i pocałował mnie w czoło.
Dopiero teraz zauważyłam, że miałam na sobie ubraną moją ulubioną piżamę i byłam czysta. Skrzywiłam się lekko, spoglądając na mój strój.
- Byłaś w opłakanym stanie, dlatego napoiłem cię krwią, umyłem i przebrałem.- wytłumaczył, ubiegając moje pytanie.- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
- Nie.- wyjąkałam zmieszana.- Oczywiście, że nie.
- Zresztą i tak, nieraz widziałem cię nagą, więc tym bardziej nie powinno ci być głupio.- uniósł brew do góry.
No, tak. Mój, stary kochany Damon. Cholera, jak bardzo mi go brakowało.
- Na długo przyjechałeś?- spytałam z nutką nadziei.
- Nie wiem.- wstał i wzruszył beznamiętnie ramionami, odwracając się w stronę okna.
- Damon?-momentalnie odwrócił się w moją stronę.- Dziękuję, że mnie uratowałeś.
- Polecam się na przyszłość.- odpowiedział, po czym dodał z nutką sarkazmu w głosie.- Jakże mogłoby być inaczej, przecież jestem twoim osobistym bodyguardem, nie? Także, nie martw się, zawsze będę w pogotowiu.
- Damon…- poczułam ukłucie w środku. To prawda, kiedy działała mi się krzywda, on mnie zawsze ratował, ale wcale tak o nim nie myślałam. Zabolały mnie jego słowa.- Ja wcale tak nie myślę!- odparłam zdecydowanym głosem.- Przecież wiesz, że jesteś dla mnie kimś więcej.
- Taa.- prychnął.- Jesteś zmęczona, powinnaś odpocząć.- już miał odejść, kiedy ścisnęłam mocno jego dłoń.
- Nie zostawiaj mnie.- szepnęłam błagalnym głosem.- Połóż się obok mnie, proszę.
- To chyba nie jest najlepszy pomysł.- burknął, próbując wyswobodzić się z mojego uścisku.
- Potrzebuję cię nie tylko wtedy, kiedy jestem w tarapatach. Nie masz nawet pojęcia, przez co ja przechodziłam, kiedy cię nie było. Straciłam chęć do życia. Moje życie bez ciebie jest puste.- wyszeptałam, czując wzbierające się łzy do moich oczu.- Nie zostawiaj mnie ponownie.
Moje słowa na niego podziałały, odwrócił się w moją stronę, po czym opadł na łóżko. Przyciągnął mnie do siebie, w efekcie czego wylądowałam na jego torsie. Wtuliłam się w jego ciało, mocno go obejmując, jakbym bała się, że zaraz odejdzie. Na początku leżał w bezruchu, jednak po jakimś czasie, odwzajemnił uścisk i objął mnie ramieniem. Poczułam ulgę i szczęście. Chciałabym móc, tak leżeć przez całą wieczność, ale zmęczenie wzięło górę i zasnęłam.


*****

Damon

Spojrzałem na brunetkę wtuloną w moje ciało. Oddychała miarowo, a na jej twarzy zagościł uśmiech i spokój. Najdelikatniej jak umiałem, oderwałem jej ręce, które były zaciśnięte na mojej koszuli. Nie mogłem, nie dawałem rady tego dłużej wytrzymać. Musiałem natychmiast stąd wyjechać. To normalne, że się ucieszyła na mój widok, w końcu byliśmy wyjątkowymi przyjaciółmi. Ale to Stefan był ten dobry, to on był jej prawdziwą miłością. Tylko gdzie on się do cholery podziewał? Wstałem z łóżka i zarzuciłem na siebie skórzaną kurtkę. Usłyszałem jak niespokojnie zamruczała. Spojrzałem w jej stronę i kiedy się tak na nią patrzyłem, przypomniałem sobie słowa jakie powiedziała. Ona mnie kochała. Mnie? Przecież to było niedorzeczne. Gdyby tak było, nie wybrałaby mojego młodszego braciszka. Szybko odgoniłem od siebie te myśli. Podszedłem do okna i wyskoczyłem przez nie. Przechadzając się ulicami miasteczka przez cały czas dudniły mi w uszach jej słowa. Próbowałem je wyrzucić z mojej głowy, jednak bezskutecznie. Jakaś nieznana siła ciągnęła mnie do niej. Kazała mi wrócić i zostać z nią. Co się ze mną działo? Normalnie się tak nigdy nie zachowywałem. Salvatore, opanuj się!- ganiłem się w myślach, kierując swoje kroki do baru. Whiskey powinno mi rozjaśnić umysł, musiałem przestać o tym myśleć. Nie zdążyłem nawet zauważyć, jak szybko znalazłem się przed Grillem. Przecisnąłem się przez tłumy ludzi i usiadłem na stołku barowym.
- Whiskey, raz.- rzekłem do barmana stojącego do mnie tyłem.
- Damon?- spytał zdziwiony chłopak, gdy się odwrócił w moją stronę.- Kiedy przyjechałeś? No proszę, na jak długo tym razem zagości nasz stały klient?
- Jeszcze dziś wyjeżdżam.- skwitowałem.- To jak Mutt podasz mi tego drinka?
- Matt, mam na imię Matt.- poprawił mnie blondyn, nalewając trunku do szklanki.
- Matt, Mutt, jeden diabeł.- wzruszyłem ramionami, upijając duży łyk alkoholu.
- Jak zwykle jesteś bardzo miły.- burknął.
- To twoja praca, żeby być uprzejmym dla klientów i szczerzyć zęby.- odparłem.- Ode mnie tego nie wymagaj.- wypiłem resztę, po czym wskazałem, żeby nalał mi następną.
- Elena wie, że jesteś?- zignorował moją odpowiedz, zaczynając mówić o dziewczynie, o której chciałem zapomnieć. Ma chłopak wyczucie czasu, nie ma co.
- Wie.- uciąłem.- A co, aż tak bardzo tęskniła za mną?
- No wiesz, od kiedy zerwała ze Stefanem, chodziła jak cień i zaszyła się w domu. Wychodziła z domu tylko wieczorami, żeby napić się w barze. Piła na umór.- posmutniał i dodał.- W takim stanie jej jeszcze nie widziałem. Wszystkich od siebie odtrąciła. Damon, ona się staczała.
- Zerwała z moim braciszkiem?- spytałem zbity z pantałyku. Nie mogłem w to uwierzyć, jak taka idealna para mogła się rozstać. Kurwa, było gorzej, niż myślałem. Elena nie piła, miała za słabą głowę.-Co tu się wydarzyło podczas mojej nieobecności? Powiedz mi wszystko i przy okazji, nalej mi jeszcze!- rozkazałem.
- Okeej.- rzekł zmieszany.- A więc…nie rozmawiałem z nią tak otwarcie jak Caroline. Dlatego nie mam pojęcia, jak to się stało, że się rozstali, czy mieli jakiś błahy powód, czy poszło o coś poważniejszego. Ale mam oczy i widzę, co się dzieje dookoła.
- Nie owijaj w bawełnę, tylko mów wszystko co wiesz.- powiedziałem zirytowany. Wiedziałem, że coś przede mną ukrywał.
- Koleś, wyluzuj.- odparł.- Dlaczego sam się jej o to nie zapytasz?
- Koleś? Serio?- prychnąłem, po czym złapałem go za koszulę i podniosłem do góry.- Co zataiłeś przede mną?- spytałem, rzucając w niego wściekłe spojrzenie.
- Zostaw go!- krzyknęła Blondi, która mnie oderwała od niego.- Matt ma racje, powinieneś porozmawiać z Eleną.
- Nikt mi nie będzie mówił co mam robić.- burknąłem i udałem się do wyjścia.
- Uratowałeś ją wczoraj. Gdyby nie ty, ona by już nie żyła!- krzyknęła Caroline za mną.- Miej to na uwadze i nie zachowuj się jak gówniarz. Musicie sobie wszystko wyjaśnić.
- Od kiedy to się przejmujesz naszymi relacjami?- zmaterializowałem się przed nią.- Przecież to Stefan jest twoim przyjacielem, mnie nie lubisz.
- Nie przejmuję.- westchnęła.- Elena to moja przyjaciółka i nie mogę patrzeć jak cierpi. Naprawdę nie wiem, co ona widzi w takim dupku.
- Cierpi, bo zerwała ze Stefanem.- skwitowałem.- Koniec tematu.
Wyszedłem zirytowany z baru. Co za ludzie? Oskarżają mnie jakbym był temu wszystkiego winien. Jak zwykle wszystko źle zrozumieli. W wampirzym tempie pobiegłem w stronę posiadłości. Musiałem wszystko na spokojnie przemyśleć i zastanowić się co dalej z tym zrobić.

*****

Caroline

Już od godziny próbowałam się dodzwonić do Eleny. Chciałam jej powiedzieć o tym, że Damon był jeszcze w mieście. Miała szansę z nim porozmawiać i wkuć mu do jego zakutego łba, jaki był dla niej ważny. Dlaczego musiała wyłączyć telefon? Dźwięk gwiżdżącego czajnika, wyrwał mnie z rozmyślań. Szybko go wyłączyłam i zaparzyłam kawę. Wzięłam kubki i zaniosłam je do pokoju, gdzie czekał na mnie mój chłopak. Usiadłam obok niego i oglądałam w ciszy razem z nim jakiś program w telewizji. W ogóle mnie nie interesował, nie mogłam skupić się na niczym. Dręczyła mnie jeszcze nasza wczorajsza rozmowa. Miałam mu dać odpowiedź, ale nie wiedziałam jaką. Z jednej strony chciałabym, żeby był ze mną wiecznie, ale z drugiej nie chciałam dla niego takiego życia. Gdybym była egoistką, już dawno bym go sama przemieniła. Sięgnęłam po gorącą kawę i upiłam łyka. Uwielbiałam smak kofeiny.
- Mmm, dobra.- mruknął Matt.- W robieniu drinków to ja jestem najlepszy, ale kawę to tylko ty umiesz zrobić taka dobrą. Co do niej dodałaś?
- Tajemnica.- uśmiechnęłam się.- Gdybym ci zdradziła przepis, sam byś taką robił. A wtedy już byś mojej nie chwalił.- wytknęłam mu język i umoczyłam usta w ciepłym napoju.
- Oj, kochanie, nie bądź taka.- wziął kubek z moich dłoni, po czym go odłożył na ławę. Uśmiechnął się chytrze i zaczął mnie gilgotać. Piszczałam, gdyż miałam łaskotki, a on dobrze o tym wiedział i robił to specjalnie.
- Przestań.- śmiałam się.- Poczekaj, aż tylko się zrewanżuję!
- Już nie mogę się doczekać.- pocałował mnie, zanim zdążyłam zareagować.
Jego usta były miękkie i ciepłe. Całował mnie z taką pasją, a zarazem delikatnością. Poczułam znajome, przyjemne ciarki na swoim ciele. Po chwili pogłębił pocałunek, czym doprowadził mnie do szaleństwa. Usadowiłam się na jego kolanach i zarzuciłam mu ręce na szyi. Nie musiałam długo czekać na jego reakcje, przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i zaczął błądzić rękoma po moich plecach. W przypływie emocji, przygryzłam lekko jego wargę, uśmiechając się zadziornie.
- Caro, co to było?- spytał ze zdziwieniem.
- Przepraszam, nie chciałam.- powiedziałam przestraszona, kiedy zobaczyłam spływającą kropelkę krwi z jego ust. Na mojej twarzy pojawiły się żyłki i czułam wysuwające się kły. W wampirzym tempie zeszłam z jego kolan i uciekłam na drugi koniec pokoju.
- Nic się nie stało.- objął mnie od tyłu ramieniem.- Takie coś się może każdemu zdarzyć.- odgarnął włosy z mojego karku, muskając go ustami.
- Poczekaj.- odepchnęłam go od siebie.- Czuję nadal twoją krew. Nie chciałabym zrobić ci krzywdy. Pójdę się położyć.
- A więc tak będzie wyglądać nasze wspólne życie?- warknął rozzłoszczony.- Za każdym razem jak zobaczysz krew, będziesz mnie odtrącać?
- To dla twojego dobra.- szepnęłam.
- Dla mojego dobra, tak?- prychnął.- A tak w ogóle to przemyślałaś naszą ostatnią rozmowę?
- Och, Matt.- uderzyłam się w czoło.- Przez tą sytuację z Eleną, całkowicie wyleciało mi z głowy.- skłamałam. Miałam nadzieję, że nie będzie chciał już wracać do tego tematu.
- Lepiej powiedz wprost, że nie chcesz ze mną być.- wyminął mnie, wychodząc z pomieszczenia.
- Hej.- złapałam go za ramię i odwróciłam w swoją stronę.- Czemu, wy faceci jesteście tacy niewierzący? Ile razy mam ci jeszcze powtarzać, że cię kocham?
- To nad czym się zastanawiasz?- spytał, głaszcząc mnie po policzku.- Naprawdę chciałbym przeżyć z tobą wieczność.
- A myślisz, że ja nie?- zarzuciłam mu ręce na szyję.- Zdajesz sobie w ogóle z tego sprawę, ile będziesz musiał poświęcić stając się wampirem?
- Dla ciebie jestem w stanie znieść wszystko.- musnął delikatnie mój policzek i przytulił mnie mocno do siebie. Wtuliłam twarz w zagłębienie jego szyi i westchnęłam. Głód już minął, więc objęłam go mocno do siebie. Z mojego oka popłynęła jedna łza, którą szybko strąciłam palcem. Matt nawet tego nie zauważył.
- Jesteś kochany, nie chcę żebyś podejmował tak ważną decyzję z dnia na dzień.- odparłam, uważnie patrząc mu się w oczy.
- A ty, ile miałaś czasu, żeby się zastanowić?- spytał łagodniejszym tonem.
- To była zupełnie inna sytuacja.- oznajmiłam.- Widziałeś przez co przechodziłam. Okłamywałam znajomych, rodzinę i omal cię nie zabiłam. Musiałam dużo ćwiczyć, żeby zapanować nad głodem i chęcią mordu.
- Ale dałaś sobie radę.- odparł.- Jesteś wspaniałą kobietą- wampirzycą. Ja uwierzyłem w ciebie, więc dlaczego ty nie chcesz uwierzyć we mnie?
- Ależ wierzę w ciebie, naprawdę.- rzekłam pewnym głosem.- Tylko chcę cię uchronić przed tym. Nie chcę, żebyś stał się kimś innym.
- Czyli już ci nie będę wtedy odpowiadać, tak?- spytał ze smutkiem.
- Przecież wiesz, że nie o to chodzi.- zirytowałam się, chcąc mu jak najlepiej wytłumaczyć, że nie będzie się czuł dobrze jako wampir. Ale mi nie wychodziło.- Wygadujesz głupoty! Dalej będę z tobą i będę cię kochać.
- Więc, dlaczego nie?- spytał uważnie lustrując moją twarz.
- Zgoda.- odparłam zrezygnowana.
- Co?- przekrzywił głowę na bok i patrzył się na mnie z niedowierzaniem.- Na co się zgadzasz?- droczył się ze mną.
- Na to, żebyś został wampirem.- podniósł mnie do góry i kręcił się ze mną w kółko.- Wariat, postaw mnie.- śmiałam się.- Ale mam jeden warunek.
- Tak, a jaki?- spytał z zaciekawieniem.
- Ja cię przemienię.- odparłam głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- Nikomu innemu bym na to nie pozwolił.- wpił się mocno w moje wargi, nie przestając kręcić się ze mną. Ach, jaką ja byłam szczęściarą.

*****

Elena

Przekręciłam się na drugi bok i poczułam, że coś było nie tak. Jeździłam ręką po miejscu w którym powinien leżeć Damon. Ale jego nie było. Pozostawił po sobie wspaniały zapach wody kolońskiej, zmieszany z nutką whiskey. Otworzyłam szeroko oczy, mając nadzieję, że był gdzieś w pokoju. Jednak otaczała mnie pustka i cisza. Poczułam zawód, a z moich oczu popłynęły łzy. Tak bardzo chciałam się przy nim obudzić, zobaczyć jego uroczy uśmiech. Westchnęłam głośno, po czym wstałam udając się do łazienki. Ściągnęłam z siebie ubrania i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Kiedy mydliłam swoje ciało, wyobrażałam sobie jak on to robił. On mnie dotykał, a ja byłam nieświadoma tego, byłam nieprzytomna. Dlaczego akurat w takim momencie? Zamknęłam oczy, odpływając myślami do niego. Otrząsnęłam się szybko z tego transu i wyszłam z łazienki okrywając się ręcznikiem. Wyciągnęłam z szafy pierwsze z brzegu ubrania. Pośpiesznie wytarłam się i wysuszyłam włosy. Po założeniu letniej białej sukienki, sięgającej mi do kolan, nałożyłam lekki makijaż i rozczesałam dokładnie włosy. Postanowiłam pójść do rezydencji, w której nie byłam od jakiegoś miesiąca. A dokładnie, od kiedy rozstałam się ze Stefanem. Na szczęście młodszego Salvatora nie było, a bynajmniej miałam taką nadzieję. Wychodząc z domu, narzuciłam na siebie żakiet i założyłam na nogi balerinki. Dosłownie wyleciałam z domu, używając wampirzej szybkości. W ciągu kliku sekund znalazłam się przed domem. Odetchnęłam z ulga, kiedy zobaczyłam samochód Damona. Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i zapukałam. Nie wiedziałam dlaczego, ale się denerwowałam. Trzęsły mi się ręce i oblewał mnie zimny pot. Muszę się uspokoić, przecież to Damon, powinnam mu powiedzieć, co do niego czuje i zrobię to nawet jeśli mnie odrzuci- pomyślałam. Po raz drugi zapukałam do drzwi, ale znowu nikt nie otwierał. Chciałam wejść do środka, ale nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Wzięłam kilka głębokich wdechów. Złapałam za klamkę i otworzyłam szeroko ciężkie drzwi. Weszłam do środka, nasłuchując czy wampir był w domu. Jednak nic nie usłyszałam. Pokierowałam swoje kroki w głąb rezydencji, wchodząc do salonu. Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to niedopita szklanka alkoholu, stojąca na ławie. Podeszłam i wzięłam ją do ręki, obracając ją dookoła. Niemal zrzuciłam ją z rąk, gdy usłyszałam z oddali głos Damona.
- Jeśli masz ochotę się napić, wystarczy poprosić.- odparł, schodząc po schodach.
- Damon, myślałam że cię nie ma.- szepnęłam, odstawiając szklankę na miejsce.
- I dlatego się zakradłaś do mojego domu?- uśmiechnął się chytrze, podchodząc do barku i nalewając whiskey do dwóch szklanek.- Napijesz się?
- Tak, pewnie.- wzięłam od niego trunek, upijając połowę zawartości.
- No ładnie, nie było mnie kilka miesięcy, a ty polubiłaś whiskey.- mruknął, uważnie mi się przyglądając.- Widzę, że już się lepiej czujesz.
- Można tak powiedzieć.- rzekłam.- Dlaczego sobie poszedłeś?
- A dlaczego miałbym zostać?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
Właśnie, dlaczego miałby zostać? Przecież wybrałam Stefana, a on wyjechał. Więc nie miał żadnych zobowiązań wobec mnie. Nagle cała odwaga mnie opuściła i nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
- Elena? Wszystko w porządku? Zachowujesz się jakoś dziwnie.- stwierdził z troską.
- Przyszłam z tobą porozmawiać.- oznajmiłam.- Nie wiem czy wiesz, ale nie jestem już ze Stefanem.
- Wiem, ale nie rozumiem co to ma do rzeczy.- uciął.- To jest normalne, że para musi od siebie odpocząć i macie jak wy to nazywacie? Ciche dni?
- Nie, nie.- zaprzeczyłam.- To nie są żadne ciche dni. My się rozstaliśmy ze sobą i już do siebie nie wrócimy.
- Po co mi to mówisz?- spytał.
- Przepraszam, skrzywdziłam cię. Nie chciałam tego, naprawdę.- rozpłakałam się jak małe dziecko, ukrywając twarz w dłoniach.- Ja…
- Cicho.- czułam, jak niepewnie objął mnie ramieniem.- Przeprosiny przyjęte. I tak niedługo wyjeżdżam.
- Co?-krzyknęłam, odrywając się od niego.- Nie możesz. Nie pozwolę ci na to!
- Daj spokój.- uśmiechnął się ironicznie.- Jestem dużym chłopcem. Poradzę sobie.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”.- nawet nie pozwolił mi dokończyć.
Wstał i odwrócił się ode mnie, zmierzając w kierunku wyjścia. W tym momencie, poczułam jak moje serce się rozpadało na małe kawałeczki.  Musiałam wziąć się w garść i za wszelką cenę powiedzieć mu co do niego czułam. Nie mogłam pozwolić mu odejść.
- Damon!- zawołałam za nim. Wampir odwrócił się w moją stronę, posyłając mi zdziwione spojrzenie.
- Elena, mam dosyć ckliwych gadek o tym, jaki to ja jestem dla ciebie ważny. O tym, że potrzebujesz mnie, martwisz się o mnie.- burknął.- Ja to wszystko wiem! I naprawdę jeśli nie masz mi nic poza tym do powiedzenia, to pozwól, że udam się na kolacje.
- Nie odchodź.- załkałam i pobiegłam do niego, rzucając mu się na szyję.
Zachłannie wpiłam się w jego wargi, przelewając w tym pocałunku wszystkie emocje. Począwszy od bólu, rozpaczy, nadziei, radości aż po miłość. Brunet był zdezorientowany, ale odwzajemnił pieszczotę. Wplotłam palce w jego włosy, przyciągając go do siebie bliżej. Po chwili, poczułam jego dłonie, jeżdżące po moich plecach. Odsunęliśmy się od siebie, spoglądając sobie w oczy. Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
- Kocham cię wariacie! Nigdy nie waż się wątpić w moje słowa.- pogroziłam mu palcem.- Właśnie to ci próbowałam powiedzieć, a ty mi nie pozwoliłeś dojść do słowa.
Damon stał jak wryty i nic nie mówił. W duchu błagałam, żeby coś powiedział. W jego oczach dostrzegłam, szok, dezorientacje, ale też i szczęście. Biło od nich przyjemne ciepło. Pogłaskałam go delikatnie po policzku.
- Damon…- szepnęłam.
- Też cię kocham.- uśmiechnął się, ale inaczej niż zwykle, tak prawdziwie.
Nagle jego usta, znalazły moje. Całował mnie zachłannie, mocno obejmując w pasie. Nasze języki tańczyły we wspólnym tańcu miłości. Wampir momentalnie wziął mnie na ręce, a ja objęłam nogami jego biodra. Nie przestając mnie całować wparował ze mną do swojego pokoju, popychając mnie na ścianę. Jego dłonie błądziły po moim ciele, dociskając mnie do zimnej powierzchni. Odwróciłam rolę i popchnęłam go na drugą ścianę. Energicznym ruchem, rozerwałam jego koszulę, błądząc rękoma po jego rozgrzanym torsie. Dostrzegłam jak się uśmiechnął pod nosem. Wpiłam się z gwałtownością w jego usta. Od razu zareagował odwzajemniając każdy pocałunek z taką samą pasją. Po chwili, to ja zostałam przyciskana do ściany.
- Masz więcej ubrań na sobie.- mruknął z niezadowoleniem.- Czas to zmienić.
Złapał za ramiączko od mojej sukienki i dosłownie zerwał ją ze mnie. W efekcie czego, zostałam w samej bieliźnie, podczas gdy on miał jeszcze spodnie. Gorącym i śliskim językiem zaczął wodzić po mojej szyi, zjeżdżając nim coraz niżej. Kiedy zaczął całować mój brzuch, wykorzystałam jego chwilę nieuwagi i popchnęłam go na podłogę, znajdując się nad nim. Jego dłonie znalazły się na mojej pupie, lekko ją ściskając. Ponownie wpiłam się w jego usta, wdzierając się językiem do środka. Usłyszałam jego zadowolone pomruknięcie. Jęknęłam, gdy przejechał ręką po wewnętrznej stronie mojego uda. Kokieteryjnie ocierałam się o niego, czując wbijającą się jego erekcje w moje udo. Dłonie wampira teraz głaskały moje plecy, szybko odnajdując zapięcie od stanika. Gdy uwolnił moje nabrzmiałe piersi, westchnęłam przeciągle. Przeniósł się do pozycji siedzącej, chwytając moją brodawkę ustami. Zataczał językiem kółka, na przemian ssąc, czym doprowadzał mnie do szału. Jęknęłam przeciągle, kiedy poczułam jak ręką drażnił moją kobiecość przez majtki. W przypływie emocji, błądziłam po jego torsie i coraz odważniej ocierałam się o jego przyrodzenie. Wampir wciągnął głośno powietrze.
- Księżniczko, jeśli zaraz nie przestaniesz. Dojdę w spodniach.- wysapał.
- Och…- wydukałam zmieszana.
- Widzisz jak na mnie działasz.- odparł z satysfakcją.- Tak. Bardzo. Cię. Pragnę.
A ja pragnęłam jego, łaknęłam jego dotyku, głosu, zapachu, z każdą sekundą zatracając się w nim coraz bardziej. Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu, żeby miał lepszy dostęp do mojej szyi. Całkowicie się oddałam temu mężczyźnie, zapominając o świecie. Byłam szczęśliwa, że po tak długim czasie, wreszcie był mój i tylko mój.  Niespodziewanie wziął mnie na ręce i delikatnie rzucił na łóżko. Opadłam na nie, wtulając głowę w miękkie poduszki, które pachniały nim.
- Tu nam będzie znacznie wygodniej.- powiedział.
Wampir opadł na mnie, obsypując moje ciało pocałunkami. A jego dłoń, szybko pozbyła się ostatniego skrawka mojej garderoby. Kiedy tak mu się przyglądałam, zdałam sobie sprawę, że on był tym jedynym, a ja nie pozwolę go sobie nigdy w życiu odebrać. Przeturlałam się z nim i połączyłam jego usta ze swoimi, gładząc dłońmi jego rozgrzane ciało. Zamruczał, gdy scałowałam każdy najmniejszy fragment jego klatki piersiowej. Nim zdążyłam się obejrzeć, przekręcił się ze mną i powędrował ręką w dół mojego ciała. Delikatnie objął dłonią moje łono, przesuwając kciukiem po łechtaczce. Jęknęłam, gdy poczułam wsuwający się we mnie najpierw jeden, potem następny palec. Zaczęłam wypychać biodra na spotkanie z jego dłonią i palcami.
- Och Eleno, nie zdajesz sobie z tego nawet sprawy, jaka jesteś gotowa.- zamruczał mi do ucha, lekko je przygryzając.
Dyszałam coraz szybciej i głośniej, przymykając oczy i rozkoszując się tym wspaniałym uczuciem.
- Otwórz oczy.- nakazał.- Chcę, żebyś widziała, jak ci sprawiam rozkosz.
Zrobiłam tak jak kazał. Kiedy tak patrzyłam na tego pięknego mężczyznę, robiącego dla mnie to. Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście. Brunet poruszał się palcami we mnie coraz szybciej. Byłam już na skraju wytrzymałości. Moje ciało miało zaraz eksplodować, czułam intensywne skurcze i przychodzący orgazm. Musiał to zauważyć, bo dodał.
- Chciałbym skończyć w tobie.- po ściągnięciu spodni wraz z bokserkami, wszedł we mnie płynnym ruchem. Wchodził we mnie powoli, uważnie obserwując moją reakcje.
- Przyspiesz.- wysapałam.
Nie musiałam długo czekać na jego reakcje. Teraz poruszał się we mnie coraz szybciej, wchodząc aż do oporu. Uczucie było jednocześnie cholernie przyjemne jak i bolesne. W przypływie skurczów, ścisnęłam mocno jego pośladki, tym samym przybliżając go do siebie jeszcze bardziej. Nie chciałam, żeby nasze ciała dzieliły chociażby małe milimetry. Jego oddech parzył moją skórę na twarzy. Uwielbiałam patrzeć na niego, kiedy był taki mokry, podniecony i seksowny. Nie minęła sekunda, gdy moje ciało wygięło się w łuk. Zalała mnie fala intensywnego i długiego orgazmu. W tym samym czasie, Damon również zaczął szczytować. Opadł obok mnie, nadal ciężko dysząc. Bez namysłu, położyłam się na jego mokrym i rozgrzanym torsie, mocno go oplatając swoim ciałem. Odwzajemnił uścisk, odgarniając moje włosy z policzka. Pocałował mnie w czubek głowy. Ten jeden mały gest, sprawił, że poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele.
- Nigdy nie pozwól mi odejść.- zamruczał.
- Nie pozwolę.- odparłam zdecydowanym głosem.