środa, 26 marca 2014

Rozdział XI

Okej, o to i jestem z nowym rozdziałem :D Mam nadzieję, że nie zjecie mnie za sceny z Daroline ( oczywiście w formie przyjaźni ) oraz zmienienia partnerki Stefana na Katherine ♥ Zbliżamy się również do przemiany Matta w wampira. Wystąpiły też malutkie komplikacje w związku Deleny, ale nie martwcie się, niedługo się pogodzą *.* choć nie powiedziane, że to będzie takie proste hehe.
Aa i z tego miejsca, chciałam Wam powiedzieć, że do końca opowiadania zostały 4 rozdziały! Postanowiłam, że jak już zaczęłam, to skończę tą historię. Nie mam pomysłów co do dalszego rozwoju sytuacji, a obecna Delena w serialu wcale mi tego nie ułatwia... nie o takie DE walczyłam, ale to nie tutaj. Także, naprawdę mam mega wyzwanie w opisywaniu ich scen w taki sposób w jaki ja sama chciałabym ich widzieć. Dobra, pewnie Was zanudzam już, tak więc zapraszam do czytania! ;)


Damon

Przejeżdżając obok domu Gilbertów, usłyszałem jej przeraźliwy płacz i krzyk, nie wiedziałem czego mogłem się spodziewać. Moją uwagę przykuła ona, leżała na podłodze, zakrwawiona i zapłakana. Podszedłem do niej i od razu ją przytuliłem, głaszcząc po włosach. Jednak mnie odepchnęła z całej siły, powtarzając w kółko „Jeremy!” zanosząc się coraz większym szlochem. Dopiero potem spostrzegłem go leżącego na ziemi, a właściwie to jego część, bo głowa była wyrzucona kilka metrów dalej. Byłem w szoku i na początku nie wiedziałem co się stało. Aż przypomniałem sobie Klausa przestrogę i to jak ją zbagatelizowałem. On miał się zemścić na mnie, a nie na jej bracie! Byłem wściekły na siebie i na swoją lekkomyślność. Ale co już się stało, to już się nie odstanie. Po mimo szarpania i protestów Eleny, wziąłem ją na ręce i zabrałem do samochodu. Posadziłem ją na siedzeniu i siłą wlałem w nią krew, którą miałem w bagażniku. Gdy jej rany się zagoiły i jej drobna twarz nabrała kolorów, zawiozłem ją do rezydencji. Kiedy dojechałem na miejsce, wysiadłem z samochodu i otworzyłem drzwi od strony pasażera. Bez słowa wziąłem delikatnie jej trzęsące się ciało i poszedłem z nią do domu. Posadziłem w fotelu i gdy upewniłem się, że się stąd nie ruszy, wróciłem do jej domu po ciało Jeremiego. Przez chwilę zastanawiałem się co mógłbym z nim zrobić. Wziąć tak po prostu i zakopać w ziemi? A może położyć go w domu? Żadna z tych opcji nie była idealna, ale nie mogłem go przecież zostawić na zewnątrz. W wampirzym tempie, pozbierałem jego ciało i zaniosłem do jego pokoju. Położyłem go na łóżku i przykryłem kołdrą. Chodziłem nerwowo po jego pokoju, trzymając się za głowę. Co teraz będzie? Co z Eleną? Czy wybaczy mi, że przyczyniłem się do śmierci jej brata? Zadręczałem się pytaniami, na które nie znałem odpowiedzi. Przez cały czas miałem przed oczami ten drastyczny obraz. Nigdy wcześniej nie widziałem jej w takim stanie. Nie wiedząc co jeszcze mógłbym zrobić, wyciągnąłem telefon i wykręciłem numer do Caroline. Patrzyłem się na komórkę, wahając się czy nacisnąć zieloną słuchawkę. Mimo tego, że była czasami głupią blondynką, kiedy trzeba było miała głowę na karku i wiedziała co zrobić w takiej sytuacji. Raz kozie śmierć- pomyślałem i po naciśnięciu guzika, przystawiłem telefon do ucha, czekając na połączenie. Sygnały wydawały mi się strasznie długie. W końcu odebrała po jakimś czasie.
- Damon?- spytała się niepewnie. W tle było słychać głośną muzykę, co było do niej podobne. Od zawsze lubiła imprezy.
- Blondie, to ważne. Przyjedź jak najszybciej do domu Eleny.- powiedziałem na jednym wydechu.
- Co? Salvatore, nie słyszę cię. Poczekaj, wyjdę na zewnątrz.- przekrzykiwała muzykę.- Dobra, mów! Ale szybko, bo tak jakby jestem zajęta.- rzekła zirytowanym głosem.
- Rusz swój seksowny tyłeczek i bądź w domu Eleny za 5 minut.- odparłem głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- A może powiesz mi najpierw o co chodzi.- burknęła, wyraźnie wkurzona, że jej przerwałem zabawę.
- To tak w skrócie. Był Klaus, zabił Jeremiego, a Elena się nie odzywa i jest w moim domu.- wyjaśniłem.
- Halo, Barbie jesteś tam?- spytałem, gdyż nie usłyszałem od niej żadnej odpowiedzi od kilku minut. – Wiem, jesteś w szoku, ale może byłabyś taka miła i przyjechała?- mówiłem do aparatu podirytowanym głosem.
Nagle, zostałem brutalnie przyciśnięty do ściany. Jakieś drobne i delikatne dłonie dusiły mnie za szyję. Rozpoznałem właściciela, a właściwie właścicielkę, jej słodkie perfumy wyczułbym na kilometr.
- Ty skurwysynie!- krzyknęła, uderzając moją głową o ścianę.- To wszystko twoja wina! Przez ciebie Elena straciła ostatniego członka rodziny!
- Cieszę się, że tak szybko się zjawiłaś.- powiedziałem, odpychając ją od siebie. Gdy wybuchła głośnym płaczem, złapałem ją za ramiona i niepewnie przytuliłem do siebie. Na początku okładała mój tors piąstkami, ale potem się poddała i wtuliła mocno we mnie, pociągając nosem.
- Jesteś potworem! Ona nigdy ci tego nie wybaczy.- wyrwała się z moich objęć, patrząc na mnie oskarżycielskim wzrokiem.- Po co do mnie zadzwoniłeś? Oczekiwałeś rozgrzeszenia? Pocieszenia?
- Nie wiedziałem do kogo mógłbym zadzwonić.- odparłem, spuszczając wzrok. Blondie miała racje, ona mi tego nie wybaczy, to już był koniec. Wszystko schrzaniłem, zresztą tak jak zawsze.- Elena by pewnie chciała normalny pogrzeb, więc może zajęłabyś się tym? Ja się na tym zupełnie nie znam.
- Trzeba będzie zahipnotyzować księdza i grabarzy. Zająć się stypą i co najważniejsze Eleną. A co z nią? Gdzie ona jest?- dopytywała się.
- Zawiozłem ją do rezydencji. Nie chciałem, żeby oglądała swojego brata w takim stanie.- mówiąc to, kierowałem swoje kroki w stronę wyjścia.
- A ty dokąd? Zostawiasz mnie samą z nim?- złapała mnie za rękaw, wwiercając we mnie swoje przerażone oczy.
- Jesteś wampirem, złotko i boisz się trupa?- prychnąłem.- Czyń swoją powinność i puść mnie. Mam ważniejsze sprawy na głowie.
- Cham!- usłyszałem za mną, a oprócz tego lamentowania i przekleństwa rzucone na moją osobę. Nie przejmowałem się tym, tylko ruszyłem szybko w kierunku domu.
Gdy znalazłem się w salonie, zobaczyłem Elenę w tej samej pozycji, w jakiej ją zostawiłem. Nie ruszyła się nawet o milimetr. Spojrzałem na nią ze współczuciem, na jej skulone, drżące ciało i pusty wzrok. Podszedłem do niej niepewnym krokiem i złapałem ją za rękę, ale nie zareagowała. Nawet nie wyczuła mojej obecności. Nie mogłem na nią patrzeć jak tak cierpiała, jak cierpiała przeze mnie.
- Byłem głupi, nie myślałem. Miałaś rację, ostrzegałaś mnie, a ja nic z tym nie zrobiłem. Tak bardzo mi przykro.- wyznałem skruszony. - Elena, powiedz coś, cokolwiek.- szepnąłem, siadając obok niej i głaszcząc po plecach.
- Zostaw mnie.- szepnęła, drżącym głosem.- Zostaw mnie samą.
- Nie mogę.- objąłem ją ramieniem, mocno przytulając do siebie.- Jeśli ci to w jakiś sposób pomoże, możesz się na mnie wyżyć. Wyzwij mnie, uderz, zrób co chcesz.- powiedziałem po chwili.
- A czy to przywróci życie mojemu bratu?!- krzyknęła, wstając energicznie z kanapy.
- Nie.- spuściłem głowę na dół, nie wiedząc jak się mam zachować. Nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. Jakby to chodziło o kogoś innego, olałbym to i poszedł się napić, ale nie mogłem. Musiałem jej pomóc, tylko nie wiedziałem jak. Byłem bezradny.
- Co zrobiłeś?- szepnęła, spoglądając na swoje dłonie.- Co zrobiłeś z moim bratem?
- Zaniosłem do domu i zadzwoniłem po Caroline.- odparłem.
- Po Caroline?- spojrzała na mnie ze zdziwieniem.- Po co?
Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż usłyszałem blondynkę wchodzącą do mojego domu. Od razu podbiegła do Eleny, przytulając ją do siebie i uspokajając. Tkwiły w tym uścisku przez jakiś czas.
- Ona idzie ze mną.- oznajmiła twardo Blondie.- Jej noga nie postanie w tym domu, już nigdy więcej! Chodź, kochanie.- wzięła brunetkę pod rękę i udała się z nią do wyjścia.
- Nie będziesz za nią decydować!- zmaterializowałem się przed nimi, rzucając w stronę blondynki wściekłe spojrzenie.- Elena, porozmawiajmy, pozwól mi się wytłumaczyć.
- Już za późno, Damon.- szepnęła, pociągając nosem i ciągnąc Caroline ze sobą.


*****

Katherine

- Dziękuję słodziutki za podwiezienie.- nachyliłam się do taksówkarza, puszczając mu oczko. Widziałam jak brunet się speszył i zauważyłam kropelkę potu na jego czole. Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Uwielbiałam gdy tak działałam na facetów.
- Cała przyjemność po mojej stronie, panienko Pierce.- odparł uważnie mnie lustrując.
- A teraz kochaniutki odjedziesz stąd i zapomnisz o mnie.- powiedziałam używając hipnozy.
Zrobił to o co go poprosiłam i pojechał z piskiem opon. Wzięłam swoje bagaże i pokierowałam swoje kroki w stronę hotelu. Nowy Jork, to miasto o jakim marzyłam od dawna. Miałam nadzieję, że nikt mnie tu nie znajdzie i będę mogła w spokoju pozwiedzać i wyrywać jakieś seksowne i smakowite kąski. Zameldowałam się w hotelu na czas nieokreślony. Nigdy nie wiadomo kiedy mi się znudzi- pomyślałam. Weszłam do windy i wcisnęłam guzik z numerem 9. Ostatnie piętro, idealnie. Z niego najlepiej widać piękne widoki. Kiedy już znalazłam się w pokoju, postawiłam walizki i udałam się do łazienki. Kąpiel, długa, gorąca i odprężająca, tego mi było trzeba. Jednak, gdy tylko chciałam złapać za klamkę, poczułam czyjeś towarzystwo. Odwróciłam się energicznie i szukałam intruza. Przechytrzył mnie i powalił na ziemię, złapał mocno za ręce, przyciskając mnie twarzą do podłogi. To już mi się nie podobało. Próbowałam się wyrwać, ale na moje nieszczęście był ode mnie silniejszy.
- Spokojnie, nie ruszaj się, to nie zrobię ci krzywdy.- wyszeptał mi do ucha. Wszędzie bym rozpoznała jego głos. Na mojej twarzy wtargnął uśmiech. Od tej strony nie znałam młodszego Salvatora.
- Mmm.- zamruczałam.- Stałeś się szybki, silny, seksowny.
- Katherine, przestań.- ścisnął moje ręce. Był na mnie wściekły? Czyżby to miało znowu związek z Elenką? Miałam już jej serdecznie dosyć!- Musimy pogadać.
- Wiesz, bardzo chętnie, ale jestem w trochę niewygodnej pozycji.- zaśmiałam się perliście.
- Wybacz.- odparł zażenowany, po czym mnie puścił i wstał ze mnie. Podał mi rękę, pomagając mi wstać z podłogi.
- No proszę. Nie poznaję cię, najpierw brutalnie mnie przywitałeś, a teraz udajesz dżentelmena?- posłałam mu szelmowski uśmiech.
- Nie mam zbyt wiele czasu, więc przejdę do konkretów.- rzekł stanowczym głosem, chodząc nerwowo po pokoju.
- Może usiądziesz? Napijesz się ze mną wina?- zaproponowałam, podchodząc do barku.
- Nie przyszedłem w odwiedziny.- burknął.- Nie po to cię szukałem, żeby teraz jak gdyby nigdy nic usiąść z tobą i normalnie rozmawiać.
- Jak chcesz, ja sobie naleję.- przeszłam obok niego, przejeżdżając palcem po jego klatce piersiowej. Widziałam jak wciągnął powietrze. – Jaki rocznik według ciebie jest najlepszy?- spytałam, gdy już znalazłam się przy barku.
- Czy ty jesteś głucha?!- krzyknął.- Nie chcę z tobą pić!
- Skąd te nerwy?- uniosłam brew do góry, uśmiechając się do niego.- Zapytałam tylko o wino. Wiesz, że ja się nigdy na tym nie znałam. Więc? Jaki mi polecisz?
- Weź ’89.- odparł spokojnym głosem i spoczął na łóżku.
- Dobrze, to teraz powiedz, co ci leży na sercu.- postawiłam dwie lampki napełnione winem na stoliczku, który znajdywał się koło łóżka.
- Dla kogo ten drugi?- spojrzał się na mnie ze zdziwieniem.
- Dla ciebie, głupcze.- uśmiechnęłam się pod nosem. Stefan był taki słodki i niewinny. Zupełnie inny niż jego brat. Dlatego go tak uwielbiałam i lubiłam spędzać z nim czas.
- Przecież mówiłem, że…a dobra, mniejsza o to.- machnął ręką i opróżnił zawartość lampki wina jednym haustem.
- Ho ho, w takim tempie to nam zabraknie alkoholu.- zaszczebiotałam, zakładając nogę na nogę, odsłaniając przy tym większą część uda.- Dolać?
- Nie wiem jak mam ci to powiedzieć.- złapał się za głowę, jakby coś go gryzło.
- Już dobrze.- przybliżyłam się do niego i położyłam rękę na jego ramieniu. W tym momencie zrobiło mi się go bardzo szkoda.- Mi możesz powiedzieć wszystko.
- Chodzi o mojego brata.- spojrzał się na mnie, jakbym była jego ostatnią deską ratunku.
- Co ten idiota znowu zrobił? W jakie tym razem wpakował się kłopoty?- byłam już znudzona jego problemami. Starszy Salvatore od zawsze był porywczy i najpierw coś zrobił zanim pomyślał, przez co siedział po uszy w jakimś gównie.
- To dotyczy również ciebie, Katherine.- rzekł, lustrując moją twarz.- Klaus, on chce się na was zemścić. Na tobie i na Damonie.
- Pięknie.- zakpiłam.- Nie dość, że mu pomogłam, to teraz będę musiała się użerać z tą pierdoloną hybrydą!- wstałam z łóżka, chodząc po pokoju z wymalowaną wściekłością na twarzy.- Przyszedłeś mnie ostrzec? A może chcesz mnie zaprowadzić prosto w łapy Klausa?!
- Damon to mój brat.- wyjaśnił, jakby to miało być jakieś wytłumaczenie.- Ale ty też jesteś dla mnie ważna, Katherine.- podszedł do mnie, łapiąc mnie za dłonie i patrząc głęboko w moje oczy.
- To co zamierzasz zrobić?- spytałam cicho.
- Nie wiem, ale na pewno coś wymyślę.- oznajmił ze szczerością w głosie.- Wymyślimy.- poprawił się, wyczekując ode mnie logicznego rozwiązania z tej popieprzonej sytuacji.
- Ile mamy czasu?- zapytałam.
- Klaus odwiedził Damona kilka dni temu i mu groził, więc niewiele.- odparł ze smutkiem w głosie.- Nie chcę go stracić i nie chcę stracić również ciebie.
- Nie martw się, Stefan.- uspokoiłam go, głaskając po policzku.- Katherine Pierce nie poddaje się tak łatwo. Znajdę coś na niego. Nikogo nie stracisz.
Wtedy stało się coś, czego bym się w życiu po nim nie spodziewała. Przytulił się do mnie, mocno a zarazem stanowczo obejmując mnie w pasie. Wtulił się we mnie jak mały, zagubiony chłopczyk. Odwzajemniłam jego uścisk, czując rozlewające się ciepło w moim ciele. On się o mnie martwił. Nie chciał mnie stracić. Nie miałam już wątpliwości, którego z braci Salvatore kochałam najbardziej, o którego powinnam walczyć i zrobić wszystko co w mojej mocy by z nim być.

*****

Elena

Właśnie dziś przeżyłam najgorszy dzień swojego życia. Był pogrzeb mojego brata. Wszystkie wspomnienia związane z nim uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Cholerne wampirze emocje- przeklęłam w duchu. Byłam wdzięczna moim przyjaciołom, że się wszystkim zajęli, gdyż ja nie byłam w stanie. Nadal miałam podpuchnięte i czerwone oczy od płaczu. Siedziałam na kanapie w domu Bonnie, pijąc gorące kakao. Przyjaciółka zawsze powtarzała, że mleczny napój był dobry na wszystko. Więc dlaczego nie zastąpił pustki w moim sercu? Dlaczego nie chciało przestać krwawić? W tym momencie brakowało mi nie tylko mojego brata, ale również i Damona. Tak bardzo chciałam się znaleźć w jego silnych i dających mi bezpieczeństwo ramionach. Jednak przez cały czas dudniły mi w uszach słowa moich bliskich, że to przez niego tak się stało i to on był wszystkiemu winien. Poniekąd mieli racje, ale przecież nie zrobił tego specjalnie, prawda? Jaka ja byłam głupia!- karciłam się w myślach. Nadal go broniłam, usprawiedliwiałam jego czyny. Zastanawiałam się czemu do mnie nie podszedł na cmentarzu. Stał jak zwykle ubrany na czarno i przyglądał mi się z daleka z przepraszającym wzrokiem. Jego obecność dodawała mi otuchy, cieszyłam się, że pofatygował się przyjściem. Chociaż wolałabym, żeby stał obok mnie.
- Potrzebujesz czegoś jeszcze?- nagle usłyszałam zatroskany głos mulatki, która usiadła obok mnie.
- Nie, dziękuję.- zaprzeczyłam.
- Może chcesz o tym pogadać? Będzie ci łatwiej.- powiedziała, łapiąc mnie za rękę.
- A tobie będzie łatwiej? Kochałaś go, tak samo jak ja.- rzekłam, czując napływające do moich oczu łzy, którym dałam upust.- Przepraszam, pójdę się położyć.
- Elena…- odprowadziła mnie wzrokiem do pokoju gościnnego w którym spałam. Nie mogłam wrócić do mojego rodzinnego domu, nie dałabym sobie tam sama rady, nie po tym co się stało. Wszyscy moi domownicy nie żyli. Nienawidziłam tego domu, nienawidziłam tej miejscowości!
Po odprężającym prysznicu, przebrałam się w piżamę i wskoczyłam pod mięciutką i ciepłą kołdrę. Otuliłam się nią, rozmyślając o moim bracie, o tym że już nigdy więcej go nie zobaczę, nie usłyszę jego głosu. Jakie to życie było niesprawiedliwe, dlaczego odebrało mi ostatniego członka mojej rodziny? Załkałam cicho, połykając słone i duże łzy. Moja przyjaciółka już spała, więc nie chciałam jej obudzić moimi wybuchami. Po dłużących się w nieskończoność minutach, a może godzinach w końcu zamknęłam ociężałe powieki i zasnęłam.
Przebudził mnie cichy szelest, ktoś był w moim pokoju. Moje serce łomotało jak oszalałe. Zamknęłam mocniej powieki  zacisnęłam palce na krawędzi kołdry. Czułam jak nieznajomy przysiadł na łóżku i przyglądał mi się przez jakiś czas. Nie zareagowałam, tylko cierpliwie czekałam na kolejny jego ruch. Myślałam, że miałam do czynienia z mordercą. Ale ku mojemu zdziwieniu, obszedł w koło łóżko, podniósł kołdrę i wszedł pod nią, szczelnie obejmując mnie ramionami. Otworzyłam powoli powieki nic z tego nie rozumiejąc. Dopiero po chwili poznałam znajomy zapach wody kolońskiej i tak dobrze mi znany, przyjemny dotyk. Nie mogłam w to uwierzyć, że tu był. Z mojego oka popłynęła jedna łza, ale nie ze smutku, tylko ze szczęścia. Przejechałam opuszkami palców po jego dłoni, ciesząc się z jego obecności.
- Co tu robisz?- spytałam szeptem.
- Śpię z moją dziewczyną.- odparł z uśmiechem. Mimo panującego mroku i tego, że byłam odwrócona do niego plecami, niemal wyczułam na jego ustach uśmiech.
- To jest dom Bonnie.-stwierdziłam.- Nie powinno cię tu być.
- Obiecuję, że będę cichutko i zniknę o świcie. Nawet mnie nie zauważy.- wtulił twarz w moje włosy, mocniej się do mnie przytulając.
- Widziałem jak płakałaś i drżałaś. Miałaś niespokojny sen.- powiedział po chwili ciszy.- Pomyślałem, że potrzebujesz wsparcia i dlatego zakradłem się do domu wiedźmy.- wciągnął głośno powietrze, po czym dodał.- A po za tym, strasznie za tobą tęskniłem.
- Ja za tobą też.- wyznałam szczerze, odwracając się w jego stronę. Spojrzałam na jego twarz i wyraźnie zauważyłam w jego oczach pustkę, taką samą jaka była w moich.
- Nawaliłem i choć bardzo chciałbym cofnąć czas. To wiem, że i tak nie dam rady, i nie przywrócę życia twojemu bratu.- powiedział ze smutkiem w głosie.- Ale chcę, żebyś wiedziała jak bardzo jest mi przykro. Przepraszam.
- Zostałam sama.- rzekłam cicho.
- Nie jesteś sama.- zaprzeczył, całując mnie delikatnie w czoło.- Zawsze będę przy tobie.
- Zrobisz coś dla mnie?- spytałam, celowo ignorując kolejny raz jego wypowiedź. Nie miałam teraz ochoty na rozmowę, a tym bardziej na kłótnie.
- Wszystko, co tylko zechcesz.- szepnął mi do ucha, głaszcząc po plecach.
- Pójdź do mojego domu, spakuj moje rzeczy i przynieś je tutaj. Nie mogę przez cały czas chodzić w ubraniach przyjaciółki, a dla mnie jest jeszcze za szybko, żebym mogła zrobić to sama. Za dużo bolesnych wspomnień kojarzy mi się z tym domem.- oznajmiłam, starając się nie wybuchnąć płaczem.
- Dobrze, zrobię to z samego rana, ale wolałbym, żeby twoje rzeczy znalazły się w moim domu.- powiedział z nutką nadziei.
- Nie, idź teraz.- odepchnęłam go lekko od siebie.- Damon, nie wrócę do ciebie, nie teraz.
- Elena, ale…- usłyszałam zawód w jego głosie.
- Idź już, proszę.- szepnęłam błagalnie, odtrącając jego dłonie, które silnie próbowały mnie do niego przyciągnąć. Walczyłam sama ze sobą. Tak naprawdę nie chciałam, żeby odchodził, ale musiałam tak zrobić. Tak było słusznie.
- Pozwól mi zostać.- szepnął, uważnie lustrując moją twarz.- Potrzebujesz mnie tak samo, jak ja potrzebuję ciebie. Jesteśmy dla siebie stworzeni.
- Nie utrudniaj tego.- wstałam energicznie z łóżka, otwierając okno na oścież i patrząc na niego z bólem serca.
- Nie poddam się tak łatwo.- odparł stanowczym głosem, zakładając na siebie kurtkę.
Zanim wyszedł, zerknął jeszcze na mnie, po czym w ciągu sekundy zmaterializował się przede mną. Przyciągnął mnie do siebie, łącząc nasze usta w pocałunku, którego nie próbował pogłębiać. Musnął je tylko kilkakrotnie. Niepewnie zarzuciłam ręce na jego szyję, wczepiając palce w kruczoczarne włosy. Od razu poczułam jego ręce błądzące po moich plecach. Dotykał mnie łapczywie, łaknąc mojego ciała i trzymając mnie pewnie. Zamruczałam cicho z zachwytu, gdy przejechał językiem po mojej dolnej wardze. Otworzyłam lekko usta, tym samym wpuszczając go do środka. Nie musiałam długo czekać na jego reakcje. Nasze języki zaczęły tańczyć ze sobą. Miał racje, bardzo go potrzebowałam, bardziej niż mogłam sobie to wyobrazić. Zatraciłam się bez reszty w tym mężczyźnie. Po pewnym czasie, skończył mnie całować, a na jego twarz wtargnął prawdziwy uśmiech. Ciężko dysząc, oparł swoje czoło o moje, dotykając nosem o mój nos.
- Dobranoc, Eleno.- szepnął, głaszcząc mój policzek i zniknął.

*****

Caroline

- Matt, powtarzam ci po raz enty, że to nie czas i miejsce, żebym mogła cię przemienić.- powiedziałam zirytowana.
- A kiedy będzie?- spytał, rzucając talerzem, który pękł na milion małych kawałeczków.
- Daj, posprzątam to.- kucnęłam przy nim, zabierając od niego ostre kawałki, które już zdążyły pozostawić na jego dłoniach krwawe ślady. Z całej siły starałam się, żeby moja twarz pozostała normalna. Wzięłam kilka głębokich oddechów i podziałało. Nie miałam ochoty się na niego rzucić. Wstałam więc, przyniosłam apteczkę i delikatnie opatrzyłam jego dłoń.
- Udało mi się!- rzekłam z satysfakcją, przyklejając na zranienia plaster.
- Caroline, no jasne, że tak. Przecież ty byś nigdy nie zrobiła mi krzywdy.- pogłaskał mnie czule po policzku, patrząc na mnie z miłością.- Ja w ciebie zawsze wierzyłem.
- Teraz, ja też w siebie wierzę.- odparłam radośnie.- Gotowe!- klasnęłam w dłonie.- Do wesela się zagoi.
- Do czyjego?- spytał, unosząc brew do góry.
- Czy mam to rozumieć jako oświadczyny?- spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Wiem, że to dziwnie by wyglądało, ale tak sobie pomyślałem…a zresztą nieważne.- odparł zmieszany, wyrzucając resztki stłuczonego talerza do kosza.
- Matt, niepotrzebny nam jest jakiś świstek papieru.- złapałam go za rękę, odwracając  w swoją stronę.- Jednak, jeśli moje zapewnienie o miłości do ciebie ci nie wystarczy, to…
- Care, nie musisz nic mówić.- musnął moje usta swoimi.- Zapomnij o tym.
- Wiesz, kiedyś jak byłam człowiekiem chciałam i to nawet bardzo stanąć na ślubnym kobiercu. Ale teraz jestem wampirem i już nie czuję takiej potrzeby.- oznajmiłam szczerze.
- Wiem, wygłupiłem się i tyle.- wyminął mnie, otwierając lodówkę i wyciągając z niej piwo.- Chcesz?- spytał, pokazując na alkohol.
- Nie.- zaprzeczyłam głową.- Zadzwonię do Eleny, zobaczę jak się trzyma.- odparłam, udając się do salonu.
- A może razem do niej pójdziemy?- zaproponował.- Jeremy był naszym przyjacielem. Pewnie ciężko jest jej pozbierać się po tym wszystkim.- dodał ze smutkiem.
- Jasne.- posłałam mu blady uśmiech.- Tylko wezmę torebkę.
- A na co ci torebka? Przecież dom Bonnie znajduje się kilka przecznic stąd.- powiedział z rozbawieniem.
Wzruszyłam tylko ramionami i przed wyjściem przejrzałam się w lustrze. Faceci, nigdy tego nie zrozumieją- pomyślałam, śmiejąc się pod nosem. Mój chłopak złapał mnie pod rękę i razem wyszli na zewnątrz. Drogę do domu mojej przyjaciółki przeszliśmy w milczeniu. Dlatego też tak mi się dłużyło i wydawało jakbyśmy szli całą wieczność. Kiedy znaleźliśmy się na miejscu, drzwi nam otworzyła mulatka z obojętną miną. Wpuściła nas do środka, przyklejając na twarz sztuczny, zbolały uśmiech. Nie dziwiłam jej się, w końcu straciła miłość swojego życia, a Elena brata. Chociaż mi, czy Mattowi też było ciężko się z tym pogodzić, to jednak nie przeżywaliśmy tego tak jak one. Swoje kroki pokierowałam do salonu, gdzie zastałam siedzącą na fotelu Eleną i patrzącą się w jakiś punkt na ścianie. Nawet się na mnie nie spojrzała. Może mnie nie usłyszała? A może po prostu nie miała ochoty na wizytę?
Przykucnęłam obok niej, kładąc swoją dłoń na jej.
- Kiedyś ból minie.- powiedziałam dodając jej otuchy.
- Może tak, a może nie.- szepnęła ze smutkiem.
- Trzeba być dobrej myśli.- spojrzałam się na nią radośnie.
- Care, jesteś moją przyjaciółką, prawda?- zrobiłam zdziwioną minę, zastanawiając się, czy kiedykolwiek dałam jej powód, by myślała inaczej. Jednak odepchnęłam je od siebie, przytakując głową i posyłając jej ciepły uśmiech.- Mam do ciebie prośbę.- odezwała się, patrząc na mnie błagalnie.- Mogłabyś pójść do Damona i wziąć od niego moje rzeczy?- spytała się z nadzieją.
- Co?- swoją prośbą, zbiła mnie z pantałyku.- Ale…- próbowałam się wymigać, jednak gdy się na nią spojrzałam, nie byłam w stanie jej odmówić i się zgodziłam.- No dobrze. Tylko zajmij czymś Matta, nie będzie zadowolony kiedy się dowie, gdzie poszłam.
- Dziękuję.- odparła z ulgą i wdzięcznością.- Wiesz, że cię kocham.
- Ja ciebie też.- przytuliłam ją i wymknęłam się tylnymi drzwiami.

Bezszelestnie weszłam do rezydencji Salvatorów. Bez namysłu, udałam się na górę, zastanawiając w którym pokoju może trzymać jej ubrania. Hmm, z racji tego, że byli/są parą, to pewnie w jego własnym- pomyślałam. Po cichu skręciłam w lewo, gdzie znajdowała się sypialnia Damona. Najpierw nadsłuchiwałam, czy nie było go w pobliżu, a gdy nie wyczułam jego obecności, otworzyłam drzwi i weszłam do środka. W pokoju panowały egipskie ciemności, wszystkie meble, zasłona, a nawet pościel były w kolorze czarnym. O, Boże- zapisnęłam cicho z przerażenia. To wyglądało jak w jakimś horrorze. Jeszcze brakowało tu święcących kościotrupów i trumien- zakpiłam. Ale oprócz przewyższającego ciemnego koloru, poczułam pięknie pachnące perfumy, które leżały na szafce koło łóżka. Nogi same poniosły mnie w ich stronę i nie wiedząc czemu, wzięłam je do ręki, i po otwarciu fiolki, wciągnęłam cudowny zapach, który uderzył w moje nozdrza. Otrząsnęłam się z tego transu, gdy usłyszałam zamykające się drzwi na dole. O, cholera- zaczęłam panikować. Odłożyłam perfumy na miejsce i już miałam wyskoczyć przez okno, kiedy przypomniało mi się po co tu przyszłam. Zanim zdążyłam się gdzieś schować, zobaczyłam go stojącego jak gdyby nigdy nic w pokoju. Przyglądał mi się ze zdziwieniem.
- Co tu robisz?- spytałam, a zaraz potem zdałam sobie z tego sprawę jak idiotycznie to zabrzmiało.
- O to samo mógłbym spytać ciebie.- odparł z sarkazmem.- A więc, co Caroline Forbes robi w mojej sypialni?
- Bo ja…- nagle zabrakło mi języka w gębie, ale się ogarnęłam i powiedziałam na jednym wydechu.- Dobrze się składa, że przyszedłeś. Przynajmniej nie będę musiała grzebać ci w szafach. Kto wie, co tam w nich chowasz.
- A to czemu chciałaś mi grzebać w szafach?- podszedł do mnie blisko, lustrując mnie od góry do dołu.
- Śmierdzisz.- stwierdziłam z obrzydzeniem.- Jedzie od ciebie jak z gorzelni.- zmarszczyłam nos i odsunęłam się od niego.
- Nie dość, że wkradasz się do mojego domu, to jeszcze masz czelność mnie obrażać!- warknął zirytowany.
- Oddaj ubrania Eleny i już mnie nie ma!- krzyknęłam.
- Nie!- zaprzeczył twardo.- A ty, tylko spróbuj coś ruszyć w tym pokoju, to ci wyrwę twoją śliczną rączkę!
- Serio?- spojrzałam na niego odważnie.- Chcesz skrzywdzić kolejną bliską osobę Eleny? Proszę bardzo! Zobaczymy, czy wtedy tak szybko ci wybaczy.
- Spierdalaj stąd, Blondie i nie pokazuj mi się więcej na oczy!- wykrzyczał mi w twarz, rzucając we mnie niebezpieczne i wściekłe spojrzenie. Odsunęłam się jeszcze bardziej od niego, ale napotkałam za sobą ścianę. Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, bałam się tego pieprzonego dupka. Ale przecież nie skrzywdziłby mnie naprawdę? Cholera, teraz nie byłam niczego pewna, więc postanowiłam delikatnie z nim porozmawiać.
- Elena mnie tylko prosiła o przyniesienie jej najpotrzebniejszych rzeczy. Daj mi je i wszyscy będą szczęśliwi.- powiedziałam lekko się uśmiechając.
- Po moim trupie!- odparł nieugięty, pokazując mi ręką drogę do wyjścia.
- Ale z ciebie jest dupek i to w negatywnym tego słowa znaczeniu.- stwierdziłam z niesmakiem.- A Elena cię kocha i ja się pytam za co? Jesteś najbardziej popieprzonym i zgorzkniałym facetem jakiego znam. Zabijasz z zimną krwią, zapijasz się w barze, a krzywdzenie innych sprawia ci przyjemność i do tego te twoje sarkastyczne teksty. Ughh.
- Skończyłaś?- spytał wyraźnie wkurzony.
- Nie!- oznajmiłam twardo.- Nie ruszę się stąd bez rzeczy mojej przyjaciółki.- oparłam ręce na biodrach i patrzyłam się na niego ze zniecierpliwieniem.
- Skoro się sama nie ruszysz, to ja ci w tym pomogę.- uśmiechnął się cynicznie i w mgnieniu oka wziął mnie na ręce, po czym wyskoczył ze mną przez okno. Krzyczałam i wyrywałam mu się, ale niestety był ode mnie silniejszy. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz, postawił mnie na ziemi i ruszył w stronę drzwi.
- Do widzenie, Barbie.- rzucił na odchodne, zamykając za sobą ciężkie, mosiężne drzwi.

4 komentarze:

  1. woow! coraz ciekawiej :) juz sie nn nie moge doczekać xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;* jakoś w przyszłym tygodniu dodam nowy :D

      Usuń
  2. Cudowne :3 To słowo zawsze mam na języku, kiedy czytam twoje opowiadanie *-* Jak zawsze niezwykle mi się podobało. Zacznę od Damona i Eleny- trochę mi ich szkoda, bo przez śmierć Jera nieco ucierpiała ich relacja, ale liczę, że Elena mu wybaczy, bo on w sumie nie jest winien tej tragedii. Pocałunek na końcu tak bardzo mi się spodobał, że chyba nie wysiedzę do kolejnego rozdziału. To było słodkie ♥ I takie romantyczne ^^ Już myślałam, że on wyjdzie, a tu taka miła niespodzianka. Uwielbiam ich i mam nadzieję, że wszystko dobrze się ułoży. Damon i Caroline- no, no, polubiłam ich wspólne sceny :D Są takie zabawne, zwłaszcza ta na końcu. Chętnie zobaczyłabym ich więcej scen :3 Ten wyskok przez okno najlepszy! :D Stefan i Katherine- ich sceny również przypadły mi do gustu :3 W ogóle sposób w jaki ukazujesz charakterek Kath jest niesamowity. Jestem ciekawa jak sobie poradzą z Klausem,który chce dopaść i ją i Damona? :o Matt i Caroline również na plus. Podoba mi się ich związek- jest taki romantyczny i typowo ludzki ^^ Podsumowując, rozdział wspaniały i wypatruję kolejnego ♥
    Życzę weny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, nawet nie masz pojęcia jak przyjemnie mi się czyta takie miłe słowa *.* Co do Deleny to niestety musisz się jeszcze trochę uzbroić w cierpliwość. A Damon wyjedzie, ale będzie miał powód niecierpiący zwłoki. Cieszę się, że relacje Daroline przypadły Ci do gustu :D Chyba w panienkę Pierce się najbardziej wczułam hehe. Jeśli chodzi o Klausa, to sprawa z jego zemstą wyjaśni się w następnym rozdziale, choć nie będzie niestety tak miło... Maroline przedstawiam specjalnie troszkę słodko, aż nie za bardzo by nikt nie dostał cukrzycy xD W kolejnym rozdziale trochę zaszaleją :D
      Dziękuję bardzo za komentarz! ;***

      Usuń