Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i zapraszam na kolejny rozdział :D
Damon
- Nie ma to, jak wrócić z
miesięcznych wakacji do tej dziury.- powiedziałem sarkastycznie, po
przekroczeniu progu mojej rezydencji w Mystic Falls.
- A mówiłam, że wrócimy do
Savannah.- naburmuszyła się Katherine.- To oczywiście wpadłeś na genialny
pomysł, żeby tu przyjechać.
- A ja ci już mówiłem, że jak coś
ci się nie podoba, to droga wolna.- wskazałem ręką na drzwi.- Nikt cię tu na
siłę nie trzyma.
- Jak zwykle jesteś bardzo
uroczy.- nawinęła na palec, jeden z wystających loków.
- Tak, to właśnie ja. Uroczy,
szarmancki, przystojny, seksowny...
- Dobra, już przestań się
przechwalać.- warknęła.
Poszedłem do mojego barku i
nalałem sobie do szklanki złocistego trunku. Zastanawiałem się, gdzie podziali
się domownicy. Kilka dni temu dokładnie sprawdziłem rezydencje i nie
zauważyłem, żeby ktoś tu mieszkał od dobrego miesiąca. Dom był niewywietrzony,
meble pokrywał kurz i zniknęły wszystkie ubrania Eleny. Pozostało tylko trochę
rzeczy Stefana i moje, które zostawiłem przed wyjazdem. Wszystko wydawało mi
się dziwne. Na domiar złego, moja komórka została u Klausa, stąd nie wiedziałem
co się z nimi działo. Oczywiście mogłem pójść do domu rodzinnego Eleny, ale
nie chciałem. Nie byłem gotowy, żeby się z nią spotkać, choć nadal o niej
myślałem. Ze Stefanem próbowałem się skontaktować z nowego numeru telefonu, ale
jego komórka nie odpowiadała.
- Musimy to kiedyś powtórzyć.- usłyszałem
za sobą, dźwięczny głos wampirzycy.
- Och? Naprawdę?- odwróciłem się
w jej stronę.- Myślałem, że byłaś zazdrosna, kiedy spotykałem się z gorącymi
dziewczynami.
- Ja zawsze jestem o ciebie
zazdrosna.- szepnęła mi do ucha.- Ale z drugiej strony, widziałam, jak
przedmiotowo je traktowałeś. Zbajerowałeś, zabawiłeś się z nimi i wypiłeś z
nich krew, aż do ostatniej kropelki. To mi się nawet bardzo podobało.
- Ty również nie byłaś święta.-
mruknąłem, odgarniając włosy z jej twarzy.- Kokietowałaś napalonych i
śliniących się na twój widok facetów.
- Widzisz, ile mamy ze sobą
wspólnego.- odparła, odpinając guzik od mojej koszuli.- Oboje lubimy dobrą
zabawę i nie mamy z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Cokolwiek to znaczy.
- To prawda panienko Pierce,
jesteśmy ulepieni z tej samej gliny.- rzuciłem ją na kanapę, przyciskając jej
ciało do niej.
- Powiedz mi, jak ty to robisz,
że za każdym razem mam na ciebie coraz większą ochotę.- zaśmiała się
perliście.
Zamiast jej odpowiedzieć,
wpiłem się zachłannie w jej usta. Nie
pozostała mi dłużna i oddawała pocałunki ze zdwojoną siłą. Nasze ubrania latały
w powietrzu, niemal je z siebie zdarliśmy, zmieniając co chwilę pozycje.
Omiotłem spojrzeniem jej nagie ciało. Jak zwykle była piękna, idealna, taka
jaką ją zapamiętałem w 1864 roku. Zacząłem całować jej szyję, zjeżdżając
pocałunkami coraz niżej. Na zmianę, ssałem i przygryzałem jej sterczące sutki,
które robiły się twarde od moich pieszczot. Wyczułem, jak zadrżała i wciągnęła
powietrze, gdy całowałem jej brzuch. Wplotła palce w moje włosy i pociągnęła
mnie do góry. Teraz stykaliśmy się ze sobą czołami. Oboje dyszeliśmy z
podniecenia.
- Zamiana, wolę być na górze.-
wysapała i przekręciła się ze mną.
Obsypywała gorącymi pocałunkami
mój tors, podczas gdy jedną ręką powędrowała w stronę mojego podbrzusza.
Wciągnąłem głośno powietrze, gdy zaczęła ręką poruszać w górę i w dół. Nie
znałem drugiej takiej kobiety, która umiałaby robić to w taki sposób. Można
było jej wiele zarzucić, ale w pieprzeniu była najlepsza. Katherine była jedyna
w swoim rodzaju. Położyłem ręce na jej biodrach, przesuwając je stopniowo na
jej pośladki. Nie przestawaliśmy się pieścić wzajemnie, nasze dłonie i usta
były wszędzie. Lubiliśmy się ze sobą droczyć, dlatego przedłużaliśmy grę
wstępną. Miałem wrażenie, jakbyśmy robili to ostatni raz. Brunetka patrzyła się
na mnie, jakby chciała zapamiętać każdy najmniejszy fragment mojego ciała,
każdą rysę na mojej twarzy. Opuszkami palców delikatnie przejechała po mojej
twarzy.
- Pamiętaj, że zawsze cię kochałam
i będę kochać Damonie. Niezależnie od tego co się stanie.-wyczułem smutek w jej
głosie.
- Mówisz to tak, jakbyśmy mieli
się więcej nie spotkać.- odparłem szczerze.- Katherine Pierce, co się z tobą
dzieję? Zebrało ci się na sentymenty?
- Nieważne, chciałam tylko, żebyś
o tym wiedział.- pocałowała mnie namiętnie w usta.- Pieprz się ze mną
Salvatore. Pieprz się ze mną mocno i bez żadnych zahamowań. Chciałabym, żebyś w
trakcie szczytowania, wypowiedział moje imię.
Kompletnie nic z tego nie
rozumiałem. Nie widziałem jej jeszcze w takim stanie. Wyglądała na przybitą i
gdyby to była inna kobieta, pomyślałbym że zaraz się rozpłacze. Ale przecież
ona do takich nie należała. Nigdy nie okazywała oznak słabości, zawsze była
silną, dążącą do celu wampirzycą.
- Nie przyglądaj mi się tak.-
warknęła.- Weź mnie! Teraz!
Niewiele się nad tym
zastanawiając, spełniłem jej prośbę i wszedłem w nią bez zbędnych ceregieli.
Jęknęła, gdy wchodziłem w nią do oporu. Moje ruchy były mocne i zdecydowane.
Nasze ciała poruszały się w jednym rytmie. Katherine wychodziła mi naprzeciw
biodrami, chciała mnie mieć jak najbliżej. Błądziła rękoma po moich plecach,
raz po raz je drapiąc i zostawiając na nich rysy. Wpiłem się brutalnie w jej
usta. Wtargnąłem językiem do środka, nasze języki zaczęły toczyć ze sobą bitwę.
Pojękiwaliśmy sobie w usta, ciężko dysząc. Nagle oderwałem się od niej i
zacząłem całować jej szyję, rozkoszowałem się smakiem i zapachem jej ciała.
Zwiększyłem tempo i poruszałem się w niej coraz szybciej. Wampirzyca wygięła ciało
w łuk, gdy zawładnęła nią fala wibracji i poczuła pierwsze skurcze silnego
orgazmu, Zacisnęła mięśnie pochwy na moim członku, jakby chciała mnie utrzymać
w sobie jak najdłużej. Nie protestowałem, ani niczego nie zrobiłem, czekałem na
jej ruch. Po jakimś czasie, nakazała mi,
żebym zaczął się w niej poruszać. Tak też zrobiłem. Niedługo po tym, byłem na
skraju wytrzymałości. Katherine, pierwsza zaczęła szczytować, wypowiadając moje
imię. Krzyczała tak głośno, jak nigdy wcześniej. Chwilę po niej, wypełniłem
jej wnętrze błogim ciepłem. Spełniłem jej prośbę i podczas szczytowania,
wypowiedziałem jej imię. Spowolniłem ruchy i jeszcze przez jakiś czas w niej
byłem. Widziałem jak na jej twarzy wtargnął prawdziwy, szczery uśmiech.
Wydawało mi się, jakby czekała tylko na to. Nie wiedziałem
dlaczego, ale pogłaskałem ją czule po twarzy, po czym opadłem obok niej.
Przekręciła się na bok i wtuliła w moje lepiące się od potu ciało. Tkwiliśmy w
tej ciszy i w takim stanie, dopóki nie usłyszeliśmy jej dzwoniącego telefonu.
Katherine, zerwała się na równe nogi i go odebrała.
- Za 5 minut będę pod drzwiami Salvatorów.-usłyszałem głos młodej
dziewczyny ze słuchawki.
- Dobrze. Dzięki.- odparła
wampirzyca i się rozłączyła.
- Możesz mi wytłumaczyć o co
chodzi?- krzyknąłem.- Co to za kobieta i po jaką cholerę tu przyjedzie?
- Ubierz się, jeśli nie chcesz,
żeby zastała cię nagiego.- oznajmiła. Trzęsącymi rękoma, sama zaczęła się
ubierać.
- Wiedz, że cokolwiek
kombinujesz, nie ujdzie ci to płazem.- warknąłem, przyciskając ją do ściany.
- Uspokój się.- rzekła.- Lepiej
będzie, jeśli coś na siebie założysz.- wyswobodziła się z moich objęć i rzuciła
we mnie spodniami i koszulą.
Założyłem na siebie rzeczy, ale
nadal jej nie odpuściłem. W wampirzym tempie, znalazłem się przed nią i
zacząłem ściskać ją za gardło.
- Mów. Prawdę!- krzyknąłem.- Co
masz zamiar zrobić?
- Puść mnie!- wychrypiała.
Nagle usłyszałem, podjeżdżający
samochód. Nie przestając dusić Katherine, wyczekiwałem gościa. Dziewczyna nie
pofatygowała się zapukaniem do drzwi, tylko od razu je otworzyła. Wyglądała na
około dwadzieścia parę lat, miała bujne rude włosy i zielone oczy. Spojrzała
się na mnie z przepraszającym wzrokiem. A potem wyciągnęła rękę w moją stronę i
zaczęła coś mówić po łacinie.
- Co do kurwy…- poczułem ostry
ból i puściłem wampirzycę. Złapałem się za głowę i rozmasowałem skronie, ale na
nic. Ból nasilał się z sekundy na sekundę, coraz bardziej. Upadłem na kolana i
krzyczałem, gdyż nie miałem wcześniej do czynienia z tak potężną czarownicą.
Czułem, jak wszystko mi w głowie pękało. Bardzo powoli i cholernie boleśnie.
Zanim straciłem przytomność, usłyszałem jeszcze głos Katherine.
- Przepraszam, ale nie miałam
wyjścia.- szepnęła, gładząc moje ramię.- Może kiedyś mi to wybaczysz.
*****
Caroline
Piłam następnego drinka i z
niecierpliwością odliczałam ostatnie minuty, jakie zostały Mattowi do końca pracy.
Rozglądałam się po bokach, zauważyłam grupkę młodzieży, która śmiała się i
żartowała. Ze smutkiem pomyślałam o naszej paczce. Zastanawiałam się, kiedy my tak
sobie usiądziemy wszyscy razem i będziemy gadać o głupotach. Bonnie była
jeszcze w Atlancie. Każdego dnia miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam ją tam
samą. Chociaż ona za każdym razem mi mówiła, że wszystko u niej było w porządku
i niedługo powinna wrócić. Minął dopiero miesiąc, a czułam się jakby minęło
więcej czasu, o wiele więcej. Jeremy zaszył się w domu, podobnie było z Eleną,
która unikała wszystkich i żyła w swoim świecie. Powtarzała, że nic jej nie
było i nie miałam się czym martwić. A może, jutro wyciągnę ją na zakupy?-
pomyślałam z uśmiechem, popijając
trunek.
- Do kogo, tak się panienka
ślicznie uśmiecha?- zapytał radosnym głosem mój chłopak.
- A wiesz, do tamtego seksownego
i samotnego pana, który jeszcze chwilę temu stał za barem.- odparłam,
obdarzając go ciepłym uśmiechem.
- Skąd ta pewność, że jest
wolny?- droczył się ze mną.
- Dokładnie go sprawdziłam i od
samego początku wiedziałam, że będzie należeć tylko i wyłącznie do mnie.-
stwierdziłam, muskając delikatnie jego usta.
- Kiedy kończysz?- spytałam, gdy
odsunęliśmy się od siebie.- Nudzi mi się.- zrobiłam smutną minkę.
- Caro, daj mi kilka minut.-
poprosił i pogłaskał mnie po policzku.- Muszę jeszcze posprzątać i grzecznie
wyprosić klientów.
- Pomogę ci.- zaoferowałam się.-
Ty posprzątaj, a ja się nimi zajmę.- wskazałam palcem na grupkę osób, która
jeszcze była w barze.
- Taa, ja już wiem, jak ty ich
ładnie wyprosisz.- zaśmiał się, po czym dodał.- Sam to zrobię. Będziesz jeszcze
to piła?- zerknął na mojego niedopitego drinka.
- Matt, zrozum, zrobię to
szybciej. Proszę, będę miła.- spojrzałam się na niego błagalnym wzrokiem. Ale,
kiedy widziałam, że to nic nie pomogło, dodałam.- Wiem, że nie pochwalasz
hipnozy, ale przecież to nie jest nic, aż tak strasznego. Zaakceptowałeś mnie
taką, jaka jestem.
- To nie chodzi o ciebie.- odparł
skruszony.- Czasami nie umiem się pogodzić z twoimi zdolnościami. Dobra,
mniejsza o to. Chcesz, zrób to, zahipnotyzuj ich. Ja zbiorę szklanki ze
stolików.
- Matt.- powiedziałam bezradna.
Zdawałam sobie z tego sprawę, jak
niekiedy trudno mu było ze mną wytrzymać. Starałam się, jak mogłam
najlepiej. Wstałam i tak jak obiecałam,
grzecznie wyprosiłam klientów. Pozbierałam resztę naczyń i zaniosłam je na
zaplecze. Zauważyłam Matta, wkładającego brudne szklanki, talerze i sztućce do
zmywarki.
- Jeszcze te zostały.- rzekłam i
podałam je mojemu chłopakowi, który miał grobową minę.
- Hej.- klepnęłam go lekko w
ramię.- Nie możesz się wiecznie na mnie gniewać.
- Wiecznie, na pewno nie.-
stwierdził.- Ja będę żył kilkadziesiąt lat, a ty kilkaset.
- Nie myśl o tym teraz.- objęłam
go od tyłu w pasie i wtuliłam się w jego szyje.- Jakoś to będzie.
Najważniejsze, że się kochamy i chcemy być ze sobą.
- A kiedy mam o tym pomyśleć? Jak
się zestarzeję i będę leżał na łożu śmierci?- wyrzucił z siebie zdenerwowany.
Usiadł na krześle i zakrył twarz w dłoniach.- Nie chcę cię stracić Caro.-
spojrzał się na mnie z miłością.
- I nie stracisz.- powiedziałam
szczerze.- Nie dopuszczę do tego.- obiecałam, po czym wpiłam się w jego usta.
Całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. Kochałam tego faceta w każdy możliwy
sposób i nikt, ani nic nie mogło nam stanąć na przeszkodzie. Byliśmy
niezniszczalni, żadna niepożądana siła nie mogła nas rozdzielić.
- Chciałaś iść.- powiedział w
trakcie pocałunków.- Dokończymy to w domu.
- Czyli, już jest w porządku?-
spytałam z entuzjazmem.- Nie gniewasz się na mnie?
- Skarbie, oczywiście, że się na
ciebie nie gniewam.- odparł. Wziął mnie za rękę i wyszliśmy z baru. Matt
zamknął drzwi i udaliśmy się w stronę samochodu.
- Caro.- pogłaskał mnie po
policzku, kiedy już siedzieliśmy w samochodzie. Widziałam, że coś go trapiło.
Miałam najgorsze przeczucia, ale przecież niedawno mówił, że nie był już na
mnie zły.
- Tak?- spytałam z troską.
- Musimy poważnie porozmawiać.- rzekł,
dokładnie przyglądając się mojej twarzy.
O, Matko, nie widziałam go nigdy
takiego poważnego. Co się stało? Czemu chce ze mną porozmawiać? Dlaczego ma
taką niepewną minę, jakby obawiał się mojej reakcji? Przez moją głowę przechodziło tysiące najczarniejszych
myśli. Bałam się, że chciał mnie zostawić. Nie przeżyłabym bez niego, nie
umiałabym.
*****
Stefan
Kilka dni temu przyjechałem do
Londynu z uroczą blond wampirzycą. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś będę to w
stanie mógł to powiedzieć, ale byłem szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy, wolny,
niezależny i korzystałem z uroków wampiryzmu. Życie bez Eleny było o wiele
prostsze, łatwiejsze. Przestały mnie już nachodzić wyrzuty sumienia, że przeze
mnie stała się czymś, czym nigdy nie chciała być, czyli wampirem. Nie
obchodziła mnie już, chociaż czasami nachodziły mnie jeszcze myśli: „Co by
było, gdybym został?”, „Co by było, gdybym o nią bardziej zawalczył?”. Ale na
całe szczęście szybko one przechodziły, a to wszystko za sprawą pięknej
blondynki. Jakiś czas temu, spotkałem się z Klausem, musiałem się upewnić, że z
moim bratem było wszystko w porządku. Gdyby nie interwencja jego siostry
Rebeki, z którą teraz spędzałem te wspaniałe chwile, byłoby po mnie. Pierwotny
wpadł w szał, gdy się zapytałem o Damona. Powiedział tylko tyle, że jak tylko
go zobaczy, to rozszarpie go na strzępy. Uciekł mu z czyjąś pomocą, wiedziałem
że kto jak kto, ale mój starszy braciszek sobie poradzi. Z gorszych tarapatów
wychodził, więc odetchnąłem z ulgą, gdy się dowiedziałem, że był cały. Chciałem
się z nim spotkać, ale bałem się, że
Klaus mógłby mnie śledzić. A poza tym, nawet nie wiedziałem gdzie mógł być. Z
moich rozmyślań wyrwały mnie, delikatne ręce błądzące po moich plecach. Jej
ciepłe dłonie, wywoływały u mnie przyjemne dreszcze, a jej melodyjny głos był rajem dla moich uszu.
- Stefanie Salvatore, o czym tak
znowu myślisz?- szepnęła kokieteryjnie do mojego ucha, po czym dodała
ostrzejszym głosem.- Jeśli znowu o tej wywłoce, to przysięgam, że osobiście
wbiję ci kołek w serce.
- Nie zrobiłabyś tego, za bardzo
ci na mnie zależy.- odparłem pewnym siebie głosem.
- Tak myślisz?- w jednej
sekundzie, zmaterializowała się przed mną.- A co, jeśli jesteś moją kolejną
zabawką i jak tylko mi się znudzisz, to cię po prostu sprzątnę?
- Rebekah Mikaelson, znam cię
lepiej, niż ktokolwiek inny. – złapałem ją mocno w talii, przyciągając do
siebie.- Możesz udawać silną i obojętną, ale w głębi duszy jakaś cząstka ciebie
będzie zawsze miała do mnie małą słabość.
- Na twoje szczęście, masz ładną
buźkę, którą szkoda byłoby zniszczyć.- mruknęła w moje usta.- Nie tak szybko mi
się znudzisz Salvatore. Świetnie się razem bawimy i jesteśmy do siebie podobni.
-Pamiętasz, jak się świetnie
bawiliśmy w latach 20?- nawinąłem sobie na palec jej zbłąkany blond kosmyk
włosów i założyłem jej za ucho.
- Doskonale to pamiętam, ale
wiesz, że zawsze może być lepiej?- popchnęła mnie na fotel i usiadła na mnie
okrakiem.
Przez kilka sekund mierzyliśmy
się wzrokiem, po czym nasze usta złączyły się w długim i namiętnym pocałunku,
który pogłębialiśmy coraz bardziej.
Nasze języki walczyły o dominację, a kiedy się od siebie oderwaliśmy, oboje ciężko dyszeliśmy. Przejechałem
opuszkiem palca po jej policzku, ale Rebekah strząsnęła mój palec, wpijając się
zachłannie w moje usta. Zdarzało mi się zapominać, że ona nie lubiła takich
delikatnych czułości, to nie była Elena. O której swoją drogą musiałem
zapomnieć i to jak najszybciej. Teraz byłem z seksowną blond wampirzycą i tylko
ona się liczyła, nikt inny. Kobieta, jedną ręką rozerwała moją koszulę, a drugą
odpinała pasek od spodni. Nie chcąc być jej dłużnym, ściągnąłem jej bluzkę i
zacząłem wodzić językiem po jej szyi i unoszących się piersiach. Jęknęła, gdy
wtargnąłem ręką pod jej króciutką spódniczkę. Niebawem, wziąłem ją na ręce i
zaniosłem do sypialni, gdzie rzuciłem ją na łóżko. Zacząłem mocno napierać na
nią swoim ciałem. W sekundę pozbyliśmy się naszych ubrań. Drażniłem językiem
jej jędrne piersi, które twardniały pod wpływem moich pieszczot. Zataczałem na
nich kółka, przygryzałem i ssałem na przemian. Rebekah przewróciła mnie na
plecy, wodząc językiem po moim torsie i poruszając dłonią moim członkiem w górę
i w dół. Robiła to z taką intensywnością, że traciłem powoli zmysły i
kompletnie się w tym zatracałem. Kiedy byłem już u skraju wytrzymałości,
obróciłem ją i wylądowałem na niej. Jęknęła, kiedy włożyłem w nią jeden palec,
poruszając nim szybko. Czułem jak z każdą chwilą, robiła się coraz bardziej
wilgotna. Wycofałem dłoń i ponownie wdarłem się w nią dwoma palcami. Rozkoszując
się tą chwilą, wygięła ciało w łuk. Jej biodra krążyły wokół mojej dłoni, kiedy
kciukiem masowałem jej łechtaczkę. Nie zaprzestając swoich działań, całowałem
ją po twarzy, szyi i dekolcie, wodząc ustami coraz niżej. Nagle dotknąłem
językiem jej łechtaczki. Blondynka wciągnęła głośno powietrze i czułem jak
zaczynała szczytować, gdy coraz intensywniej sprawiałem jej przyjemność gorącym
i śliskim językiem. Wydała z siebie jęk rozkoszy, jednocześnie łapiąc mnie za
włosy. Czułem jak cała drżała, a jej mięśnie zaciskały się wokół mojego
wibrującego języka. Po tym doznaniu, obudził się we mnie instynkt zwierzęcy,
jednym sprawnym ruchem wszedłem w jej miękkie i gorące ciało. Blondynka,
przyciągnęła mnie do siebie jeszcze bliżej, nie mogąc złapać tchu po wcześniejszym
orgazmie. Mocno ściskała moje pośladki i jęczała, gdyż moje pchnięcia były
zdecydowane i mocne. Nasze ciała poruszały się jednym, równym rytmem. Doznania
narastały i zaczęliśmy szczytować jednocześnie. Zalała nas fala rozkoszy i
ulgi. Nasze krzyki i oddechy się mieszały. Wyczerpany, opadłem obok niej na
łóżku, łapiąc oddech. Wampirzyca wzięła z szafki paczkę papierosów i
zapalniczkę.
- Nie ma to, jak papieros po
wyczerpujących dwóch, długich orgazmach.- powiedziała usatysfakcjonowana.-
Chcesz?- wyciągnęła w moją stronę paczkę.
- Pewnie.- odparłem, odpalając
najpierw jej, a potem sobie papierosa. Oboje zaciągnęliśmy się tym świństwem,
wypuszczając z naszych ust obłok dymu nikotynowego.
- Wiesz, że mi zaimponowałeś.-
rzuciła blondynka.
- Cieszę się, że jesteś
zadowolona.- powiedziałem posyłając jej uśmiech.
- Mówią, że praktyka czyni
mistrza, więc jest jeszcze przed tobą trochę pracy.- chuchnęła mi w twarz dymem
i roześmiała się perliście.
- Na moje, możemy zacząć ćwiczyć
od zaraz.- mówiąc to, znalazłem się na niej, odgarniając z jej twarzy lepkie od
potu włosy.
- Nie tak szybko ogierze.-
pogroziła mi palcem.- Teraz to ja idę wziąć długą, relaksującą kąpiel.
- Kąpiel, też może być.-
odparłem.
- Idę sama.- powiedziała głosem,
nieznoszącym sprzeciwu i zepchnęła mnie z siebie. Udała się do łazienki,
zamykając za sobą drzwi.
*****
Elena
- Jeszcze raz to samo.- odparłam,
wypranym z emocji głosem. Siedziałam właśnie w barze, pijąc piątą, albo szóstą
szklankę whiskey. Sama już nie wiedziałam. Straciłam chęć do życia, wszystko
wydawało mi się bezsensowne. Nie cieszyły mnie już wspólne wypady z Caro do
sklepów, obiadki z Jerem, czy rozmowa z Mattem albo z Bonnie przez telefon.
Jedyne co mnie cieszyło to ucieczka Damona z łap Klausa. Tylko nadal nie
wiedziałam gdzie był, co robił. Czy myślał o mnie, tak samo jak ja o nim? Czy
tęsknił co noc? Czy znaczyłam coś jeszcze dla niego? Alkohol, teraz to on był
moją podporą, przyjacielem, przynajmniej on nigdy mnie nie zostawił, zawsze
wysłuchał i nie prawił kazań. No tak, jakby ta szklanka mogła w ogóle do mnie przemówić- uśmiechnęłam się blado pod
nosem. Nagle poczułam wibracje w
telefonie, dostałam sms- a od Caroline.
Hej! Przepraszam, że się do Ciebie nie odzywałam. Miałam tyle na
głowie. Spotkajmy się za godzinkę przed butikiem. Pobuszujemy po sklepach, a
potem udamy się na kawkę i ploteczki :D Potrzebuję rady przyjaciółki.
Kocham Cię, Caro.
P.S. Nie próbuj mi się wymigać!
Cała Caroline, tylko, że ja nie
miałam ochoty chodzić pół dnia po sklepach. Tu mi było dobrze. Upiłam łyk
złocistego trunku i od razu poczułam się lepiej. Cholera, chyba się uzależniłam
od tego alkoholu. To pewnie dlatego, że tak bardzo przypominał mi Jego, mojego
kochanego Damona, którego tak bardzo mi brakowało. Byłam załamana i coraz
bardziej się staczałam. Już wyobrażałam to sobie, jak moja przyjaciółka będzie
mi prawiła kazania na temat alkoholu. Ach, może lepiej wyjdę teraz i się
przewietrzę, może nie zauważy, że piłam. Jak też pomyślałam, tak zrobiłam.
Zostawiłam banknot na stoliku i chwiejnym krokiem opuściłam pomieszczenie.
Po zetknięciu się z rześkim
powietrzem, poczułam pulsującą głowę. Musiałam oprzeć się o ścianę budynku,
gdyż wszystko zaczęło mi się kręcić dookoła. Zdecydowanie przesadziłam. Zsunęłam się po brudnej, zimnej ścianie i upadłam
na ziemię. Podciągnęłam nogi pod brodę i czekałam aż mi przejdzie. Nerwowo
pocierałam skronie, modląc się w duchu, żeby nikt mnie nie zobaczył w takim
stanie. Przez moją głowę przechodziło tysiące myśli, których nie mogłam w żaden
sposób zatrzymać. Po jakimś czasie, wstałam z ociąganiem, stawiając małe kroki.
Zerknęłam na zegarek, do spotkania zostało mi jeszcze 40 minut, więc
postanowiłam pójść jeszcze do parku i usiąść na ławce. Kiedy już się tam
znalazłam, spoczęłam na pierwszej ławce i zamknęłam oczy, rozkoszując się błogą
ciszą. Szum drzew, delikatny podmuch wiatru i ćwierkające ptaszki, działały na
mnie jak lekarstwo. Wyciszałam się i uspokajałam z każdą chwilą coraz bardziej.
Tego mi było trzeba, spokoju i ciszy. Jednak nic nie może trwać wiecznie,
pomyślałam zrezygnowana. Przypomniało mi się, że miałam się spotkać z Caro.
Dlatego skierowałam swoje kroki w stronę butiku. Na szczęście głowa już mnie
tak nie bolała i byłam gotowa na zakupowy szał. Na miejscu byłam przed czasem.
Wyciągnęłam z torebki lusterko i poprawiłam fryzurę i makijaż. Nagle poczułam
na sobie czyjś wzrok, podniosłam do góry głowę i zetknęłam się z samym Kolem
Mikaelsonem. Był ubrany nienagannie, niebieska koszula, ciemne jeansy i ułożone
włosy. Posłał mi uśmiech, jednocześnie podchodząc do mnie bliżej.
- No proszę, panna Gilbert.-rzekł
zmysłowym głosem.- Na mnie czekasz?
- Masz za wysokie mniemanie o
sobie.- odparłam.- Ale dobrze zgadłeś, czekam na kogoś, lecz nie na ciebie.
- Uu, zraniłaś moje uczucia.-
położył rękę na sercu i udał załamanego.
- Wiesz, chętnie bym z tobą
pogawędziła, ale nie mam czasu.- skwitowałam, wymijając go.
- Poczekaj.- złapał mnie pod
ramię.- Jeszcze nie skończyłem z tobą rozmawiać.
- Ale ja skończyłam.- warknęłam.
- Chciałbym, żebyś gdzieś ze mną
pojechała.- powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.- I albo pójdziesz ze mną
grzecznie, albo będę musiał użyć siły.
- Śmiało.- zebrałam w sobie całą
odwagę i spojrzałam mu w oczy.- Pokaż jakim jesteś dżentelmenem.
- Sama tego chciałaś.- wysyczał
przez zęby.
Nie zdążyłam nawet zauważyć, kiedy jego ręce
znalazły się na mojej szyi. Jednym, sprawnym ruchem skręcił mi kark. Zanim
straciłam przytomność, poczułam zgrzytające kości. Potem osunęłam się w jego
ramionach i nastała ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz