środa, 26 lutego 2014

Rozdział VII

Dziękuję bardzo za piękne i motywujące komentarze, oraz za ponad 1000 wejść ♥ Byłoby mi bardziej miło, jakby te osoby, które czytają, pozostawiły po sobie chociaż ślad. Żebym wiedziała ilu osobom podobają się moje wypociny ;)
Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i zapraszam na kolejny rozdział :D

Damon

- Nie ma to, jak wrócić z miesięcznych wakacji do tej dziury.- powiedziałem sarkastycznie, po przekroczeniu progu mojej rezydencji w Mystic Falls.
- A mówiłam, że wrócimy do Savannah.- naburmuszyła się Katherine.- To oczywiście wpadłeś na genialny pomysł, żeby tu przyjechać.
- A ja ci już mówiłem, że jak coś ci się nie podoba, to droga wolna.- wskazałem ręką na drzwi.- Nikt cię tu na siłę nie trzyma.
- Jak zwykle jesteś bardzo uroczy.- nawinęła na palec, jeden z wystających loków.
- Tak, to właśnie ja. Uroczy, szarmancki, przystojny, seksowny...
- Dobra, już przestań się przechwalać.- warknęła.
Poszedłem do mojego barku i nalałem sobie do szklanki złocistego trunku. Zastanawiałem się, gdzie podziali się domownicy. Kilka dni temu dokładnie sprawdziłem rezydencje i nie zauważyłem, żeby ktoś tu mieszkał od dobrego miesiąca. Dom był niewywietrzony, meble pokrywał kurz i zniknęły wszystkie ubrania Eleny. Pozostało tylko trochę rzeczy Stefana i moje, które zostawiłem przed wyjazdem. Wszystko wydawało mi się dziwne. Na domiar złego, moja komórka została u Klausa, stąd nie wiedziałem co się z nimi działo. Oczywiście mogłem pójść do domu rodzinnego Eleny, ale nie chciałem. Nie byłem gotowy, żeby się z nią spotkać, choć nadal o niej myślałem. Ze Stefanem próbowałem się skontaktować z nowego numeru telefonu, ale jego komórka nie odpowiadała.
- Musimy to kiedyś powtórzyć.- usłyszałem za sobą, dźwięczny głos wampirzycy.
- Och? Naprawdę?- odwróciłem się w jej stronę.- Myślałem, że byłaś zazdrosna, kiedy spotykałem się z gorącymi dziewczynami.
- Ja zawsze jestem o ciebie zazdrosna.- szepnęła mi do ucha.- Ale z drugiej strony, widziałam, jak przedmiotowo je traktowałeś. Zbajerowałeś, zabawiłeś się z nimi i wypiłeś z nich krew, aż do ostatniej kropelki. To mi się nawet bardzo podobało.
- Ty również nie byłaś święta.- mruknąłem, odgarniając włosy z jej twarzy.- Kokietowałaś napalonych i śliniących się na twój widok facetów.
- Widzisz, ile mamy ze sobą wspólnego.- odparła, odpinając guzik od mojej koszuli.- Oboje lubimy dobrą zabawę i nie mamy z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Cokolwiek to znaczy.
- To prawda panienko Pierce, jesteśmy ulepieni z tej samej gliny.- rzuciłem ją na kanapę, przyciskając jej ciało do niej.
- Powiedz mi, jak ty to robisz, że za każdym razem mam na ciebie coraz większą ochotę.- zaśmiała się perliście.
Zamiast jej odpowiedzieć, wpiłem  się zachłannie w jej usta. Nie pozostała mi dłużna i oddawała pocałunki ze zdwojoną siłą. Nasze ubrania latały w powietrzu, niemal je z siebie zdarliśmy, zmieniając co chwilę pozycje. Omiotłem spojrzeniem jej nagie ciało. Jak zwykle była piękna, idealna, taka jaką ją zapamiętałem w 1864 roku. Zacząłem całować jej szyję, zjeżdżając pocałunkami coraz niżej. Na zmianę, ssałem i przygryzałem jej sterczące sutki, które robiły się twarde od moich pieszczot. Wyczułem, jak zadrżała i wciągnęła powietrze, gdy całowałem jej brzuch. Wplotła palce w moje włosy i pociągnęła mnie do góry. Teraz stykaliśmy się ze sobą czołami. Oboje dyszeliśmy z podniecenia.
- Zamiana, wolę być na górze.- wysapała i przekręciła się ze mną.
Obsypywała gorącymi pocałunkami mój tors, podczas gdy jedną ręką powędrowała w stronę mojego podbrzusza. Wciągnąłem głośno powietrze, gdy zaczęła ręką poruszać w górę i w dół. Nie znałem drugiej takiej kobiety, która umiałaby robić to w taki sposób. Można było jej wiele zarzucić, ale w pieprzeniu była najlepsza. Katherine była jedyna w swoim rodzaju. Położyłem ręce na jej biodrach, przesuwając je stopniowo na jej pośladki. Nie przestawaliśmy się pieścić wzajemnie, nasze dłonie i usta były wszędzie. Lubiliśmy się ze sobą droczyć, dlatego przedłużaliśmy grę wstępną. Miałem wrażenie, jakbyśmy robili to ostatni raz. Brunetka patrzyła się na mnie, jakby chciała zapamiętać każdy najmniejszy fragment mojego ciała, każdą rysę na mojej twarzy. Opuszkami palców delikatnie przejechała po mojej twarzy.
- Pamiętaj, że zawsze cię kochałam i będę kochać Damonie. Niezależnie od tego co się stanie.-wyczułem smutek w jej głosie.
- Mówisz to tak, jakbyśmy mieli się więcej nie spotkać.- odparłem szczerze.- Katherine Pierce, co się z tobą dzieję? Zebrało ci się na sentymenty?
- Nieważne, chciałam tylko, żebyś o tym wiedział.- pocałowała mnie namiętnie w usta.- Pieprz się ze mną Salvatore. Pieprz się ze mną mocno i bez żadnych zahamowań. Chciałabym, żebyś w trakcie szczytowania, wypowiedział moje imię.
Kompletnie nic z tego nie rozumiałem. Nie widziałem jej jeszcze w takim stanie. Wyglądała na przybitą i gdyby to była inna kobieta, pomyślałbym że zaraz się rozpłacze. Ale przecież ona do takich nie należała. Nigdy nie okazywała oznak słabości, zawsze była silną, dążącą do celu wampirzycą.
- Nie przyglądaj mi się tak.- warknęła.- Weź mnie! Teraz!
Niewiele się nad tym zastanawiając, spełniłem jej prośbę i wszedłem w nią bez zbędnych ceregieli. Jęknęła, gdy wchodziłem w nią do oporu. Moje ruchy były mocne i zdecydowane. Nasze ciała poruszały się w jednym rytmie. Katherine wychodziła mi naprzeciw biodrami, chciała mnie mieć jak najbliżej. Błądziła rękoma po moich plecach, raz po raz je drapiąc i zostawiając na nich rysy. Wpiłem się brutalnie w jej usta. Wtargnąłem językiem do środka, nasze języki zaczęły toczyć ze sobą bitwę. Pojękiwaliśmy sobie w usta, ciężko dysząc. Nagle oderwałem się od niej i zacząłem całować jej szyję, rozkoszowałem się smakiem i zapachem jej ciała. Zwiększyłem tempo i poruszałem się w niej coraz szybciej. Wampirzyca wygięła ciało w łuk, gdy zawładnęła nią fala wibracji i poczuła pierwsze skurcze silnego orgazmu, Zacisnęła mięśnie pochwy na moim członku, jakby chciała mnie utrzymać w sobie jak najdłużej. Nie protestowałem, ani niczego nie zrobiłem, czekałem na jej ruch.  Po jakimś czasie, nakazała mi, żebym zaczął się w niej poruszać. Tak też zrobiłem. Niedługo po tym, byłem na skraju wytrzymałości. Katherine, pierwsza zaczęła szczytować, wypowiadając moje imię. Krzyczała tak głośno, jak nigdy wcześniej. Chwilę po niej, wypełniłem jej wnętrze błogim ciepłem. Spełniłem jej prośbę i podczas szczytowania, wypowiedziałem jej imię. Spowolniłem ruchy i jeszcze przez jakiś czas w niej byłem. Widziałem jak na jej twarzy wtargnął prawdziwy, szczery uśmiech. Wydawało mi się, jakby czekała tylko na to. Nie wiedziałem dlaczego, ale pogłaskałem ją czule po twarzy, po czym opadłem obok niej. Przekręciła się na bok i wtuliła w moje lepiące się od potu ciało. Tkwiliśmy w tej ciszy i w takim stanie, dopóki nie usłyszeliśmy jej dzwoniącego telefonu. Katherine, zerwała się na równe nogi i go odebrała.
- Za 5 minut będę pod drzwiami Salvatorów.-usłyszałem głos młodej dziewczyny ze słuchawki.
- Dobrze. Dzięki.- odparła wampirzyca i się rozłączyła.
- Możesz mi wytłumaczyć o co chodzi?- krzyknąłem.- Co to za kobieta i po jaką cholerę tu przyjedzie?
- Ubierz się, jeśli nie chcesz, żeby zastała cię nagiego.- oznajmiła. Trzęsącymi rękoma, sama zaczęła się ubierać.
- Wiedz, że cokolwiek kombinujesz, nie ujdzie ci to płazem.- warknąłem, przyciskając ją do ściany.
- Uspokój się.- rzekła.- Lepiej będzie, jeśli coś na siebie założysz.- wyswobodziła się z moich objęć i rzuciła we mnie spodniami i koszulą.
Założyłem na siebie rzeczy, ale nadal jej nie odpuściłem. W wampirzym tempie, znalazłem się przed nią i zacząłem ściskać ją za gardło.
- Mów. Prawdę!- krzyknąłem.- Co masz zamiar zrobić?
- Puść mnie!- wychrypiała.
Nagle usłyszałem, podjeżdżający samochód. Nie przestając dusić Katherine, wyczekiwałem gościa. Dziewczyna nie pofatygowała się zapukaniem do drzwi, tylko od razu je otworzyła. Wyglądała na około dwadzieścia parę lat, miała bujne rude włosy i zielone oczy. Spojrzała się na mnie z przepraszającym wzrokiem. A potem wyciągnęła rękę w moją stronę i zaczęła coś mówić po łacinie.
- Co do kurwy…- poczułem ostry ból i puściłem wampirzycę. Złapałem się za głowę i rozmasowałem skronie, ale na nic. Ból nasilał się z sekundy na sekundę, coraz bardziej. Upadłem na kolana i krzyczałem, gdyż nie miałem wcześniej do czynienia z tak potężną czarownicą. Czułem, jak wszystko mi w głowie pękało. Bardzo powoli i cholernie boleśnie. Zanim straciłem przytomność, usłyszałem jeszcze głos Katherine.
- Przepraszam, ale nie miałam wyjścia.- szepnęła, gładząc moje ramię.- Może kiedyś mi to wybaczysz.


*****

Caroline

Piłam następnego drinka i z niecierpliwością odliczałam ostatnie minuty, jakie zostały Mattowi do końca pracy. Rozglądałam się po bokach, zauważyłam grupkę młodzieży, która śmiała się i żartowała. Ze smutkiem pomyślałam o naszej paczce. Zastanawiałam się, kiedy my tak sobie usiądziemy wszyscy razem i będziemy gadać o głupotach. Bonnie była jeszcze w Atlancie. Każdego dnia miałam wyrzuty sumienia, że zostawiłam ją tam samą. Chociaż ona za każdym razem mi mówiła, że wszystko u niej było w porządku i niedługo powinna wrócić. Minął dopiero miesiąc, a czułam się jakby minęło więcej czasu, o wiele więcej. Jeremy zaszył się w domu, podobnie było z Eleną, która unikała wszystkich i żyła w swoim świecie. Powtarzała, że nic jej nie było i nie miałam się czym martwić. A może, jutro wyciągnę ją na zakupy?- pomyślałam z uśmiechem,  popijając trunek.
- Do kogo, tak się panienka ślicznie uśmiecha?- zapytał radosnym głosem mój chłopak.
- A wiesz, do tamtego seksownego i samotnego pana, który jeszcze chwilę temu stał za barem.- odparłam, obdarzając go ciepłym uśmiechem.
- Skąd ta pewność, że jest wolny?- droczył się ze mną.
- Dokładnie go sprawdziłam i od samego początku wiedziałam, że będzie należeć tylko i wyłącznie do mnie.- stwierdziłam, muskając delikatnie jego usta.
- Kiedy kończysz?- spytałam, gdy odsunęliśmy się od siebie.- Nudzi mi się.- zrobiłam smutną minkę.
- Caro, daj mi kilka minut.- poprosił i pogłaskał mnie po policzku.- Muszę jeszcze posprzątać i grzecznie wyprosić klientów.
- Pomogę ci.- zaoferowałam się.- Ty posprzątaj, a ja się nimi zajmę.- wskazałam palcem na grupkę osób, która jeszcze była w barze.
- Taa, ja już wiem, jak ty ich ładnie wyprosisz.- zaśmiał się, po czym dodał.- Sam to zrobię. Będziesz jeszcze to piła?- zerknął na mojego niedopitego drinka.
- Matt, zrozum, zrobię to szybciej. Proszę, będę miła.- spojrzałam się na niego błagalnym wzrokiem. Ale, kiedy widziałam, że to nic nie pomogło, dodałam.- Wiem, że nie pochwalasz hipnozy, ale przecież to nie jest nic, aż tak strasznego. Zaakceptowałeś mnie taką, jaka jestem.
- To nie chodzi o ciebie.- odparł skruszony.- Czasami nie umiem się pogodzić z twoimi zdolnościami. Dobra, mniejsza o to. Chcesz, zrób to, zahipnotyzuj ich. Ja zbiorę szklanki ze stolików.
- Matt.- powiedziałam bezradna.
Zdawałam sobie z tego sprawę, jak niekiedy trudno mu było ze mną wytrzymać. Starałam się, jak mogłam najlepiej. Wstałam i tak jak obiecałam, grzecznie wyprosiłam klientów. Pozbierałam resztę naczyń i zaniosłam je na zaplecze. Zauważyłam Matta, wkładającego brudne szklanki, talerze i sztućce do zmywarki.
- Jeszcze te zostały.- rzekłam i podałam je mojemu chłopakowi, który miał grobową minę.
- Hej.- klepnęłam go lekko w ramię.- Nie możesz się wiecznie na mnie gniewać.
- Wiecznie, na pewno nie.- stwierdził.- Ja będę żył kilkadziesiąt lat, a ty kilkaset.
- Nie myśl o tym teraz.- objęłam go od tyłu w pasie i wtuliłam się w jego szyje.- Jakoś to będzie. Najważniejsze, że się kochamy i chcemy być ze sobą.
- A kiedy mam o tym pomyśleć? Jak się zestarzeję i będę leżał na łożu śmierci?- wyrzucił z siebie zdenerwowany. Usiadł na krześle i zakrył twarz w dłoniach.- Nie chcę cię stracić Caro.- spojrzał się na mnie z miłością.
- I nie stracisz.- powiedziałam szczerze.- Nie dopuszczę do tego.- obiecałam, po czym wpiłam się w jego usta. Całowaliśmy się namiętnie i zachłannie. Kochałam tego faceta w każdy możliwy sposób i nikt, ani nic nie mogło nam stanąć na przeszkodzie. Byliśmy niezniszczalni, żadna niepożądana siła nie mogła nas rozdzielić.
- Chciałaś iść.- powiedział w trakcie pocałunków.- Dokończymy to w domu.
- Czyli, już jest w porządku?- spytałam z entuzjazmem.- Nie gniewasz się na mnie?
- Skarbie, oczywiście, że się na ciebie nie gniewam.- odparł. Wziął mnie za rękę i wyszliśmy z baru. Matt zamknął drzwi i udaliśmy się w stronę samochodu.
- Caro.- pogłaskał mnie po policzku, kiedy już siedzieliśmy w samochodzie. Widziałam, że coś go trapiło. Miałam najgorsze przeczucia, ale przecież niedawno mówił, że nie był już na mnie zły.
- Tak?- spytałam z troską.
- Musimy poważnie porozmawiać.- rzekł, dokładnie przyglądając się mojej twarzy.
O, Matko, nie widziałam go nigdy takiego poważnego. Co się stało? Czemu chce ze mną porozmawiać? Dlaczego ma taką niepewną minę, jakby obawiał się mojej reakcji?  Przez moją głowę przechodziło tysiące najczarniejszych myśli. Bałam się, że chciał mnie zostawić. Nie przeżyłabym bez niego, nie umiałabym.

*****

Stefan

Kilka dni temu przyjechałem do Londynu z uroczą blond wampirzycą. Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś będę to w stanie mógł to powiedzieć, ale byłem szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy, wolny, niezależny i korzystałem z uroków wampiryzmu. Życie bez Eleny było o wiele prostsze, łatwiejsze. Przestały mnie już nachodzić wyrzuty sumienia, że przeze mnie stała się czymś, czym nigdy nie chciała być, czyli wampirem. Nie obchodziła mnie już, chociaż czasami nachodziły mnie jeszcze myśli: „Co by było, gdybym został?”, „Co by było, gdybym o nią bardziej zawalczył?”. Ale na całe szczęście szybko one przechodziły, a to wszystko za sprawą pięknej blondynki. Jakiś czas temu, spotkałem się z Klausem, musiałem się upewnić, że z moim bratem było wszystko w porządku. Gdyby nie interwencja jego siostry Rebeki, z którą teraz spędzałem te wspaniałe chwile, byłoby po mnie. Pierwotny wpadł w szał, gdy się zapytałem o Damona. Powiedział tylko tyle, że jak tylko go zobaczy, to rozszarpie go na strzępy. Uciekł mu z czyjąś pomocą, wiedziałem że kto jak kto, ale mój starszy braciszek sobie poradzi. Z gorszych tarapatów wychodził, więc odetchnąłem z ulgą, gdy się dowiedziałem, że był cały. Chciałem się z nim spotkać, ale bałem się, że Klaus mógłby mnie śledzić. A poza tym, nawet nie wiedziałem gdzie mógł być. Z moich rozmyślań wyrwały mnie, delikatne ręce błądzące po moich plecach. Jej ciepłe dłonie, wywoływały u mnie przyjemne dreszcze, a  jej melodyjny głos był rajem dla moich uszu.
- Stefanie Salvatore, o czym tak znowu myślisz?- szepnęła kokieteryjnie do mojego ucha, po czym dodała ostrzejszym głosem.- Jeśli znowu o tej wywłoce, to przysięgam, że osobiście wbiję ci kołek w serce.
- Nie zrobiłabyś tego, za bardzo ci na mnie zależy.- odparłem pewnym siebie głosem.
- Tak myślisz?- w jednej sekundzie, zmaterializowała się przed mną.- A co, jeśli jesteś moją kolejną zabawką i jak tylko mi się znudzisz, to cię po prostu sprzątnę?
- Rebekah Mikaelson, znam cię lepiej, niż ktokolwiek inny. – złapałem ją mocno w talii, przyciągając do siebie.- Możesz udawać silną i obojętną, ale w głębi duszy jakaś cząstka ciebie będzie zawsze miała do mnie małą słabość.
- Na twoje szczęście, masz ładną buźkę, którą szkoda byłoby zniszczyć.- mruknęła w moje usta.- Nie tak szybko mi się znudzisz Salvatore. Świetnie się razem bawimy i jesteśmy do siebie podobni.
-Pamiętasz, jak się świetnie bawiliśmy w latach 20?- nawinąłem sobie na palec jej zbłąkany blond kosmyk włosów i założyłem jej za ucho.
- Doskonale to pamiętam, ale wiesz, że zawsze może być lepiej?- popchnęła mnie na fotel i usiadła na mnie okrakiem.
Przez kilka sekund mierzyliśmy się wzrokiem, po czym nasze usta złączyły się w długim i namiętnym pocałunku, który pogłębialiśmy coraz bardziej.  Nasze języki walczyły o dominację, a kiedy się od siebie oderwaliśmy, oboje ciężko dyszeliśmy. Przejechałem opuszkiem palca po jej policzku, ale Rebekah strząsnęła mój palec, wpijając się zachłannie w moje usta. Zdarzało mi się zapominać, że ona nie lubiła takich delikatnych czułości, to nie była Elena. O której swoją drogą musiałem zapomnieć i to jak najszybciej. Teraz byłem z seksowną blond wampirzycą i tylko ona się liczyła, nikt inny. Kobieta, jedną ręką rozerwała moją koszulę, a drugą odpinała pasek od spodni. Nie chcąc być jej dłużnym, ściągnąłem jej bluzkę i zacząłem wodzić językiem po jej szyi i unoszących się piersiach. Jęknęła, gdy wtargnąłem ręką pod jej króciutką spódniczkę. Niebawem, wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni, gdzie rzuciłem ją na łóżko. Zacząłem mocno napierać na nią swoim ciałem. W sekundę pozbyliśmy się naszych ubrań. Drażniłem językiem jej jędrne piersi, które twardniały pod wpływem moich pieszczot. Zataczałem na nich kółka, przygryzałem i ssałem na przemian. Rebekah przewróciła mnie na plecy, wodząc językiem po moim torsie i poruszając dłonią moim członkiem w górę i w dół. Robiła to z taką intensywnością, że traciłem powoli zmysły i kompletnie się w tym zatracałem. Kiedy byłem już u skraju wytrzymałości, obróciłem ją i wylądowałem na niej. Jęknęła, kiedy włożyłem w nią jeden palec, poruszając nim szybko. Czułem jak z każdą chwilą, robiła się coraz bardziej wilgotna. Wycofałem dłoń i ponownie wdarłem się w nią dwoma palcami. Rozkoszując się tą chwilą, wygięła ciało w łuk. Jej biodra krążyły wokół mojej dłoni, kiedy kciukiem masowałem jej łechtaczkę. Nie zaprzestając swoich działań, całowałem ją po twarzy, szyi i dekolcie, wodząc ustami coraz niżej. Nagle dotknąłem językiem jej łechtaczki. Blondynka wciągnęła głośno powietrze i czułem jak zaczynała szczytować, gdy coraz intensywniej sprawiałem jej przyjemność gorącym i śliskim językiem. Wydała z siebie jęk rozkoszy, jednocześnie łapiąc mnie za włosy. Czułem jak cała drżała, a jej mięśnie zaciskały się wokół mojego wibrującego języka. Po tym doznaniu, obudził się we mnie instynkt zwierzęcy, jednym sprawnym ruchem wszedłem w jej miękkie i gorące ciało. Blondynka, przyciągnęła mnie do siebie jeszcze bliżej, nie mogąc złapać tchu po wcześniejszym orgazmie. Mocno ściskała moje pośladki i jęczała, gdyż moje pchnięcia były zdecydowane i mocne. Nasze ciała poruszały się jednym, równym rytmem. Doznania narastały i zaczęliśmy szczytować jednocześnie. Zalała nas fala rozkoszy i ulgi. Nasze krzyki i oddechy się mieszały. Wyczerpany, opadłem obok niej na łóżku, łapiąc oddech. Wampirzyca wzięła z szafki paczkę papierosów i zapalniczkę.
- Nie ma to, jak papieros po wyczerpujących dwóch, długich orgazmach.- powiedziała usatysfakcjonowana.- Chcesz?- wyciągnęła w moją stronę paczkę.
- Pewnie.- odparłem, odpalając najpierw jej, a potem sobie papierosa. Oboje zaciągnęliśmy się tym świństwem, wypuszczając z naszych ust obłok dymu nikotynowego.
- Wiesz, że mi zaimponowałeś.- rzuciła blondynka.
- Cieszę się, że jesteś zadowolona.- powiedziałem posyłając jej uśmiech.
- Mówią, że praktyka czyni mistrza, więc jest jeszcze przed tobą trochę pracy.- chuchnęła mi w twarz dymem i roześmiała się perliście.
- Na moje, możemy zacząć ćwiczyć od zaraz.- mówiąc to, znalazłem się na niej, odgarniając z jej twarzy lepkie od potu włosy.
- Nie tak szybko ogierze.- pogroziła mi palcem.- Teraz to ja idę wziąć długą, relaksującą kąpiel.
- Kąpiel, też może być.- odparłem.
- Idę sama.- powiedziała głosem, nieznoszącym sprzeciwu i zepchnęła mnie z siebie. Udała się do łazienki, zamykając za sobą drzwi.
*****

Elena

- Jeszcze raz to samo.- odparłam, wypranym z emocji głosem. Siedziałam właśnie w barze, pijąc piątą, albo szóstą szklankę whiskey. Sama już nie wiedziałam. Straciłam chęć do życia, wszystko wydawało mi się bezsensowne. Nie cieszyły mnie już wspólne wypady z Caro do sklepów, obiadki z Jerem, czy rozmowa z Mattem albo z Bonnie przez telefon. Jedyne co mnie cieszyło to ucieczka Damona z łap Klausa. Tylko nadal nie wiedziałam gdzie był, co robił. Czy myślał o mnie, tak samo jak ja o nim? Czy tęsknił co noc? Czy znaczyłam coś jeszcze dla niego? Alkohol, teraz to on był moją podporą, przyjacielem, przynajmniej on nigdy mnie nie zostawił, zawsze wysłuchał i nie prawił kazań. No tak, jakby ta szklanka mogła w ogóle  do mnie przemówić- uśmiechnęłam się blado pod nosem.  Nagle poczułam wibracje w telefonie, dostałam sms- a od Caroline. 
Hej! Przepraszam, że się do Ciebie nie odzywałam. Miałam tyle na głowie. Spotkajmy się za godzinkę przed butikiem. Pobuszujemy po sklepach, a potem udamy się na kawkę i ploteczki :D Potrzebuję rady przyjaciółki.
Kocham Cię, Caro.
P.S. Nie próbuj mi się wymigać!

Cała Caroline, tylko, że ja nie miałam ochoty chodzić pół dnia po sklepach. Tu mi było dobrze. Upiłam łyk złocistego trunku i od razu poczułam się lepiej. Cholera, chyba się uzależniłam od tego alkoholu. To pewnie dlatego, że tak bardzo przypominał mi Jego, mojego kochanego Damona, którego tak bardzo mi brakowało. Byłam załamana i coraz bardziej się staczałam. Już wyobrażałam to sobie, jak moja przyjaciółka będzie mi prawiła kazania na temat alkoholu. Ach, może lepiej wyjdę teraz i się przewietrzę, może nie zauważy, że piłam. Jak też pomyślałam, tak zrobiłam. Zostawiłam banknot na stoliku i chwiejnym krokiem opuściłam pomieszczenie.
Po zetknięciu się z rześkim powietrzem, poczułam pulsującą głowę. Musiałam oprzeć się o ścianę budynku, gdyż wszystko zaczęło mi się kręcić dookoła. Zdecydowanie przesadziłam.  Zsunęłam się po brudnej, zimnej ścianie i upadłam na ziemię. Podciągnęłam nogi pod brodę i czekałam aż mi przejdzie. Nerwowo pocierałam skronie, modląc się w duchu, żeby nikt mnie nie zobaczył w takim stanie. Przez moją głowę przechodziło tysiące myśli, których nie mogłam w żaden sposób zatrzymać. Po jakimś czasie, wstałam z ociąganiem, stawiając małe kroki. Zerknęłam na zegarek, do spotkania zostało mi jeszcze 40 minut, więc postanowiłam pójść jeszcze do parku i usiąść na ławce. Kiedy już się tam znalazłam, spoczęłam na pierwszej ławce i zamknęłam oczy, rozkoszując się błogą ciszą. Szum drzew, delikatny podmuch wiatru i ćwierkające ptaszki, działały na mnie jak lekarstwo. Wyciszałam się i uspokajałam z każdą chwilą coraz bardziej. Tego mi było trzeba, spokoju i ciszy. Jednak nic nie może trwać wiecznie, pomyślałam zrezygnowana. Przypomniało mi się, że miałam się spotkać z Caro. Dlatego skierowałam swoje kroki w stronę butiku. Na szczęście głowa już mnie tak nie bolała i byłam gotowa na zakupowy szał. Na miejscu byłam przed czasem. Wyciągnęłam z torebki lusterko i poprawiłam fryzurę i makijaż. Nagle poczułam na sobie czyjś wzrok, podniosłam do góry głowę i zetknęłam się z samym Kolem Mikaelsonem. Był ubrany nienagannie, niebieska koszula, ciemne jeansy i ułożone włosy. Posłał mi uśmiech, jednocześnie podchodząc do mnie bliżej.
- No proszę, panna Gilbert.-rzekł zmysłowym głosem.- Na mnie czekasz?
- Masz za wysokie mniemanie o sobie.- odparłam.- Ale dobrze zgadłeś, czekam na kogoś, lecz nie na ciebie.
- Uu, zraniłaś moje uczucia.- położył rękę na sercu i udał załamanego.
- Wiesz, chętnie bym z tobą pogawędziła, ale nie mam czasu.- skwitowałam, wymijając go.
- Poczekaj.- złapał mnie pod ramię.- Jeszcze nie skończyłem z tobą rozmawiać.
- Ale ja skończyłam.- warknęłam.
- Chciałbym, żebyś gdzieś ze mną pojechała.- powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.- I albo pójdziesz ze mną grzecznie, albo będę musiał użyć siły.
- Śmiało.- zebrałam w sobie całą odwagę i spojrzałam mu w oczy.- Pokaż jakim jesteś dżentelmenem.
- Sama tego chciałaś.- wysyczał przez zęby.
 Nie zdążyłam nawet zauważyć, kiedy jego ręce znalazły się na mojej szyi. Jednym, sprawnym ruchem skręcił mi kark. Zanim straciłam przytomność, poczułam zgrzytające kości. Potem osunęłam się w jego ramionach i nastała ciemność.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz