Damon
Wkurzony i wytrącony z równowagi
szedłem w stronę mojego niebieskiego Camaro. Zastanawiałem się, czego mogła ode mnie chcieć ta suka, przecież ona
nigdy nie robiła niczego bezinteresownie. Przekręciłem kluczyki w stacyjce i
ruszyłem do hotelu. Mijałem tłumy ludzi, kasyn i knajp. Tak, zdecydowanie, to
miasto najbardziej w nocy tętniło życiem. Chętnie bym sobie gdzieś jeszcze
poszedł, ale nie miałem ochoty spotkać Katherine, nie teraz. Znając ją,
wybrałaby ten sam klub co ja, czyli najbardziej zatłoczony i rozpustny,
ponieważ oboje lubiliśmy dobrą zabawę.
Po kilku minutach szybkiej jazdy,
dojechałem do hotelu, wyłączyłem silnik i wysiadłem z samochodu. Wszedłem do
środka i udałem się prosto do mojego pokoju, nie zaszczycając recepcjonistki,
choćby najmniejszym uśmiechem. Gdy już się w nim znalazłem, pierwsze co
zrobiłem, to poszedłem do łazienki. Długi prysznic, od zawsze mnie rozluźniał i
uspokajał. Tak więc, rozebrałem się i odkręciłem kurek z letnią wodą,
namydliłem całe ciało, po czym je dokładnie spłukałem. Po opuszczeniu kabiny
przewiązałem sobie ręcznik na biodrach i wyszedłem z łazienki. Od razu
pokierowałem się w stronę stolika, na którym stała moja kochana whiskey. Wlałem
sobie trochę do plastikowego kubka i wypiłem jednym haustem. Po czym
przechodząc koło łóżka, rzucił mi się w oczy telefon, który leżał na szafce. O
cholera-pomyślałem, zapomniałem go wziąć, ale znając życie i tak pewnie nikt do
mnie dzwonił. Bo, niby po co? Ale i tak nie dawało mi to spokoju i musiałem to
sprawdzić, by się upewnić. Wziąłem go do ręki i zobaczyłem jedno nieodebrane
połączenie od…Eleny.
- No, nie. Serio? To są chyba
jakieś jaja?! Właśnie wtedy, kiedy zacząłem się dobrze bawić i próbowałem o
niej zapomnieć. Ona do mnie dzwoni.- wyrzuciłem z siebie, zupełnie wytrącony z
równowagi.- Ta dziewczyna, kiedyś mnie doprowadzi do grobu.
Ciekawe jaki miała powód. Czyżby
Stefanek nie dawał rady jej zaspokoić? Pokłócili się i teraz szukała
pocieszenia? A może, coś się stało? Nie, nawet jakby miała jakiś problem, to ma
wokół siebie przyjaciół, którzy bez problemu by jej pomogli. Ale z drugiej
strony, to była banda idiotów, na czele z moim niedorozwiniętym braciszkiem.
Zaśmiałem się pod nosem, ze swoich przemyśleń. A z resztą, jakby to było coś
ważnego, to zadzwoniłaby jeszcze raz. Nie będę się nią przejmował, a
przynajmniej postaram się o tym nie myśleć. Wybrała Stefana, to niech teraz
sobie z nim żyje, niech on się o nią martwi i jej pomaga. Skończyło się dobre,
mi nic do tego.
Po dniu pełnym wrażeń, miałem
ochotę na długi sen. Chciałem choć na chwilę zapomnieć o spotkaniu z Katherine
i telefonie od Eleny. Zdjąłem więc ręcznik i nawet się nie pofatygowałem, żeby
założyć bieliznę. Położyłem się do łóżka i odpłynąłem w objęcia Morfeusza.
*****
Elena
Dzisiejszej nocy miałam koszmar.
Śnił mi się umierający Stefan, krzyczałam przez sen i błagałam, żeby się
ocknął. Nie chciałam, żeby umarł. Nadal go kochałam i zależało mi na nim.
Dręczyły mnie straszne wyrzuty sumienia, w ogóle się nim nie zainteresowałam,
nawet nie zadzwoniłam, nie sprawdziłam co się z nim działo. Może i byłam na
niego strasznie wściekła, ale to nie był wystarczający powód, żeby on się stał
dla mnie taki obojętny z dnia na dzień. Obudziłam się strasznie niewyspana i
przetarłam zmęczone oczy, w celu sprawdzenia godziny. Nie dowierzałam, że to
już dochodziła godzina 14. O Matko, przecież ja nigdy tak długo nie spałam, co
się ze mną działo? Czym prędzej wstałam z łóżka i już miałam iść do łazienki,
ale usłyszałam zajeżdżający samochód pod rezydencję. Ciekawe kto to mógł być?
Byłam pewna, że to był Stefan, ale się pomyliłam. Słyszałam stukot obcasów
odbijających się o kostkę brukową, charakterystyczny tylko dla jednej osoby, a
mianowicie Caroline. Zarzuciłam na siebie podomkę i zeszłam na dół. Nie
zdążyłam nawet dojść do drzwi, blondynka weszła już do salonu. Miała na sobie
ubraną zwiewną, króciutką, różową sukienkę i
białe szpileczki. Włosy jak zawsze miałam lokowane i rozpuszczone. No
tak, cała ona, ale zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że czuła się tu,
jak u siebie w domu.
-Caroline.-powiedziałam
przyjaźnie, kochałam ją od dziecka i traktowałam jak siostrę. Nigdy się nie
pokłóciłyśmy na poważnie. Byłyśmy nierozłączone i rozumiałyśmy się jak mało
kto, dwie bratnie dusze.-Miło mi, że wpadłaś do mnie, ale muszę cię przeprosić
na sekundkę. Najpierw się trochę ogarnę, dosłownie za 5 minutek będę z
powrotem.
-Elena.-odpowiedziała zmartwionym
głosem- Jak ty wyglądasz? Jakby właśnie przed chwilą przejechał cię czołg. Ty
myślisz, że 5 minutek ci wystarczy na doprowadzenie się do porządku? Tylko
spójrz na siebie. Oczy podkrążone, włosy pokudłaczone i jesteś strasznie blada.
Jednym słowem wyglądasz okropnie i potrzebujesz pomocy. Nie masz nawet pojęcia
jak się cieszę, że przyszłam akurat teraz i…- Oczywiście mogłaby tak wymieniać
jeszcze w nieskończoność jak tragicznie wyglądałam, ale wolałam jej przerwać. Nie miałam zamiaru spędzić kilku godzin, na słuchaniu jej
wykładów.
-Ok, naprawdę jestem ci bardzo
wdzięczna, że się tak o mnie martwisz, ale pozwól, że sama się doprowadzę do
porządku.- wysiliłam się na jak najbardziej spokojny głos.- Rozgość się, jeśli
możesz to zejdź do piwnicy i przynieś nam krew i wlej do szklanek, dobrze?
Widziałam po jej minie, że nie
była zadowolona i chciała coś jeszcze dodać, ale odetchnęłam z ulgą jak
przytaknęła i ruszyła w stronę piwnicy. Poruszała się z gracją i ostrożnie
stawiała każdy krok, żeby nie zachwiać się na dość wysokich szpilkach.
Podziwiałam ją za to z jaką łatwością jej przychodziło, chodzenie w butach na
bardzo wysokich obcasach. Ja preferowałam trampki albo baleriny, zawsze
stawiałam na prostotę i wygodę. W odróżnieniu do niej. To dzięki niej miałam
urozmaiconą szafę z ubraniami. Sama nigdy w życiu nie kupiłabym sobie tyle
kiecek, czy wydekoltowanych i seksownych bluzek. Oczywiście nie ubierałam ich
często, bo czułam się nieswojo w takich rzeczach.
Udałam się na górę i najpierw
wzięłam długi prysznic. Dokładnie namydliłam całe ciało i umyłam szamponem
włosy, po czym je spłukałam. Przejrzałam się w lustrze i rzeczywiście, moja
przyjaciółka miała racje, wyglądałam okropnie. Zrobiłam sobie lekki makijaż i
nałożyłam korektor pod oczy, żeby zamaskować moje niedoskonałości. Wytarłam się
ręcznikiem i wysuszyłam włosy, które związałam w kucyk. Poszłam do pokoju i
wyciągnęłam z szafy parę moich ulubionych jeansów i T-shirt z jakimś nadrukiem.
I tak zeszłam z powrotem do salonu, gdzie z niecierpliwością czekała na mnie
Caroline.
- No w końcu jesteś! –powiedziała
z ulgą.- Już myślałam, że się utopiłaś w tej łazience. Chyba za bardzo wzięłaś
do siebie moje słowa. Ale mniejsza o to, trzymaj to cię wzmocni.- podała mi
szklankę z krwią, po czym dodała.- A teraz moja droga przed nami długa i
poważna rozmowa, przed którą niestety nie masz jak się wykręcić.
Tylko nie to- pomyślałam. Znając
blondynkę, ta rozmowa nie będzie miała końca. Ale jakoś, będę musiała to
znieść. Miałam nadzieję, że nie będzie mi robiła wywodów na temat Stefana,
który przecież był jej przyjacielem.
-To słucham. O czym chcesz
porozmawiać?- odparłam, mając nadzieję, że nie poruszy jego tematu.
-A jak myślisz? –zapytała się i
spojrzała na mnie jak na idiotkę.- Przecież to oczywiste, że o tobie i
Stefanie. I nie rób takiej miny.- pogroziła mi palcem.- Posłuchaj nie chce ci
prawić morałów, bo nie w tym rzecz, to i tak niczego nie zmieni. Także
porozmawiajmy otwarcie i szczerze. Powiedz mi co się dzieje? Dlaczego Stefan
wczorajszy dzień i dzisiejszy ranek spędził u mnie i żalił mi się? Podobno się
zmieniłaś, proszę wytłumacz mi to. Chciałabym poznać twoją wersje.- powiedziała
i złapała mnie za rękę, w celu dodania mi otuchy. Wzięłam głęboki oddech i
postanowiłam, że powiem jej prawdę, ona mnie zrozumie i mi doradzi.
- Jakby to powiedzieć…-nie
wiedziałam nawet od czego mam zacząć, ale widząc twarz mojej przyjaciółki,
postanowiłam, że najlepiej będzie jak zacznę od początku.- Kocham Stefana,
naprawdę, ale czasami mam wrażenie, że jest zupełnie kimś dla mnie obcym, że ja
nie jestem tą samą osobą. Wampiryzm mnie zmienił,…
-Wampiryzm czy Damon?- weszła mi
w zdanie i zapytała, jakby to było coś oczywistego.
-I to i to. Ale przecież nie o
Damonie miałyśmy rozmawiać.- zawsze jak wypowiadałam jego imię albo wspominałam
o nim, przyśpieszało mi bicie serca.-
Uważam, że powinniśmy się rozstać, ja i Stefan. To nie ma sensu, ciągle się
kłócimy i nie ma już takiej chemii między nami. Może jak odpoczniemy od siebie
na jakiś czas, wszystko wróci do normy. Sama już nie wiem, co mam robić-
odpowiedziałam bezradna.
- A wiesz co ja ci powiem? Ty
doskonale wiesz co masz robić, tylko nie chcesz nikogo skrzywdzić, w tym
przypadku nie chcesz, żeby cierpiał Stefan. Naprawdę rozumiem to i choć jestem
jego przyjaciółką, tak samo jak i twoją, to nie będę was na siłę namawiała,
żebyście ze sobą byli.- jej słowa mi pomogły, choć nadal nie wiedziałam jak mam
postąpić.
- Czyli co twoim zdaniem mam
zrobić?- spojrzałam się na nią, oczekując od niej odpowiedzi.
- Po pierwsze, porozmawiaj na
spokojnie ze Stefanem, a po drugie posłuchaj głosu serca. Przecież od rozsądku,
czasami lepszym rozwiązaniem jest miłość.- jej słowa podziałały na mnie jak
kubeł zimnej wody. To było takie proste, zerwę ze Stefanem a potem, no właśnie
co potem? Damon wyjechał i pewnie nigdy nie wróci. Kiedy zdałam sobie z tego
sprawę, posmutniałam.
- Ej, a gdzie się podział twój
uśmiech? Jesteś czasami nieprzewidywalna, najpierw się śmiejesz, a za chwilę
robisz się smutna. Mów mi wszystko i bez ogródek, słyszysz?.- powiedziała
Caro, głosem nie znoszącym sprzeciwu.
-Bo to nie jest wcale takie
proste, jakby mogło się wydawać.- naburmuszyłam się i dodałam.- Zerwę ze
Stefanem i co dalej? Będę sama? Skąd mam to wiedzieć, gdzie on jest, co robi i
czy nadal mnie chce.-powiedziałam na jednym wydechu i czułam zbierające łzy do oczu.
- A dzwoniłaś do niego? Do
Damona? Nigdy nie przepadałam za tym cynicznym dupkiem, ale skoro dzięki niemu
będziesz szczęśliwa, to walcz o niego i się nie poddawaj.- powiedziała z
entuzjazmem, szkoda, że ja nie byłam taką optymistką, jak ona.
- Wczoraj do niego dzwoniłam i
nic. Przecież nie będę mu się narzucać, może znalazł sobie kogoś innego.-
odparłam, smętnym głosem.
- Ta jasne, uważaj bo ci uwierzę.
Damon i inna dziewczyna, dla której straciłby głowę, tak jak dla ciebie. Nie
twierdzę, że żyje w celibacie, bo to nie jest w jego stylu, ale na pewno o
tobie nie zapomniał.- odpowiedziała wyraźnie rozbawiona, po czym spojrzała na
zegarek i dodała.- Dobra kochana, na pewno jeszcze wrócimy do tej rozmowy.
Przemyśl sobie to co, ci powiedziałam i nie przejmuj się, wszystko się ułoży.
Ja muszę już uciekać, Matt nie lubi, kiedy się spóźniam, zresztą sama wiesz
jaki on jest.
Wstała z kanapy, przytuliła mnie
i cmoknęła w policzek.
- Pa Eleno, trzymaj się!-
pożegnała się przyjaciółka.
- Pa Caro i dzięki za rady,
jakich mi udzieliłaś.- odpowiedziałam i odprowadziłam ją do wyjścia.
Rozmowa z moją przyjaciółką, bez
wątpienia dała mi do myślenia. Postanowiłam szczerze i na spokojnie porozmawiać
ze Stefanem, nie chciałam, żeby cierpiał, ale musiałam to zrobić. To było
jedyne wyjście, z tej sytuacji. Skorzystałam z okazji, dopóki go jeszcze nie
było i spakowałam swoje rzeczy. Nie było sensu z nim mieszkać, skoro chciałam
od niego odpocząć. Miałam nadzieję, że mój braciszek się ucieszy na wieść, że
zamieszkam na jakiś czas z nim.
*****
Dochodziła już godzina 21, a
Stefana nadal nie było. Zaczęłam się martwić, gdzie on mógł być. Z Caroline na
pewno go nie było, bo ona była z Mattem. Wzięłam więc telefon do ręki i już
miałam do niego zadzwonić, kiedy usłyszałam hałas w salonie. Z wampirzą
szybkością zeszłam na dół i zobaczyłam w nim pijanego Stefana, który się
przewrócił i to jego upadek był przyczyną hałasu. No ładnie- pomyślałam, teraz
to już w ogóle z nim nie porozmawiam. Zostawię naszą rozmowę na następny dzień,
jak wytrzeźwieje. Podeszłam do niego i próbowałam go podnieść, był tak
wstawiony, że mało co kontaktował.
- Stefan.- próbowałam go ocucić i
lekko poklepałam go, po policzkach, ale on zamiast mi odpowiedzieć, pojękiwał i
mruczał coś niezrozumiałego.
-Posłuchaj, pomóż mi, wysil się i
podnieś się choć trochę. To, że jestem wampirem nie znaczy, że mam tyle siły,
by zrobić to sama. No chyba, że chcesz spać na podłodze.- powiedziałam ze
zrezygnowaniem.
- Daj mi spokój!- krzyknął na
mnie i dodał.- Idź do tego swojego Damonka, wiem, że mnie zwodzisz i unikasz,
bo tęsknisz za nim. Nie jestem ślepy. Zostaw mnie w spokoju!- ostatnie zdanie
powiedział najgłośniej i wyszarpał się z moich objęć.
- Nie zachowuj się jak dziecko!
Gdybym chciała być z Damonem, to wybrałabym jego, a tak nadal jestem z tobą.
Czekałam na ciebie, żeby poważnie z tobą porozmawiać, ale widząc ciebie w tym
stanie, ta rozmowa nie ma sensu.- powiedziałam podniesionym głosem i już miałam
wstać z podłogi, kiedy złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem.
- Przepraszam skarbie. Trochę
mnie poniosło.- powiedział skruszony.- Nie wiem co się ze mną dzieje i nie wiem
co się dzieje z tobą. Ale wiem jedno, nie chce cię stracić.- spojrzał na mnie z
miłością, po czym dodał błagalnym tonem.- Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj
mnie dla niego. Proszę, obiecaj mi to.
Gdy się na niego spojrzałam,
zobaczyłam w nim mojego Stefana, tego samego, którego poznałam i w którym się zakochałam.
Znowu miałam wątpliwości, nie wiedziałam co miałam zrobić. Posłuchać się rozsądku,
czy głosu serca? Jeśli wybrałabym to pierwsze, uszczęśliwiłabym tym Stefana,
ale ja bym wtedy cierpiała. Natomiast jakbym poszła za głosem serca,
unieszczęśliwiłabym nas obydwoje, chyba, że jakimś cudem boskim znalazłabym
Damona i udałoby mi się, go przekonać do tego, że to on zawsze był, jest i
będzie dla mnie najważniejszy. Na razie postanowiłam dać szansę Stefanowi i
zobaczyć, co z tego wyjdzie. Może dałabym radę żyć, bez niebieskookiego i na
nowo zakochałabym się w Stefanie.
- Obiecuję.- ledwo, co przeszło
mi przez gardło. Nie sądziłam, że jedno słowo może być tak trudne do
powiedzenia. A moje serce, przez to słowo niemiłosiernie i boleśnie pękało.-
Już na zawsze będziemy razem Stefanie. Kocham cię i nigdy nie opuszczę.-
powtarzałam jak mantrę, a z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem, coraz
bardziej wątpiłam w to co mówiłam.
Zobaczyłam na jego twarzy ulgę, szczęście i bezgraniczną
miłość. Sama tez się zdobyłam na uśmiech, choć w środku czułam, jak się
rozpadałam na milion kawałków i jak bardzo mnie to bolało. Stefan położył głowę
na moich kolanach i mocno mnie objął, po czym spojrzał mi w oczy i powiedział
głosem przepełnionym miłością i szczęściem.
- Ja też cię bardzo kocham Eleno
i obiecuję ci, że uczynię wszystko, żebyś była szczęśliwa. Zobaczysz, damy
sobie radę, przetrwamy to jak zawsze. Nie przeżyłbym naszego rozstania.
- Już dobrze. Przecież ci
obiecałam.- pocałowałam go w czoło i głaskałam po twarzy, jakby był małym
dzieckiem. Tylko, że wczoraj już złamałam dwie obietnice- pomyślałam, za co się
od razu skarciłam w myślach. Tym razem tak nie będzie, nie mogłam żyć
wspomnieniami, musiałam zapomnieć o Nim, raz na zawsze. Tylko dlaczego to było,
tak cholernie trudne? Co on ze mną zrobił? Caroline miała racje, nie tylko
wampiryzm mnie zmienił.
Nie miałam pojęcia, ile czasu
spędziłam w tej niewygodnej pozycji, cały czas obejmując Stefana, który już
dawno zasnął na moich kolanach. Nie chciałam wstać, żeby go nie obudzić,
dlatego patrzyłam na ogniki skakające w kominku. Kto by pomyślał? Jeszcze nie
tak dawno, przy tym kominku tańczyłam z Damonem. Tyle wspomnień się z tym
miejscem wiązało, to tu pierwszy raz wyznałam mu miłość i zobaczyłam
wszechogarniającą go radość i ten błysk w jego oczach, oraz piękny uśmiech, od
którego zawsze miałam miękkie kolana. I pomyśleć, że to już koniec, definitywny
koniec. Znowu stchórzyłam i wybrałam Stefana, teraz było już za późno. A poza
tym skąd mogłam mieć pewność, że chciałby ze mną być, po tym wszystkim co mu
zrobiłam? Dałam mu szansę na miłość, na nowe, lepsze życie, a potem mu to
wszystko odebrałam. I to dlatego, że się bałam. Tak bardzo się bałam, że jego
mrok mnie pochłonie. Nie byłam pewna, czy bym sobie z tym poradziła, czy byłabym
w stanie z nim być. Tak bardzo, chciałabym tego spróbować. Chciałabym, żeby to
on był tu ze mną…
*****
Damon
Spojrzałem, przez okno w moim
hotelowym pokoju. Zobaczyłem tłumy ludzi, młodych, starych, każdy z nich się
śpieszył. No tak, idioci chcieli się jeszcze załapać na darmowe drinki, które
serwowali do 22. Uśmiechnąłem się, sam do siebie i pomyślałem o tym jakie były
plusy, bycia wampirem. Robiło się, co chciało, nie zważając na konsekwencje,
bawiło się i żyło pełnią życia. A jeśli chciałbym darmowego drinka,
wystarczyłoby, że zahipnotyzowałbym barmana, albo zrobił coś poetyckiego i
wyrwał mu serce albo urwał łeb. Skoro była mowa o ludzkim, marnym życiu, to od
wczoraj wieczorem nic nie jadłem, więc postanowiłem udać się do tego
zapchlonego baru i zapolować. Może znowu spotkałbym kolejną gorącą i seksowną
laskę. Ta myśl, była coraz bardziej kusząca, chętnie bym się zabawił. Nie
sądziłem, że w Las Vegas będą takie łatwe i napalone dziewczyny. W końcu, już
dawno tu nie byłem. Kiedy to było? W latach 50-tych? Tak, to właśnie wtedy
poznałem Florence. Oj Flori- na samą myśl o niej, się uśmiechnąłem i uniosłem
kąciki ust do góry-to była dopiero ostra sztuka. Tylko szkoda, że była taka
nieposłuszna i musiała zginąć. Sama się o to prosiła, wiedziała jaki byłem,
jaki miałem charakter. E tam, nie będę się teraz zamartwiał jakąś cizią. Było,
minęło.
Zarzuciłem na siebie kurtkę i
udałem się do najbliższego baru. Kiedy wszedłem do środka, uderzył mnie zapach
krwi, alkoholu, dymu tytoniowego i potu. Czyli wszystko, to co najbardziej
lubiłem. Od razu, pokierowałem się w stronę alkoholi. Usiadłem na stołku
barowym i zamówiłem Bourbona. Stąd miałem idealny widok na wszystko i na
wszystkich. W piątkowy wieczór był niezły ruch, więc było w czym wybierać.
Kątem oka spostrzegłem idącą w moją stronę, brązowooką brunetkę, która kręciła
biodrami i uśmiechała się do mnie zadziornie. No nie- pomyślałem- znowu ona, a
już było tak przyjemnie.
- Wolne? Och, nawet jakbyś to
miejsce dla kogoś trzymał, to i tak teraz już jest zajęte przeze mnie.-
odpowiedziała zdecydowanym i przesłodzonym głosem.
- Czego chcesz Katherine?-
wysyczałem przez zęby.
- Nie bądź taki.- odparła, po
czym jedną rękę położyła na moim kolanie, a drugą czochrała moje włosy.- Zabaw
się ze mną. Wiem, że nadal mnie pragniesz.- mówiąc to, coraz wyżej prowadziła
swoją rękę. Zatrzymałem ją, kiedy zaczęła głaskać moje udo i zbliżała swoją
twarz do mojej.
- Dosyć tego!- krzyknąłem.- Nie
jestem twoją zabawką. Tamtego Damona już nie ma. Zapamiętaj to sobie raz na
zawsze.- wyrzuciłem z siebie i wypiłem jednym haustem, zawartość szklanki.
- Przecież wiem. Nie irytuj się,
tak kotku.- powiedziała kokieteryjnie.- Źle mnie zrozumiałeś. Chce się z tobą
tylko pieprzyć Salvatore, pozwolę ci dowodzić, będziesz górował nade mną. To ty
będziesz pieprzył mnie, chce zostać przez ciebie wykorzystana. Nawet, tu i
teraz.- przygryzła dolną wargę i przejechała koniuszkiem języka po ustach.
- Nie wierzę. Katherine Pierce
się przede mną płaszczy.- odpowiedziałem i sarkastycznie się uśmiechnąłem.- Co
się z tobą stało? Czyżbyś przeleciała już wszystkich facetów i tylko ja ci
zostałem do zaliczenia?- zapytałem, udając skruszenie i litość.
- Nie, to nie. Twoja starta.
Chciałam ci tylko pomóc, żebyś zapomniał o panience Gilbert i się zabawił jak
należy.- odparła i się zniesmaczyła.- To co robiłeś wczoraj z tą dziwką,
było...słabe. Wiem, że stać cię na więcej. Wyszedłeś z wprawy Salvatore.
Chętnie ci to przypomnę i dlatego najpierw pozwolę ci być na górze. Chcę
zobaczyć ile zapamiętałeś z naszych lekcji i czy byłeś uważnym uczniem.-
wstała, odchyliła moją głowę do tyłu i przejechała gorącym językiem po mojej
szyi.
Siedziałem jak sparaliżowany i
pozwalałem jej, żeby mnie dotykała. Ale po dokładnej analizie jej słów się
opamiętałem i wyrwałem jej ręce z mojego torsu. Wspomniała o Elenie, mojej
Elenie. Nie, przecież ona była ze Stefanem, ale mimo wszystko nie mogłem się
zabawiać z Katherine. Ta suka mnie wykorzystywała, przez nią popadłem w obłęd i
czekałem na nią 145 lat. Kto normalny tak robił? Nie mogłem pozwolić jej na to,
żeby teraz się ze mną zabawiała. Już ja jej pokaże, kto będzie rozdawał karty.
- Powiedziałaś, że ja niby
wyszedłem z wprawy? – uniosłem brew do góry i uśmiechnąłem się.- Widać jak
słabo mnie znasz, panienko Pierce.
- To udowodnij mi to! – powiedziała
głosem nie znoszącym sprzeciwu.- Pokaż, co potrafisz.
- Zrobimy to mojemu.- odparłem,
po czym wstałem ze stołka.
Poszedłem do niej i złapałem ją mocno w pasie, brutalnie wpijając się w jej usta. Przyciągnęła mnie do siebie jeszcze bliżej i
oddawała pocałunki ze zdwojoną siłą. Kiedy już chciała wsunąć język do moich
ust, wyrwałem się z jej uścisku. Zobaczyłem jaka była oszołomiona i zmieszana.
Po raz pierwszy, ktoś ją odepchnął.
- Niegrzeczna dziewczynka.- pogroziłem
palcem.- Nie taka, była umowa. Teraz się rozstaniemy i dokończymy to, kiedy
będę miał na to ochotę. Zrozumiałaś?
- Pierdol się Salvatore.-
odburknęła wkurzona.- Bez łaski. To, że jesteś cholernie seksowny i masz ładną
buźkę, nie oznacza, że będę się ciebie słuchała.- odparła, po czym odeszła.
Uśmiechnąłem się z kapryśnej
Katherine i też opuściłem bar, mając nadzieję, że spotkam jakąś zbłąkaną
duszyczkę na zewnątrz. Zboczyłem z głównej ulicy i udałem się w ciemną uliczkę,
wytężając słuch, w celu znalezienia ofiary. Usłyszałem ciche kroki za mną, to
na pewno musiał być wampir- pomyślałem- śmiertelnicy stawiali głośniejsze
kroki. Z pewnością nie była Katherine, ona miała ubrane obcasy, zresztą jak
zwykle. Także zgadywałem, że to był mężczyzna. Postanowiłem go zignorować i
szedłem dalej. I to był mój błąd. W wampirzym tempie znalazł się tuż za mną i
zanim zdążyłem się odwrócić w jego stronę, wbił mi strzykawkę z werbeną w
plecy. Potem, następną w rękę i jeszcze jedną
w szyje. Czułem jak słabłem i opadały mi siły…
O matko! Damon śpi nago! Moja wyobraźnia zaczyna działać xD Taki gorący facet ^^ Widzę, że Elena wciąż myśli o Damonie, a w jego myślach ona również się pojawia :3 Aww, oni nigdy o sobie nie zapomną *.* Gorąco się zrobiło w barze przy Kath i Damonowi :D Jejku, jakie ona mu propozycje składała, uhuhuhu, właściwie to ona tak samo jak Elena do niego pasuje, tyle, że jest bardziej pewna siebie ^.^ Uwielbiam tę postać :D I kto do cholery wbił werbenę mojemu Damonkowi?! O.o Jestem ciekawa, co się z nim stanie i co to za osoba? :) Hahaha upity Stefan, a to dobre xD Współczuję Elenie, widać, że się z nim męczy, tak samo jak on z nią. Wyczekuję ich zerwania :D Hah Caroline jest całkiem fajna i dobrze, bo ostatnio w serialu bardzo mnie irytuje. A tu taka beztroska i jak zawsze pilnuje swojego wyglądu ^^ I like it! <3 Cały rozdział wyszedł ci rewelacyjnie i z utęsknieniem czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę mega dużo weny i pozdrawiam :***
Haha, śpiący nago Damon pobudza wyobraźnie, prawda? :D To prawda, będą o sobie myśleć, ale bez przesady xD Kath jest gorąca, zresztą tak samo jak Damon, więc nie mogło być inaczej...Już niedługo się dowiesz, kto porwał naszego Damonka. Pijany Stefan to rzadki widok, dlatego pomyślałam, że może być śmiesznie haha. Nie martw się, zerwą ze sobą. Caroline pokochałam w sezonach 1-2 i taki też właśnie będzie miała charakter, postaram się jej nie spieprzyć, bo bardzo ją lubię ;) Dziękuję bardzo!;***
UsuńOMG dziś znalazłam twojego bloga i jest po prostu świetny ! GENIALNY ! szybko dodaj nexta !
OdpowiedzUsuńoh Damon jak ja kocham teakiego Damonka ! ale liczę wkrótce na Delene ! xd
czyżbyś chciała dodać wątek Agustine ? xd
OMG, bardzo mnie to cieszy :D Naprawdę, im więcej czytelników, tym mam większy zapał do pisania ;)
UsuńJa też kocham takiego cynicznego Damona <3 Delena będzie na razie w retrospekcjach ;)Nie, nie będzie żadnego związku z Augustine.
Dziękuję za miłe słowa! ;*
Super Blog czekam na NN :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! ;**
UsuńRozdział już dodaję ;)
Nominowałam twój blog do Liebster Award ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :***
Och, jak mi miło!;** Dziękuję bardzo! :D dopiero zaczęłam moją przygodę z blogiem i czytaniem opowiadań, a tu taka miła niespodzianka *.*
UsuńJeszcze raz dziękuję i pozdrawiam! ;***