Elena
Siedziałam ze znajomymi w Grillu, jedynym barze w Mystic Falls z
Caroline, Bonnie, Mattem, Jerem i Stefanem. Opijaliśmy właśnie sukces Matta,
mojego przyjaciela, a chłopaka Caroline. Od kilku lat pracował tam jako kelner,
a teraz został przełożonym kelnerów. Naprawdę bardzo się cieszyłam jego
szczęściem, w końcu na coś się opłaciło to siedzenie w tej dziurze. Miał
wspaniałą i piękną dziewczynę oraz stałą pracę. Przecież bez powodu, by nie
awansował? I pomyśleć, że kiedyś my byliśmy parą…Matko, o czym ja znowu myślałam
? Powinnam była się uspokoić, ochłonąć i zacząć cieszyć się tym co mam. Ale nie
umiałam. Ciągle chodziłam przygaszona i nieszczęśliwa. Stefan starał się jak
mógł, a ja tego nie doceniałam. Byłam okropna. Aczkolwiek, kiedy widziałam
mojego brata Jeremiego z moją przyjaciółką Bonnie, czy Matta z Caro, od razu
jakoś robiło mi się cieplej na sercu. Cieszyłam się, że im się powodziło,
chociaż tyle mi zostało.
-To teraz zdrowie mojej najbliższej i najukochańszej przyjaciółki Eleny oraz jej wspaniałego chłopaka Stefana!- wzniósł toast, trochę już pijany Matt. I wszyscy unieśliśmy nasze drinki do góry, w celu stuknięcia się szklankami.
- Ej, no wiesz ty co.- Caro dała kuksańca w bok mojemu przyjacielowi.- Bo będę zazdrosna, że ona jest najukochańsza?- naburmuszyła się.
-Skarbie, przecież wiesz, że i tak ciebie kocham najbardziej.- powiedział z uśmiechem Matt, po czym dał jej całusa w policzek.
-Dobra, dobra zakochańce i tak jesteście najpiękniejszą i najsilniejszą parą. Nikt, ani nic nie jest w stanie was zniszczyć.- odpowiedziałam w celu złagodzenia atmosfery.
- Jak to tylko my? A co z tobą ? Czyżbyś nie była szczęśliwa?- Matt spojrzał się na mnie, jakby nie dowierzał.
Wzruszyłam ramionami i dopiłam mojego drinka. Wysiliłam się na słaby uśmiech i spojrzałam na zebranych.
-Pewnie, że jestem szczęśliwa. Tylko, że nie afiszuje się z tym, tak jak wy.- powiedziałam zadziornie i się do nich uśmiechnęłam, po czym wstałam.- Wybaczcie na chwilę, pójdę do toalety.
- Elena? Wszystko w porządku?- zapytała zmartwiona Bonnie.
- Oczywiście, że tak. Idę tylko zobaczyć czy się nie rozmazałam.
- Wyglądasz jak zwykle idealnie, kochanie.- powiedział Stefan. Złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. W efekcie tego wylądowałam na jego kolanach, pocałował mnie i pogłaskał po policzku. Lekko się zaczerwieniłam i próbowałam wyswobodzić się z jego objęć.
- Stefan, jesteśmy w towarzystwie.- jęknęłam i trochę za głośno dodałam.- Puść mnie, chce iść do toalety.- z niechęcią spełnił moją prośbę i spojrzał się na mnie spod wilka.
- Dziękuję.- odburknęłam i ruszyłam w stronę toalet.
Kiedy już się tam znalazłam przemyłam twarz zimną wodą i poprawiłam mój makijaż. To znaczy musiałam go zmyć i od nowa sobie zrobić. Postanowiłam, że tylko wytuszuje rzęsy, nałożę beżowy cień do powiek i jasny błyszczyk. Nie zauważyłam nawet kiedy weszła Caroline. No nie- pomyślałam jeszcze jej tu potrzeba. Chciałam przez chwilę pobyć sama.
- I po co się tak katujesz i udajesz, że wszystko jest w porządku?- zapytała i spojrzała na mnie smutnym, zmartwionym wzrokiem.
- Caroline…daj mi spokój.- naburmuszyłam się.- Idź do Matta, bądź z nim szczęśliwa. A mną się nie przejmuj. Naprawdę dam sobie radę, jak zawsze.
- Eleno, jak mogę być szczęśliwa, wiedząc, że ty się smucisz. Może ich wszystkich udało ci się nabrać, ale ja wiem swoje.- obróciła mnie w swoją stronę i przytuliła do siebie.
- Dlaczego znowu popełniłaś ten sam błąd? Przecież rozmawiałyśmy.- powiedziała bezradna.- Wiesz, że Stefan też jest dla mnie ważny, ale to ty jesteś ważniejsza. Przyjaźnimy się odkąd pamiętam i to twoje szczęście mnie bardziej interesuje.
A ja co? Tylko płakałam i w duchu przyznawałam jej racje. Popełniłam błąd. Powinnam była ruszyć tyłek i zacząć szukać Damona. Ale to przecież tak samo, jak szukanie igły w stogu siana. Mógł być wszędzie. Mimo wszystko, powinnam była spróbować, zamiast ponownie wracać do Stefana. Byłam takim strasznym tchórzem.
- Jest już za późno. Ja mu obiecałam, że nigdy go nie zostawię i zawsze będziemy razem.- odpowiedziałam jeszcze bardziej zanosząc się płaczem.- Jestem skazana na życie ze Stefanem na wieczność. Rozumiesz?
- A kto powiedział, że trzeba dotrzymywać obietnic?- odparła radośnie.- O ile mnie pamięć nie myli, to już jedną złamałaś. A mianowicie miałaś nie dzwonić do Damona, a jednak to zrobiłaś.
- Ty dopiero wiesz, jak podnieść człowieka na duchu.- odpowiedziałam troszkę się uśmiechając i ocierając łzy. Przejrzałam się w lustrze, makijaż, który zrobiła mi Caroline maskował zaczerwienione i spuchnięte oczy, nikt nie powinien zauważyć, że płakałam.
Głośno westchnęłam i wyszłam z łazienki. Caroline miała racje, nie mogłam się poddać. Wiedziałam, że będę walczyć o Damona, choćbym miała przeszukać całą kulę ziemską. Wiedziałam też, że przede mną wieczność, więc nie musiałam się spieszyć. Miałam tylko nadzieję, że nic mu nie jest, nie oddzwonił. Może po prostu był zajęty, albo zmienił numer? Oby to nie było nic poważnego. Zastanawiałam się jak powiedzieć o tym wszystkim Stefanowi, czułam, że znowu go zranię i będzie przeze mnie cierpiał. Nie, nie myśl o kimś, myśl o sobie – powtarzałam w myślach, uśmiechając się.
-To teraz zdrowie mojej najbliższej i najukochańszej przyjaciółki Eleny oraz jej wspaniałego chłopaka Stefana!- wzniósł toast, trochę już pijany Matt. I wszyscy unieśliśmy nasze drinki do góry, w celu stuknięcia się szklankami.
- Ej, no wiesz ty co.- Caro dała kuksańca w bok mojemu przyjacielowi.- Bo będę zazdrosna, że ona jest najukochańsza?- naburmuszyła się.
-Skarbie, przecież wiesz, że i tak ciebie kocham najbardziej.- powiedział z uśmiechem Matt, po czym dał jej całusa w policzek.
-Dobra, dobra zakochańce i tak jesteście najpiękniejszą i najsilniejszą parą. Nikt, ani nic nie jest w stanie was zniszczyć.- odpowiedziałam w celu złagodzenia atmosfery.
- Jak to tylko my? A co z tobą ? Czyżbyś nie była szczęśliwa?- Matt spojrzał się na mnie, jakby nie dowierzał.
Wzruszyłam ramionami i dopiłam mojego drinka. Wysiliłam się na słaby uśmiech i spojrzałam na zebranych.
-Pewnie, że jestem szczęśliwa. Tylko, że nie afiszuje się z tym, tak jak wy.- powiedziałam zadziornie i się do nich uśmiechnęłam, po czym wstałam.- Wybaczcie na chwilę, pójdę do toalety.
- Elena? Wszystko w porządku?- zapytała zmartwiona Bonnie.
- Oczywiście, że tak. Idę tylko zobaczyć czy się nie rozmazałam.
- Wyglądasz jak zwykle idealnie, kochanie.- powiedział Stefan. Złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. W efekcie tego wylądowałam na jego kolanach, pocałował mnie i pogłaskał po policzku. Lekko się zaczerwieniłam i próbowałam wyswobodzić się z jego objęć.
- Stefan, jesteśmy w towarzystwie.- jęknęłam i trochę za głośno dodałam.- Puść mnie, chce iść do toalety.- z niechęcią spełnił moją prośbę i spojrzał się na mnie spod wilka.
- Dziękuję.- odburknęłam i ruszyłam w stronę toalet.
Kiedy już się tam znalazłam przemyłam twarz zimną wodą i poprawiłam mój makijaż. To znaczy musiałam go zmyć i od nowa sobie zrobić. Postanowiłam, że tylko wytuszuje rzęsy, nałożę beżowy cień do powiek i jasny błyszczyk. Nie zauważyłam nawet kiedy weszła Caroline. No nie- pomyślałam jeszcze jej tu potrzeba. Chciałam przez chwilę pobyć sama.
- I po co się tak katujesz i udajesz, że wszystko jest w porządku?- zapytała i spojrzała na mnie smutnym, zmartwionym wzrokiem.
- Caroline…daj mi spokój.- naburmuszyłam się.- Idź do Matta, bądź z nim szczęśliwa. A mną się nie przejmuj. Naprawdę dam sobie radę, jak zawsze.
- Eleno, jak mogę być szczęśliwa, wiedząc, że ty się smucisz. Może ich wszystkich udało ci się nabrać, ale ja wiem swoje.- obróciła mnie w swoją stronę i przytuliła do siebie.
- Dlaczego znowu popełniłaś ten sam błąd? Przecież rozmawiałyśmy.- powiedziała bezradna.- Wiesz, że Stefan też jest dla mnie ważny, ale to ty jesteś ważniejsza. Przyjaźnimy się odkąd pamiętam i to twoje szczęście mnie bardziej interesuje.
A ja co? Tylko płakałam i w duchu przyznawałam jej racje. Popełniłam błąd. Powinnam była ruszyć tyłek i zacząć szukać Damona. Ale to przecież tak samo, jak szukanie igły w stogu siana. Mógł być wszędzie. Mimo wszystko, powinnam była spróbować, zamiast ponownie wracać do Stefana. Byłam takim strasznym tchórzem.
- Jest już za późno. Ja mu obiecałam, że nigdy go nie zostawię i zawsze będziemy razem.- odpowiedziałam jeszcze bardziej zanosząc się płaczem.- Jestem skazana na życie ze Stefanem na wieczność. Rozumiesz?
- A kto powiedział, że trzeba dotrzymywać obietnic?- odparła radośnie.- O ile mnie pamięć nie myli, to już jedną złamałaś. A mianowicie miałaś nie dzwonić do Damona, a jednak to zrobiłaś.
- Ty dopiero wiesz, jak podnieść człowieka na duchu.- odpowiedziałam troszkę się uśmiechając i ocierając łzy. Przejrzałam się w lustrze, makijaż, który zrobiła mi Caroline maskował zaczerwienione i spuchnięte oczy, nikt nie powinien zauważyć, że płakałam.
Głośno westchnęłam i wyszłam z łazienki. Caroline miała racje, nie mogłam się poddać. Wiedziałam, że będę walczyć o Damona, choćbym miała przeszukać całą kulę ziemską. Wiedziałam też, że przede mną wieczność, więc nie musiałam się spieszyć. Miałam tylko nadzieję, że nic mu nie jest, nie oddzwonił. Może po prostu był zajęty, albo zmienił numer? Oby to nie było nic poważnego. Zastanawiałam się jak powiedzieć o tym wszystkim Stefanowi, czułam, że znowu go zranię i będzie przeze mnie cierpiał. Nie, nie myśl o kimś, myśl o sobie – powtarzałam w myślach, uśmiechając się.
*****
Damon
Ciemność, straszny ból przenikający moje ciało i strach? Nie,
zdecydowanie tego ostatniego słowa nie było w moim słowniku. Ja się niczego nie
bałem. Nawet jeśli to były moje ostatnie chwile, to mogłem umrzeć i tak nic
mnie tam nie trzymało, na tym chorym i popieprzonym świecie. Otworzyłem powoli
obolałe powieki i kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności zauważyłem, że
byłem przykuty do jakiegoś krzesła. Miałem ręce i nogi związane jakimś grubym
sznurem nasączonym werbeną, a z moich kończyn sączyła się gęsta, czerwona
ciecz. Pięknie - pomyślałem, gorzej już chyba trafić nie mogłem. Resztkami sił
próbowałem się uwolnić, ale z każdym kolejnym szarpnięciem czułem tylko coraz
bardziej rozdzierający mnie ból. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. No tak , nic
nowego,znowu jakiś brudny loch z milionem pajęczyn i okropnym smrodem
stęchlizny. A może mój oprawca spełni moją ostatnią prośbę i przyniesie mi
butelkę whiskey w komplecie z gorącymi dziewczynami- myślałem. Nie, nawet jeśli
niedługo miałem umrzeć, to przed śmiercią chciałbym ujrzeć tylko jedną osobę,
Elenę. Zobaczyć jej piękny uśmiech i duże brązowe oczy, które widzę za każdym
razem kiedy zamknę oczy. Może nie powinienem był zignorować jej telefonu? A
jeśli naprawdę coś jej się stało, a ja to tak olałem? – dręczyłem się w
myślach. I tak już nic nie mogłem zrobić, pewnie Stefanek się nią zajął. Moje
rozmyślania przerwały głośne kroki, ktoś schodził na dół. Nie miałem pojęcia kogo
się mogłem spodziewać, miałem tylu wrogów. Usłyszałem jak ktoś otwierał drzwi i
zbliżał się w moją stronę. Niestety przez panującą ciemność w pomieszczeniu nie
byłem w stanie rozpoznać mojego porywacza.
- Dzień dobry Damonie. - usłyszałem znajomy brytyjski akcent, którego właścicielem mogłaby być tylko jedna osoba, Klaus.- Jak tam mija dzionek? Piękną mamy dziś pogodę, nieprawdaż? Oj, czekaj, zapomniałem, przecież ty nie możesz wyjść na zewnątrz.- powiedział z sarkazmem .
- Klaus… że też od razu na to nie wpadłem. Naprawdę mnie zaskoczyłeś.- rzekłem i uśmiechnąłem się złośliwie.- Czym sobie zasłużyłem na takie przywitanie?
Podszedł do mnie niebezpiecznie blisko. Spojrzał mi w oczy, po czym wbił palce w obolałe nadgarstki. Zacisnąłem zęby i syknąłem z bólu.
- Czym sobie zasłużyłeś?! - krzyknął.- Jesteś małym nieznośnym gadem, który krzyżuje mi plany na każdym kroku. Przez ciebie nie dokończyłem rytuału, odciągnąłeś ode mnie mojego jedynego przyjaciela, Stefana, przyczyniłeś się do zabicia mojego brata Finna i wykorzystałeś moją siostrę. A poza tym strasznie działasz mi na nerwy i cię nie lubię .
- Och, nie musiałeś aż tak się rozwodzić. Mam tylko nadzieję, że teraz się nie rozpłaczesz.- udawałem współczucie, po czym się roześmiałem. Ale od razu tego pożałowałem, bo jeszcze bardziej rozwścieczyłem tym Pierwotnego. Niemiłosiernie wbijał coraz głębiej palce w moje poranione nadgarstki, a potem wyrwał mi brutalnie sznury i rzucił mną o ścianę niczym pluszową zabawką.
- Tak to cię bawi? Widać, że naprawdę życie jest ci niemiłe.- odpowiedział jeszcze bardziej wkurzony. Widziałem jak jego twarz się zmienia i wysuwają się kły. Pomyślałem, że to już jest mój koniec, wystarczyło, że mnie ugryzie i po mnie.
- Po co zaraz te nerwy?- próbowałem załagodzić sytuacje.- Przecież zawsze możemy się jakoś dogadać, prawda?
- Czy ty masz mnie za idiotę?- wykrzyczał i wyciągnął z rękawa kołek.- Mam cię dosyć. Miałeś pecha, że pokazałeś się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwej porze.
- No, to powiedz co cię tak trapi, przyjacielu.- odrzekłem spokojnym głosem.- Bo nie wierzę, że jestem jedyną osobą, która cię tak wkurzyła. Może pogadamy o tym przy butelce whiskey?
- Salvatore, jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym rozmawiać. Ale co do jednego masz racje, nie tylko ty mnie wkurzasz.- wysyczał i wbił mi kołek w brzuch.- Nie zabiję cię, na razie. Zobaczymy jak się będziesz sprawował. Do czasu, aż nie zmienię zdania będziesz moją osobistą zabawką.
- I co, może mam ci podziękować, że darujesz mi życie, do czasu kiedy się nie znudzisz torturowaniem mnie?- jęknąłem i resztkami sił wyciągnąłem kołek.
- Do zobaczenia za jakiś czas.- powiedział i udał się do wyjścia.
-Skoro mam być twoim gościem, to wypadałoby poczęstować mnie chociażby torebką krwi. - wykrzyczałem za nim.
-Nie dramatyzuj, nie wyschniesz tak od razu.- usłyszałem z oddali jego złowieszczy śmiech, który na pewno nie wróżył niczego dobrego.
Kurwa, że też ja się zawsze musiałem wplątać w jakieś bagno! A miałem tyle planów związanych z Las Vegas. Nie zdążyłem obskoczyć jeszcze wszystkich klubów i poznać wspaniałych dziewczyn- wyzywałem sam siebie, teraz mogłem sobie tylko o tym pomarzyć– westchnąłem ciężko i z trudem podniosłem się z zimnej i brudnej ziemi. Dobrze, że chociaż już nie byłem przywiązany do tego krzesła - pomyślałem. Przechadzałem się po całym pomieszczeniu szukając jakiejś wnęki czy dziury w ścianie, ale niestety niczego takiego nie znalazłem. Przechodząc obok drzwi o coś się potknąłem, to była latarka. A jednak Klaus nie jest takim potworem - zakpiłem. Musiałem coś wymyślić, jak się stąd wydostać. Przecież nie będę jego zabawką, którą będzie mógł torturować, kiedy sobie tego zapragnie– kontynuowałem wewnętrzny monolog. Włączyłem latarkę i dokładnie oglądałem każdy, chociażby najmniejszy fragment ściany. Chodziłem tak w kółko, chyba ze sto razy i nic. W końcu wycieńczony opadłem na zimną ścianę. Rany były nadal dość głębokie i w bardzo powolnym tempie się goiły. Gardło paliło od braku krwi, a usta miałem spierzchnięte. Z braku sił zamknąłem oczy i zasnąłem.
- Dzień dobry Damonie. - usłyszałem znajomy brytyjski akcent, którego właścicielem mogłaby być tylko jedna osoba, Klaus.- Jak tam mija dzionek? Piękną mamy dziś pogodę, nieprawdaż? Oj, czekaj, zapomniałem, przecież ty nie możesz wyjść na zewnątrz.- powiedział z sarkazmem .
- Klaus… że też od razu na to nie wpadłem. Naprawdę mnie zaskoczyłeś.- rzekłem i uśmiechnąłem się złośliwie.- Czym sobie zasłużyłem na takie przywitanie?
Podszedł do mnie niebezpiecznie blisko. Spojrzał mi w oczy, po czym wbił palce w obolałe nadgarstki. Zacisnąłem zęby i syknąłem z bólu.
- Czym sobie zasłużyłeś?! - krzyknął.- Jesteś małym nieznośnym gadem, który krzyżuje mi plany na każdym kroku. Przez ciebie nie dokończyłem rytuału, odciągnąłeś ode mnie mojego jedynego przyjaciela, Stefana, przyczyniłeś się do zabicia mojego brata Finna i wykorzystałeś moją siostrę. A poza tym strasznie działasz mi na nerwy i cię nie lubię .
- Och, nie musiałeś aż tak się rozwodzić. Mam tylko nadzieję, że teraz się nie rozpłaczesz.- udawałem współczucie, po czym się roześmiałem. Ale od razu tego pożałowałem, bo jeszcze bardziej rozwścieczyłem tym Pierwotnego. Niemiłosiernie wbijał coraz głębiej palce w moje poranione nadgarstki, a potem wyrwał mi brutalnie sznury i rzucił mną o ścianę niczym pluszową zabawką.
- Tak to cię bawi? Widać, że naprawdę życie jest ci niemiłe.- odpowiedział jeszcze bardziej wkurzony. Widziałem jak jego twarz się zmienia i wysuwają się kły. Pomyślałem, że to już jest mój koniec, wystarczyło, że mnie ugryzie i po mnie.
- Po co zaraz te nerwy?- próbowałem załagodzić sytuacje.- Przecież zawsze możemy się jakoś dogadać, prawda?
- Czy ty masz mnie za idiotę?- wykrzyczał i wyciągnął z rękawa kołek.- Mam cię dosyć. Miałeś pecha, że pokazałeś się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwej porze.
- No, to powiedz co cię tak trapi, przyjacielu.- odrzekłem spokojnym głosem.- Bo nie wierzę, że jestem jedyną osobą, która cię tak wkurzyła. Może pogadamy o tym przy butelce whiskey?
- Salvatore, jesteś ostatnią osobą, z którą chciałbym rozmawiać. Ale co do jednego masz racje, nie tylko ty mnie wkurzasz.- wysyczał i wbił mi kołek w brzuch.- Nie zabiję cię, na razie. Zobaczymy jak się będziesz sprawował. Do czasu, aż nie zmienię zdania będziesz moją osobistą zabawką.
- I co, może mam ci podziękować, że darujesz mi życie, do czasu kiedy się nie znudzisz torturowaniem mnie?- jęknąłem i resztkami sił wyciągnąłem kołek.
- Do zobaczenia za jakiś czas.- powiedział i udał się do wyjścia.
-Skoro mam być twoim gościem, to wypadałoby poczęstować mnie chociażby torebką krwi. - wykrzyczałem za nim.
-Nie dramatyzuj, nie wyschniesz tak od razu.- usłyszałem z oddali jego złowieszczy śmiech, który na pewno nie wróżył niczego dobrego.
Kurwa, że też ja się zawsze musiałem wplątać w jakieś bagno! A miałem tyle planów związanych z Las Vegas. Nie zdążyłem obskoczyć jeszcze wszystkich klubów i poznać wspaniałych dziewczyn- wyzywałem sam siebie, teraz mogłem sobie tylko o tym pomarzyć– westchnąłem ciężko i z trudem podniosłem się z zimnej i brudnej ziemi. Dobrze, że chociaż już nie byłem przywiązany do tego krzesła - pomyślałem. Przechadzałem się po całym pomieszczeniu szukając jakiejś wnęki czy dziury w ścianie, ale niestety niczego takiego nie znalazłem. Przechodząc obok drzwi o coś się potknąłem, to była latarka. A jednak Klaus nie jest takim potworem - zakpiłem. Musiałem coś wymyślić, jak się stąd wydostać. Przecież nie będę jego zabawką, którą będzie mógł torturować, kiedy sobie tego zapragnie– kontynuowałem wewnętrzny monolog. Włączyłem latarkę i dokładnie oglądałem każdy, chociażby najmniejszy fragment ściany. Chodziłem tak w kółko, chyba ze sto razy i nic. W końcu wycieńczony opadłem na zimną ścianę. Rany były nadal dość głębokie i w bardzo powolnym tempie się goiły. Gardło paliło od braku krwi, a usta miałem spierzchnięte. Z braku sił zamknąłem oczy i zasnąłem.
- Eleno, daj spokój, przecież Ricka nie ma w domu.- droczyłem się z
dziewczyną i podciągałem jej bluzkę do góry.
- Ale w każdej chwili może ktoś przyjść.- była nadal nieugięta i próbowała odepchnąć moje ręce od jej pleców i usta z jej szyi.- Jeremy może szybciej skończyć lekcje i co wtedy?
- Przecież prędzej czy później i tak się dowiedzą o naszych potajemnych spotkaniach.- uśmiechnąłem się i zjeżdżałem ustami na jej dekolt.
Słyszałem jak coraz szybciej oddychała i nieudolnie próbowała odciągnąć mnie od siebie. Popchnąłem ją delikatnie na łóżko. O dziwo nie protestowała, tylko pociągnęła mnie za koszulę do siebie. Opadłem na nią i się uśmiechnąłem.
-Czyli jednak się zgadzasz?- wymruczałem jej do ucha.
- Tak, ale zróbmy to szybko.- wysapała i włożyła ręce pod moją koszulę.
- Hmm, jaka niecierpliwa i już mokra.- powiedziałem zadziornie i coraz bardziej na nią napierałem. Całowaliśmy się bardzo namiętnie i brutalnie. Lekko przygryzałem jej dolną wargę, czym jeszcze bardziej ją podnieciłem. Ona natomiast ciągnęła mnie za włosy i wiła się pode mną, ocierając udem o moją erekcje. Nie zauważyłem nawet kiedy się przekręciła i znalazła się na górze. Zaczęła rozpinać guziki od mojej koszuli obrzucając pocałunkami mój tors i brzuch. Potem szamotała się z paskiem od spodni. Ja w tym czasie ściągnąłem jej bluzkę i jednym sprawnym ruchem odpiąłem stanik.
- Wybacz księżniczko, ale wolę być na górze. Nie odbieraj mi męskości.- wysapałem ciężko dysząc i przekręcając się z nią tak, że teraz to ona była pode mną .
- Dlaczego to ty zawsze jesteś na górze?- oburzyła się i skrzyżowała ręce na piersi.
- Obiecuję, że następnym razem to ty będziesz mnie pieprzyć.- odpowiedziałem, po czym całowałem jej brzuch, zostawiając na nim małe czerwone ślady. Widać, że się trochę rozluźniła i podciągnęła mnie do siebie wyżej, tak że stykaliśmy się czołami.
- Obiecujesz?- zrobiła smutną minkę i spojrzała mi głęboko w oczy, jakby chciała mnie nimi wywiercić na wylot.
- A czy ja kiedyś cię zawiodłem?- odpowiedziałem i pogłaskałem ją po policzku.
Wróciłem do mojej poprzedniej czynności i najpierw zacząłem całować jej usta, po czym zjeżdżałem coraz niżej. Kiedy zjechałem rozpalonym językiem na zgięcie w jej szyi, jęknęła. Co nie ukrywam bardzo mi się spodobało. Wodziłem językiem po jej idealnych i pięknych piersiach. Droczyłem się z nią i ssałem jej sutki bardzo intensywnie, tak że po jakimś czasie stwardniały. Elena jęczała coraz głośniej i ocierała się o mnie, prosząc, abym ją wypełnił. Ale ja chciałem się z nią jeszcze trochę podroczyć. Po ściągnięciu jej króciutkiej sukienki, całowałem dokładnie każdy najmniejszy element jej uda. Głośno syknęła, gdy poczuła mój język sunący po linii jej majtek.
- Damonie, mieliśmy się pospieszyć.- wysapała.
- Dobrze, już dobrze.- odpowiedziałem trochę zawiedziony, gdyż wiedziałem, że chodziło jej o to, żeby nikt nas nie zobaczył. Zdjąłem jej koronkowe białe majteczki i wsunąłem w nią jeden palec, potem jeszcze jeden i następny. Jeszcze trochę i Elena by doszła, a nie chciałem żeby zrobiła to za szybko, dlatego wyjąłem z niej palce i ściągnąłem bokserki. Wszedłem w nią delikatnie i stopniowo zacząłem się w niej poruszać.
- Przyśpiesz.- odparła zaciskając palce na moich plecach i obrzucając pocałunkami moje ramiona.
Spełniłem jej prośbę i poruszałem się w niej coraz szybciej i wchodziłem w nią coraz głębiej. Oboje ciężko dyszeliśmy i opieraliśmy się czołami. Jak przystało na dżentelmena pozwoliłem jej pierwszej dojść. Jej orgazm był tak intensywny, że krzyczała na cały głos. Później i ja doszedłem wypełniając ją. Wykończony, ale i szczęśliwy opadłem na poduszkę, obok niej i przyciągnąłem ją do siebie. Głaskałem jej spocone plecy i pocałowałem ją w czubek głowy. Przylgnęła do mnie całym ciałem i uniosła głowę do góry.
- Było mi cholernie dobrze, a tobie?- zapytała.
- Eleno, każdy seks z tobą jest najwspanialszą rzeczą na świecie.- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się zadziornie.- Chciałbym kiedyś, codziennie budzić się przy twoim boku.- odparłem smutno.
- Daj mi trochę czasu, proszę.- powiedziała i pogłaskała mnie po policzku.- Mi też jest ciężko, nie wiem co mam zrobić. Myślisz, że dobrze się z tym czuję? Nie sądziłam, że kiedyś znajdę się w tak bezsensownej sytuacji…
- Przecież to jest proste. Wybierasz albo mnie, albo jego. - odparłem trochę zirytowany i znudzony tą całą sytuacją. Odwróciłem się do niej plecami i patrzyłem na okno.
- Damonie.- szepnęła i zaczęła całować moje ramiona.- Proszę, nie gniewaj się na mnie. Już niedługo dokonam wyboru. Masz na to moje słowo.
Nagle usłyszeliśmy podjeżdżający samochód pod dom. Elena wstała jak oparzona, rzucała we mnie moimi ubraniami i sama zaczęła też się szybko ubierać.
- Ubierz się szybko, ktoś przyjechał.- ponaglała mnie.
- No tak. Teraz to mnie nakłaniasz do pośpiechu i co może jeszcze mam wyskoczyć przez okno, żeby ktoś się niczego nie domyślił?- powiedziałem wkurzony na jednym wydechu.
- Przepraszam, wiem jak się czujesz, ale nie mam innego wyjścia.- odparła smutnym głosem. Podeszła do mnie i chciała mnie objąć, ale ją odepchnąłem.
- Daruj sobie.- odburknąłem i wyskoczyłem przez okno, w pośpiechu zakładając ubrania.
- Ale w każdej chwili może ktoś przyjść.- była nadal nieugięta i próbowała odepchnąć moje ręce od jej pleców i usta z jej szyi.- Jeremy może szybciej skończyć lekcje i co wtedy?
- Przecież prędzej czy później i tak się dowiedzą o naszych potajemnych spotkaniach.- uśmiechnąłem się i zjeżdżałem ustami na jej dekolt.
Słyszałem jak coraz szybciej oddychała i nieudolnie próbowała odciągnąć mnie od siebie. Popchnąłem ją delikatnie na łóżko. O dziwo nie protestowała, tylko pociągnęła mnie za koszulę do siebie. Opadłem na nią i się uśmiechnąłem.
-Czyli jednak się zgadzasz?- wymruczałem jej do ucha.
- Tak, ale zróbmy to szybko.- wysapała i włożyła ręce pod moją koszulę.
- Hmm, jaka niecierpliwa i już mokra.- powiedziałem zadziornie i coraz bardziej na nią napierałem. Całowaliśmy się bardzo namiętnie i brutalnie. Lekko przygryzałem jej dolną wargę, czym jeszcze bardziej ją podnieciłem. Ona natomiast ciągnęła mnie za włosy i wiła się pode mną, ocierając udem o moją erekcje. Nie zauważyłem nawet kiedy się przekręciła i znalazła się na górze. Zaczęła rozpinać guziki od mojej koszuli obrzucając pocałunkami mój tors i brzuch. Potem szamotała się z paskiem od spodni. Ja w tym czasie ściągnąłem jej bluzkę i jednym sprawnym ruchem odpiąłem stanik.
- Wybacz księżniczko, ale wolę być na górze. Nie odbieraj mi męskości.- wysapałem ciężko dysząc i przekręcając się z nią tak, że teraz to ona była pode mną .
- Dlaczego to ty zawsze jesteś na górze?- oburzyła się i skrzyżowała ręce na piersi.
- Obiecuję, że następnym razem to ty będziesz mnie pieprzyć.- odpowiedziałem, po czym całowałem jej brzuch, zostawiając na nim małe czerwone ślady. Widać, że się trochę rozluźniła i podciągnęła mnie do siebie wyżej, tak że stykaliśmy się czołami.
- Obiecujesz?- zrobiła smutną minkę i spojrzała mi głęboko w oczy, jakby chciała mnie nimi wywiercić na wylot.
- A czy ja kiedyś cię zawiodłem?- odpowiedziałem i pogłaskałem ją po policzku.
Wróciłem do mojej poprzedniej czynności i najpierw zacząłem całować jej usta, po czym zjeżdżałem coraz niżej. Kiedy zjechałem rozpalonym językiem na zgięcie w jej szyi, jęknęła. Co nie ukrywam bardzo mi się spodobało. Wodziłem językiem po jej idealnych i pięknych piersiach. Droczyłem się z nią i ssałem jej sutki bardzo intensywnie, tak że po jakimś czasie stwardniały. Elena jęczała coraz głośniej i ocierała się o mnie, prosząc, abym ją wypełnił. Ale ja chciałem się z nią jeszcze trochę podroczyć. Po ściągnięciu jej króciutkiej sukienki, całowałem dokładnie każdy najmniejszy element jej uda. Głośno syknęła, gdy poczuła mój język sunący po linii jej majtek.
- Damonie, mieliśmy się pospieszyć.- wysapała.
- Dobrze, już dobrze.- odpowiedziałem trochę zawiedziony, gdyż wiedziałem, że chodziło jej o to, żeby nikt nas nie zobaczył. Zdjąłem jej koronkowe białe majteczki i wsunąłem w nią jeden palec, potem jeszcze jeden i następny. Jeszcze trochę i Elena by doszła, a nie chciałem żeby zrobiła to za szybko, dlatego wyjąłem z niej palce i ściągnąłem bokserki. Wszedłem w nią delikatnie i stopniowo zacząłem się w niej poruszać.
- Przyśpiesz.- odparła zaciskając palce na moich plecach i obrzucając pocałunkami moje ramiona.
Spełniłem jej prośbę i poruszałem się w niej coraz szybciej i wchodziłem w nią coraz głębiej. Oboje ciężko dyszeliśmy i opieraliśmy się czołami. Jak przystało na dżentelmena pozwoliłem jej pierwszej dojść. Jej orgazm był tak intensywny, że krzyczała na cały głos. Później i ja doszedłem wypełniając ją. Wykończony, ale i szczęśliwy opadłem na poduszkę, obok niej i przyciągnąłem ją do siebie. Głaskałem jej spocone plecy i pocałowałem ją w czubek głowy. Przylgnęła do mnie całym ciałem i uniosła głowę do góry.
- Było mi cholernie dobrze, a tobie?- zapytała.
- Eleno, każdy seks z tobą jest najwspanialszą rzeczą na świecie.- odpowiedziałem i uśmiechnąłem się zadziornie.- Chciałbym kiedyś, codziennie budzić się przy twoim boku.- odparłem smutno.
- Daj mi trochę czasu, proszę.- powiedziała i pogłaskała mnie po policzku.- Mi też jest ciężko, nie wiem co mam zrobić. Myślisz, że dobrze się z tym czuję? Nie sądziłam, że kiedyś znajdę się w tak bezsensownej sytuacji…
- Przecież to jest proste. Wybierasz albo mnie, albo jego. - odparłem trochę zirytowany i znudzony tą całą sytuacją. Odwróciłem się do niej plecami i patrzyłem na okno.
- Damonie.- szepnęła i zaczęła całować moje ramiona.- Proszę, nie gniewaj się na mnie. Już niedługo dokonam wyboru. Masz na to moje słowo.
Nagle usłyszeliśmy podjeżdżający samochód pod dom. Elena wstała jak oparzona, rzucała we mnie moimi ubraniami i sama zaczęła też się szybko ubierać.
- Ubierz się szybko, ktoś przyjechał.- ponaglała mnie.
- No tak. Teraz to mnie nakłaniasz do pośpiechu i co może jeszcze mam wyskoczyć przez okno, żeby ktoś się niczego nie domyślił?- powiedziałem wkurzony na jednym wydechu.
- Przepraszam, wiem jak się czujesz, ale nie mam innego wyjścia.- odparła smutnym głosem. Podeszła do mnie i chciała mnie objąć, ale ją odepchnąłem.
- Daruj sobie.- odburknąłem i wyskoczyłem przez okno, w pośpiechu zakładając ubrania.
Obudziłem się. Śnił mi się jeden
z najwspanialszych momentów w moim życiu, a zarazem najsmutniejszych. Zawsze
musieliśmy się ukrywać i udawać przed wszystkimi, że jesteśmy tylko
przyjaciółmi. Miałem już serdecznie dosyć powtórki z rozrywki. Najpierw
Katherine się ze mną zabawiała po kątach, a później Elena. Z tym, że co do tej
drugiej miałem cień nadziei, że jednak wybierze mnie. Ale przeliczyłem się.
Byłem jej tylko potrzebny do spełniania jej erotycznych fantazji. Bo przecież ze
Stefanem się tak nie zabawiała. On nie należał do tego rodzaju faceta.
o jak świetnie rozdział dodałaś..nie mogłam się go doczekać strasznie ciekawe wątki no i mam nadzieję ze w końcu sie jakoś spotkają. Kiedy Elena w końcu się odważy xd czekam na nexta *.*
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo! ;* Już niedługo Elka wyzna Stefanowi prawdę :D
UsuńPozdrawiam! ;)
Jest i nowy rozdział Ciekawy miłe wspomnienia. Właśnie Kiedy Elena wyzna że nie jest ze Stefciem szczęśliwa.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo! ;* Oj, troszkę cierpliwości, niedługo to zrobi :D
UsuńPozdrawiam! ;)
Kocham to! <33 Ta historia z każdym rozdziałem staje się coraz bardziej wciągająca ;) Rozdział w całości fenomenalny. Jestem ciekawa, kiedy Elena odważy się zostawić Stefana? Widać, że się z nim męczy i jest nieszczęśliwa. Bardzo podoba mi się fakt, że Elenę wciąż ciągnie do Damona :3 Ich retrospekcja była pełna namiętności i miłości, a przede wszystkim ogromnej chemi ^^ Genialnie wszystko opisujesz ;) Szkoda mi się zrobiło Damona, że Elena stawiała go w takiej sytuacji :c Powinna się zdecydować i przestać ich zwodzić. Cieszę się, że aktualnie wie czego chce :) Ach, już sobie wyobrażam spotkanie deleny po tak długiej rozłące:3 Jestem ciekawa, co będzie dalej :D Czekam na kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę weny!
Całusy :***
Och, nie masz nawet pojęcia jak przyjemnie się czyta takie komentarze *.* Elena jest coraz bliżej wyznania prawdy Stefciowi :D Z racji tego, że Damon z Eleną się jeszcze nie spotkali, zarzucam retrospekcjami ;) Cieszę się, że Ci się podobają!
UsuńDziękuję kochana!;**
Hej :D
OdpowiedzUsuńChciałabym wreszcie, po długiej przerwie zaprosić do mnie na nn :D
delena-different-love.blogspot.com
Hej ;)
UsuńOk, dzięki za powiadomienie. Zaraz do Ciebie zajrzę :D