środa, 8 stycznia 2014

Rozdział IV

Elena

„Kochany pamiętniku,
Przez cały czas, wmawiałam sobie, że można się poddać, żyć spokojnie i nie martwić się nadchodzącym dniem. Bałam się zaryzykować i spróbować innego życia. A może tak naprawdę nigdy o tym nie myślałam? Bo tak mi było wygodnie, bo miałam wszystko czego potrzebowałam? Jera, kochanych przyjaciół i Stefana…no właśnie, skoro mowa o nim, to pomyślałam, że przyszedł czas na zmiany. Nie mogę dłużej go okłamywać, a tym bardziej samej siebie. Koniec z głupimi wymówkami i mówieniem wszystkim wokół, że jest dobrze, że jestem szczęśliwa. Od dziś wszystko się zmieni, ja się zmienię i będę mówiła prawdę. Najpierw zacznę od Stefana, już nie stchórzę, nie ucieknę i nie będę się blado uśmiechać. Ale z drugiej strony prawda jest taka, że się boję, cholernie boję…a jeśli Stefan zostanie rozpruwaczem, a ja będę miała przez to wyrzuty sumienia? Nie, nie mogę uciec od prawdy, muszę być silna. Nawet jeśli dam sobie choć odrobinę szczęścia i cały świat runie, a ja wraz z nim. Przetrwam, dam sobie radę! Muszę znaleźć Damona i powiedzieć mu co do niego czuję, błagać o wybaczenie i zrozumienie mojego wcześniejszego zachowania. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale coś wymyślę. Po pierwsze muszę poskładać wszystko do kupy, a mianowicie przygotować na zmiany moich najbliższych. Jak na razie tylko Caro jest wtajemniczona, chociaż pewnie i tak prędzej czy później wypapla wszystko Bonnie.- zaśmiałam się pod nosem.- Ale ona taka już jest, najlepsza przyjaciółka na świecie. Zapomniałam o Jeremim, a jak on na to zareaguje? Będzie mi prawił morały, czy zaakceptuje moją decyzję? Przecież on już jest dużym chłopcem, nie będę go niańczyć przez całe życie. Pewnie on jak i Bonnie będą mi odradzać i mówić, że popełniam największy błąd w swoim życiu, ale się tym nie będę przejmować. W końcu to jest moje życie i powinni to uszanować. Choć raz chce coś zrobić dla siebie, nie myśląc o tym jak zareagują na to inni. Jak się komuś coś nie podoba, to już jest jego problem. Ja chcę żyć pełnią życia i cieszyć się z każdego dnia, chcę zaszaleć, bawić się i nie przejmować tym, co będzie dalej. Takie atrakcje może zapewnić mi tylko jedna osoba, a mianowicie Damon. Najchętniej to bym już teraz wsiadła w najbliższy samolot, poleciała i go szukała. Tylko gdzie? Gdzie mógł się udać najbardziej rozrywkowy i nieprzewidywalny wampir? Możliwości jest dużo, a pomysłów brak…No nic, później się nad tym będę zastanawiać. Teraz muszę zakończyć jeden związek, żebym mogła zacząć następny.”

Zamknęłam pamiętnik i schowałam go głęboko do torby. Tak, znowu się spakowałam, ale tym razem już nie będę się rozpakowywać. Chyba, że w moim starym domu. Nie uprzedziłam jeszcze Jera, ale jakby co może Caro mnie przygarnie. No gdzie ten Stefan?- chodziłam zniecierpliwiona po pokoju i myślałam jak najprościej mu to wszystko wyjaśnić. Miałam mu powiedzieć, tak prosto z mostu, czy może bardziej delikatnie? Modliłam się tylko o to, żeby nie zabrakło mi odwagi. Musiałam spojrzeć prawdzie w oczy, nawet jeśli oznaczałoby to samotne życie, ale przynajmniej nie musiałabym już nikogo oszukiwać. Zeszłam na dół i udałam się do salonu. Szukałam jakiegoś mocnego trunku, znalazłam jeszcze jedną butelkę whiskey. Wzięłam duży łyk złocistego napoju, nawet nie fatygowałam się, żeby wlać sobie go do szklanki. Mimo tego, że skrzywiłam się od mocnego alkoholu, wypiłam jeszcze jeden łyk  i następny. Zakręciło mi się w głowie i z trudnością dotarłam do kanapy. Nawet jako wampir nadal miałam słabą głowę do alkoholi. Odłożyłam butelkę i wciągnęłam głośno powietrze, pomyślałam, że już się wystarczająco przygotowałam do rozmowy ze Stefanem. Niestety nie usiedziałam zbyt długo, przechadzałam się w tą i z powrotem, cała się trzęsłam, alkohol nie pomógł tak jakbym tego po nim oczekiwała. Chciałam mieć już tą rozmowę za sobą, móc planować dalsze życie. Co on tak długo robi w lesie?- zastanawiałam się, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. A może już coś podejrzewał wcześniej i dlatego tak się ociąga z przyjściem do domu? Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Podskoczyłam jak oparzona, kiedy poczułam obejmujące mnie z tyłu ręce. Już miałam odepchnąć napastnika, ale usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Nawet jako wampir, jesteś czasami troszkę strachliwa.- odparł Stefan, śmiejąc się .-Po pierwsze nie jestem strachliwa, a po drugie dlaczego on musi być w dobrym humorze? Ale może dzięki temu łatwiej to zniesie?- Coś nie tak? Jakoś dziwnie się zachowujesz? Czy ty się trzęsiesz?- dopytywał się.
- Musimy porozmawiać.- odpowiedziałam stanowczym głosem.- Muszę przestać cię okłamywać. Chcę być z tobą szczera. Zależy mi na tobie i na twoim szczęściu, naprawdę.
Nie sądziłam, że powiedzenie prawdy też może się okazać trudne. Z każdym wypowiedzianym słowem, czułam napływające do oczu łzy. Widziałam jak twarz Stefana się zmienia, chyba już sam się domyślał co chce mu powiedzieć.
- Eleno, może najpierw usiądziesz i się uspokoisz.- powiedział spokojnym głosem.
- Nie, nie chce siadać!- krzyknęłam.- Jeśli nie powiem ci tego teraz, to nigdy tego nie zrobię.
- Dobrze, jak chcesz.- powiedział zrezygnowany.- A więc słucham, co takiego chcesz mi oznajmić?
- Stefan, ja…nasza miłość była piękna, prawdziwa i magiczna. Ale my nie żyjemy w bajce, tylko w prawdziwym świecie, takie cuda się nie zdarzają. Nie będziemy żyć szczęśliwie i wiecznie. Wiele rzeczy nas poróżniło, począwszy od mojego wampiryzmu. Przez moment, mały moment myślałam, że możemy być razem na zawsze, że nic nie będzie stało nam na przeszkodzie. Ale się myliłam.- odparłam smutnym głosem. Usiadłam obok niego i wzięłam  go za rękę. Nie reagował, siedział jak posąg i beznamiętnie wpatrywał się w podłogę.- Stefanie, dla mnie to też jest trudne. Proszę, spójrz na mnie. Kocham cię, ale już nie tak jak kiedyś, moje uczucie do ciebie się…wypaliło.
- Rozumiem.- odparł po chwili ciszy, nadal wpatrując się w ten sam punkt.- Potrzebujesz przerwy. Ile ci potrzeba? Tydzień? Miesiąc?
- Źle mnie zrozumiałeś. Ja nie chce przerwy.- powiedziałam.- Ale przecież możemy być przyjaciółmi, nie zostawię cię w potrzebie. Zawsze będziesz mógł się zwrócić do mnie, jak będziesz czegoś potrzebował. Nie odwrócę się od ciebie.
- Czy ty ze mną zrywasz na zawsze?- wstał roztrzęsiony z kanapy. Widziałam w jego oczach straszny ból, smutek i cierpienie. Potwierdziłam potakująco głową i powiedziałam łamiącym się głosem.
- Przepraszam, ja nie chciałam, żeby to tak wyszło.- zaniosłam się płaczem i upadłam na kolana.- Wybacz mi, wybacz, że cię tak długo zwodziłam i okłamywałam.
-Stefanie.- wstałam z podłogi podeszłam do niego. Położyłam rękę na  jego ramieniu, ale on ją strącił.- Nie odtrącaj mnie. Nie możesz się załamać, musisz się pogodzić z prawdą. Zrozum będąc razem, unieszczęśliwialiśmy siebie nawzajem. Bądźmy przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi?- prychnął.- I co dalej? Będziemy się spotykać ze znajomymi, chodzić do baru, grać w bilard? Wybacz, ale ja tak nie mogę.
- Kiedyś musiało to nastąpić.-odparłam bezradna.
- Nie nastąpiłoby, gdybyś nie była taką dziwką jak Katherine!- wykrzyczał mi w twarz. Tego już było za wiele. Co on sobie myślał, że wszystko mu wolno? Bez namysłu, wymierzyłam mu siarczystego liścia.
- Nigdy więcej, tak do mnie nie mów! Nie jestem taka sama,  jak ta wampirza dziwka.- odparłam wytrącona z równowagi, po czym dodałam.- I ja się ciebie szkodowałam? Wiesz co, jeśli chcesz wiedzieć, co było przeszkodą, to ci powiem. Damon, to jego kocham nad życie i to z nim chce być.
Po tych słowach, udałam się z wampirzą szybkością na górę, żeby zabrać swoje rzeczy. Nie było mi go w tym momencie szkoda. Jak on śmiał, tak mi powiedzieć? Schodząc na dół, nawet nie zaszczyciłam go spojrzeniem, tylko wybiegłam z domu i trzasnęłam za sobą drzwiami.

*****

Caroline

Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i sama porozmawiać z Bonnie. Miałam tylko nadzieję, że Elena nie będzie miała mi tego za złe. W końcu zrobię to dla jej dobra. Ktoś musi. Byłam już przed drzwiami mulatki. Wzięłam głęboki oddech i zapukałam delikatnie do drzwi.
- Caroline?- spytała zdziwiona i zaspana przyjaciółka.- Co ty tutaj robisz o tak wczesnej porze?
No tak, cholera- zapomniałam, że 10 rano to dla Bonnie jeszcze nie pora do wstawania. Lubi strasznie długo spać, dlatego byłam troszkę zaskoczona, że tak szybko mi otworzyła. Czyżby miała lekki sen?
- Bonnie.-odparłam radośnie.- A wiesz, tak jakoś nie mogłam spać i pomyślałam o tobie. Dawno nie rozmawiałyśmy tak od serca. Brakuje mi tych naszych pogawędek przy herbatce. Mogę wejść, czy będziemy rozmawiać w przejściu?- zapytałam z rozbawieniem.
- Och, jasne wchodź.- odburknęła trochę niezadowolona.
- Jeśli przeszkadzam, to możemy się później spotkać. Nie chce się narzucać. Chciałam tylko..
- Ok, nie ma sprawy. Chodź, wstawię wodę na herbatę.- weszła mi w zdanie.
- No dobrze.- powiedziałam i przekroczyłam próg mieszkania, kierując się bezpośrednio do salonu. To co tam zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Na podłodze, stoliku i kanapie były porozrzucane księgi, jakieś kartki, świece i leżały kubki po kawie.
- Może wypijemy w kuchni?- spytała cicho.
- Bonnie, co tu się stało? Twój salon wygląda jakby przeszło tu jakieś tornado.- stwierdziłam nadal zszokowana.- Masz jakieś problemy? Dlaczego nic nam nie powiedziałaś? Przecież wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć, na mnie.
- To nic takiego, po prostu chciałam poćwiczyć zaklęcia.- odparła niczym niewzruszona.
- I dlatego urządziłaś z salonu pobojowisko?- weszłam głębiej, uważając, żeby na nic nie ustać. Chciałam się dowiedzieć, o co tak naprawdę chodzi. Ale było mi to niedane, ponieważ usłyszałam zdenerwowany głos przyjaciółki.
- Nie ruszaj niczego, jeszcze coś pomieszasz. Chodź do kuchni.
- Nie, najpierw chcę wiedzieć, co tu jest grane. – odparłam głosem nieznoszącym sprzeciwu i założyłam ręce na biodrach.
- Nic.- powiedziała, po czym spuściła na dół głowę, unikając mojego wzroku.- Caroline, jednak niepotrzebnie tu przyszłaś. Spotkamy się później w Grillu, dobrze?- spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem, jakby bała się, że odkryję prawdę.
- Wiesz, co mam lepszy pomysł.- odparłam zadowolona i wyciągnęłam z torebki wódkę. Udałam się do kuchni w celu znalezienia szklanek i jakiegoś soku. Bonnie patrzyła się na mnie zdezorientowana. Wiedziała, że teraz nie ucieknie od rozmowy. Ja się nigdy tak szybko nie poddawałam. Musiałam wiedzieć, o co chodzi.
- No siadaj.- zachęcałam ją.- Dzięki temu gadka przyjdzie szybciej.- polałam do szklanek trunku i dodałam soku. Podałam jedną przyjaciółce i wyczekiwałam z zniecierpliwieniem, aż zacznie coś mówić.
- Ok, skoro miałyśmy porozmawiać od serca.- zaczęła niepewnie.- To chyba o relacje twoje i Matta nie muszę pytać, bo wam się układa. Zresztą tak samo, jak u mnie i Jera. Także na tym, koniec naszej rozmowy. Nie mam ochoty na wzajemne chwalenie się naszymi związkami.
Wstała i już chciała wstać, ale złapałam mocno ją za rękę i wskazałam głową, żeby z powrotem zajęła miejsce. Spojrzała się na mnie ze zrezygnowaniem, więc rozluźniłam uścisk.
- Nie tak szybko. Zobacz nie wypiłaś nawet jednego drinka, a już mnie wyganiasz.-uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.
- Wcale cię nie wyganiam. Po prostu nie mam ci nic do powiedzenia.- oznajmiła.
- Jesteś pewna? – spytałam się.
- Dobrze, wygrałaś.- odparła bezradna.- Od niedawna zaczęłam praktykować ekspresję. Czytałam, że jest niebezpieczna i trudna do kontrolowania. Stąd te tornado w moim salonie. Od wczoraj szukam skutecznego sposobu na poradzenie sobie z nią, ale nic nie znalazłam. W internecie znalazłam artykuł o profesorze Shanie, który pomaga młodym i niedoświadczonym czarownicom. Postanowiłam więc, że skorzystam z jego pomocy w ostateczności. I chyba właśnie, nadszedł ten dzień. To tyle.
- Ale po co się wzięłaś za coś tak trudnego? Nie możesz zacząć od prostych zaklęć?- dopytywałam się, jednocześnie zamartwiając się o przyjaciółkę.
- Właśnie nie, to jest jedyny sposób, dzięki któremu będę mogła odzyskać moje moce.- powiedziała smutnym głosem. Widziałam jak jest jej z tym ciężko. Pomyślałam, że jej pomogę i pojadę z nią do tego profesorka. Nie mogę przecież pozwolić jechać jej samej.
- Pomogę ci.- zaoferowałam się.- Pojadę z tobą do tego Shane’a . To kiedy wyruszamy?- zapytałam z entuzjazmem.
- Naprawdę? A co z Mattem? – zdziwiła się.- On mieszka w Atlancie, a to jest jakieś 3 godziny jazdy samochodem. Jeszcze nie wiadomo czy go zastaniemy i byśmy musiały wynająć pokój w hotelu.
- Jak kocha, to poczeka.- odparłam rozpromieniona, na myśl o tym, że się choć na chwilę ruszę z Mystic Falls. Gdyby nie Matt, to już dawno bym stąd wyjechała, ale nie mogłam go przecież zostawić. Nie po tym, co razem przeszliśmy.- A więc, kiedy mam się spakować?
- Wyjeżdżamy jutro z samego rana.- powiedziała zdecydowanym głosem.
- To super. Idę jeszcze do Matta, a potem się spakuję i jutro przyjadę do ciebie.-stwierdziłam, po czym wstałam i ją przytuliłam.
- Caroline.- zawołała za mną, kiedy wychodziłam.- Dziękuję.
- Och, daj spokój.- machnęłam ręką i się z nią pożegnałam.
Kiedy byłam już w Grillu, przypomniał mi się cel pójścia do przyjaciółki. Ale teraz nie miałam zamiaru zawracać jej głowy Damonem, gdy sama miała ważniejsze sprawy na głowie. Elena także była moją przyjaciółką, ale przecież mogła sobie sama z nim poradzić. Wystarczy, że będzie do niego wydzwaniała, aż do skutku. A jeśli i to nie pomogłoby, to wtedy Bonnie jak tylko odzyskałaby moce, będzie mogła go namierzyć. Byłam bardzo podekscytowana tym wyjazdem, miałam tylko nadzieję, że mój chłopak nie będzie mi z tego powodu prawił morałów.
*****


Damon

 - Wstawaj.- usłyszałem głos Klausa.
 Byłem taki wykończony i bezsilny. Wiem, że wampiry tak szybko nie wysychają, ale ja się tak czułem. Nie wiedziałem dokładnie, jak długo się tu znajdowałem. Wszystko co widziałem, to tylko ciemność, wolałem oszczędzać latarkę. Z niechęcią uniosłem powieki i spojrzałem się na niego ze złośliwym uśmieszkiem. To nie było dobre zagranie, bo od razu oberwałem dwa kopniaki w brzuch. Oj, chyba ktoś, tu nie jest w humorze- pomyślałem.
- I co tak cię bawi Salvatore?- spytał zirytowany, po czym podniósł mnie z podłogi i zaprowadził w stronę krzesła.
- Ty.- odparłem z rozbawieniem.- Ta cała szopka, na co ci to? Naprawdę, aż tak się nudzisz, że postanowiłeś się znęcać nad biednym wampirem.- przekręciłem oczami i położyłem rękę na piersi udając niewinnego i bezradnego.
- Zobaczymy, czy teraz też się będziesz tak śmiał?- spojrzał na mnie z wrogością w oczach i wyciągnął z worka grube łańcuchy i coś co przypominało kolczatkę. Jednym, zwinnym ruchem obwiązał mnie nimi i założył kolczatkę na szyi.- Nadal masz ochotę na żarty?
- Nie sądzisz chyba, że przestraszyłem się takiej zabaweczki.- przekomarzałem się z nim, choć doskonale o tym wiedziałem, że jeszcze bardziej go tym rozzłoszczę.
Nie musiałem długo czekać na jego reakcje. Pociągnął za sznur, który był umocowany do kolczatki, sprawiając, że kolce wbijały mi się w szyję. Ciągnął tak raz, za razem, aż w końcu straciłem rachubę w liczeniu. Zaciskałem zęby z bólu. Nie dałem mu tej satysfakcji i nie krzyczałem ani nie prosiłem o litość. Byłem w stanie znieść nawet najgorszy ból. Widziałem, że nie był z tego zadowolony. Ten sadystyczny psychopata lubił słuchać krzyków przepełnionych bólem. To był raj dla jego uszu. Nawet ja nie byłem, aż tak popieprzony. Ciekawiło mnie tylko, kiedy mu się to znudzi, znając jego, długo nie wytrzyma. Miałem rację, w końcu puścił sznur. Zdziwiłem się, kiedy wyciągnął z torby butelkę z krwią. Podszedł do mnie i wlał mi ją do gardła. Na początku, niczego nieświadomy się ucieszyłem. Już dawno nie piłem, a poza tym straciłem dużo krwi, przez co byłem jeszcze bardziej osłabiony. Niestety moje szczęście trwało krótko, zacząłem się krztusić. Czułem jak cały od środka płonę. Ten idiota dodał werbenę- stwierdziłem wkurzony. Nie przestawał mi jej wlewać,  a ja myślałem, że dłużej już nie wytrzymam. Za wszelką cenę, udawałem twardego i nie wydobywałem z siebie żadnego dźwięku, ani nie wyrywałem się. Wszystko od środka mi płonęło, począwszy od gardła, aż po żołądek. Ból był nie do zniesienia . Wolałbym, żeby od razu przebił mnie kołkiem i byłoby po sprawie.
- Salvatore, nie udawaj takiego twardego.- odparł z chytrym uśmieszkiem, nie przestając tortur.- Naprawdę nie chcę cię zabić, nie teraz, ale ty najwyraźniej mi tego nie ułatwiasz. Wystarczy, że tylko poprosisz, a przestanę. No chyba, że wolisz zdychać w mękach. Nowej krwi nie dostaniesz.
W tym momencie wolałem, jak to nazwał zdychać w mękach niż błagać go o litość. Miałem już tego wszystkiego serdecznie dosyć. Chciałbym wyjść na wolność, cieszyć się życiem. Dlaczego, zawsze muszę mieć takiego pecha? Nie wiem ile minęło czasu, ale w końcu skończyła się krew. Przyzwyczaiłem się do palącego gardła i całego ciała, także aż tak dużej różnicy mi to nie zrobiło. Jedyne co słyszałem, to tylko sarkastyczny śmiech Klausa, któremu zapewniłem rozrywkę.
- Dobra, na dziś już chyba ci wystarczy. I tak marnie wyglądasz.- powiedział rozpromieniony.- W takim stanie, to żadna laska by na ciebie nie poleciała. Nawet świętobliwa Elka.
- Daruj sobie i z łaski swojej wyjdź.- wysyczałem przez zęby.
-Oj, coś się nagle taki nerwowy zrobiłeś? Czyżbym uraził cię, wspominając o Elenie?-zapytał, wciąż się przy tym dobrze bawiąc. Podszedł do mnie i uniósł mój podbródek do góry, po czym spojrzał mi w oczy i powiedział.
- Powinieneś się pogodzić z tym, że ona zawsze wybierze Stefana. Ty byłeś tylko dobry, jak nie było go w pobliżu. A kiedy znowu stał się dobry i kochany, olała cię. Dlatego uciekłeś, chciałeś zapomnieć, ale nadal ją kochasz.
- Zamknij się!- krzyknąłem resztkami sił.- To nie jest twoja sprawa.
- Co, prawda w oczy kole?-spytał.
A we mnie się wszystko jeszcze bardziej gotowało, od palącej w moim organizmie werbeny.  I nie tylko. Byłem tak wściekły na Klausa, jak nigdy. Dobrze, że chociaż nie wiedział o moich i Eleny potajemnych schadzkach, pewnie miałby jeszcze większą frajdę.
- Lepiej od razu mnie zabij.- odparłem z jadem w głosie.- Wolę to, od powolnej śmierci.
- Ale jak teraz cię zabije, to z kogo będę się nabijać?- zrobił smutną minkę.- Nawet jakbyś mnie prosił, to nie zrobię tego, żeby ci ulżyć w cierpieniach.
Rozerwał łańcuchy, którymi nadal byłem związany, po czym z powrotem je schował do torby. To samo uczynił z kolczatką. Naruszył, niezagojone się jeszcze rany na mojej szyi i krew na nowo zaczęła się z niej sączyć. Byłem coraz bardziej bezsilny, rany w ogóle się nie chciały goić. Nie miałem nawet siły, żeby wstać z tego cholernego krzesła, które było niemiłosiernie twarde i strasznie niewygodne. Klaus musiał zauważyć moje nieudolne próby podniesienia się, bo szarpnął mną dość gwałtownie . Wszystko na nowo mnie zabolało ze zdwojoną siłą, ale nie dawałem tego po sobie poznać. Rzucił mnie, gdzieś w kąt.
- To jeszcze nie koniec.- powiedział na odchodne.- Do zobaczenia jutro.- wyszedł zamykając drzwi na klucz.
Cały czas huczało mi w głowie, to co powiedział o Elenie. Wiem, że miał racje, we wszystkim. Jak Stefanek był rozpruwaczem i wybijał wioski razem z Klausem, to byłem dobry. Byłem na każde jej cholerne zawołanie. Elenka miała problem, to ja leciałem jak głupi, tylko żeby jej pomóc, żeby nic się jej nie stało. A ona tak mi się tym odpłacała. Może gdybym traktował ją tak samo jak wszystkich, nie zrobiłaby ze mnie takiego idioty. Teraz już się nie dam nabrać na te jej słodkie oczka i to jej ciągłe powtarzanie, że byłem dla niej ważny i musiałem być cierpliwy. Za każdym razem, jak tylko wspominałem nasze pożegnanie, miałem ochotę zawrócić, objąć ją i nigdy nie wypuścić. Nie miałem pojęcia do czego byłem jej potrzebny, skoro miała przy sobie Stefka. Kochała mnie?  Może, ale na pewno nie tak jak jego. One wszystkie kochały i pokazywały się publicznie tylko z moim braciszkiem, nie ze mną. Mnie się wstydzą? A może, to była tylko taka gra? Nieważne i tak pewnie nie będę miał okazji się o tym przekonać. Klaus tak szybko mnie nie wypuści, chyba że znajdzie sobie jakiegoś innego kozła ofiarnego, wtedy bez mrugnięcia okiem, mnie zabije. To by było najlepsze rozwiązanie i tak nikt by tego nie zauważył i nie płakał po mnie. Komu byłoby mnie szkoda? Stefanowi? Wątpię, miałby Elenę tylko i wyłącznie dla siebie, nie musiałby się zastanawiać, czy nie wrócę któregoś dnia i nie namieszam jej w głowie. Elenie, pewnie też by to było na rękę, skończyła by się jej wieczna udręka z zastanawianiem się, którego z nas wybrać na zawsze. Reszta mieszkańców mnie nienawidzi, więc moja śmierć byłaby dla nich wybawieniem. Zapomniałem jeszcze o Katherine. No tak, tej suce pewnie byłoby przykro tylko na początku, dopóki nie znalazłaby sobie drugiego takiego samego jak ja kochanka, który by spełniał wszystkie jej zachcianki. Co ja wygaduje?- biłem się w myślach. Przecież nikt mi nie dorówna w sprawach łóżkowych, także biedna panienka Pierce byłaby niezaspokojona do końca swojego wiecznego życia. Cholera, żarty żartami, ale potrzebowałem krwi. A, żeby zasklepiły się wszystkie rany, musiałbym wypić ją z kilku ludzi.
- Klaus, ty skurwysynie, niech cię diabli wezmą.- wysyczałem, zwijając się z bólu i bezradności.

*****

Elena

Właśnie przygotowywałam kolacje dla mnie i Jera. Już zapomniałam, jaką frajdę sprawiało mi robienie posiłków w kuchni. Moją specjalnością zawsze był kurczak w parmezanie, ziemniakami i surówką.  Byłam tego świadoma, że takie jedzenie przygotowywało się na obiad, ale postanowiłam trochę porozpieszczać mojego braciszka. Przynajmniej skończył z pustym i niezdrowym jedzeniem z puszek i fast foodów. Bonnie i Caroline miały jutro rano wyjechać. Znowu będę sama, a tak bardzo chciałabym z kimś porozmawiać. A Matt, czy mój brat, raczej nie nadawali się na tego typu rozmowy. Skończyłam przygotowywać kolacje, nałożyłam posiłek na talerze i wlałam sok pomarańczowy do szklanek. Zaniosłam wszystko do salonu, gdzie Jeremy grał na konsoli.
- Oo.- zdziwił się mój brat.- Co to dziś za święto? Nie dość, że taka wystawna kolacja, to jeszcze do tego będziemy jeść w salonie.
- A to nie można już tak bez okazji, tutaj zjeść?- spytałam, uśmiechając się przy tym.- Kończ grać i zasiadaj do stołu, bo ci wystygnie.
- Już myślałem, że wyluzowałaś .-odparł bezradny, po czym zapytał z uśmiechem.- Może mam iść jeszcze umyć rączki?
Przewróciłam tylko oczami i rzuciłam w niego poduszką. Wskazałam głową, żeby usiadł do stołu.
- Wiem, że to nie moja sprawa.- zaczął niepewnie, jakby obawiając się mojej reakcji.- Ale czy, nie powinnaś się, no wiesz, smucić, być przygaszona, itd. Przecież wczoraj rozstałaś się ze Stefanem, a tryskasz energią jak nigdy.
Zbił mnie z pantałyku, tym co powiedział. Sama chciałabym, znać na to odpowiedź. Czyżbym w ogóle już nie kochała Stefana? Nie zależało mi na nim? Nie myślałam o nim, nie zastanawiałam się, co robił, jak się czuł. Moje myśli zaprzątała tylko jedna osoba, Damon. Musiałam się z nim skontaktować, będę dzwoniła aż do skutku. W końcu, kiedyś będzie musiał odebrać.
-Halo.- pokiwał mi przed oczami Jer.- Wymyśliłaś w końcu jakąś sensowną wymówkę? Czy nadal będziesz kłamać?
- Nie, nie będę kłamać.-odparłam stanowczym głosem i wzięłam do ust kęs mięsa, które już było zimne. Tak się zamyśliłam, że zupełnie zapomniałam o jedzeniu.- Porozmawiamy o tym jutro. Dobrze?
-Ale…- weszłam mu w zdanie i wstałam, udając się do mojego pokoju.
- Ja zrobiłam kolacje, także ty posprzątasz.-powiedziałam.- Idę się położyć, jestem zmęczona.
Weszłam po schodach, do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Tak naprawdę, wcale nie byłam śpiąca, tylko nie chciało mi się tłumaczyć przed Jerem. Znowu uciekałam przed prawdą? Nie, najpierw musiałam się dowiedzieć, co się działo z Damonem. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam jego numer. Po usłyszeniu pierwszego sygnału, serce biło mi jak oszalałe, na myśl, że niedługo z nim porozmawiam i powiem mu co do nie go czuje. Najbardziej obawiałam się tego, że mnie wyśmieje albo oleje. W sumie, to nie byłoby w tym nic dziwnego, zasłużyłabym sobie, na takie traktowanie z jego strony. Mimo wszystko, musiałam mu wyznać miłość, nawet jeśli miałoby to być przez telefon. Po kilku długich sygnałach, odłożyłam telefon. Ponownie zadzwoniłam po kilku, może kilkunastu minutach, sama już nie wiem. Nie zwróciłam na to uwagi, ile czasu upłynęło. Tym razem, odebrał po 3 sygnałach.
- Damon?- spytałam, łamiącym się głosem.- Halo? Jesteś tam? Wszystko w porządku? Proszę, odezwij się…
- Witaj Eleno.- to, kogo usłyszałam po drugiej stronie słuchawki, zupełnie mnie sparaliżowało. Miałam przed oczami najczarniejsze wizje. Zaczęłam się zastanawiać, co ten bydlak z nim zrobił i dlaczego odebrał jego telefon?- Kol, jeśli cokolwiek zrobiłeś Damonowi, to wiedz, że…
- Mhmm.- zamruczał.- Lubię, takie ogniste kobiety, a tym bardziej młode wampirzyce, które muszą wyładować swoją energie i nigdy nie mają dosyć.
- Nie mam ochoty wysłuchiwać tych bredni!- krzyknęłam.- Daj mi Damona do telefonu, w tej chwili.- powiedziałam głosem, nieznoszącym sprzeciwu.
- Kochana, nawet jakbym wiedział gdzie jest, to i tak bym ci go nie dał.- odparł z uśmiechem.- Swoją drogą, to całkiem ciekawe, co robi telefon twojego kochasia w domu mojego brata.
- Jak to? Czyli to znaczy, że Damon jest u Klausa? Gdzie on teraz mieszka?- zasypywałam go pytaniami.
- Jednak to prawda, że kobieta zmienną jest.- stwierdził.- Najpierw chciałaś Damona, a teraz pytasz się gdzie mieszka mój brat. Ciekawe…
- Nie mam ochoty, ani czasu na żarty.- powiedziałam, wytrącona z równowagi.- To jak powiesz mi? Proszę.-odparłam błagalnym głosem.
- A co ja z tego będę miał?- droczył się ze mną.
- Satysfakcje, że zrobiłeś dobry uczynek.- niepotrzebnie to powiedziałam, ale taka już byłam, że najpierw coś zrobiłam, a potem pomyślałam.
- Dobry uczynek?- prychnął rozbawiony.-Pogawędziłbym z tobą jeszcze trochę, ale słyszę mojego brata i raczej nie będzie zadowolony, kiedy wydam jego miejsce zamieszkania. Także do zobaczenia, maleńka.
Rozłączył się, a ja byłam w strasznej panice. Do czego był potrzebny Damon, Klausowi? Czy nic mu nie jest? Jak go znaleźć? Gdzie mam szukać pomocy? Co miałam robić? Zasypywałam się pytaniami, na które nie znałam odpowiedzi.

4 komentarze:

  1. woow , w końcu Elena się zebrała i powiedziała prawdę juz się nexta nie mogę doczekać pozdrawiam i zycze weny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! ;*
      Już wstawiłam następny rozdział ;)

      Usuń
  2. Czekam z Niecierpliwością na NN :) Rozdział super Elena nareszcie się odważyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!;*
      W takim razie, zapraszam na nowy rozdział ;)

      Usuń