niedziela, 4 maja 2014

Rozdział XIII

Nie wiem, czy ktoś to jeszcze czyta... Tym bardziej, że pod ostatnim rozdziałem nie było żadnego komentarza, nawet typu "fajne", "do bani" :o Także, jak tak to będzie wyglądać, to nie wiem czy będzie mi się chciało je w ogóle tu wstawiać, bo niby dla kogo? :P


Elena

Kolejny wieczór, kolejny kieliszek i ten sam bar, jedyny jaki istniał w tej małej mieścinie. Miałam nadzieję, że dzięki złocistemu trunkowi zapomnę o bólu, który nasilał się za każdym razem, gdy przedstawiała mi się przed oczami roześmiana twarz mojego brata. Ale to była tylko złudna nadzieja, a alkohol nie dawał takich efektów jakich po nim oczekiwałam. Chciałam zapomnieć, chciałam zacząć żyć normalnie z facetem, którego kochałam. Tak, jakby to wcześniej było możliwe- prychnęłam w myślach, obracając szklaneczkę z niedopitym płynem. Spuściłam oczy w dół i mrugałam powiekami, tym samym zatrzymując gromadzące się w moich oczach łzy. Damon, w sumie już mu wybaczyłam, a tak właściwie to nigdy nie byłam na niego zła. Nie potrafiłam długo się na niego gniewać. Więc, dlaczego nie mogłam z nim być? Dlaczego nie mogłam mu o tym powiedzieć? Te pytania zadawałam sobie od pamiętnego wieczoru, kiedy po raz pierwszy odwiedził mnie w domu Bonnie. Nadal czułam jego gorące i słodkie usta na moich, jego dłonie błądzące po moich plecach i słyszałam błagania, żebym wróciła do niego. Odmówiłam mu, choć głos mi się załamywał i ledwo słowa przechodziły mi przez gardło. W środku, aż krzyczałam, żeby nie odchodził, albo wziął mnie ze sobą. Może, tym razem również powinnam posłuchać Caroline i zrobić to co dyktowało mi moje serce i ciało, a nie rozum? Nie, nie mogłam tego zrobić, nie mogłabym znieść od niego litości, on nie mógł mnie widywać w takim stanie. Nie wyobrażałam go sobie w roli mojego… no właśnie kogo? Opiekuna? Pocieszyciela? Przecież on nie był taki jak Stefan, nie zrozumiałby. Ale mimo to, wybrałam jego, więc powinnam z nim być mimo wszystko. On nie był tylko rozrywkowym i mającym gdzieś wszystko facetem, miał też drugą wrażliwą stronę, potrzebowałam go i to nawet bardzo. Prawdziwy związek na tym polegał, na wzajemnym wspieraniu się i zrozumieniu. Dlatego postanowiłam to zmienić, najlepiej od zaraz. Zadowolona z własnych przemyśleń, uniosłam dumnie podbródek do góry. Koniec z chowaniem głowy w piasek, szukaniem odpowiedzi na dnie kieliszka i robieniem z siebie męczennicy. Jednak, moja mina szybko zrzedła, gdy ujrzałam mojego faceta z tą suką Katherine Pierce. Siedzieli naprzeciwko mnie i rozmawiali sobie? Nie mogłam w to uwierzyć, że po tym wszystkim, co nam zrobiła, on się z nią spotykał. To ona była wszystkiemu winna, to przez nią mój brat nie żył. Tak, to przez nią znowu cierpiałam. Kiedy wytężyłam słuch, usłyszałam jak mówiła o tym, żeby razem pojechali. Nie mogłam do tego dopuścić, nie mogłam pozwolić mu wyjechać, a tym bardziej nie z nią. Musiałam coś z tym zrobić, tylko nie wiedziałam co… nagle cała odwaga gdzieś się ulotniła, a zamiast niej pojawiła się niepewność. Bacznie obserwowałam czarnowłosego, chcąc usłyszeć jego odpowiedź. Nie zauważyłam nawet, kiedy on zaczął mi się przyglądać, od razu zatraciłam się w głębi jego niebieskich, nie wyrażających żadnych uczuć oczach. Wtedy, wycedził coś przez zęby Katherine, wstał ze stołka, narzucając na siebie czarną skórzaną kurtkę i opuszczając pomieszczenie. Odprowadziłam go wzrokiem do samych drzwi, ale nie odwrócił się w moją stronę ani raz. Chciałam pobiec za nim, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca. Przekręciłam głowę w prawą stronę, gdzie stała moja butelka whiskey i niemal podskoczyłam, gdy ujrzałam przed sobą wampirzycę.
- Witaj słoneczko.- powiedziała przesłodzonym głosem.- Spokojnie, już mi minęła chęć zabicia ciebie. Nie musisz się na mnie tak złowrogo patrzeć.
- A więc, czego ode mnie chcesz? - spytałam z udawaną ciekawością, tak naprawdę mało mnie obchodziło co robiła w Mystic Falls.
- Od ciebie? Nic, ale pozwól, że porwę twojego chłopaka. Bo chyba nim jest, prawda?-  nawinęła sobie lok na palec, uważnie mnie lustrując.
- Pytasz mnie o pozwolenie?- zmarszczyłam brwi.- A to nowość, przecież od zawsze brałaś, to co chciałaś na nic nie zważając.
- Może się zmieniłam? - rzekła Katherine.- Nieee, nawet ty w to nie uwierzyłaś.- roześmiała się szyderczo.
- Odwal się od nas, ode mnie i Damona. Mało już wyrządziłaś nam złego? Przez ciebie mój brat nie żyje!- krzyknęłam prosto w jej twarz.
- Przecież nawet nie tknęłam go palcem. Wyluzuj złotko, bo zmarszczek dostaniesz i już nie będziesz taka piękna.- odparła cynicznie.-  Okej, może będę tego żałować i tak jak na jeden dzień, za dużo zrobiłam dobrego. Kto zabił twojego brata i dlaczego mnie o to oskarżasz?
- Nie udawaj, że cię to obchodzi.- powiedziałam z jadem w głosie.- Po prostu zostaw nas w spokoju i nie zbliżaj się do Damona!
- Nie sądzisz, że Damon jest dużym chłopcem i sam będzie o sobie decydował?- zapytała z uśmiechem.- Poza tym, zauważyłam, że wam się nie układa, więc tym bardziej nie masz prawa mówić mu co ma robić.
-  A ty masz? To, że wtedy cię oszczędził, nie znaczy, że teraz będzie ci posłuszny.- warknęłam.
- Och, zdziwiłabyś się, jaki Damon potrafi być posłuszny.- powiedziała z satysfakcją w głosie.
- Co masz przez to na myśli?- spytałam, wyraźnie wkurzona i podirytowana jej zagrywkami.
- To twój chłopak nie chwalił ci się, jak przyjemnie spędzaliśmy razem czas, podczas, gdy ty byłaś ze Stefanem? Hmm, sądząc po twojej minie, to nie powiedział ci.- przybliżyła się do mnie, chwytając mój podbródek i zmuszając mnie, bym spojrzała w jej oczy.- Głupia, naiwna Elena. Myślałaś, że będzie ci wierny i czekał na ciebie? Damon, nie należy do tych facetów, powinnaś o tym wiedzieć.
- Idź do diabła, Katherine.- wyrwałam się z jej uścisku i rzuciłam biegiem do wyjścia. Rzeczywiście, byłam naiwna, sądząc, że Damon mnie naprawdę kochał. Kiedy znalazłam się wystarczająco daleko od baru, dałam upust moim łzom. Nie chciałam, by ta suka widziała moją słabość i szydziła ze mnie jeszcze bardziej.

*****

Nie fatygując się nawet zapukaniem, otworzyłam gwałtownie drzwi od pensjonatu. W końcu sam właściciel mówił, że to był również mój dom, więc nie powinien mi za to prawić morałów.
- Damon! Wiem, że jesteś w domu. Musimy porozmawiać.- rzekłam hardo, wchodząc głębiej do salonu.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu i byłam załamana stanem w jakim go zastałam. Na meblach było pełno kurzu, wszędzie walały się puste butelki po whiskey i rozbite szkło, które było zapewne po szklankach po trunkach. A kanapa, która niegdyś była śnieżnobiała, teraz miała duże i śmierdzące plamy po alkoholu i krwi. Zmarszczyłam nos z obrzydzeniem. Na domiar tego, panował tu straszny zaduch, jakby nie było wietrzone od wieków. Ale przecież nie po to tu przyszłam, by przeczesywać kąty posiadłości. Chociaż wyraźnie słyszałam wampira na górze w jego, niegdyś naszym pokoju, nie chciałam tam iść. Bałam się? Nie, zdecydowanie się go nie bałam, po prostu nie miałam ochoty tam wchodzić. Kiedy się odwróciłam, zbiłam się z czyimś ciałem. Sądząc po zapachu i ramionach, które mnie mocno do siebie przytuliły, był to Damon. Trzymał mnie w żelaznym uścisku, jakby się bał, że zaraz się ulotnię. Niepewnie wtuliłam twarz w zagłębienie jego szyi i odwzajemniłam uścisk. Jednak zaraz potem, wrócił mi zdrowy rozsądek i odepchnęłam go od siebie z całej siły.
- Przyszłaś. Czekałem na dzień, w którym do mnie wrócisz.- powiedział z wesołym błyskiem w oku i złapał mnie za dłonie, delikatnie je pocierając swoimi.
- Jakąś godzinę temu chciałam do ciebie wrócić, ale teraz nie uważam, że to byłby dobry pomysł.- powiedziałam na jednym wydechu, wyrywając swoje ręce.
- Dlaczego zmieniłaś zdanie?- spytał ze zdziwieniem.
- To prawda, że, kiedy wyjechałeś z Mystic Falls, podróżowałeś z Katherine i uprawiałeś z nią seks?- zapytałam prosto z mostu, nie owijając w bawełnę.
- Eleno, skąd ty...- widziałam zmieszanie na jego twarzy.
- A więc, nie zaprzeczasz?- przerwałam mu z wymalowaną wściekłością na twarzy. Właśnie w tym momencie cień nadziei jaki miałam prysł, jak bańka mydlana. Tak bardzo chciałam wierzyć w to, żeby to nie było prawdą. Ale sądząc po wyrazie jego twarzy, nie miałam żadnych wątpliwości, że zabawiał się z Petrovą. Na samą myśl o tym, wzdrygnęłam się z obrzydzenia.
- Nie, nie ma sensu cię okłamywać. Już i tak wystarczająco nabroiłem.- rzekł skruszony.
- Jak mogłeś?!- bez zastanowienia, wymierzyłam mu siarczystego policzka.- Zniosłabym każdą, każdą tylko nie ją. Naprawdę nie ma na świecie innych kobiet?! Nienawidzę cię!
- Pozwól mi to wytłumaczyć.- poprosił błagalnie, ocierając zaczerwienione miejsce, które sama zrobiłam na jego policzku.  Zdecydowanie nie żałowałam tego, że go uderzyłam. Należało mu się.
- A co tu tłumaczyć? Myliłam się co do ciebie, a teraz widzę jak bardzo.- wyminęłam go, w celu opuszczenia pensjonatu, ale zatrzymał mnie łapiąc za rękę.
- Posłuchaj, to że pieprzyłem tą sukę, nic dla mnie nie znaczyło, naprawdę. To był tylko seks, nic więcej. Nie widzisz tego, że to ciebie kocham? - spojrzał mi w oczy, szukając w nich wybaczenia.
- Teraz też jedziesz z nią tylko po to, żeby ją pieprzyć?- mówiąc to, cały czas patrzyłam mu prosto w oczy. Od razu, zauważyłam zdziwienie na jego twarzy, połączone z wściekłością.
- Co ona ci nagadała?! Niech tylko ją dorwę w swoje ręce, to mnie popamięta!- krzyknął, tym samym puszczając moją rękę. Zacisnął mocno dłonie w pięść, aż pobielały mu kłykcie, a jego oczy przybrały czarny kolor.
- Zapewne by się ucieszyła, jakbyś ją dorwał. Sądząc po tym z jaką satysfakcją o tym mówiła, musiało jej być nadzwyczaj dobrze.- powiedziałam z jadem w głosie.
Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyłam nawet zareagować. W ciągu jednej sekundy przygwoździł mnie do ściany, rzucając we mnie groźne spojrzenia. Jego oczy jeszcze bardziej poczerniały, o ile to było możliwe, a pod nimi pojawiły się ciemne żyłki. Przełknęłam głośno ślinę, kiedy zbliżył się do mnie jeszcze bardziej.
- Kurwa, Eleno!-  odsunął się trochę ode mnie, po czym z całej siły walnął pięścią w ścianę, tuż koło mojej głowy. Teraz zaczęłam się trząść jak osika, spuściłam głowę na dół, bojąc się zobaczyć wyraz jego twarzy. Wiedziałam, że Damon mógł być nieobliczalny, tym bardziej kiedy był wkurzony. Ale cały czas miałam nadzieję, że mimo to, mnie by nigdy nie skrzywdził.
- Chyba, nie sądzisz, że po tym wszystkim co razem przeszliśmy, mogłoby dojść do czegoś między mną, a tą ździrą?- powiedział, troszkę spokojnym głosem. Znowu mimowolnie zadrżałam, kiedy delikatnie pocierał moje ramiona.- Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć.
- Więc… dlaczego z nią jedziesz?- spytałam cicho, powoli podnosząc głowę do góry.- Słyszałam jak się pakowałeś, a ona mówiła, że przyjechała po ciebie.
- Tu nie chodzi o nią, tylko o Stefana. Ma kłopoty .- powiedział wymijająco.
- W takim razie jadę z wami!- oznajmiłam głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Nie ma mowy!- kategorycznie zaprzeczył Damon.- To jest zbyt niebezpieczne. Zostaniesz tutaj i bez dyskusji.- pogroził palcem.
- Ale, na pewno przyda wam się ktoś do pomocy…
- Proszę, choć raz się mnie posłuchaj.- pogłaskał mnie czule po policzku. Zdecydowanie już nie przypominał tego złego Damona, jakim był jeszcze chwilę temu. Teraz jego oczy były błękitne i pogodne.
- Dobrze, ale pod jednym warunkiem.- powiedziałam zadziornie. Czarnowłosy bacznie mi się przyglądał, tym samym czekając na kontynuowanie mojej wypowiedzi.- Będziesz do mnie dzwonił i zdawał ze wszystkiego relacje, oraz wrócisz do mnie.
 - To są dwa warunki, panienko Gilbert.- uśmiechnął się cwaniacko.- Hmm, ja też mam warunek. Kiedy wrócę, chcę cię zastać w moim domu. Wprowadź się tutaj, zgodnie z twoją prośbą przyniosłem wszystkie twoje rzeczy. Masz 7 sypialni do wyboru, choć myślę, że i tak wybierzesz moją.- uniósł brew do góry, cały czas się uśmiechając.
- Skąd ta pewność?- droczyłam się z nim. Tęskniłam za takim Damonem, dlatego ciężko mi się było z tym pogodzić, że musiał jechać.
- Czyli, między nami wszystko okej?- spytał niepewnie, przybliżając się do mnie.
- Nie do końca.- rzekłam zgodnie z prawdą.- Nadal pamiętam, to co wyprawiałeś z Katherine i pewnie tak szybko tego nie zapomnę. Potrzebuję trochę czasu, Damon ja…
- Spokojnie, księżniczko. Nie musisz nic więcej mówić. Dam ci tyle czasu, ile będziesz chciała.- powiedział szczerze.- Może jak wrócę, będę mógł liczyć na małego buziaka?
- Może…- odparłam z obojętną miną.- Jak do tego doszło?- wskazałam znacząco na pomieszczenie, które wyglądało jak po wielkiej bitwie.
- Jakbym wiedział, że będę miał tak specjalnego gościa, to z pewnością bym to ogarnął.- oznajmił.
- Kiedyś mówiłeś, że mam się tu czuć jak u siebie w domu. A teraz nazywasz mnie gościem?- spytałam z małym wyrzutem.
- I nadal to podtrzymuję, jesteś zawsze tu mile widziana. Natomiast od tej chwili, jesteś panią tego domu.- mówiąc to, wręczył mi kluczyki od domu.- Nie mam zapasowych, gdzieś je zapodziałem. Także, nie masz innego wyjścia jak tu zostać i na mnie czekać.- wzruszył ramionami.
- Widzę, że wszystko już zaplanowałeś.- powiedziałam, trochę zaskoczona.- A więc, skoro mam tu mieszkać, to najpierw wypadałoby wpuścić do tego domu trochę powietrza.- bez namysłu, otworzyłam wszystkie okna na oścież, a zimny podmuch powietrza uderzył w nasze twarze.- Od razu lepiej.
- Wiem już czego tu brakowało, kobiecej ręki.- rzekł uradowany.
W tej chwili, usłyszeliśmy jak ktoś zbliżał się do pensjonatu. Charakterystyczny stukot szpilek, oznaczał tylko jedną osobę, Katherine. W ciągu sekundy znalazła się w salonie.
- Damon, ileż możesz się obijać?- spytała z niecierpliwością.
- Już miałem wychodzić.- burknął.- A poza tym, to jest moje auto, więc to ja decyduje kiedy jedziemy.
- Nie do wiary, że tak szybko mu wybaczyłaś.- rzuciła z przekąsem wampirzyca.
- Nie do wiary, że cię to obchodzi.- odbiłam piłeczkę.
- Idź do samochodu. Zaraz przyjdę.- rozkazał Damon, schodząc z góry z walizką w ręce. Natychmiast wampirzyca szybko się ulotniła z wyraźną ulgą.
- Zanim wyjadę, pozbędę się tej kanapy, która już i tak się do niczego nie będzie nadawać.- oznajmił, po czym zrobił tak, jak powiedział. Wrócił po dłużących się kilku bądź kilkunastu sekundach.- Kwestię wyboru nowej, zostawiam tobie. Do zobaczenia, Eleno.- powiedział na odchodne, udając się do wyjścia.
- Damon?- zawołałam za nim. Od razu, zmaterializował się przede mną, patrząc na mnie tęsknym wzrokiem.- Uważaj na siebie i znajdź Stefana, gdziekolwiek jest.
- Obiecuję.- zrobił kilka kroków do przodu, ujął moją twarz w obie dłonie i złożył na moim czole delikatny i czuły pocałunek. Zamknęłam na chwilę oczy, a gdy je otworzyłam jego już nie było. Usłyszałam tylko odgłos odjeżdżającego samochodu. Z mojego oka, poleciała jedna łezka. Nie chciałam by któremuś z nich stała się jakaś krzywda.


*****

Stefan

Spacerowałem z Klausem ulicami Nowego Orleanu. Oczywiście, o ile tak to mogłem nazwać, bo czułem się jak więzień, brakowało mi tylko kajdanek i kuli u nóg. Nie mogłem sam nigdzie pójść, nie mogłem sam nawet napić się alkoholu, tylko chodziłem za nim jak jakiś pierdolony piesek. A on zamiast szukać tej wiedźmy, wolał się bawić i to jeszcze przy zdurniałej muzyce. Nienawidziłem jazzu, a od teraz nienawidziłem tego miejsca. W ogóle nie mogłem tu się odnaleźć, choć przebywałem tu od dosłownie dwóch dni. Czy robiłem to wszystko dla niej, dla Katherine? Poniekąd tak. Nie chciałem by to ona się znalazła na moim miejscu, w odróżnieniu do mnie, dla niej pierwotny nie byłby taki uprzejmy. A mnie, nie wiedząc czemu traktował jak przyjaciela. Choć nie byłbym tego taki pewien, czy takie słowo znajdowało się w jego słowniku. Z jednego się cieszyłem, że człowiek honoru- Elijah, wolał zostawać w domu, niż wychodzić z nami. Co prawda, obietnicę daną Katherine spełniał, ale ja nie potrzebowałem niańki, sam sobie doskonale dawałem radę z jego bratem.
- Stefanie, mój drogi. Powiedz mi, czy dobrze się bawisz?- spytał pierwotny, tym samym przekrzykując głośną muzykę.
- Super.- odparłem z głupkowatym uśmiechem na twarzy. Tak naprawdę, ani trochę się dobrze nie bawiłem.
- W takim razie, wypijmy za to!- mówiąc to, wzniósł do góry swoją szklankę wypełnioną czerwoną cieczą. Hipnotyzowanie ludzi i cięcie nadgarstków nożem, by wypełnić puste kieliszki już mnie nie bawiły tak, jak w czasach gdy byłem Rozpruwaczem. Ale czy miałem inne wyjście, niż robienie tego, czego chciał? Może i tak, jednak wolałem zacisnąć zęby i spełniać jego prośby, by potem wrócić do domu i uwolnić się z tego koszmaru.
- Dowiedziałeś się czegoś więcej o Jane- Anne- Deveraux?- zagadnąłem, chcąc mieć to już szybciej za sobą.
- Przyjacielu, przecież sam mówiłeś, że się dobrze bawisz. Więc skąd ten pośpiech?- spytał ze zdziwieniem bacznie mi się przyglądając.- Jeśli tak bardzo jej na mnie zależy, sama mi wpadnie w ręce. A wtedy zaoszczędzę sobie fatygi. Nie martw się, jestem przygotowany na wszystko. Chyba, że tobie chodzi o coś innego? Czyżbyś tęsknił za tą dziwką, Kateriną?
- Ja za Katherine? Chyba nie uwierzyłeś w tą scenę jaką rozegraliśmy?- wybuchłem śmiechem, choć w środku przyznałem mu całkowitą rację, brakowało mi wampirzycy, ale on nie mógł się o tym dowiedzieć.
- Tak też myślałem. Ty miałeś zawsze więcej oleju w głowie, niż twój impulsywny braciszek.- odparł z cynicznym uśmieszkiem.-  A co się stało z tobą i moją młodszą siostrzyczką?
- To skomplikowane. Chyba nie będziemy rozmawiać o rozterkach miłosnych?- powiedziałem wymijająco.
- Pewnie, że nie, mamy wiele ciekawszych tematów do omówienia.- rzekł rozpromieniony.
- Tak? A na przykład jakich?- spytałem zaskoczony. Nie wiedziałem co mógłbym mieć wspólnego ze swoim największym wrogiem. Sama ta gadka i udawanie, że wszystko było w porządku niezmiernie mnie nudziło.
- Stefan, Stefan. Dlaczego odnoszę dziwne wrażenie, że mnie nie lubisz?- uniósł brew do góry.
- No wiesz. W końcu to nic takiego, zabić ciotkę mojej ex, ją i mieć obsesję na punkcie jej krwi, torturować brata, który omal uszedł z życiem, nachodzić moich bliskich i im grozić. Tak, masz rację, powinienem pałać do ciebie sympatią.- powiedziałem z sarkazmem w głosie.
- Zapomniałeś do swojej listy dodać, zabicie brata twojej ex.- syknął, rzucając w moją stronę wściekłe spojrzenie.
- Zabiłeś Jeremiego?!- krzyknąłem zirytowany.
- Wyluzuj, bo będziesz następny. A uwierz mi, lub nie, ale tego bym nie chciał.- warknął.
- Wszystko mi jedno i tak mi nie zwrócisz wolności, prawda?- wzruszyłem, beznamiętnie ramionami.
- Wolności? Przecież to jest nasza wolność! Jesteśmy w jednym z najpiękniejszych miejsc na ziemi, pijemy na umór w towarzystwie ślicznych panienek.- wskazał znacząco na zahipnotyzowane dziewczyny siedzące przy naszym stoliku.- A ten cały czas, umila nam jazzowa muzyka. Czyż nie jest idealnie?
- Może dla ciebie.- burknąłem.
Nie pytając się go o pozwolenie, wstałem od stolika, wychodząc na zewnątrz. Ku mojemu zdziwieniu a jeszcze większej uldze, Klaus nie wyszedł za mną. Musiałem odpocząć od jego drażniącego brytyjskiego akcentu i kłamstw jakimi mnie karmił. Żałowałem, że zabiłem w ciągu dwóch dni, kilkanaście niewinnych osób, oraz ich wykorzystywałem do jego niecnych zamiarów. Ja taki nie byłem, nawet po mimo tego, że już dawno odstawiłem zwierzęcą krew. Nagle, poczułem  w kieszeni wibracje. Wyciągnąłem telefon, by zobaczyć kto do mnie napisał.

Jesteśmy w drodze. Razem z Damonem uwolnimy Cię z rąk tego bydlaka. Trzymaj się!
Katherine

Po przeczytaniu krótkiej wiadomości, na mojej twarzy wtargnął mimowolnie ciepły, mały uśmiech. Nie mogłem w to uwierzyć, że pojechała po mojego brata, by mnie uratować. On zagroził jej, że jak jeszcze raz ją zobaczy, to ją zabije. Ryzykowała dla mnie. Może rzeczywiście kochała mnie, tak jak ja ją? Chociaż jedna myśl, sprawiła mi radość. Wiedziałem, że z tą świadomością będę w stanie się zmierzyć nawet z samym diabłem. Wszystko, byleby tylko ją ujrzeć. Damona też dawno nie widziałem, dlatego ucieszyłem się podwójnie. Miałem nadzieję, że układało mu się z Eleną. Zasługiwał na szczęście, jak mało kto.

*****

Katherine

Jechaliśmy już od jakiś kilku godzin. Bez postoju, albo chociażby krótkiej, wyrywkowej rozmowy. Damon powadził samochód pogrążony w myślach, cały czas patrząc się przed siebie i łamiąc wszystkie przepisy drogowe. Miałam już tego serdecznie dosyć, nigdy nie należałam do cichych osób, dlatego postanowiłam przerwać tą krępującą ciszę.
- Nudzi mi się.- jęknęłam, tym samym udając, że ziewałam.- Może porozmawiamy o czymś?
- Nie.- uciął, nie racząc nawet na mnie spojrzeć.
- W porządku. Więc może włączyłbyś chociaż radio?- niemal jęknęłam błagalnie.
- Nie.- powtórzył.
- Nie i nie. Nie znasz innych słów?!- krzyknęłam podirytowana jego chamskim zachowaniem.
- A czegoś ty się spodziewała? Że jak gdyby nigdy nic utniemy sobie miłą pogawędkę?- burknął.- Powiedziałem, że masz się odezwać tylko w jednym przypadku. I jak? Masz jakiś plan odnośnie uwolnienia Stefana?
- A ty, panie przemądrzały, co wymyśliłeś?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- To nie ja noszę plakietkę z napisem „Przebiegła, manipulująca i samolubna suka”- rzekł z pogardą w głosie.
- Powiedz wprost, że chodzi ci o to, że wyznałam nasz sekret twojej Elence.- warknęłam.- Oj, przestań już dramatyzować i tak prędzej, czy później by się dowiedziała. Więc  chyba lepiej, że nastąpiło to prędzej, o ile tak można powiedzieć  o kilku tygodniach.
- Po tej akcji, nie chce mieć z tobą już nigdy więcej nic do czynienia.- spojrzał się na mnie złowrogim wzrokiem.
- Damonku, Damonku, przecież wiadomo, że i tak się jeszcze nie raz spotkamy.- uśmiechnęłam się perliście.- W końcu będziemy rodziną, to chociaż na niedzielnych obiadkach będziemy się widywać.- powiedziałam z ironią.
- Przestań, twoje żarty mnie nie śmieszą.- odparł wkurzony.- I w ogóle skąd ta pewność, że Stefan cię będzie chciał?
- Jak już wcześniej wspomniałam, dużo się zmieniło. Na przykład między mną, a twoim bratem teraz się znacznie lepiej układa. Jeśli wiesz co mam na myśli.- usiadłam się bokiem do niego, opierając plecami o zimną szybę samochodu i znacząco poruszając brwiami.
- Och, błagam, oszczędź mi szczegółów z waszego intymnego życia.- rzucił z odrazą.- Było znacznie lepiej, kiedy milczałaś.
- Jesteś zazdrosny?- dociekałam.
- O kogo? O ciebie?- roześmiał się bardzo głośno.- Nie bądź śmieszna. Już dawno przestałaś mnie interesować.
- Hmm, jesteś.- zamruczałam do jego ucha.- Ale, wiesz co? Ty mnie też już nie interesujesz tak, jak wcześniej.- rzuciłam, odsuwając się od niego.
- Bo teraz znalazłaś sobie inny obiekt westchnień.- stwierdził.- Tylko ciekawe po jakim czasie znudzi ci się zabawa z moim bratem?
- Nie znudzi, bo to nie jest żadna zabawa!- niemal wrzasnęłam, dlaczego nikt mi nie wierzył, że naprawdę kochałam blondyna i chciałam spędzić wieczność u jego boku?- Już mi się ode chciało z tobą rozmawiać.- wyprostowałam się na siedzeniu i skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Kapryśna, panienka Pierce.- uśmiechnął się cynicznie wampir.- Jak już coś nie idzie po twojej myśli, to się obrażasz. A co do twoich gierek to znam je od 150 lat, dlatego dziwi mnie twoja nagła zmiana.- mówiąc ostatnie słowo, zrobił palcami cudzysłów w powietrzu.
Cholera, że też jeszcze nie dojechaliśmy do Nowego Orleanu, po co zwróciłam się do niego o pomoc?- przeklęłam w myślach. Stawał się nie do zniesienia i to był kolejny powód dla którego od zawsze wolałam Stefana. Damon był tylko zabójczo przystojny i nigdy nie zawodził w łóżku. Kochałam go, albo może tylko tak mi się wydawało, bo był posłusznym żołnierzem? W każdym razie, nigdy nie obiecywałam mu, że będziemy razem, sam sobie to ubzdurał i miał obsesję na moim punkcie. Natomiast Stefan, to z nim chciałam być, zawsze będzie tym jedynym. Biedny, ciekawe co robił… miałam nadzieję, że ich relacje będą wyglądać tak samo jak u Klausa w domu. Ale nie żyłam na tym popieprzonym świecie od wczoraj, dlatego tak cholernie się o niego bałam, bałam się jak nigdy dotąd. Plan, musiałam wymyślić jakiś dobry plan. A jak na złość nic genialnego nie przychodziło mi do głowy…
- Mowę ci odjęło?- nagle szturchnął mnie brunet, ironicznie się uśmiechając.
- Mi?- spytałam ze zdziwieniem.- Z naszej dwójki, to ja jestem ta piękna z głową na karku. Ty jesteś tylko piękny.- prychnęłam.- Bo jak wiadomo, twoje plany może i były dobre, ale wszyscy doskonale wiemy jak się idiotycznie kończyły.
- W takim razie słucham mózgowcu, co wymyśliłaś?- rzucił we mnie wściekłe spojrzenie.
- I kto tu się obraża?- zaśmiałam się szyderczo.- Mhm, znasz mnie. Zawsze mam plan a, b, c…
- Taaa, uprzedzę twoje pytanie. Znam alfabet.- przerwał mi z grymasem na twarzy.
- O, niedługo powinien być jakiś motel.- powiedziałam z ulgą.- Zatrzymajmy się choć na chwilę, by się odświeżyć i coś zjeść.
- To nie ja śmierdzę.- burknął.- A worki z krwią powinnaś jakieś znaleźć w bagażniku.
- Worki z krwią? Serio? I może jeszcze mi powiesz, że są ze zwierzęcą.- wybuchłam gromkim śmiechem.
- Nie to nie. Usychaj, co mnie to obchodzi.- wzruszył beznamiętnie ramionami.
- Oj, myślałam, że masz lepsze poczucie humoru.- powiedziałam, posyłając mu blady uśmiech.- Nie martw się, jak kocha to wybaczy. Czy jakoś tak to szło.- szepnęłam mu na ucho.
- Marnych i fałszywych pocieszeń nie przyjmuję.- syknął.
- Ale gbur się z ciebie zrobił.- stwierdziłam.- Chcesz też krew? Dwa razy się fatygować nie będę.
- Obejdzie się.- uciął.
- Jak tam sobie chcesz.- prychnęłam.
Z łatwością, przeskoczyłam na tylne siedzenia i otworzyłam klapę bagażnika do góry. Między torbami z naszymi ubraniami, znalazłam kilka worków. Westchnęłam, wypuszczając ze świstem powietrze. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio piłam taką krew. Zdecydowanie preferowałam ciepłą, świeżą prosto z szyi jakiegoś przystojniaczka. Ale musiałam się zadowolić tym co było. Powróciłam na swoje miejsce, obracając w rękach swoje pożywienie.
- Jesteś aż taka głodna, że zamierzasz wyjeść mi wszystkie zapasy?- brunet uniósł brwi ze zdziwienia.
- To mi na pewno nie zaszkodzi? Jest zimna i ma okropny smak.- wygięłam usta z obrzydzeniem po upiciu kilku łyków.
- Spokojnie, wczoraj ją wziąłem ze szpitala.- zapewnił mnie wampir, po czym wyrwał mi jeden worek, rozrywając go i wypijając zawartość jednym duszkiem.
- A podobno nie chciałeś?- prychnęłam.
- Jak widać zmieniłem zdanie, nigdy nie wiadomo kiedy przydadzą mi się siły.- oznajmił nadzwyczaj spokojnym głosem.
Miał rację, do miejsca w którym przebywał Stefan już dużo nie zostało. Resztę drogi przemilczeliśmy, dlatego wydawało mi się jakbyśmy jechali całe wieki.  Na szczęście, po długim wyczekiwaniu właśnie przejechaliśmy tabliczkę z napisem „New Orlean”. Jednocześnie oboje spojrzeliśmy na siebie z ulgą, a zarazem lekkim strachem. Teraz pozostało nam tylko znaleźć Stefana. 



6 komentarzy:

  1. woow coraz ciekawiej :O świetna rozmowa Kath i Damona, no i DELENA <3 fajnie ze się pogodzili xd juz nie moge się doczekać nexta pisz szybko ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie po długiej nieobecności mam przyjemność zaprosić na nn :D
    delena-different-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za komentarze ;* i przepraszam, jeśli któreś przez przypadek usunęłam...mój telefon ostatnio wariuje :/
    Sesja za pasem, więc po pracy postaram się coś naskrobać. Ale niczego nie obiecuje, bo miałam dość długą przerwę :p I do tego, w pracy mam mały sajgon, dużo obowiązków przeszło na mnie. Także, nie wyrabiam się :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudne opowiadanie, szybko wstawiaj nowy rozdział :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo jak fajnie ze nasza Delenka sie pogodzila ^^ jestem ciekawa co bedzie dalej! Czekam na nn !!! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Pisz dalej błagam! Masz wielu wiernych czytelników w tym mnie oczywiście!
    Wielki powrót nikomu nie zaszkodzi... Wróć

    OdpowiedzUsuń