wtorek, 4 lutego 2014

Rozdział VI

Na początku chciałam Was przeprosić za długą przerwę... Obiecuję, że przeczytam w najbliższym czasie Wasze genialne opowiadania, a tymczasem zapraszam na kolejny rozdział ;) W ramach rekompensaty, ten rozdział jest dłuższy i są retrospekcje z Deleną. Ostrzegam przed ostatnim podrozdziałem, gdyż występuje tam scena erotyczna.



Elena

-Stefan.- odparłam i uśmiechnęłam się blado.- Właśnie do ciebie szłam. Chciałam z tobą porozmawiać, to znaczy prosić się o pomoc.- język, niemiłosiernie mi się plątał. Zdecydowanie za dużo wypiłam.
- Tak?- zapytał.- To dziwne, bo z tego co mi wiadomo, to bar nie jest po drodze.- odparł sarkastycznie.
- Wiem, ja za…, miałam mały wypadek po drodze, to znaczy coś się wydarzyło i nie myślałam, chciałam zapomnieć i tak się tu znalazłam. Musiałam ochłonąć, nie sądziłam, że tyle wypiłam. Dobrze, że cię spotkałam, musisz mi pomóc, porozmawiajmy, proszę.- mówiłam chaotycznie i spojrzałam się na niego błagalnym wzrokiem. Ale zamiast tego, zobaczyłam obojętną twarz, wzruszył tylko ramionami i powiedział.
- Yhmm.- mruknął.- Chętnie bym ci pomógł, ale twoje problemy już mnie nie obchodzą. Także, trzymaj się.- wstał i poklepał mnie delikatnie po plecach, po czym ruszył w stronę wyjścia.
Siedziałam jak wryta i nadal nie dowierzałam. Stał się zimny i obojętny. W ogóle go nie obchodziłam, nawet nie był ciekawy, o co chciałam go poprosić. Kiedy zobaczyłam go wychodzącego z baru, otrząsnęłam się. Pospiesznie wyciągnęłam banknoty z kieszeni i zapłaciłam za drinki. Wyleciałam z pomieszczenia, w celu znalezienia Stefana. Gdyby tu nie chodziło o Damona, to też bym go olała, tak jak on mnie. Ale przecież musiałam spróbować wszystkiego, żeby pomóc czarnowłosemu. Na szczęście nie odszedł daleko, dostrzegłam go, opierającego się o mur sklepu spożywczego. Wyglądał jakby na kogoś czekał. Domyślałam się, że raczej nie na mnie. A więc na kogo? Nieważne. Najważniejsze było znalezienie Damona.
- Co się z tobą dzieje?- zapytałam, gdy już znalazłam się naprzeciwko niego. Nie odpowiedział, więc złapałam go za kołnierz kurtki i potrząsnęłam nim.
- Co się ze mną dzieję?- odpowiedział pytaniem na pytanie.- Ty to masz tupet dziewczyno. Najpierw ze mną zrywasz, a potem prosisz mnie o przysługę? Odwal się z łaski swojej.
- Wiem, że jesteś na mnie zły.- odparłam skruszona.- Ale naprawdę musisz mi pomóc, to nie chodzi o mnie, tylko…
- Nie obchodzi mnie, o kogo chodzi!- krzyknął.- Zadzwoń do Damona. Chyba, że on też ma cię już dosyć. W sumie, to mu się nie dziwię. Bawiłaś się nami tak samo jak Katherine. Ranisz nas obu. Czy ty tego nie widzisz?
Czułam się, jakby ktoś mi wbił nóż w plecy. Wiedziałam, że obydwaj cierpieli i to była tylko i wyłącznie moja wina. Ale co ja mogłam na to poradzić, że kochałam ich obu? Z tym, że miłość do Stefana się wypaliła, nie dogadywaliśmy się i zmieniliśmy się, to znaczy ja się zmieniłam. Z Damonem, to było coś innego, łączyło nas więcej niż ktokolwiek byłby w stanie sobie to wyobrazić. Dzięki niemu polubiłam zabawę, przygody, często się śmiałam i czułam się wolna. Zupełnie inaczej, niż z młodszym Salvatorem. Nieraz się nad tym zastanawiałam, czy nie stawałam się taka sama jak Katherine. Ale przecież, ona nie kochała nikogo, nie przejmowała się nikim poza samą sobą. Musiałam jakoś przekonać Stefana, żeby mi pomógł.
- Właśnie…tu chodzi o Damona.- szepnęłam cicho.- On jest w niebezpieczeństwie. Klaus go więzi i torturuje. A wiesz, jaki on jest wściekły za moją przemianę, będzie chciał się mścić. Myślisz, że puści go wolno i nic mu nie zrobi?- przekonywałam go. Widziałam, jak jego twarz łagodniała.
-Skąd o tym wiesz? Gdzie jest? Od kiedy?- dopytywał.
- Dwa dni temu do niego dzwoniłam i odebrał Kol, od niego się o wszystkim dowiedziałam.- odpowiedziałam.- Ale niestety nie powiedział, gdzie jest i od kiedy go tam trzyma.- dodałam smutnym głosem.
- A czego ty się spodziewałaś? Że wszystko ci wyśpiewa?- odparł, podniesionym głosem.- Jesteś taka naiwna. Wiesz o tym od dwóch dni i nadal tu sterczysz!- krzyknął.
- Byłam w szoku.- powiedziałam pociągając nosem.- Przeszukałam wszystkie piwnice, podejrzane domy w okolicy. Myślisz, że tak po prostu tu siedziałam?!
- Miałaś od razu mi o tym powiedzieć.- warknął.- To mój brat!
- Wiem, przepraszam. Nie chciałam ci zawracać głowy. Jeśli coś mu się stanie, to przeze mnie, przez moją głupotę.- zaniosłam się płaczem i zaczęłam histeryzować.
- Masz racje, to będzie twoja wina.- burknął i odszedł.
- Stefan!- krzyknęłam za nim.- Co masz zamiar zrobić? Wiesz, gdzie może się podziewać Klaus?
- A skąd mam to wiedzieć?- warknął.- Ty, już swoje zrobiłaś. Sam go znajdę. Módl się, żeby żył.- rzucił na koniec i rozpłynął się w powietrzu.
Byłam załamana. Stefan miał racje, powinnam była go zawiadomić o kłopotach Damona. Może, gdybym powiedziała, mu o tym tego samego dnia, co się dowiedziałam, brunet byłby już w domu. A tak, nie wiadomo nawet, czy żył. Nie, nie- pokręciłam przecząco głową.- On żyje, musi żyć! Otarłam łzy i postanowiłam wziąć się w garść. Z pewnością, nie będę siedziała bezczynnie w domu. Musiałam coś zrobić, tylko nie wiedziałam co…Miałam nadzieję, że razem ze Stefanem zjednoczymy siły i razem wymyślimy plan działania. Ale on zaczął mnie o wszystko obwiniać, co w sumie mi się należało. Nie mogłam stracić Damona, nie wybaczyłabym sobie tego do końca życia, jakby coś mu się stało.


*****

Katherine

Przekręciłam się na bok i zaczęłam się przyglądać śpiącemu wampirowi. Byłam coraz bliżej zamierzonego celu, jeszcze trochę i będzie jadł mi z ręki. To, że wczoraj pozwoliłam mu dowodzić, nie znaczyło, że tak będzie zawsze. Ciekawiło mnie, jak sobie Kol radził. Miałam nadzieję, że nie zrobił niczego bez konsultacji ze mną. Naiwny- uśmiechnęłam się pod nosem z tego idioty. On naprawdę myślał, że po tym jak mi pomoże, będziemy później razem. Ale nie wiedział jednego, że kiedy pozbędziemy się głupiutkiej Elenki, stanę się najsilniejszą wampirzycą na całym świecie. A to wszystko za sprawą rytuału, który przeprowadzi zaufana czarownica, która miała u mnie dług. Wtedy nikt mi nie podskoczy, nawet ten lalusiowaty Pierwotny. Co do Klausa, będę równie silna, co on. Także już nie będę musiała wiecznie przed nim uciekać. Tylko był jeden minus tego szatańskiego planu, a mianowicie, bracia Salvatore. Przecież oni mi nigdy tego nie wybaczą, że zabiłam ich świętobliwą dziewuchę. Chociaż może z czasem zrozumieją, że tak naprawdę tylko my we trójkę możemy być szczęśliwi. Ona była tylko kulą u nogi.
Z rozmyślań, wyrwał mnie pomrukujący Damon. Chyba zaczął się budzić. W końcu- pomyślałam, bo już zaczęłam się nudzić. Oparłam rękę pod głowę i położyłam się na boku, abym mogła mu się lepiej przyjrzeć. Był tak cholernie przystojny. Kruczoczarne włosy w nieładzie, kąciki ust delikatnie unoszące się do góry i odkryty tors. Jego biodra zakrywała, satynowa i czerwona kołdra, która dodawała jedynie pikanterii. Przybliżyłam się do niego i musnęłam ustami jego ramiona, szyję i twarz, celowo omijając usta. Nie otwierając oczu, wyciągnął w moją stronę ręce i zaczął wodzić nimi po moich nagich plecach.
- Eleno, skarbie.- zamruczał z zachwytu.- Mógłbym być, tak codziennie budzony.
Wściekła, odskoczyłam od niego i z całej siły uderzyłam go w policzek.
- Serio?- warknęłam.- Musisz wypowiadać imię tej suki, kiedy cię całuję!- krzyknęłam, wytrącona z równowagi.
- A jednak, skończył się sen i wróciła rzeczywistość.- burknął, rozmasowując obolały i zaczerwieniony policzek.
- Nie zapomnisz o niej, prawda?- spytałam.
- Nie.- syknął.- Muszę przyznać, że umiesz skutecznie budzić.- uśmiechnął się sarkastycznie i dodał.- Miałem na myśli, oczywiście uderzenie.
- Jeśli wspomnisz jeszcze raz o niej, skończy się to dla ciebie gorzej, niż siarczystym policzkiem.- rzekłam, wstając z łóżka i zarzuciłam na siebie szlafrok.
-Ho, ho jaka groźna.- uniósł brwi do góry.- Już się boję.- udawał przerażonego.
- Powinieneś.- odparłam.
- Wczoraj, to ja miałem nad tobą przewagę.- powiedział, tym samym wstając z łóżka i znajdując się za mną.- Nie pamiętasz, panienko.- szepnął mi zmysłowym głosem do ucha, po czym zawinął sobie jeden z moich loków na palec.
- To już się więcej nie powtórzy.- rzekłam, pewnym siebie głosem.- Ubierz się, nie będziesz paradował cały dzień nago.- nakazałam, kiedy odwróciłam się w jego stronę i zlustrowałam jego ciało od góry do dołu.
- Od kiedy przeszkadza ci moja nagość?- spytał, zmysłowym głosem.
- Od teraz.- burknęłam.- Nie będę ci zastępować Eleny. Chcę, żebyś wypowiadał moje imię, kiedy będziemy się dobrze bawić.- zamruczałam i przejechałam palcem, po jego nagim ramieniu.
- Zaraz możemy to sprawdzić, czyje imię będę mówił w trakcie szczytowania.- powiedział zmysłowym głosem, przygryzając płatek mojego ucha.
- Nie mam teraz ochoty na seks.- odparłam i zrzuciłam z siebie jego ręce błądzące po moim ciele.- Chodźmy się czegoś napić. Widziałam niedaleko stąd bar.- dodałam.

*****

Damon

- Panienko Pierce, może jeszcze jednego drinka?- wymruczałem, głaszcząc jej kolano.
- Panie Salvatore, czyżby chciał mnie pan upić i wykorzystać?- uśmiechnęła się perliście. Patrząc w lusterko, poprawiła swoje loki i pomalowała usta błyszczykiem.
- Jakże bym śmiał.- udałem skruszonego, po czym zaśmiałem się sarkastycznie i puściłem do niej oczko.
- Że też musiał mi się trafić dżentelmen.- naburmuszyła się.- A ja mam wielką ochotę na ostry i perwersyjny seks.
- Skoro panienka, tak prosi.- odparłem zmysłowym głosem.- To spełnię, damy zachcianki.
- Nie tak szybko.- pogroziła palcem, gdy masowałem jej udo po wewnętrznej stronie.- A gdzie mój drink?
- Ależ panienka jest niecierpliwa i niezdecydowana.- powiedziałem i przywołałem gestem dłoni kelnera.
- Teraz się role zamieniły i dziś ty jesteś moim uległym, a ja twoją panią. Także będziesz robił, co ci powiem, zrozumiano?- rzekła, pewnym siebie głosem.
Miałem już serdecznie dosyć tej szopki, ale robiłem dobrą minę do złej gry. Musiałem się dowiedzieć, co ta suka knuła. Wczorajszy telefon, nie dawał mi spokoju. Byłem ciekawy, do czego był jej potrzebny Kol. Będąc blisko niej i obserwując dokładnie każdy jej ruch, będę bliżej poznania prawdy. A wtedy ją zdemaskuje i pokrzyżuję jej szatański plan- uśmiechnąłem się. Chciała uległego, to będzie go miała. Postanowiłem udawać i bawić się z nią w jej gierki, tak długo jak będzie trzeba. Zastanawiała mnie jeszcze jedna sprawa. Dlaczego narażała swoje życie, żeby mnie ratować? Może ja też byłem jej do czegoś potrzebny? Byłem częścią jej gry?
- Oczywiście.- stwierdziłem.- Powiedz pani, co mam robić.
- Czyżbyś tęsknił za dawnymi czasami?- uśmiechnęła się, przejeżdżając paznokciem po moim policzku. Zostawiła na nim rysę z której leciała mała strużka krwi. Nie zwracając uwagi na inne osoby, zlizała ją językiem.- Smakujesz równie dobrze jak wyglądasz.- oblizała subtelnie usta i opróżniła swojego drinka.
- Może zatańczymy?- zaproponowałem, żeby zmienić temat. Nie chciałem wspominać tamtych czasów, które były dla mnie bolesne i o których chciałbym zapomnieć.
- Czemu nie.- ujęła moją dłoń i pozwoliła poprowadzić się na parkiet. W tle leciała szybka i rytmiczna muzyka.
Katherine przywarła do mnie całym ciałem i kręciła biodrami w rytm muzyki. Ręce zarzuciła na moją szyję i co jakiś czas przygryzała moje ucho. Położyłem ręce na jej biodra, co jakiś czas zjeżdżając na jej pupę i lekko ją ściskając. Widać, że podobało jej się to, bo mruczała cicho z zachwytu, wprost do mojego ucha. Było w tym tańcu więcej intymności, niż powinno być. Nie zważając na innych, ocieraliśmy się zmysłowo swoimi ciałami. W powietrzu, można było wyczuć rosnące napięcie i podniecenie. Nasze ciała były już lepkie od potu. W trakcie obrotu, przechyliłem ją i zacząłem wodzić językiem od jej unoszących się piersi, aż do zagłębienia w szyi. Resztkami sił powstrzymywałem się, żeby nie zerżnąć jej w tym momencie. Tak seksownie i strasznie podniecająco wyglądała, wiła się jak kotka, subtelnie ocierając się udem o moje przyrodzenie.
- Mam ochotę cię przelecieć na tym parkiecie.- wychrypiałem.
- To na co jeszcze czekasz?- jęknęła, kiedy wsunąłem rękę pod jej krótką spódniczkę. Czułem jak całe jej ciało, płonęło z pożądania.
- Czekam, na twój rozkaz, pani.- zamruczałem i owiałem jej twarz gorącym oddechem. Zadrżała pod jego wpływem i jeszcze bardziej do mnie przyległa. Między naszymi ciałami nie było ani milimetra wolnej przestrzeni.
- Potrzebuje…muszę odsapnąć.- szepnęła i odsunęła się ode mnie.- Jeszcze chwila i zaraz dojdę.- dodała.
Ale ja miałem inne plany wobec niej. Chciałem się z nią jeszcze trochę podroczyć. Złapałem ją w talii, od tyłu i wtuliłem się w jej plecy. Zataczałem kółka po je rozgrzanym brzuchu, wędrując rękoma do jej ud. Ścisnęła je, kiedy próbowałem się wedrzeć i subtelnie wwiercała się pupą w moje podbrzusze. Chwyciłem jej dłoń i pociągnąłem ją do góry, zacząłem przesuwać palcami wzdłuż jej przedramienia, aż do obojczyków. Odchyliła głowę do tyłu, pozwalając bym muskał wargami jej nagą szyję. Pozostawiając na niej, czerwone ślady od delikatnych kąsań. Nasze ciała poruszały się w pełnej synchronizacji. Moje ręce nie przestawały błądzić po jej odsłoniętych nogach, brzuchu, dekolcie, szyi i wzdłuż linii szczęki. Słyszałem jej niespokojny oddech i ciche jęki .
- Doprowadzasz mnie do obłędu.- jęknęła.- Przestań, bo zaraz eksploduję!- rozkazała.
Wyszarpała się z moich objęć, z taką siłą, że wylądowałem na najbliższym stoliku. Poprawiła spódniczkę i włosy, które i tak lepiły jej się od potu i były w nieładzie.
- Rozładuj emocje, tu i teraz.- wyspałem, przeczesując ręką włosy.
- Wstań ze stolika.- nakazała.- Znam lepsze miejsce.- szepnęła, tak cicho że tylko ja byłem w stanie ją usłyszeć i pociągnęła mnie za koszulę, rozrywając przy tym kilka guzików.
- Będziesz mnie rozbierać po drodze.- uśmiechnąłem się do niej.
- Nie.- zaprzeczyła.- Już i tak zrobiliśmy niemałe widowisko.
- Od kiedy przejmujesz się tym, co inni mówią?- spytałem, unosząc brwi do góry.
- Nie przejmuję.- odparła.- Po prostu, wpadłam na lepszy pomysł i chcę go jak najszybciej zrealizować.
- Tak? A jaki?- spytałem ciekawy.
- Dowiesz się za chwilę, mój ogierze.- zamruczała jak kotka, kiedy wychodziliśmy bar.

*****

Caroline

Właśnie siedziałam z Bonnie, na nudnych wykładach profesora Shane’a. Mulatka, w odróżnieniu do mnie słuchała go z zapartym tchem i uciszała mnie, gdy ją zagadywałam. Nie rozumiałam ,co było w tym takiego ciekawego. Mówił coś o historii jakiejś najpotężniejszej istoty na całym świecie, Silasie, który spał już od ponad 2000 lat. Coś tam o wampirach, wilkołakach i czarownicach. Jakbym tego nie wiedziała- uśmiechnęłam się pod nosem. Strasznie się nudziłam, więc rozglądałam się na boki. Większość osób była tak, samo pochłonięta jego opowieściami, jak moja przyjaciółka. Notowali coś w zeszytach i słuchali go jakby był co najmniej jakimś Bogiem. Byłyśmy tu już od dobrych 2 godzin, a mnie aż nosiło, żeby wyjść. Ale za każdym razem, jak próbowałam się podnieść, Bonnie karciła mnie wzrokiem, żebym ponownie zajęła miejsce.
- Zaraz chyba tu zniosę jajko.- szepnęłam, zdenerwowana do mojej przyjaciółki.
- Shh.- uciszała mnie.- Nie trzeba było ze mną tu przyjeżdżać. Teraz zamknij się i słuchaj.
- Bla, bla bla…- naburmuszyłam się i skrzyżowałam ręce na piersiach.
Byłam obecna tylko ciałem, bo duchem dryfowałam po Mystic Falls. Matt, tęskniłam za moim niebieskookim blondynem, za jego pięknym uśmiechem i ramionach w których czułam się bezpieczna i kochana. To naprawdę było miłe uczucie, wiedzieć że na świecie jest ktoś, dla kogo jest się idealną osobą pod każdym względem. Za nic w świecie, bym go nie zamieniła. Tylko był jeden minus tego wszystkiego, a mianowicie ja byłam wampirem, a on człowiekiem. Na razie nam to nie przeszkadzało, ale co będzie za kilka lub kilkadziesiąt lat? Zawsze będę go kochać, ale wolałabym żeby żył ze mną wiecznie. Chciałabym podróżować i podbijać świat, oczywiście razem z nim. Ale nie mogłam go do tego zmusić, wiedziałam jakie to było dla niego ciężkie, przyzwyczajenie się, że ja byłam jedną z nich. Byłam mu za to wdzięczna, że mnie zaakceptował. Kolejną osobą, o której myślałam, to Elena. Nie dzwoniła i nie odbierała telefonu od naszej ostatniej rozmowy. Miałam nadzieję, że udało jej się zawrzeć rozejm ze Stefanem i ułożyli już plan, dotyczący poszukiwań tego dupka. Naprawdę, do tej pory nie byłam w stanie zrozumieć, co ona w nim widziała. Ale nie prawiłam jej za to morałów, to było jej życie. A poza tym, on dla niej się zmienił, kochał ją na zabój i nigdy by jej nie skrzywdził i zabiłby każdego, kto chciałbym jej coś zrobić. Nagle, usłyszałam głos Bonnie.
- Idę z nim porozmawiać .-oznajmiła.- Zostaniesz i poczekasz na mnie przed salą?
- Oczywiście, że nie.- zaprotestowałam.- Idę z tobą.
- Okej, jak chcesz.- powiedziała, niechętnie.
Poczekałyśmy, aż wszyscy opuścili pomieszczenie i podeszłyśmy do niego. Pierwsza przywitała się Bonnie, która posłała mu uśmiech. Cholera, przecież ona jest z Jerem, co ona wyprawia?- pomyślałam.
- Dzień dobry.- uśmiechnęła się przyjaźnie, moja przyjaciółka.- Słuchałyśmy pana wykład i jesteśmy pod ogromnym wrażeniem. Naprawdę był bardzo ciekawy i chciałybyśmy dowiedzieć się czegoś więcej o miłosnej i smutnej historii Silasa i jego ukochanej.
- Bardzo mi miło, że w dzisiejszych czasach, młodzi ludzie interesują się starymi opowieściami.- odparł.- A jak się nazywacie?
- Ja jestem Bonnie Bennett, a to jest moja przyjaciółka Caroline Forbes.- przedstawiła nas. Uścisnęliśmy sobie dłonie i usiedliśmy koło jego biurka. Pokazał nam różne zdjęcia i opowiedział ciekawostki z nimi związane.
- Dobra, ja mam tego dosyć.- powiedziałam znudzona.- Tak naprawdę, przyjechałyśmy tu w innym celu.- oboje spojrzeli na mnie, jak na idiotkę. A Bonnie, wzrokiem wywiercała mi dziurę w brzuchu, ale nie przejmowałam się nią i kontynuowałam.- Czytałyśmy, to znaczy Bonnie przeczytała o panu, podobno umie pan przywrócić moc czarownicom, które z różnych przyczyn przestały praktykować. A tak się składa, że jedna, siedzi przed panem i oczekuje pańskiej pomocy. Stąd moje pytanie, jak długo taki zabieg będzie trwał i na czym on będzie polegał?- rzekłam na jednym wydechu i czekałam na jego odpowiedź.
- Hmm.- podrapał się po brodzie.- Jesteś bardzo bezpośrednia. Widziałem, jak ci przeszkadzałem na moich zajęciach. Dlatego domyśliłem się, że to nie ty jesteś tą czarownicą. Niestety z tobą nie będę o tym rozmawiać, bo to ciebie nie dotyczy. Jeśli Bonnie będzie chciała, żebym jej pomógł, wie gdzie mnie szukać.- odparł.
- Czy możecie przestać mówić, tak jakby mnie tu nie było?- spytała, wytrącona z równowagi Bonnie, po czym zwróciła się do profesora.- Przepraszam za moją przyjaciółkę, jest mi wstyd. Niepotrzebnie ją ciągnęłam za sobą.- oznajmiła zmieszana.
- Ależ, ja się nie gniewam.- rzekł, rozbawiony.-Wybaczcie, ale mam jeszcze coś do zrobienia. Jak będziesz czegoś potrzebować, to zadzwoń i umówimy się na spotkanie.- wręczył jej swoją wizytówkę i dodał.- Tylko, proszę przyjdź sama.
- Dziękuję, na pewno skorzystam z pana pomocy.- odparła.
- Mów mi po imieniu, będzie nam łatwiej się porozumieć.- powiedział.- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, Shane.- pożegnała się z profesorem.
- Do zobaczenia, Shane. Proszę, przyjdź sama. Mów mi po imieniu. Co to ma w ogóle być?- przedrzeźniałam ich. Nie podobał mi się ten typ.
- Zachowuj się, Caro.- zbeształa mnie moja przyjaciółka.- Jak coś, ci się nie podoba, to możesz wracać.
- I tak jestem, jak piąte koło u wozu.- naburmuszyłam się.- Wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie jestem tu mile widziana. Jeszcze dziś się spakuję i wyjadę.
- Ok, dziękuję, że w ogóle ze mną tu przyjechałaś i pomogłaś mi go znaleźć.- powiedziała, szczerze.
- Na pewno, dasz sobie radę?- chciałam się upewnić.
- Tak, jedź.- zapewniła mnie.- Z pewnością tęsknisz za Mattem. Pozdrów wszystkich i zobacz, co u Eleny.
- Dobrze, ale zanim wyjadę, wyskoczymy gdzieś jeszcze.- odparłam rozpromieniona.
- Jasne, gdzie tylko będziesz chciała.- przytuliła mnie i opuściłyśmy uczelnie.

*****

Elena

4 miesiące wcześniej

Obudziły mnie, przedzierające się przez okno, promienie słoneczne. Poklepałam ręką, miejsce obok mnie, w celu znalezienia mojego kochanka. Ale go nie było. Otworzyłam leniwie oczy i zaczęłam się nerwowo rozglądać po pomieszczeniu. Leżałam w sypialni starszego Salvatora. Stefan musiał wczoraj, pilnie gdzieś wyjechać, dlatego pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa i swobody. To była nasza pierwsza noc, którą spędziliśmy razem. Nie musieliśmy się kryć po kątach, jak nastolatkowie i denerwować, że w każdej chwili może ktoś nas nakryć. Mieliśmy całą noc i dzień tylko i wyłącznie dla siebie. Nikt, ani nic nie mogło nam w tym czasie przeszkodzić. W sumie, już dokonałam wyboru. Bardziej ciągnęło mnie do Damona, to z nim czułam, że naprawdę żyłam. Nie musiałam nikogo udawać, znosił moje humory i spełniał zachcianki. Ale, no właśnie, jedno małe „ale”, był popieprzonym i mrocznym wampirem. Czasami mnie przerażał i miał napady złości, krzyczał i rzucał czym popadło, a innym razem był najukochańszym i najsłodszym mężczyzną pod słońcem. Oczywiście mnie nigdy nie skrzywdził, nie obraził, ale mimo wszystko i tak się go bałam. Nie wiedziałam, co miałam zrobić. Byłam kompletnie zdezorientowana. Zdawałam sobie z tego sprawę, że gram nie fair wobec Stefana i Damona. Młodszy brat o niczym nie wiedział, myślał, że byliśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. A tym czasem , ja się z nim spotykałam potajemnie już od 3 miesięcy. Na początku, w ogóle to nie przeszkadzało Damonowi, chciał tylko romansu i szybkich numerków. Mnie to odpowiadało, byłam młodą wampirzycą i miałam swoje potrzeby, które Stefan nie zawsze mógł spełnić, w odróżnieniu do jego brata. Ale jakiś czas temu, zakochałam się w brunecie. Nie powiedziałam mu o tym, nie wiedziałam jak zareaguje. Bałam się? Tak, ale nie jego, tylko tego co by z tym zrobił. A co, jeśli poleciałby do Stefana i wszystko mu opowiedział, albo co gorsze kazał mi to zrobić?
Wstałam z łóżka i z racji tego, że miałam na sobie tylko czarną, koronkową bieliznę, zarzuciłam na siebie czarną koszulę wampira, która wisiała na krześle. Uwielbiałam w niej chodzić, była przesiąknięta jego perfumami i jego zapachem. Zeszłam na dół po schodach, dzięki mojemu wampirzemu słuchowi, usłyszałam krzątającego się po kuchni Damona. Byłam ciekawa, co tam przyrządzał. Szłam na palcach i stawiałam cichutkie kroki. Chciałam go zaskoczyć, musiałam się nieźle postarać, bo był starszy ode mnie o ponad 150 lat i miał lepszy słuch. Na szczęście chyba mnie nie usłyszał, bo nawet się nie odwrócił, kiedy stałam w przejściu i go obserwowałam. Miał na sobie, tylko  same bokserki. Kiedy kroił owoce, mogłam dostrzec każdy najmniejszy mięsień na jego idealnych plecach. Podeszłam do niego w wampirzym tempie i w ciągu sekundy, znalazłam się tuż za nim. Objęłam go w pasie i pocałowałam w ramię.
- Co robisz?- spytałam zadziornie, choć doskonale widziałam, że przygotowywał śniadanie.
- Sałatkę owocową, specjalnie dla ciebie.- uśmiechnął się i odwrócił w moją stronę.- Myślałem, że jeszcze będziesz spać i chciałem ci ją zanieść do łóżka.- zrobił smutną minkę.
- To może ja wrócę do pokoju, położę się do łóżka i będę udawać zdziwioną, kiedy wejdziesz z owocami.- odparłam z uśmiechem i już miałam odejść, ale złapał mnie w talii.
- Teraz cię nie wypuszczę, bo jeszcze mi uciekniesz.- zamruczał, po czym złożył na moich ustach delikatny pocałunek.- Mówiłem ci już, jak ślicznie wyglądasz w mojej koszuli.- powiedział zmysłowym głosem.
- A ja mówiłam ci, jak bardzo lubię w niej chodzić?- zawiesiłam ręce na jego szyi i pogłębiłam nasz pocałunek. Wdarłam się językiem do jego ust i zaczęłam drażnić nim, jego wystające kły. Przesunęłam językiem, po jego ostrzu i lekko go wbiłam, doprowadziłam tym go do szału. Widać, że mu się to spodobało, delikatnie zadrżał , był trochę zdziwiony moim zachowaniem. Kiedy się od siebie odsunęliśmy, wpatrywaliśmy się w siebie z nieprzytomnymi uśmiechami na twarzach.
- Mam pewien pomysł.- wyszeptał z zadziornym uśmiechem.- Jak bardzo jesteś głodna?- spytał.
- Hmm.- zamruczałam.- To zależy, co masz na myśli.- uśmiechnęłam się niewinnie i trochę speszona.
- Już ci mówiłem, że nie musisz się przy mnie niczego wstydzić. Choć nie ukrywam, że bardzo podobają mi się twoje rumieńce.- odparł i pogłaskał mnie po policzku.- Miałem na myśli, jedzenie. Jak widać, nie jestem takim zbereźnikiem.- rzucił z uśmiechem.
- Ja…to znaczy.- teraz to już stałam się czerwona, jak burak i spuściłam na dół głowę. Dlaczego, ten mężczyzna, tak mnie onieśmielał?
- Spokojnie maleńka.- zaczął.- Czasami mnie zaskakujesz, ale w pozytywny sposób. Jeszcze trochę i zrobię z ciebie małą diablicę.- uśmiechnął się chytrze. Na co ja mu odpowiedziałam, uderzeniem w ramię.
- Ała.- udawał, że go to zabolało.- Chyba będę cię musiał ukarać za to bicie i już nawet wiem jak.
- Wcale mnie nie śmieszą, twoje żarty.- odparłam naburmuszona.
- Ale ja, wcale nie żartowałem.- odpowiedział, poważnym głosem.
Wziął kawałek truskawki z talerza i wsunął mi ją do ust. Po czym subtelnie oblizał swoje palce. Również sięgnęłam po soczysty kawałek owocu, wzięłam brzoskwinię i włożyłam mu do ust. Delikatnie trzymał moje palce w swojej buzi i zaczął je ssać. Dostałam gęsiej skórki na całym ciele i czułam mrowienie w okolicach brzucha.
- Twoje palce są smaczniejsze.- powiedział zmysłowym głosem.
Karmiliśmy się nawzajem. Nasze palce były lepkie od słodkich soków z owoców. Akt karmienia, przerodził się w gorącą, miłosną sesję. Damon, posadził mnie na blacie kuchennym i polał mnie sokiem, który pozostał po owocach na talerzu. Zaczął najpierw zlizywać go z szyi, potem schodził językiem coraz niżej. Skupiając się najbardziej na moim biuście, gdzie zatrzymało się najwięcej soku. Nie odpinając stanika, dalej wodził językiem po moich, unoszących się piersiach. W efekcie czego, odchyliłam głowę do tyłu i całkowicie się oddałam rozkoszy. Czułam jak moje sutki stają się coraz bardziej twarde. Niespodziewanie wydałam z siebie jęk zadowolenia, kiedy zaczął łapczywie całować mój brzuch. Zataczał na nim kółka gorącym i szorstkim językiem. Byłam już na skraju wytrzymałości, a jemu się zebrało na zabawy i drażnienie mnie.
- Proszę…- wysapałam.- Dłużej, nie wytrzymam.
- O co mnie prosisz?- odsunął się na chwilę od mojego brzucha i spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Wiesz.- wyszeptałam, ledwo słyszalnym głosem.
- Bardzo mi przykro, ale na dziś to już wszystko.- odparł niewzruszony. Podniósł głowę, na wysokość mojej twarzy i mnie pocałował łapczywie w usta. Ale ja go odepchnęłam i wyleciałam z kuchni. Taki był właśnie Damon. Nieprzewidywalny i arogancki dupek.
- Skarbie.- podszedł do mnie, objął i  pocałował w zagłębienie w szyi. Spojrzał się na mnie smutnym wzrokiem i rzekł.- Nie gniewaj się na mnie. To była właśnie twoja kara. Musisz się nauczyć je przyjmować z godnością.
- Dupek!- krzyknęłam i wyrwałam się z jego objęć.- I pomyśleć, że ja się w tobie zakochałam. Jestem głupia!- krzyczałam i nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, że mówiłam to na głos.
- Co, powiedziałaś?- spytał, zdziwiony a zarazem zszokowany. Takiego wyznania się z pewnością nie spodziewał z mojej strony. Widziałam jak jego twarz wyrażała euforie, oczy błyszczały i usta wygięły się w zwycięskim uśmiechu.
Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, pobiegłam na górę. Zatrzymał mnie w połowie drogi, spojrzał głęboko w oczy i powiedział, szczerym i przepełnionym miłością głosem.
- Ja też się w tobie zakochałem.- pocałował mnie, ale tym razem inaczej. Nie próbował go pogłębiać, całował delikatnie, a zarazem zmysłowo. Nasze wargi prowadziły kilkusekundowy taniec. Później, oparliśmy się czołami i szczęśliwy Damon z nadzieją w głosie, powiedział.
- Uda nam się, zobaczysz. Tylko musisz mi w pełni zaufać i dać mi szansę. Musisz też zrozumieć, że nigdy nie będę Stefanem. Jestem, jaki jestem i się nie zmienię. Możesz być pewna jednego, nigdy cię nie skrzywdzę, nie zranię i nie przestanę kochać. Będziesz najszczęśliwszą wampirzycą na całym świecie.
W tym momencie miałam jeszcze większy mętlik w głowie. Z jednej strony chciałam z nim być i uwierzyć w jego słowa, ale z drugiej bałam się, że nie wytrzymam z nim, że za bardzo zatracę się w tym związku.

*****

Katherine

Zaraz po wejściu do taksówki, zahipnotyzowałam kierowcę, żeby jechał tak długo, aż mu nie każę się zatrzymać. Nie obchodziło mnie w tym momencie, nawet zdziwione spojrzenie Damona. Chciałam mieć go, tu i teraz. Wygłodniałym wzrokiem spojrzałam się na jego koszulę, która była rozpięta, nie ona była rozerwana przeze mnie. Uwydatniała jego idealnie wyrzeźbiony brzuch. W jego oczach również dostrzegłam pożądanie, co nie ukrywam bardzo mi się spodobało. Przez jakieś kilka sekund mierzyliśmy się wzrokiem, podczas gdy taksówka spokojnie mknęła przez ulice. Odsłonięte szyby i myśl, że każdy przechodzień może nas zobaczyć, napawała nas jeszcze większym napięciem seksualnym, które oboje pragnęliśmy jak najszybciej rozładować. Jednocześnie, rzuciliśmy się na siebie, zaczęliśmy się brutalnie całować i napierać na siebie swoimi ciałami. Przypomniał mi się nasz zmysłowy i brudny taniec, od którego moje pożądanie zwiększyło się jeszcze bardziej. Toczyliśmy zaciętą walkę naszymi językami. Damon, miażdżył moje usta swoimi, jedną ręką ściskał moją pierś, zaś drugą muskał moje odsłonięte udo. Natomiast ja, szybkim ruchem, rozerwałam jego koszulę na strzępy i pociągnęłam go za włosy, żeby był jeszcze bliżej mnie.
- Pamiętaj, odkupujesz mi nową koszulę.- wysapał między pocałunkami.
- Zamknij się!- krzyknęłam i popchnęłam go na drugie siedzenie.
Usiadłam na niego okrakiem i zaczęłam ocierać się o niego w przód i tył. Mieliśmy jeszcze założone ubrania. W między czasie, wodziłam gorącym językiem, po jego rozpalonym torsie. Czułam, jak całe jego ciało się spinało i pojękiwał. Złapał mnie za pośladki i zaczął je mocno ściskać. Strząsnęłam jego dłonie i pogroziłam mu palcem.
- Ktoś tu się chyba zapomniał. Nie dotykasz mnie i nie robisz niczego, czego ci nie powiem.
- Jak długo zamierzasz mnie jeszcze torturować?- wychrypiał.
- Tyle, ile będę chciała.- posłałam mu chytry uśmiech i wróciłam do swojej czynności.
- Czyli, niedługo.- stwierdził.
- Uważaj sobie, bo zaraz przestanę.- pogroziłam.
- I wylecisz na ulicę, szukać gorącego kochanka?- zapytał i uniósł brew do góry.
- Dobra, Salvatore, koniec tej zabawy.- warknęłam.- Teraz będzie ostre dymanie.- stwierdziłam, masując jego krocze przez spodnie.
Robiłam to, coraz bardziej intensywniej, jednocześnie obserwując jego reakcje. Kiedy czułam, jego rosnącą erekcje, rozpięłam rozporek i zsunęłam jego spodnie wraz z bokserkami. Przesuwałam ręką, po całej jego długości. Widziałam, jak Damon wypuszczał głośno powietrze, był już na skraju wytrzymałości. A jego członek z każdą chwilą, coraz bardziej rósł w moich rękach i stawał się twardy. Wampir zacisnął ręce na siedzeniu, przejeżdżając paznokciami po tapicerce i zostawiając na niej rysy. A ja nie zaprzestałam pieszczot, lubiłam się z nim drażnić.
- Katherine, bo zaraz dojdę w twoich rękach.- wyszeptał.
- Jaki niecierpliwy.- zamruczałam do jego ucha i przejechałam językiem, po jego szyi.
Ściągnęłam kuse majteczki i usadowiłam się na jego penisie. Na początku, zaczęłam się kołysać i poruszać do przodu i do tyłu.
- Połóż ręce na moich biodrach.- nakazałam.
Nie musiałam długo czekać na jego reakcje, od razu spełnił moją prośbę. Zmieniłam taktykę i teraz ujeżdżałam coraz szybciej. Brunet ścisnął ręce na moim ciele, pozostawiając czerwone ślady. Czułam  jak jego członek, pulsował i zaraz dojdzie. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji i zwolniłam swoje ruchy. Miałam ochotę się z nim jeszcze droczyć.
- Serio? Znowu to samo.- oburzył się, wkurzony wampir.
- Spokojnie, kotku, niedługo dojdziesz.- wysapałam.- Teraz chcę, żebyś miętosił moje piersi.- nakazałam.
Przeniósł swoje ręce na mój biust i jednym sprawnym ruchem, rozerwał bluzkę.
- Teraz jesteśmy kwita.- uśmiechnął się.
Stanika pozbył się równie szybko, co poprzedniej części garderoby i rzucił nim gdzieś w kąt. Miętosił moje piersi i je gniótł coraz mocniej. Po jakimś czasie stwardniały, pod jego dotykiem i zaczerwieniły się brodawki. Przybliżył swoją twarz i zaczął je kąsać, pozostawiając na nich ślady ugryzień. Nie rozkazałam mu tego, ale mi się podobało. Znudzona, przyspieszyłam i byłam coraz bliżej szczytowania. Damon w tym czasie, ściskał moje pośladki.  Z każdym kolejnym uderzeniem, jęczałam głośniej, czując intensywne skurcze. W przypływie rozkoszy, wbiłam paznokcie w jego klatkę piersiową.
- O kurwa!- tak wyczerpującego i długiego orgazmu, już dawno nie miałam.- Jesteś wspaniały.
Damon, zaczął szczytować w tym samym czasie, wydając z siebie przeciągły jęk i wlewając we mnie ciepły płyn. Oboje, ciężko dyszeliśmy. Oparliśmy się czołami i patrzyliśmy sobie w oczy. Nie wiem dlaczego, ale miałam w tym momencie ochotę się ot, tak do niego przytulić. Więc położyłam delikatnie głowę na jego ramieniu, nosem dotykałam jego szyi, dzięki czemu wyraźnie czułam jego zapach. Objęłam go rękoma, mocno do siebie przytulając i nagle zrzucił mnie ze swoich kolan, bez żadnego słowa wyjaśnienia.
- Ulżyłeś sobie i teraz masz mnie już dosyć?- oburzyłam się.
- Och, daruj sobie Katherine.- rzucił.- Teraz nie będziesz, przez to lamentować. Przytulanie po seksie nie jest w moim stylu.
- Gdybyś był z Eleną, to by było.- stwierdziłam.
- Coś ty, się tak dziś jej uczepiła?- spytał.
- Bez powodu.- warknęłam i nakazałam kierowcy jechać do hotelu. 

3 komentarze:

  1. wooow! gorąco i retrospekcje! Delena eh mam nadzieje ze chociaż tu Damon bd szczęśliwy ;D eh tvd biendy damonek <3 rozdział świetny czekam na następny xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Super :) Uwielbiam Twojego Bloga : * Oby byli szczęśliwą parą :** Dużooo Weny Czekam z Niecierpliwością Na NN :** Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że wstawiłaś nowy rozdział :3 Uwielbiam takie długie notki,a tę czytało się niezwykle przyjemnie <3 Aww tyle wspaniałych wątków, że nie wiem od czego zacząć. Stefan nieźle dogadał Elenie. Może i nie przepadam za jego postacią, ale w pełni rozumiem jego zachowanie i ostrą postawę wobec byłej..,. Nareszcie ktoś jej uświadomił, że jest zmienna i ciągle niezdecydowana. Stefan dzisiaj na plus ^^ Cieszę się, że Elena się nie poddaje i dalej szuka :3 Szkoda tylko, że dopiero teraz poinformowała o tym Stefana. Damon naprawdę mógł być w tarapatach i co wtedy? Kath i Kol mają całkiem dobry plan, ale mam nadzieję, że im się to nie uda... Jestem ciekawa, kiedy Elena spotka Damona- Nie mogę się tego doczekać, bo wyraźnie widać, że jest już zdecydowana, czego chce <33 Retrospekcja deleny była niesamowicie gorąca *.* Damon jaki władczy i w dodatku ta jego kara ^^ To było słodkie, jak Elena w końcu powiedziała mu o swoich uczuciach, a on jej odpowiedział takimi magicznymi słowami <333 Ja to bym się od razu zgodziła! :D Mieć takiego Damona to marzenie :) Podoba mi się duet Katherine i Damona- ich sceny powalają, a ty opisujesz je w taki sposób, że aż ciarki przechodzą człowieka ^.^ Kocham! Ten taniec był hot :3 A dopiero to, co się potem działo. Uhuhu, jeśli mogą, niech korzystają. Damon niech korzysta, bo przecież jest przekonany, że Elena go nie chce, więc co mu szkodzi :D Rozdział wyśmienity i czekam na kolejny! ;)
    Życzę ogromu weny!
    Pozdrawiam i przesyłam buziaki :***

    OdpowiedzUsuń