Elena
-Stefan.- odparłam i uśmiechnęłam
się blado.- Właśnie do ciebie szłam. Chciałam z tobą porozmawiać, to znaczy
prosić się o pomoc.- język, niemiłosiernie mi się plątał. Zdecydowanie za dużo
wypiłam.
- Tak?- zapytał.- To dziwne, bo z
tego co mi wiadomo, to bar nie jest po drodze.- odparł sarkastycznie.
- Wiem, ja za…, miałam mały
wypadek po drodze, to znaczy coś się wydarzyło i nie myślałam, chciałam
zapomnieć i tak się tu znalazłam. Musiałam ochłonąć, nie sądziłam, że tyle
wypiłam. Dobrze, że cię spotkałam, musisz mi pomóc, porozmawiajmy, proszę.-
mówiłam chaotycznie i spojrzałam się na niego błagalnym wzrokiem. Ale zamiast
tego, zobaczyłam obojętną twarz, wzruszył tylko ramionami i powiedział.
- Yhmm.- mruknął.- Chętnie bym ci
pomógł, ale twoje problemy już mnie nie obchodzą. Także, trzymaj się.- wstał i
poklepał mnie delikatnie po plecach, po czym ruszył w stronę wyjścia.
Siedziałam jak wryta i nadal nie
dowierzałam. Stał się zimny i obojętny. W ogóle go nie obchodziłam, nawet nie
był ciekawy, o co chciałam go poprosić. Kiedy zobaczyłam go wychodzącego z
baru, otrząsnęłam się. Pospiesznie wyciągnęłam banknoty z kieszeni i zapłaciłam
za drinki. Wyleciałam z pomieszczenia, w celu znalezienia Stefana. Gdyby tu nie
chodziło o Damona, to też bym go olała, tak jak on mnie. Ale przecież musiałam
spróbować wszystkiego, żeby pomóc czarnowłosemu. Na szczęście nie odszedł
daleko, dostrzegłam go, opierającego się o mur sklepu spożywczego. Wyglądał
jakby na kogoś czekał. Domyślałam się, że raczej nie na mnie. A więc na kogo?
Nieważne. Najważniejsze było znalezienie Damona.
- Co się z tobą dzieje?-
zapytałam, gdy już znalazłam się naprzeciwko niego. Nie odpowiedział, więc
złapałam go za kołnierz kurtki i potrząsnęłam nim.
- Co się ze mną dzieję?-
odpowiedział pytaniem na pytanie.- Ty to masz tupet dziewczyno. Najpierw ze mną
zrywasz, a potem prosisz mnie o przysługę? Odwal się z łaski swojej.
- Wiem, że jesteś na mnie zły.-
odparłam skruszona.- Ale naprawdę musisz mi pomóc, to nie chodzi o mnie, tylko…
- Nie obchodzi mnie, o kogo
chodzi!- krzyknął.- Zadzwoń do Damona. Chyba, że on też ma cię już dosyć. W
sumie, to mu się nie dziwię. Bawiłaś się nami tak samo jak Katherine. Ranisz
nas obu. Czy ty tego nie widzisz?
Czułam się, jakby ktoś mi wbił
nóż w plecy. Wiedziałam, że obydwaj cierpieli i to była tylko i wyłącznie moja
wina. Ale co ja mogłam na to poradzić, że kochałam ich obu? Z tym, że miłość do
Stefana się wypaliła, nie dogadywaliśmy się i zmieniliśmy się, to znaczy ja się
zmieniłam. Z Damonem, to było coś innego, łączyło nas więcej niż ktokolwiek
byłby w stanie sobie to wyobrazić. Dzięki niemu polubiłam zabawę, przygody,
często się śmiałam i czułam się wolna. Zupełnie inaczej, niż z młodszym
Salvatorem. Nieraz się nad tym zastanawiałam, czy nie stawałam się taka sama
jak Katherine. Ale przecież, ona nie kochała nikogo, nie przejmowała się nikim
poza samą sobą. Musiałam jakoś przekonać Stefana, żeby mi pomógł.
- Właśnie…tu chodzi o Damona.-
szepnęłam cicho.- On jest w niebezpieczeństwie. Klaus go więzi i torturuje. A
wiesz, jaki on jest wściekły za moją przemianę, będzie chciał się mścić.
Myślisz, że puści go wolno i nic mu nie zrobi?- przekonywałam go. Widziałam,
jak jego twarz łagodniała.
-Skąd o tym wiesz? Gdzie jest? Od
kiedy?- dopytywał.
- Dwa dni temu do niego dzwoniłam
i odebrał Kol, od niego się o wszystkim dowiedziałam.- odpowiedziałam.- Ale
niestety nie powiedział, gdzie jest i od kiedy go tam trzyma.- dodałam smutnym
głosem.
- A czego ty się spodziewałaś? Że
wszystko ci wyśpiewa?- odparł, podniesionym głosem.- Jesteś taka naiwna. Wiesz
o tym od dwóch dni i nadal tu sterczysz!- krzyknął.
- Byłam w szoku.- powiedziałam
pociągając nosem.- Przeszukałam wszystkie piwnice, podejrzane domy w okolicy.
Myślisz, że tak po prostu tu siedziałam?!
- Miałaś od razu mi o tym
powiedzieć.- warknął.- To mój brat!
- Wiem, przepraszam. Nie chciałam
ci zawracać głowy. Jeśli coś mu się stanie, to przeze mnie, przez moją
głupotę.- zaniosłam się płaczem i zaczęłam histeryzować.
- Masz racje, to będzie twoja
wina.- burknął i odszedł.
- Stefan!- krzyknęłam za nim.- Co
masz zamiar zrobić? Wiesz, gdzie może się podziewać Klaus?
- A skąd mam to wiedzieć?-
warknął.- Ty, już swoje zrobiłaś. Sam go znajdę. Módl się, żeby żył.- rzucił na
koniec i rozpłynął się w powietrzu.
Byłam załamana. Stefan miał
racje, powinnam była go zawiadomić o kłopotach Damona. Może, gdybym
powiedziała, mu o tym tego samego dnia, co się dowiedziałam, brunet byłby już w
domu. A tak, nie wiadomo nawet, czy żył. Nie, nie- pokręciłam przecząco głową.-
On żyje, musi żyć! Otarłam łzy i postanowiłam wziąć się w garść. Z pewnością,
nie będę siedziała bezczynnie w domu. Musiałam coś zrobić, tylko nie wiedziałam
co…Miałam nadzieję, że razem ze Stefanem zjednoczymy siły i razem wymyślimy
plan działania. Ale on zaczął mnie o wszystko obwiniać, co w sumie mi się
należało. Nie mogłam stracić Damona, nie wybaczyłabym sobie tego do końca
życia, jakby coś mu się stało.
*****
Katherine
Przekręciłam się na bok i
zaczęłam się przyglądać śpiącemu wampirowi. Byłam coraz bliżej zamierzonego
celu, jeszcze trochę i będzie jadł mi z ręki. To, że wczoraj pozwoliłam mu
dowodzić, nie znaczyło, że tak będzie zawsze. Ciekawiło mnie, jak sobie Kol
radził. Miałam nadzieję, że nie zrobił niczego bez konsultacji ze mną. Naiwny-
uśmiechnęłam się pod nosem z tego idioty. On naprawdę myślał, że po tym jak mi
pomoże, będziemy później razem. Ale nie wiedział jednego, że kiedy pozbędziemy
się głupiutkiej Elenki, stanę się najsilniejszą wampirzycą na całym świecie. A
to wszystko za sprawą rytuału, który przeprowadzi zaufana czarownica, która
miała u mnie dług. Wtedy nikt mi nie podskoczy, nawet ten lalusiowaty
Pierwotny. Co do Klausa, będę równie silna, co on. Także już nie będę musiała
wiecznie przed nim uciekać. Tylko był jeden minus tego szatańskiego planu, a
mianowicie, bracia Salvatore. Przecież oni mi nigdy tego nie wybaczą, że
zabiłam ich świętobliwą dziewuchę. Chociaż może z czasem zrozumieją, że tak
naprawdę tylko my we trójkę możemy być szczęśliwi. Ona była tylko kulą u nogi.
Z rozmyślań, wyrwał mnie
pomrukujący Damon. Chyba zaczął się budzić. W końcu- pomyślałam, bo już
zaczęłam się nudzić. Oparłam rękę pod głowę i położyłam się na boku, abym mogła
mu się lepiej przyjrzeć. Był tak cholernie przystojny. Kruczoczarne włosy w
nieładzie, kąciki ust delikatnie unoszące się do góry i odkryty tors. Jego
biodra zakrywała, satynowa i czerwona kołdra, która dodawała jedynie
pikanterii. Przybliżyłam się do niego i musnęłam ustami jego ramiona, szyję i
twarz, celowo omijając usta. Nie otwierając oczu, wyciągnął w moją stronę ręce
i zaczął wodzić nimi po moich nagich plecach.
- Eleno, skarbie.- zamruczał z
zachwytu.- Mógłbym być, tak codziennie budzony.
Wściekła, odskoczyłam od niego i
z całej siły uderzyłam go w policzek.
- Serio?- warknęłam.- Musisz
wypowiadać imię tej suki, kiedy cię całuję!- krzyknęłam, wytrącona z równowagi.
- A jednak, skończył się sen i
wróciła rzeczywistość.- burknął, rozmasowując obolały i zaczerwieniony
policzek.
- Nie zapomnisz o niej, prawda?-
spytałam.
- Nie.- syknął.- Muszę przyznać,
że umiesz skutecznie budzić.- uśmiechnął się sarkastycznie i dodał.- Miałem na
myśli, oczywiście uderzenie.
- Jeśli wspomnisz jeszcze raz o
niej, skończy się to dla ciebie gorzej, niż siarczystym policzkiem.- rzekłam,
wstając z łóżka i zarzuciłam na siebie szlafrok.
-Ho, ho jaka groźna.- uniósł brwi
do góry.- Już się boję.- udawał przerażonego.
- Powinieneś.- odparłam.
- Wczoraj, to ja miałem nad tobą
przewagę.- powiedział, tym samym wstając z łóżka i znajdując się za mną.- Nie
pamiętasz, panienko.- szepnął mi zmysłowym głosem do ucha, po czym zawinął
sobie jeden z moich loków na palec.
- To już się więcej nie
powtórzy.- rzekłam, pewnym siebie głosem.- Ubierz się, nie będziesz paradował
cały dzień nago.- nakazałam, kiedy odwróciłam się w jego stronę i zlustrowałam
jego ciało od góry do dołu.
- Od kiedy przeszkadza ci moja
nagość?- spytał, zmysłowym głosem.
- Od teraz.- burknęłam.- Nie będę
ci zastępować Eleny. Chcę, żebyś wypowiadał moje imię, kiedy będziemy się
dobrze bawić.- zamruczałam i przejechałam palcem, po jego nagim ramieniu.
- Zaraz możemy to sprawdzić,
czyje imię będę mówił w trakcie szczytowania.- powiedział zmysłowym głosem, przygryzając
płatek mojego ucha.
- Nie mam teraz ochoty na seks.-
odparłam i zrzuciłam z siebie jego ręce błądzące po moim ciele.- Chodźmy się
czegoś napić. Widziałam niedaleko stąd bar.- dodałam.
*****
Damon
- Panienko Pierce, może jeszcze
jednego drinka?- wymruczałem, głaszcząc jej kolano.
- Panie Salvatore, czyżby chciał
mnie pan upić i wykorzystać?- uśmiechnęła się perliście. Patrząc w lusterko,
poprawiła swoje loki i pomalowała usta błyszczykiem.
- Jakże bym śmiał.- udałem
skruszonego, po czym zaśmiałem się sarkastycznie i puściłem do niej oczko.
- Że też musiał mi się trafić
dżentelmen.- naburmuszyła się.- A ja mam wielką ochotę na ostry i perwersyjny
seks.
- Skoro panienka, tak prosi.-
odparłem zmysłowym głosem.- To spełnię, damy zachcianki.
- Nie tak szybko.- pogroziła
palcem, gdy masowałem jej udo po wewnętrznej stronie.- A gdzie mój drink?
- Ależ panienka jest niecierpliwa
i niezdecydowana.- powiedziałem i przywołałem gestem dłoni kelnera.
- Teraz się role zamieniły i dziś
ty jesteś moim uległym, a ja twoją panią. Także będziesz robił, co ci powiem,
zrozumiano?- rzekła, pewnym siebie głosem.
Miałem już serdecznie dosyć tej
szopki, ale robiłem dobrą minę do złej gry. Musiałem się dowiedzieć, co ta suka
knuła. Wczorajszy telefon, nie dawał mi spokoju. Byłem ciekawy, do czego był
jej potrzebny Kol. Będąc blisko niej i obserwując dokładnie każdy jej ruch,
będę bliżej poznania prawdy. A wtedy ją zdemaskuje i pokrzyżuję jej szatański
plan- uśmiechnąłem się. Chciała uległego, to będzie go miała. Postanowiłem udawać
i bawić się z nią w jej gierki, tak długo jak będzie trzeba. Zastanawiała mnie
jeszcze jedna sprawa. Dlaczego narażała swoje życie, żeby mnie ratować? Może ja
też byłem jej do czegoś potrzebny? Byłem częścią jej gry?
- Oczywiście.- stwierdziłem.- Powiedz
pani, co mam robić.
- Czyżbyś tęsknił za dawnymi
czasami?- uśmiechnęła się, przejeżdżając paznokciem po moim policzku. Zostawiła
na nim rysę z której leciała mała strużka krwi. Nie zwracając uwagi na inne
osoby, zlizała ją językiem.- Smakujesz równie dobrze jak wyglądasz.- oblizała
subtelnie usta i opróżniła swojego drinka.
- Może zatańczymy?-
zaproponowałem, żeby zmienić temat. Nie chciałem wspominać tamtych czasów,
które były dla mnie bolesne i o których chciałbym zapomnieć.
- Czemu nie.- ujęła moją dłoń i
pozwoliła poprowadzić się na parkiet. W tle leciała szybka i rytmiczna muzyka.
Katherine przywarła do mnie całym
ciałem i kręciła biodrami w rytm muzyki. Ręce zarzuciła na moją szyję i co
jakiś czas przygryzała moje ucho. Położyłem ręce na jej biodra, co jakiś czas
zjeżdżając na jej pupę i lekko ją ściskając. Widać, że podobało jej się to, bo
mruczała cicho z zachwytu, wprost do mojego ucha. Było w tym tańcu więcej
intymności, niż powinno być. Nie zważając na innych, ocieraliśmy się zmysłowo
swoimi ciałami. W powietrzu, można było wyczuć rosnące napięcie i podniecenie.
Nasze ciała były już lepkie od potu. W trakcie obrotu, przechyliłem ją i
zacząłem wodzić językiem od jej unoszących się piersi, aż do zagłębienia w
szyi. Resztkami sił powstrzymywałem się, żeby nie zerżnąć jej w tym momencie.
Tak seksownie i strasznie podniecająco wyglądała, wiła się jak kotka, subtelnie
ocierając się udem o moje przyrodzenie.
- Mam ochotę cię przelecieć na
tym parkiecie.- wychrypiałem.
- To na co jeszcze czekasz?- jęknęła,
kiedy wsunąłem rękę pod jej krótką spódniczkę. Czułem jak całe jej ciało,
płonęło z pożądania.
- Czekam, na twój rozkaz, pani.-
zamruczałem i owiałem jej twarz gorącym oddechem. Zadrżała pod jego wpływem i
jeszcze bardziej do mnie przyległa. Między naszymi ciałami nie było ani
milimetra wolnej przestrzeni.
- Potrzebuje…muszę odsapnąć.-
szepnęła i odsunęła się ode mnie.- Jeszcze chwila i zaraz dojdę.- dodała.
Ale ja miałem inne plany wobec
niej. Chciałem się z nią jeszcze trochę podroczyć. Złapałem ją w talii, od tyłu
i wtuliłem się w jej plecy. Zataczałem kółka po je rozgrzanym brzuchu, wędrując
rękoma do jej ud. Ścisnęła je, kiedy próbowałem się wedrzeć i subtelnie
wwiercała się pupą w moje podbrzusze. Chwyciłem jej dłoń i pociągnąłem ją do
góry, zacząłem przesuwać palcami wzdłuż jej przedramienia, aż do obojczyków.
Odchyliła głowę do tyłu, pozwalając bym muskał wargami jej nagą szyję.
Pozostawiając na niej, czerwone ślady od delikatnych kąsań. Nasze ciała
poruszały się w pełnej synchronizacji. Moje ręce nie przestawały błądzić po jej
odsłoniętych nogach, brzuchu, dekolcie, szyi i wzdłuż linii szczęki. Słyszałem
jej niespokojny oddech i ciche jęki .
- Doprowadzasz mnie do obłędu.-
jęknęła.- Przestań, bo zaraz eksploduję!- rozkazała.
Wyszarpała się z moich objęć, z
taką siłą, że wylądowałem na najbliższym stoliku. Poprawiła spódniczkę i włosy,
które i tak lepiły jej się od potu i były w nieładzie.
- Rozładuj emocje, tu i teraz.-
wyspałem, przeczesując ręką włosy.
- Wstań ze stolika.- nakazała.-
Znam lepsze miejsce.- szepnęła, tak cicho że tylko ja byłem w stanie ją
usłyszeć i pociągnęła mnie za koszulę, rozrywając przy tym kilka guzików.
- Będziesz mnie rozbierać po
drodze.- uśmiechnąłem się do niej.
- Nie.- zaprzeczyła.- Już i tak
zrobiliśmy niemałe widowisko.
- Od kiedy przejmujesz się tym,
co inni mówią?- spytałem, unosząc brwi do góry.
- Nie przejmuję.- odparła.- Po
prostu, wpadłam na lepszy pomysł i chcę go jak najszybciej zrealizować.
- Tak? A jaki?- spytałem ciekawy.
- Dowiesz się za chwilę, mój ogierze.-
zamruczała jak kotka, kiedy wychodziliśmy bar.
*****
Caroline
Właśnie siedziałam z Bonnie, na
nudnych wykładach profesora Shane’a. Mulatka, w odróżnieniu do mnie słuchała go
z zapartym tchem i uciszała mnie, gdy ją zagadywałam. Nie rozumiałam ,co było w
tym takiego ciekawego. Mówił coś o historii jakiejś najpotężniejszej istoty na
całym świecie, Silasie, który spał już od ponad 2000 lat. Coś tam o wampirach,
wilkołakach i czarownicach. Jakbym tego nie wiedziała- uśmiechnęłam się pod
nosem. Strasznie się nudziłam, więc rozglądałam się na boki. Większość osób
była tak, samo pochłonięta jego opowieściami, jak moja przyjaciółka. Notowali
coś w zeszytach i słuchali go jakby był co najmniej jakimś Bogiem. Byłyśmy tu
już od dobrych 2 godzin, a mnie aż nosiło, żeby wyjść. Ale za każdym razem, jak
próbowałam się podnieść, Bonnie karciła mnie wzrokiem, żebym ponownie zajęła
miejsce.
- Zaraz chyba tu zniosę jajko.-
szepnęłam, zdenerwowana do mojej przyjaciółki.
- Shh.- uciszała mnie.- Nie
trzeba było ze mną tu przyjeżdżać. Teraz zamknij się i słuchaj.
- Bla, bla bla…- naburmuszyłam
się i skrzyżowałam ręce na piersiach.
Byłam obecna tylko ciałem, bo
duchem dryfowałam po Mystic Falls. Matt, tęskniłam za moim niebieskookim
blondynem, za jego pięknym uśmiechem i ramionach w których czułam się
bezpieczna i kochana. To naprawdę było miłe uczucie, wiedzieć że na świecie
jest ktoś, dla kogo jest się idealną osobą pod każdym względem. Za nic w
świecie, bym go nie zamieniła. Tylko był jeden minus tego wszystkiego, a mianowicie
ja byłam wampirem, a on człowiekiem. Na razie nam to nie przeszkadzało, ale co
będzie za kilka lub kilkadziesiąt lat? Zawsze będę go kochać, ale wolałabym
żeby żył ze mną wiecznie. Chciałabym podróżować i podbijać świat, oczywiście
razem z nim. Ale nie mogłam go do tego zmusić, wiedziałam jakie to było dla
niego ciężkie, przyzwyczajenie się, że ja byłam jedną z nich. Byłam mu za to
wdzięczna, że mnie zaakceptował. Kolejną osobą, o której myślałam, to Elena.
Nie dzwoniła i nie odbierała telefonu od naszej ostatniej rozmowy. Miałam
nadzieję, że udało jej się zawrzeć rozejm ze Stefanem i ułożyli już plan,
dotyczący poszukiwań tego dupka. Naprawdę, do tej pory nie byłam w stanie
zrozumieć, co ona w nim widziała. Ale nie prawiłam jej za to morałów, to było
jej życie. A poza tym, on dla niej się zmienił, kochał ją na zabój i nigdy by
jej nie skrzywdził i zabiłby każdego, kto chciałbym jej coś zrobić. Nagle,
usłyszałam głos Bonnie.
- Idę z nim porozmawiać
.-oznajmiła.- Zostaniesz i poczekasz na mnie przed salą?
- Oczywiście, że nie.-
zaprotestowałam.- Idę z tobą.
- Okej, jak chcesz.- powiedziała,
niechętnie.
Poczekałyśmy, aż wszyscy opuścili
pomieszczenie i podeszłyśmy do niego. Pierwsza przywitała się Bonnie, która
posłała mu uśmiech. Cholera, przecież ona jest z Jerem, co ona wyprawia?-
pomyślałam.
- Dzień dobry.- uśmiechnęła się
przyjaźnie, moja przyjaciółka.- Słuchałyśmy pana wykład i jesteśmy pod ogromnym
wrażeniem. Naprawdę był bardzo ciekawy i chciałybyśmy dowiedzieć się czegoś
więcej o miłosnej i smutnej historii Silasa i jego ukochanej.
- Bardzo mi miło, że w
dzisiejszych czasach, młodzi ludzie interesują się starymi opowieściami.-
odparł.- A jak się nazywacie?
- Ja jestem Bonnie Bennett, a to
jest moja przyjaciółka Caroline Forbes.- przedstawiła nas. Uścisnęliśmy sobie
dłonie i usiedliśmy koło jego biurka. Pokazał nam różne zdjęcia i opowiedział
ciekawostki z nimi związane.
- Dobra, ja mam tego dosyć.-
powiedziałam znudzona.- Tak naprawdę, przyjechałyśmy tu w innym celu.- oboje
spojrzeli na mnie, jak na idiotkę. A Bonnie, wzrokiem wywiercała mi dziurę w
brzuchu, ale nie przejmowałam się nią i kontynuowałam.- Czytałyśmy, to znaczy
Bonnie przeczytała o panu, podobno umie pan przywrócić moc czarownicom, które z
różnych przyczyn przestały praktykować. A tak się składa, że jedna, siedzi
przed panem i oczekuje pańskiej pomocy. Stąd moje pytanie, jak długo taki
zabieg będzie trwał i na czym on będzie polegał?- rzekłam na jednym wydechu i
czekałam na jego odpowiedź.
- Hmm.- podrapał się po brodzie.-
Jesteś bardzo bezpośrednia. Widziałem, jak ci przeszkadzałem na moich
zajęciach. Dlatego domyśliłem się, że to nie ty jesteś tą czarownicą. Niestety
z tobą nie będę o tym rozmawiać, bo to ciebie nie dotyczy. Jeśli Bonnie będzie
chciała, żebym jej pomógł, wie gdzie mnie szukać.- odparł.
- Czy możecie przestać mówić, tak
jakby mnie tu nie było?- spytała, wytrącona z równowagi Bonnie, po czym
zwróciła się do profesora.- Przepraszam za moją przyjaciółkę, jest mi wstyd.
Niepotrzebnie ją ciągnęłam za sobą.- oznajmiła zmieszana.
- Ależ, ja się nie gniewam.-
rzekł, rozbawiony.-Wybaczcie, ale mam jeszcze coś do zrobienia. Jak będziesz
czegoś potrzebować, to zadzwoń i umówimy się na spotkanie.- wręczył jej swoją
wizytówkę i dodał.- Tylko, proszę przyjdź sama.
- Dziękuję, na pewno skorzystam z
pana pomocy.- odparła.
- Mów mi po imieniu, będzie nam
łatwiej się porozumieć.- powiedział.- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, Shane.-
pożegnała się z profesorem.
- Do zobaczenia, Shane. Proszę,
przyjdź sama. Mów mi po imieniu. Co to ma w ogóle być?- przedrzeźniałam ich.
Nie podobał mi się ten typ.
- Zachowuj się, Caro.- zbeształa
mnie moja przyjaciółka.- Jak coś, ci się nie podoba, to możesz wracać.
- I tak jestem, jak piąte koło u
wozu.- naburmuszyłam się.- Wyraźnie dał mi do zrozumienia, że nie jestem tu
mile widziana. Jeszcze dziś się spakuję i wyjadę.
- Ok, dziękuję, że w ogóle ze mną
tu przyjechałaś i pomogłaś mi go znaleźć.- powiedziała, szczerze.
- Na pewno, dasz sobie radę?-
chciałam się upewnić.
- Tak, jedź.- zapewniła mnie.- Z pewnością
tęsknisz za Mattem. Pozdrów wszystkich i zobacz, co u Eleny.
- Dobrze, ale zanim wyjadę,
wyskoczymy gdzieś jeszcze.- odparłam rozpromieniona.
- Jasne, gdzie tylko będziesz
chciała.- przytuliła mnie i opuściłyśmy uczelnie.
*****
Elena
4 miesiące wcześniej
Obudziły mnie, przedzierające się przez okno, promienie słoneczne.
Poklepałam ręką, miejsce obok mnie, w celu znalezienia mojego kochanka. Ale go
nie było. Otworzyłam leniwie oczy i zaczęłam się nerwowo rozglądać po
pomieszczeniu. Leżałam w sypialni starszego Salvatora. Stefan musiał wczoraj,
pilnie gdzieś wyjechać, dlatego pozwoliliśmy sobie na odrobinę szaleństwa i
swobody. To była nasza pierwsza noc, którą spędziliśmy razem. Nie musieliśmy
się kryć po kątach, jak nastolatkowie i denerwować, że w każdej chwili może
ktoś nas nakryć. Mieliśmy całą noc i dzień tylko i wyłącznie dla siebie. Nikt,
ani nic nie mogło nam w tym czasie przeszkodzić. W sumie, już dokonałam wyboru.
Bardziej ciągnęło mnie do Damona, to z nim czułam, że naprawdę żyłam. Nie musiałam
nikogo udawać, znosił moje humory i spełniał zachcianki. Ale, no właśnie, jedno
małe „ale”, był popieprzonym i mrocznym wampirem. Czasami mnie przerażał i miał
napady złości, krzyczał i rzucał czym popadło, a innym razem był najukochańszym
i najsłodszym mężczyzną pod słońcem. Oczywiście mnie nigdy nie skrzywdził, nie
obraził, ale mimo wszystko i tak się go bałam. Nie wiedziałam, co miałam
zrobić. Byłam kompletnie zdezorientowana. Zdawałam sobie z tego sprawę, że gram
nie fair wobec Stefana i Damona. Młodszy brat o niczym nie wiedział, myślał, że
byliśmy tylko i wyłącznie przyjaciółmi. A tym czasem , ja się z nim spotykałam
potajemnie już od 3 miesięcy. Na początku, w ogóle to nie przeszkadzało
Damonowi, chciał tylko romansu i szybkich numerków. Mnie to odpowiadało, byłam
młodą wampirzycą i miałam swoje potrzeby, które Stefan nie zawsze mógł spełnić,
w odróżnieniu do jego brata. Ale jakiś czas temu, zakochałam się w brunecie.
Nie powiedziałam mu o tym, nie wiedziałam jak zareaguje. Bałam się? Tak, ale nie
jego, tylko tego co by z tym zrobił. A co, jeśli poleciałby do Stefana i
wszystko mu opowiedział, albo co gorsze kazał mi to zrobić?
Wstałam z łóżka i z racji tego, że miałam na sobie tylko czarną,
koronkową bieliznę, zarzuciłam na siebie czarną koszulę wampira, która wisiała
na krześle. Uwielbiałam w niej chodzić, była przesiąknięta jego perfumami i
jego zapachem. Zeszłam na dół po schodach, dzięki mojemu wampirzemu słuchowi,
usłyszałam krzątającego się po kuchni Damona. Byłam ciekawa, co tam przyrządzał.
Szłam na palcach i stawiałam cichutkie kroki. Chciałam go zaskoczyć, musiałam
się nieźle postarać, bo był starszy ode mnie o ponad 150 lat i miał lepszy
słuch. Na szczęście chyba mnie nie usłyszał, bo nawet się nie odwrócił, kiedy
stałam w przejściu i go obserwowałam. Miał na sobie, tylko same bokserki. Kiedy kroił owoce, mogłam
dostrzec każdy najmniejszy mięsień na jego idealnych plecach. Podeszłam do
niego w wampirzym tempie i w ciągu sekundy, znalazłam się tuż za nim. Objęłam
go w pasie i pocałowałam w ramię.
- Co robisz?- spytałam zadziornie, choć doskonale widziałam, że
przygotowywał śniadanie.
- Sałatkę owocową, specjalnie dla ciebie.- uśmiechnął się i odwrócił w
moją stronę.- Myślałem, że jeszcze będziesz spać i chciałem ci ją zanieść do
łóżka.- zrobił smutną minkę.
- To może ja wrócę do pokoju, położę się do łóżka i będę udawać
zdziwioną, kiedy wejdziesz z owocami.- odparłam z uśmiechem i już miałam
odejść, ale złapał mnie w talii.
- Teraz cię nie wypuszczę, bo jeszcze mi uciekniesz.- zamruczał, po
czym złożył na moich ustach delikatny pocałunek.- Mówiłem ci już, jak ślicznie
wyglądasz w mojej koszuli.- powiedział zmysłowym głosem.
- A ja mówiłam ci, jak bardzo lubię w niej chodzić?- zawiesiłam ręce na
jego szyi i pogłębiłam nasz pocałunek. Wdarłam się językiem do jego ust i
zaczęłam drażnić nim, jego wystające kły. Przesunęłam językiem, po jego ostrzu
i lekko go wbiłam, doprowadziłam tym go do szału. Widać, że mu się to
spodobało, delikatnie zadrżał , był trochę zdziwiony moim zachowaniem. Kiedy się
od siebie odsunęliśmy, wpatrywaliśmy się w siebie z nieprzytomnymi uśmiechami
na twarzach.
- Mam pewien pomysł.- wyszeptał z zadziornym uśmiechem.- Jak bardzo
jesteś głodna?- spytał.
- Hmm.- zamruczałam.- To zależy, co masz na myśli.- uśmiechnęłam się niewinnie
i trochę speszona.
- Już ci mówiłem, że nie musisz się przy mnie niczego wstydzić. Choć
nie ukrywam, że bardzo podobają mi się twoje rumieńce.- odparł i pogłaskał mnie
po policzku.- Miałem na myśli, jedzenie. Jak widać, nie jestem takim zbereźnikiem.-
rzucił z uśmiechem.
- Ja…to znaczy.- teraz to już stałam się czerwona, jak burak i
spuściłam na dół głowę. Dlaczego, ten mężczyzna, tak mnie onieśmielał?
- Spokojnie maleńka.- zaczął.- Czasami mnie zaskakujesz, ale w
pozytywny sposób. Jeszcze trochę i zrobię z ciebie małą diablicę.- uśmiechnął
się chytrze. Na co ja mu odpowiedziałam, uderzeniem w ramię.
- Ała.- udawał, że go to zabolało.- Chyba będę cię musiał ukarać za to
bicie i już nawet wiem jak.
- Wcale mnie nie śmieszą, twoje żarty.- odparłam naburmuszona.
- Ale ja, wcale nie żartowałem.- odpowiedział, poważnym głosem.
Wziął kawałek truskawki z talerza i wsunął mi ją do ust. Po czym
subtelnie oblizał swoje palce. Również sięgnęłam po soczysty kawałek owocu,
wzięłam brzoskwinię i włożyłam mu do ust. Delikatnie trzymał moje palce w
swojej buzi i zaczął je ssać. Dostałam gęsiej skórki na całym ciele i czułam
mrowienie w okolicach brzucha.
- Twoje palce są smaczniejsze.- powiedział zmysłowym głosem.
Karmiliśmy się nawzajem. Nasze palce były lepkie od słodkich soków z
owoców. Akt karmienia, przerodził się w gorącą, miłosną sesję. Damon, posadził
mnie na blacie kuchennym i polał mnie sokiem, który pozostał po owocach na
talerzu. Zaczął najpierw zlizywać go z szyi, potem schodził językiem coraz
niżej. Skupiając się najbardziej na moim biuście, gdzie zatrzymało się
najwięcej soku. Nie odpinając stanika, dalej wodził językiem po moich,
unoszących się piersiach. W efekcie czego, odchyliłam głowę do tyłu i
całkowicie się oddałam rozkoszy. Czułam jak moje sutki stają się coraz bardziej
twarde. Niespodziewanie wydałam z siebie jęk zadowolenia, kiedy zaczął
łapczywie całować mój brzuch. Zataczał na nim kółka gorącym i szorstkim
językiem. Byłam już na skraju wytrzymałości, a jemu się zebrało na zabawy i
drażnienie mnie.
- Proszę…- wysapałam.- Dłużej, nie wytrzymam.
- O co mnie prosisz?- odsunął się na chwilę od mojego brzucha i
spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
- Wiesz.- wyszeptałam, ledwo słyszalnym głosem.
- Bardzo mi przykro, ale na dziś to już wszystko.- odparł niewzruszony.
Podniósł głowę, na wysokość mojej twarzy i mnie pocałował łapczywie w usta. Ale
ja go odepchnęłam i wyleciałam z kuchni. Taki był właśnie Damon.
Nieprzewidywalny i arogancki dupek.
- Skarbie.- podszedł do mnie, objął i
pocałował w zagłębienie w szyi. Spojrzał się na mnie smutnym wzrokiem i
rzekł.- Nie gniewaj się na mnie. To była właśnie twoja kara. Musisz się nauczyć
je przyjmować z godnością.
- Dupek!- krzyknęłam i wyrwałam się z jego objęć.- I pomyśleć, że ja
się w tobie zakochałam. Jestem głupia!- krzyczałam i nawet nie zdawałam sobie z
tego sprawy, że mówiłam to na głos.
- Co, powiedziałaś?- spytał, zdziwiony a zarazem zszokowany. Takiego
wyznania się z pewnością nie spodziewał z mojej strony. Widziałam jak jego
twarz wyrażała euforie, oczy błyszczały i usta wygięły się w zwycięskim
uśmiechu.
Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, pobiegłam na górę. Zatrzymał
mnie w połowie drogi, spojrzał głęboko w oczy i powiedział, szczerym i
przepełnionym miłością głosem.
- Ja też się w tobie zakochałem.- pocałował mnie, ale tym razem
inaczej. Nie próbował go pogłębiać, całował delikatnie, a zarazem zmysłowo.
Nasze wargi prowadziły kilkusekundowy taniec. Później, oparliśmy się czołami i
szczęśliwy Damon z nadzieją w głosie, powiedział.
- Uda nam się, zobaczysz. Tylko musisz mi w pełni zaufać i dać mi
szansę. Musisz też zrozumieć, że nigdy nie będę Stefanem. Jestem, jaki jestem i
się nie zmienię. Możesz być pewna jednego, nigdy cię nie skrzywdzę, nie zranię
i nie przestanę kochać. Będziesz najszczęśliwszą wampirzycą na całym świecie.
W tym momencie miałam jeszcze większy mętlik w głowie. Z jednej strony
chciałam z nim być i uwierzyć w jego słowa, ale z drugiej bałam się, że nie
wytrzymam z nim, że za bardzo zatracę się w tym związku.
*****
Katherine
Zaraz po wejściu do taksówki,
zahipnotyzowałam kierowcę, żeby jechał tak długo, aż mu nie każę się zatrzymać.
Nie obchodziło mnie w tym momencie, nawet zdziwione spojrzenie Damona. Chciałam
mieć go, tu i teraz. Wygłodniałym wzrokiem spojrzałam się na jego koszulę,
która była rozpięta, nie ona była rozerwana przeze mnie. Uwydatniała jego
idealnie wyrzeźbiony brzuch. W jego oczach również dostrzegłam pożądanie, co
nie ukrywam bardzo mi się spodobało. Przez jakieś kilka sekund mierzyliśmy się
wzrokiem, podczas gdy taksówka spokojnie mknęła przez ulice. Odsłonięte szyby i
myśl, że każdy przechodzień może nas zobaczyć, napawała nas jeszcze większym
napięciem seksualnym, które oboje pragnęliśmy jak najszybciej rozładować.
Jednocześnie, rzuciliśmy się na siebie, zaczęliśmy się brutalnie całować i
napierać na siebie swoimi ciałami. Przypomniał mi się nasz zmysłowy i brudny
taniec, od którego moje pożądanie zwiększyło się jeszcze bardziej. Toczyliśmy
zaciętą walkę naszymi językami. Damon, miażdżył moje usta swoimi, jedną ręką
ściskał moją pierś, zaś drugą muskał moje odsłonięte udo. Natomiast ja, szybkim
ruchem, rozerwałam jego koszulę na strzępy i pociągnęłam go za włosy, żeby był
jeszcze bliżej mnie.
- Pamiętaj, odkupujesz mi nową
koszulę.- wysapał między pocałunkami.
- Zamknij się!- krzyknęłam i
popchnęłam go na drugie siedzenie.
Usiadłam na niego okrakiem i
zaczęłam ocierać się o niego w przód i tył. Mieliśmy jeszcze założone ubrania.
W między czasie, wodziłam gorącym językiem, po jego rozpalonym torsie. Czułam,
jak całe jego ciało się spinało i pojękiwał. Złapał mnie za pośladki i zaczął
je mocno ściskać. Strząsnęłam jego dłonie i pogroziłam mu palcem.
- Ktoś tu się chyba zapomniał.
Nie dotykasz mnie i nie robisz niczego, czego ci nie powiem.
- Jak długo zamierzasz mnie
jeszcze torturować?- wychrypiał.
- Tyle, ile będę chciała.-
posłałam mu chytry uśmiech i wróciłam do swojej czynności.
- Czyli, niedługo.- stwierdził.
- Uważaj sobie, bo zaraz
przestanę.- pogroziłam.
- I wylecisz na ulicę, szukać
gorącego kochanka?- zapytał i uniósł brew do góry.
- Dobra, Salvatore, koniec tej
zabawy.- warknęłam.- Teraz będzie ostre dymanie.- stwierdziłam, masując jego
krocze przez spodnie.
Robiłam to, coraz bardziej
intensywniej, jednocześnie obserwując jego reakcje. Kiedy czułam, jego rosnącą
erekcje, rozpięłam rozporek i zsunęłam jego spodnie wraz z bokserkami.
Przesuwałam ręką, po całej jego długości. Widziałam, jak Damon wypuszczał
głośno powietrze, był już na skraju wytrzymałości. A jego członek z każdą
chwilą, coraz bardziej rósł w moich rękach i stawał się twardy. Wampir zacisnął
ręce na siedzeniu, przejeżdżając paznokciami po tapicerce i zostawiając na niej
rysy. A ja nie zaprzestałam pieszczot, lubiłam się z nim drażnić.
- Katherine, bo zaraz dojdę w
twoich rękach.- wyszeptał.
- Jaki niecierpliwy.- zamruczałam
do jego ucha i przejechałam językiem, po jego szyi.
Ściągnęłam kuse majteczki i
usadowiłam się na jego penisie. Na początku, zaczęłam się kołysać i poruszać do
przodu i do tyłu.
- Połóż ręce na moich biodrach.-
nakazałam.
Nie musiałam długo czekać na jego
reakcje, od razu spełnił moją prośbę. Zmieniłam taktykę i teraz ujeżdżałam
coraz szybciej. Brunet ścisnął ręce na moim ciele, pozostawiając czerwone
ślady. Czułam jak jego członek, pulsował
i zaraz dojdzie. Nie chciałam dać mu tej satysfakcji i zwolniłam swoje ruchy.
Miałam ochotę się z nim jeszcze droczyć.
- Serio? Znowu to samo.- oburzył
się, wkurzony wampir.
- Spokojnie, kotku, niedługo
dojdziesz.- wysapałam.- Teraz chcę, żebyś miętosił moje piersi.- nakazałam.
Przeniósł swoje ręce na mój biust
i jednym sprawnym ruchem, rozerwał bluzkę.
- Teraz jesteśmy kwita.-
uśmiechnął się.
Stanika pozbył się równie szybko,
co poprzedniej części garderoby i rzucił nim gdzieś w kąt. Miętosił moje piersi
i je gniótł coraz mocniej. Po jakimś czasie stwardniały, pod jego dotykiem i
zaczerwieniły się brodawki. Przybliżył swoją twarz i zaczął je kąsać,
pozostawiając na nich ślady ugryzień. Nie rozkazałam mu tego, ale mi się
podobało. Znudzona, przyspieszyłam i byłam coraz bliżej szczytowania. Damon w
tym czasie, ściskał moje pośladki. Z
każdym kolejnym uderzeniem, jęczałam głośniej, czując intensywne skurcze. W
przypływie rozkoszy, wbiłam paznokcie w jego klatkę piersiową.
- O kurwa!- tak wyczerpującego i
długiego orgazmu, już dawno nie miałam.- Jesteś wspaniały.
Damon, zaczął szczytować w tym
samym czasie, wydając z siebie przeciągły jęk i wlewając we mnie ciepły płyn.
Oboje, ciężko dyszeliśmy. Oparliśmy się czołami i patrzyliśmy sobie w oczy. Nie
wiem dlaczego, ale miałam w tym momencie ochotę się ot, tak do niego przytulić.
Więc położyłam delikatnie głowę na jego ramieniu, nosem dotykałam jego szyi,
dzięki czemu wyraźnie czułam jego zapach. Objęłam go rękoma, mocno do siebie
przytulając i nagle zrzucił mnie ze swoich kolan, bez żadnego słowa
wyjaśnienia.
- Ulżyłeś sobie i teraz masz mnie
już dosyć?- oburzyłam się.
- Och, daruj sobie Katherine.-
rzucił.- Teraz nie będziesz, przez to lamentować. Przytulanie po seksie nie
jest w moim stylu.
- Gdybyś był z Eleną, to by
było.- stwierdziłam.
- Coś ty, się tak dziś jej
uczepiła?- spytał.
- Bez powodu.- warknęłam i
nakazałam kierowcy jechać do hotelu.
wooow! gorąco i retrospekcje! Delena eh mam nadzieje ze chociaż tu Damon bd szczęśliwy ;D eh tvd biendy damonek <3 rozdział świetny czekam na następny xd
OdpowiedzUsuńSuper :) Uwielbiam Twojego Bloga : * Oby byli szczęśliwą parą :** Dużooo Weny Czekam z Niecierpliwością Na NN :** Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCieszę się, że wstawiłaś nowy rozdział :3 Uwielbiam takie długie notki,a tę czytało się niezwykle przyjemnie <3 Aww tyle wspaniałych wątków, że nie wiem od czego zacząć. Stefan nieźle dogadał Elenie. Może i nie przepadam za jego postacią, ale w pełni rozumiem jego zachowanie i ostrą postawę wobec byłej..,. Nareszcie ktoś jej uświadomił, że jest zmienna i ciągle niezdecydowana. Stefan dzisiaj na plus ^^ Cieszę się, że Elena się nie poddaje i dalej szuka :3 Szkoda tylko, że dopiero teraz poinformowała o tym Stefana. Damon naprawdę mógł być w tarapatach i co wtedy? Kath i Kol mają całkiem dobry plan, ale mam nadzieję, że im się to nie uda... Jestem ciekawa, kiedy Elena spotka Damona- Nie mogę się tego doczekać, bo wyraźnie widać, że jest już zdecydowana, czego chce <33 Retrospekcja deleny była niesamowicie gorąca *.* Damon jaki władczy i w dodatku ta jego kara ^^ To było słodkie, jak Elena w końcu powiedziała mu o swoich uczuciach, a on jej odpowiedział takimi magicznymi słowami <333 Ja to bym się od razu zgodziła! :D Mieć takiego Damona to marzenie :) Podoba mi się duet Katherine i Damona- ich sceny powalają, a ty opisujesz je w taki sposób, że aż ciarki przechodzą człowieka ^.^ Kocham! Ten taniec był hot :3 A dopiero to, co się potem działo. Uhuhu, jeśli mogą, niech korzystają. Damon niech korzysta, bo przecież jest przekonany, że Elena go nie chce, więc co mu szkodzi :D Rozdział wyśmienity i czekam na kolejny! ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę ogromu weny!
Pozdrawiam i przesyłam buziaki :***