Elena
Ciemność, samotność, strach i
ból, który z każdym kolejnym słowem czarownicy nasilał się coraz bardziej w
mojej klatce piersiowej, uniemożliwiając mi oddychanie. Dlaczego to tak długo
trwało? Czemu nie mogła od razu przebić mnie kołkiem? Naprawdę musiałam
umierać powolną i bolesną śmiercią? Po jakimś czasie męki, straciłam
przytomność i odpłynęłam w czeluście mroku. Czułam jak moje ciało robiło się
lekkie, a moja dusza unosiła się do góry, jakby była jakimś piórkiem. Momentalnie
pojawił się spokój, cisza, a przede wszystkim wszystkie moje zamartwienia odleciały. Nie bałam się już. Miałam nadzieję, że pod drugiej stronie spotkam
osoby, które straciłam i których bardzo mi brakowało. Dryfowałam w powietrzu,
aż wylądowałam na ziemi. Znalazłam się w jakimś lesie, po mimo tego, że nikogo
nie widziałam, nie czułam się samotna. Szłam ścieżką, jedyną jaka tam była. Po
kilku, może kilkunastu minutach dotarłam do małej chatki. Niepewnie podeszłam
do drzwi i lekko w nie zapukałam. Nikt nie odpowiedział, więc popchnęłam je i
weszłam do środka. Domek był ciepły i przytulny, jednak nikogo w nim nie było.
Zrezygnowana, postanowiłam go przeszukać. Jakie było moje zdziwienie, gdy
okazało się, że korytarz był długi i zdawał się nie mieć końca, a w nim
znajdowało się nieskończenie wiele wejść do innych pomieszczeń.
- Halo? Jest tu ktoś?- zawołałam,
lecz odpowiedziało mi tylko echo.
Opadłam na podłogę, gdyż wydało
mi się bezsensowne chodzenie i szukanie nie wiadomo czego. No właśnie, czego szukałam? Co
chciałam znaleźć? Przecież nawet nie wiedziałam co tu robiłam. Nogi same mnie
poniosły i przyprowadziły do tego miejsca. Nagle z rozmyślań, wyrwał mnie tak
dobrze znany mi głos mojej mamy. Boże, ona naprawdę tu była. Mogłam ją
dotknąć, zobaczyć i z nią rozmawiać. Bez namysłu, rzuciłam jej się na szyję.
Tak dobrze było znaleźć się w jej ramionach. Łzy szczęścia ciekły mi po
policzku, a uśmiech nie schodził z mojej twarzy.
- Mamo! Co to za miejsce?
Dlaczego nikogo nie ma?- spytałam.
- Kochanie, to jest druga strona,
ale nie możesz nikogo zobaczyć, bo jeszcze nie umarłaś. Jesteś po między jedną,
a drugą stroną.- wyjaśniła mi spokojnie.
- A więc dlaczego ciebie widzę?-
wzięłam ją za ręce i mocno dociskałam do mojego policzka. Uwielbiałam, kiedy
mnie w ten sposób dotykała. To było cudowne czuć jej ciepło.
- Usłyszałam cię i musiałam cię
zobaczyć. Nie zostało ci dużo czasu.- posmutniała, a z jej oka poleciała jedna
samotna łza. Starłam ją kciukiem i wtuliłam się w jej ciało.
- Co to znaczy? Skąd to wiesz?-
dopytywałam.
- Słoneczko, takie rzeczy się
czuje. A ty nadal walczysz, walczysz o życie.- oznajmiła spokojnym głosem.
- W takim razie, nie chcę już
walczyć. Chcę tu zostać, z tobą, tatą, ciocią Jenną, Alarickiem i wieloma innym
osobami.- powiedziałam pewnym głosem.
- Tylko, że to nie zależy od
ciebie.- pogłaskała mnie po policzku, po czym rozpłynęła się w powietrzu.
Spanikowana, zaczęłam biec przed
siebie i wołałam ją, ale bez skutku. Nie chciałam się z nią rozstać, nie
zdążyłam z nią nawet porozmawiać. Zrozpaczona, upadłam na ziemię, zanosząc się
płaczem.
- Mamo! Gdzie jesteś? Nie
zostawiaj mnie! Potrzebuję cię.- krzyczałam zdesperowana.
Zamknęłam oczy i poczułam, jakby
moje ciało się przemieszczało. Znowu latałam. Nagle, ktoś mnie złapał w ramiona
i kołysał delikatnie głaszcząc mnie po plecach i uspokajając. Na początku, nie
mogłam w to uwierzyć, czyj głos usłyszałam, czyje ręce mnie tuliły do siebie,
czyj zapach czułam. Jak mnie znalazł? W jaki sposób wyciągnął mnie stamtąd?
Kiedy się już trochę uspokoiłam, odsunęłam go od siebie, otworzyłam oczy i
spojrzałam na jego zatroskaną twarz. Ocierał kciukiem płynące łzy z moich
oczu i przyglądał mi się uważnie. Chciał coś powiedzieć, ale widać było, że się
powstrzymał. Ja też miałam trudności z otworzeniem ust, nadal nie dowierzałam.
- Damon.- szepnęłam, ledwo
słyszalnym głosem.- Co się ze mną stało? Dlaczego tu jesteś?
- Wytłumaczę ci wszystko
później.- stwierdził.- Jak się czujesz?
- Dziwnie. Czuję się, jakbym
miała zaraz znowu unieść się do góry, jakbym nie do końca się obudziła i nadal
dryfowała. A wiesz co w tym wszystkim jest najdziwniejsze? Nic z tego nie
pamiętam, zupełna pustka. Ale wiem jedno, tam gdzie byłam, czułam się
szczęśliwa, wolna i kochana.- powiedziałam całkiem szczerze.
Widziałam zmieszanie na jego
twarzy. Pewnie nic z tego nie rozumiał, ba! ja sama nic z tego nie rozumiałam.
Nie mogłam sobie nawet przypomnieć o czym śniłam. O ile to był sen. Już niczego
nie byłam pewna. Co to było? Ale to nie było moje pierwsze takie uczucie, tak samo się czułam się, kiedy umarłam i zamieniłam się w wampira. Więc może byłam
właśnie po drugiej stronie, może spotkałam tam wszystkich, których tak bardzo
mi brakowało? Przez to całe rozmyślanie zupełnie zapomniałam o Damonie, o tym,
że był tu. Podszedł do mnie i dokładnie okrył kołdrą.
- Jesteś za słaba. Powinnaś odpoczywać,
aż nabierzesz sił.- powiedział, gdy próbowałam się podnieść.
- Skąd wiedziałeś, że jestem w
niebezpieczeństwie? Byłeś w pobliżu? Nie zwiedzałeś świata, jak mówiłeś? Jakim
cudem ja żyję? Co z Alice? Czy Katherine jest martwa?- spytałam, uważnie lustrując
jego twarz.
- Zadajesz za dużo pytań naraz.-
posłał mi uśmiech.
Przez moment, wpatrywałam się w
niego jak zaczarowana. Wiedziałam, że musiałam mu powiedzieć prawdę, powiedzieć
co do niego czułam. Nie pozwolę mu już odejść nigdy więcej- pomyślałam.
- Cieszę się, że tu jesteś.-
rzekłam, chwytając go za rękę.
- Ja też.- pochylił się nade mną
i pocałował mnie w czoło.
Dopiero teraz zauważyłam, że
miałam na sobie ubraną moją ulubioną piżamę i byłam czysta. Skrzywiłam się
lekko, spoglądając na mój strój.
- Byłaś w opłakanym stanie,
dlatego napoiłem cię krwią, umyłem i przebrałem.- wytłumaczył, ubiegając moje
pytanie.- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko.
- Nie.- wyjąkałam zmieszana.-
Oczywiście, że nie.
- Zresztą i tak, nieraz widziałem
cię nagą, więc tym bardziej nie powinno ci być głupio.- uniósł brew do góry.
No, tak. Mój, stary kochany
Damon. Cholera, jak bardzo mi go brakowało.
- Na długo przyjechałeś?-
spytałam z nutką nadziei.
- Nie wiem.- wstał i wzruszył
beznamiętnie ramionami, odwracając się w stronę okna.
- Damon?-momentalnie odwrócił
się w moją stronę.- Dziękuję, że mnie uratowałeś.
- Polecam się na przyszłość.-
odpowiedział, po czym dodał z nutką sarkazmu w głosie.- Jakże mogłoby być
inaczej, przecież jestem twoim osobistym bodyguardem, nie? Także, nie martw
się, zawsze będę w pogotowiu.
- Damon…- poczułam ukłucie w
środku. To prawda, kiedy działała mi się krzywda, on mnie zawsze ratował, ale
wcale tak o nim nie myślałam. Zabolały mnie jego słowa.- Ja wcale tak nie
myślę!- odparłam zdecydowanym głosem.- Przecież wiesz, że jesteś dla mnie kimś
więcej.
- Taa.- prychnął.- Jesteś
zmęczona, powinnaś odpocząć.- już miał odejść, kiedy ścisnęłam mocno jego dłoń.
- Nie zostawiaj mnie.- szepnęłam
błagalnym głosem.- Połóż się obok mnie, proszę.
- To chyba nie jest najlepszy
pomysł.- burknął, próbując wyswobodzić się z mojego uścisku.
- Potrzebuję cię nie tylko wtedy, kiedy
jestem w tarapatach. Nie masz nawet pojęcia, przez co ja przechodziłam, kiedy
cię nie było. Straciłam chęć do życia. Moje życie bez ciebie jest puste.-
wyszeptałam, czując wzbierające się łzy do moich oczu.- Nie zostawiaj mnie
ponownie.
Moje słowa na niego podziałały,
odwrócił się w moją stronę, po czym opadł na łóżko. Przyciągnął mnie do siebie,
w efekcie czego wylądowałam na jego torsie. Wtuliłam się w jego ciało, mocno go
obejmując, jakbym bała się, że zaraz odejdzie. Na początku leżał w bezruchu,
jednak po jakimś czasie, odwzajemnił uścisk i objął mnie ramieniem. Poczułam
ulgę i szczęście. Chciałabym móc, tak leżeć przez całą wieczność, ale zmęczenie
wzięło górę i zasnęłam.
*****
Damon
Spojrzałem na brunetkę wtuloną w
moje ciało. Oddychała miarowo, a na jej twarzy zagościł uśmiech i spokój.
Najdelikatniej jak umiałem, oderwałem jej ręce, które były zaciśnięte na mojej
koszuli. Nie mogłem, nie dawałem rady tego dłużej wytrzymać. Musiałem
natychmiast stąd wyjechać. To normalne, że się ucieszyła na mój widok, w końcu
byliśmy wyjątkowymi przyjaciółmi. Ale to Stefan był ten dobry, to on był jej
prawdziwą miłością. Tylko gdzie on się do cholery podziewał? Wstałem z łóżka i
zarzuciłem na siebie skórzaną kurtkę. Usłyszałem jak niespokojnie zamruczała.
Spojrzałem w jej stronę i kiedy się tak na nią patrzyłem, przypomniałem sobie
słowa jakie powiedziała. Ona mnie kochała. Mnie? Przecież to było niedorzeczne.
Gdyby tak było, nie wybrałaby mojego młodszego braciszka. Szybko odgoniłem od
siebie te myśli. Podszedłem do okna i wyskoczyłem przez nie. Przechadzając się
ulicami miasteczka przez cały czas dudniły mi w uszach jej słowa. Próbowałem je
wyrzucić z mojej głowy, jednak bezskutecznie. Jakaś nieznana siła ciągnęła mnie
do niej. Kazała mi wrócić i zostać z nią. Co się ze mną działo? Normalnie się
tak nigdy nie zachowywałem. Salvatore, opanuj się!- ganiłem się w myślach,
kierując swoje kroki do baru. Whiskey powinno mi rozjaśnić umysł, musiałem
przestać o tym myśleć. Nie zdążyłem nawet zauważyć, jak szybko znalazłem się
przed Grillem. Przecisnąłem się przez tłumy ludzi i usiadłem na stołku barowym.
- Whiskey, raz.- rzekłem do
barmana stojącego do mnie tyłem.
- Damon?- spytał zdziwiony
chłopak, gdy się odwrócił w moją stronę.- Kiedy przyjechałeś? No proszę, na jak
długo tym razem zagości nasz stały klient?
- Jeszcze dziś wyjeżdżam.-
skwitowałem.- To jak Mutt podasz mi tego drinka?
- Matt, mam na imię Matt.-
poprawił mnie blondyn, nalewając trunku do szklanki.
- Matt, Mutt, jeden diabeł.-
wzruszyłem ramionami, upijając duży łyk alkoholu.
- Jak zwykle jesteś bardzo miły.-
burknął.
- To twoja praca, żeby być
uprzejmym dla klientów i szczerzyć zęby.- odparłem.- Ode mnie tego nie
wymagaj.- wypiłem resztę, po czym wskazałem, żeby nalał mi następną.
- Elena wie, że jesteś?-
zignorował moją odpowiedz, zaczynając mówić o dziewczynie, o której chciałem
zapomnieć. Ma chłopak wyczucie czasu, nie ma co.
- Wie.- uciąłem.- A co, aż tak
bardzo tęskniła za mną?
- No wiesz, od kiedy zerwała ze
Stefanem, chodziła jak cień i zaszyła się w domu. Wychodziła z domu tylko
wieczorami, żeby napić się w barze. Piła na umór.- posmutniał i dodał.- W takim
stanie jej jeszcze nie widziałem. Wszystkich od siebie odtrąciła. Damon, ona
się staczała.
- Zerwała z moim braciszkiem?-
spytałem zbity z pantałyku. Nie mogłem w to uwierzyć, jak taka idealna para
mogła się rozstać. Kurwa, było gorzej, niż myślałem. Elena nie piła, miała za
słabą głowę.-Co tu się wydarzyło podczas mojej nieobecności? Powiedz mi
wszystko i przy okazji, nalej mi jeszcze!- rozkazałem.
- Okeej.- rzekł zmieszany.- A
więc…nie rozmawiałem z nią tak otwarcie jak Caroline. Dlatego nie mam pojęcia,
jak to się stało, że się rozstali, czy mieli jakiś błahy powód, czy poszło o
coś poważniejszego. Ale mam oczy i widzę, co się dzieje dookoła.
- Nie owijaj w bawełnę, tylko mów
wszystko co wiesz.- powiedziałem zirytowany. Wiedziałem, że coś przede mną
ukrywał.
- Koleś, wyluzuj.- odparł.-
Dlaczego sam się jej o to nie zapytasz?
- Koleś? Serio?- prychnąłem, po
czym złapałem go za koszulę i podniosłem do góry.- Co zataiłeś przede mną?-
spytałem, rzucając w niego wściekłe spojrzenie.
- Zostaw go!- krzyknęła Blondi,
która mnie oderwała od niego.- Matt ma racje, powinieneś porozmawiać z Eleną.
- Nikt mi nie będzie mówił co mam
robić.- burknąłem i udałem się do wyjścia.
- Uratowałeś ją wczoraj. Gdyby
nie ty, ona by już nie żyła!- krzyknęła Caroline za mną.- Miej to na uwadze i
nie zachowuj się jak gówniarz. Musicie sobie wszystko wyjaśnić.
- Od kiedy to się przejmujesz
naszymi relacjami?- zmaterializowałem się przed nią.- Przecież to Stefan jest
twoim przyjacielem, mnie nie lubisz.
- Nie przejmuję.- westchnęła.-
Elena to moja przyjaciółka i nie mogę patrzeć jak cierpi. Naprawdę nie wiem, co
ona widzi w takim dupku.
- Cierpi, bo zerwała ze
Stefanem.- skwitowałem.- Koniec tematu.
Wyszedłem zirytowany z baru. Co
za ludzie? Oskarżają mnie jakbym był temu wszystkiego winien. Jak zwykle wszystko
źle zrozumieli. W wampirzym tempie pobiegłem w stronę posiadłości. Musiałem
wszystko na spokojnie przemyśleć i zastanowić się co dalej z tym zrobić.
*****
Caroline
Już od godziny próbowałam się
dodzwonić do Eleny. Chciałam jej powiedzieć o tym, że Damon był jeszcze w
mieście. Miała szansę z nim porozmawiać i wkuć mu do jego zakutego łba, jaki
był dla niej ważny. Dlaczego musiała wyłączyć telefon? Dźwięk gwiżdżącego
czajnika, wyrwał mnie z rozmyślań. Szybko go wyłączyłam i zaparzyłam kawę.
Wzięłam kubki i zaniosłam je do pokoju, gdzie czekał na mnie mój chłopak. Usiadłam
obok niego i oglądałam w ciszy razem z nim jakiś program w telewizji. W ogóle
mnie nie interesował, nie mogłam skupić się na niczym. Dręczyła mnie jeszcze
nasza wczorajsza rozmowa. Miałam mu dać odpowiedź, ale nie wiedziałam jaką. Z
jednej strony chciałabym, żeby był ze mną wiecznie, ale z drugiej nie chciałam
dla niego takiego życia. Gdybym była egoistką, już dawno bym go sama
przemieniła. Sięgnęłam po gorącą kawę i upiłam łyka. Uwielbiałam smak kofeiny.
- Mmm, dobra.- mruknął Matt.- W
robieniu drinków to ja jestem najlepszy, ale kawę to tylko ty umiesz zrobić
taka dobrą. Co do niej dodałaś?
- Tajemnica.- uśmiechnęłam się.-
Gdybym ci zdradziła przepis, sam byś taką robił. A wtedy już byś mojej nie
chwalił.- wytknęłam mu język i umoczyłam usta w ciepłym napoju.
- Oj, kochanie, nie bądź taka.-
wziął kubek z moich dłoni, po czym go odłożył na ławę. Uśmiechnął się chytrze i
zaczął mnie gilgotać. Piszczałam, gdyż miałam łaskotki, a on dobrze o tym
wiedział i robił to specjalnie.
- Przestań.- śmiałam się.- Poczekaj,
aż tylko się zrewanżuję!
- Już nie mogę się doczekać.-
pocałował mnie, zanim zdążyłam zareagować.
Jego usta były miękkie i ciepłe.
Całował mnie z taką pasją, a zarazem delikatnością. Poczułam znajome, przyjemne
ciarki na swoim ciele. Po chwili pogłębił pocałunek, czym doprowadził mnie do
szaleństwa. Usadowiłam się na jego kolanach i zarzuciłam mu ręce na szyi. Nie
musiałam długo czekać na jego reakcje, przyciągnął mnie do siebie jeszcze
bliżej i zaczął błądzić rękoma po moich plecach. W przypływie emocji,
przygryzłam lekko jego wargę, uśmiechając się zadziornie.
- Caro, co to było?- spytał ze
zdziwieniem.
- Przepraszam, nie chciałam.-
powiedziałam przestraszona, kiedy zobaczyłam spływającą kropelkę krwi z jego
ust. Na mojej twarzy pojawiły się żyłki i czułam wysuwające się kły. W
wampirzym tempie zeszłam z jego kolan i uciekłam na drugi koniec pokoju.
- Nic się nie stało.- objął mnie od tyłu ramieniem.- Takie coś się może każdemu zdarzyć.- odgarnął włosy z mojego
karku, muskając go ustami.
- Poczekaj.- odepchnęłam go od
siebie.- Czuję nadal twoją krew. Nie chciałabym zrobić ci krzywdy. Pójdę się
położyć.
- A więc tak będzie wyglądać
nasze wspólne życie?- warknął rozzłoszczony.- Za każdym razem jak zobaczysz
krew, będziesz mnie odtrącać?
- To dla twojego dobra.-
szepnęłam.
- Dla mojego dobra, tak?-
prychnął.- A tak w ogóle to przemyślałaś naszą ostatnią rozmowę?
- Och, Matt.- uderzyłam się w
czoło.- Przez tą sytuację z Eleną, całkowicie wyleciało mi z głowy.- skłamałam.
Miałam nadzieję, że nie będzie chciał już wracać do tego tematu.
- Lepiej powiedz wprost, że nie
chcesz ze mną być.- wyminął mnie, wychodząc z pomieszczenia.
- Hej.- złapałam go za ramię i
odwróciłam w swoją stronę.- Czemu, wy faceci jesteście tacy niewierzący? Ile
razy mam ci jeszcze powtarzać, że cię kocham?
- To nad czym się zastanawiasz?-
spytał, głaszcząc mnie po policzku.- Naprawdę chciałbym przeżyć z tobą
wieczność.
- A myślisz, że ja nie?-
zarzuciłam mu ręce na szyję.- Zdajesz sobie w ogóle z tego sprawę, ile będziesz
musiał poświęcić stając się wampirem?
- Dla ciebie jestem w stanie znieść
wszystko.- musnął delikatnie mój policzek i przytulił mnie mocno do siebie.
Wtuliłam twarz w zagłębienie jego szyi i westchnęłam. Głód już minął, więc
objęłam go mocno do siebie. Z mojego oka popłynęła jedna łza, którą szybko
strąciłam palcem. Matt nawet tego nie zauważył.
- Jesteś kochany, nie chcę żebyś
podejmował tak ważną decyzję z dnia na dzień.- odparłam, uważnie patrząc mu się
w oczy.
- A ty, ile miałaś czasu, żeby
się zastanowić?- spytał łagodniejszym tonem.
- To była zupełnie inna
sytuacja.- oznajmiłam.- Widziałeś przez co przechodziłam. Okłamywałam
znajomych, rodzinę i omal cię nie zabiłam. Musiałam dużo ćwiczyć, żeby
zapanować nad głodem i chęcią mordu.
- Ale dałaś sobie radę.- odparł.-
Jesteś wspaniałą kobietą- wampirzycą. Ja uwierzyłem w ciebie, więc dlaczego ty
nie chcesz uwierzyć we mnie?
- Ależ wierzę w ciebie,
naprawdę.- rzekłam pewnym głosem.- Tylko chcę cię uchronić przed tym. Nie chcę,
żebyś stał się kimś innym.
- Czyli już ci nie będę wtedy
odpowiadać, tak?- spytał ze smutkiem.
- Przecież wiesz, że nie o to
chodzi.- zirytowałam się, chcąc mu jak najlepiej wytłumaczyć, że nie będzie się
czuł dobrze jako wampir. Ale mi nie wychodziło.- Wygadujesz głupoty! Dalej będę
z tobą i będę cię kochać.
- Więc, dlaczego nie?- spytał uważnie lustrując moją twarz.
- Zgoda.- odparłam zrezygnowana.
- Co?- przekrzywił głowę na bok i
patrzył się na mnie z niedowierzaniem.- Na co się zgadzasz?- droczył się ze
mną.
- Na to, żebyś został wampirem.-
podniósł mnie do góry i kręcił się ze mną w kółko.- Wariat, postaw mnie.-
śmiałam się.- Ale mam jeden warunek.
- Tak, a jaki?- spytał z
zaciekawieniem.
- Ja cię przemienię.- odparłam
głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- Nikomu innemu bym na to nie
pozwolił.- wpił się mocno w moje wargi, nie przestając kręcić się ze mną. Ach,
jaką ja byłam szczęściarą.
*****
Elena
Przekręciłam się na drugi bok i
poczułam, że coś było nie tak. Jeździłam ręką po miejscu w którym powinien
leżeć Damon. Ale jego nie było. Pozostawił po sobie wspaniały zapach wody
kolońskiej, zmieszany z nutką whiskey. Otworzyłam szeroko oczy, mając nadzieję,
że był gdzieś w pokoju. Jednak otaczała mnie pustka i cisza. Poczułam zawód, a
z moich oczu popłynęły łzy. Tak bardzo chciałam się przy nim obudzić, zobaczyć
jego uroczy uśmiech. Westchnęłam głośno, po czym wstałam udając się do
łazienki. Ściągnęłam z siebie ubrania i odkręciłam kurek z ciepłą wodą. Kiedy
mydliłam swoje ciało, wyobrażałam sobie jak on to robił. On mnie dotykał, a ja
byłam nieświadoma tego, byłam nieprzytomna. Dlaczego akurat w takim momencie?
Zamknęłam oczy, odpływając myślami do niego. Otrząsnęłam się szybko z tego
transu i wyszłam z łazienki okrywając się ręcznikiem. Wyciągnęłam z szafy
pierwsze z brzegu ubrania. Pośpiesznie wytarłam się i wysuszyłam włosy. Po
założeniu letniej białej sukienki, sięgającej mi do kolan, nałożyłam lekki
makijaż i rozczesałam dokładnie włosy. Postanowiłam pójść do rezydencji, w
której nie byłam od jakiegoś miesiąca. A dokładnie, od kiedy rozstałam się ze Stefanem.
Na szczęście młodszego Salvatora nie było, a bynajmniej miałam taką nadzieję.
Wychodząc z domu, narzuciłam na siebie żakiet i założyłam na nogi balerinki.
Dosłownie wyleciałam z domu, używając wampirzej szybkości. W ciągu kliku sekund
znalazłam się przed domem. Odetchnęłam z ulga, kiedy zobaczyłam samochód
Damona. Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i zapukałam. Nie wiedziałam dlaczego,
ale się denerwowałam. Trzęsły mi się ręce i oblewał mnie zimny pot. Muszę się
uspokoić, przecież to Damon, powinnam mu powiedzieć, co do niego czuje i zrobię
to nawet jeśli mnie odrzuci- pomyślałam. Po raz drugi zapukałam do drzwi, ale
znowu nikt nie otwierał. Chciałam wejść do środka, ale nogi odmawiały mi
posłuszeństwa. Wzięłam kilka głębokich wdechów. Złapałam za klamkę i otworzyłam
szeroko ciężkie drzwi. Weszłam do środka, nasłuchując czy wampir był w domu.
Jednak nic nie usłyszałam. Pokierowałam swoje kroki w głąb rezydencji, wchodząc
do salonu. Pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to niedopita szklanka alkoholu,
stojąca na ławie. Podeszłam i wzięłam ją do ręki, obracając ją dookoła. Niemal
zrzuciłam ją z rąk, gdy usłyszałam z oddali głos Damona.
- Jeśli masz ochotę się napić,
wystarczy poprosić.- odparł, schodząc po schodach.
- Damon, myślałam że cię nie ma.-
szepnęłam, odstawiając szklankę na miejsce.
- I dlatego się zakradłaś do
mojego domu?- uśmiechnął się chytrze, podchodząc do barku i nalewając whiskey
do dwóch szklanek.- Napijesz się?
- Tak, pewnie.- wzięłam od niego
trunek, upijając połowę zawartości.
- No ładnie, nie było mnie kilka
miesięcy, a ty polubiłaś whiskey.- mruknął, uważnie mi się przyglądając.-
Widzę, że już się lepiej czujesz.
- Można tak powiedzieć.-
rzekłam.- Dlaczego sobie poszedłeś?
- A dlaczego miałbym zostać?-
odpowiedział pytaniem na pytanie.
Właśnie, dlaczego miałby zostać?
Przecież wybrałam Stefana, a on wyjechał. Więc nie miał żadnych zobowiązań
wobec mnie. Nagle cała odwaga mnie opuściła i nie byłam w stanie wydusić z
siebie słowa.
- Elena? Wszystko w porządku?
Zachowujesz się jakoś dziwnie.- stwierdził z troską.
- Przyszłam z tobą porozmawiać.-
oznajmiłam.- Nie wiem czy wiesz, ale nie jestem już ze Stefanem.
- Wiem, ale nie rozumiem co to ma
do rzeczy.- uciął.- To jest normalne, że para musi od siebie odpocząć i macie
jak wy to nazywacie? Ciche dni?
- Nie, nie.- zaprzeczyłam.- To
nie są żadne ciche dni. My się rozstaliśmy ze sobą i już do siebie nie wrócimy.
- Po co mi to mówisz?- spytał.
- Przepraszam, skrzywdziłam cię.
Nie chciałam tego, naprawdę.- rozpłakałam się jak małe dziecko, ukrywając twarz
w dłoniach.- Ja…
- Cicho.- czułam, jak niepewnie
objął mnie ramieniem.- Przeprosiny przyjęte. I tak niedługo wyjeżdżam.
- Co?-krzyknęłam, odrywając się
od niego.- Nie możesz. Nie pozwolę ci na to!
- Daj spokój.- uśmiechnął się
ironicznie.- Jestem dużym chłopcem. Poradzę sobie.
- Ale…
- Nie ma żadnego „ale”.- nawet
nie pozwolił mi dokończyć.
Wstał i odwrócił się ode mnie,
zmierzając w kierunku wyjścia. W tym momencie, poczułam jak moje serce się
rozpadało na małe kawałeczki. Musiałam
wziąć się w garść i za wszelką cenę powiedzieć mu co do niego czułam. Nie
mogłam pozwolić mu odejść.
- Damon!- zawołałam za nim.
Wampir odwrócił się w moją stronę, posyłając mi zdziwione spojrzenie.
- Elena, mam dosyć ckliwych gadek
o tym, jaki to ja jestem dla ciebie ważny. O tym, że potrzebujesz mnie,
martwisz się o mnie.- burknął.- Ja to wszystko wiem! I naprawdę jeśli nie masz
mi nic poza tym do powiedzenia, to pozwól, że udam się na kolacje.
- Nie odchodź.- załkałam i
pobiegłam do niego, rzucając mu się na szyję.
Zachłannie wpiłam się w jego
wargi, przelewając w tym pocałunku wszystkie emocje. Począwszy od bólu,
rozpaczy, nadziei, radości aż po miłość. Brunet był zdezorientowany, ale
odwzajemnił pieszczotę. Wplotłam palce w jego włosy, przyciągając go do siebie
bliżej. Po chwili, poczułam jego dłonie, jeżdżące po moich plecach. Odsunęliśmy
się od siebie, spoglądając sobie w oczy. Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
- Kocham cię wariacie! Nigdy nie
waż się wątpić w moje słowa.- pogroziłam mu palcem.- Właśnie to ci próbowałam
powiedzieć, a ty mi nie pozwoliłeś dojść do słowa.
Damon stał jak wryty i nic nie
mówił. W duchu błagałam, żeby coś powiedział. W jego oczach dostrzegłam, szok,
dezorientacje, ale też i szczęście. Biło od nich przyjemne ciepło. Pogłaskałam
go delikatnie po policzku.
- Damon…- szepnęłam.
- Też cię kocham.- uśmiechnął
się, ale inaczej niż zwykle, tak prawdziwie.
Nagle jego usta, znalazły moje.
Całował mnie zachłannie, mocno obejmując w pasie. Nasze języki tańczyły we
wspólnym tańcu miłości. Wampir momentalnie wziął mnie na ręce, a ja objęłam
nogami jego biodra. Nie przestając mnie całować wparował ze mną do swojego
pokoju, popychając mnie na ścianę. Jego dłonie błądziły po moim ciele,
dociskając mnie do zimnej powierzchni. Odwróciłam rolę i popchnęłam go na drugą
ścianę. Energicznym ruchem, rozerwałam jego koszulę, błądząc rękoma po jego
rozgrzanym torsie. Dostrzegłam jak się uśmiechnął pod nosem. Wpiłam się z
gwałtownością w jego usta. Od razu zareagował odwzajemniając każdy pocałunek z
taką samą pasją. Po chwili, to ja zostałam przyciskana do ściany.
- Masz więcej ubrań na sobie.-
mruknął z niezadowoleniem.- Czas to zmienić.
Złapał za ramiączko od mojej
sukienki i dosłownie zerwał ją ze mnie. W efekcie czego, zostałam w samej
bieliźnie, podczas gdy on miał jeszcze spodnie. Gorącym i śliskim językiem
zaczął wodzić po mojej szyi, zjeżdżając nim coraz niżej. Kiedy zaczął całować
mój brzuch, wykorzystałam jego chwilę nieuwagi i popchnęłam go na podłogę,
znajdując się nad nim. Jego dłonie znalazły się na mojej pupie, lekko ją
ściskając. Ponownie wpiłam się w jego usta, wdzierając się językiem do środka.
Usłyszałam jego zadowolone pomruknięcie. Jęknęłam, gdy przejechał ręką po
wewnętrznej stronie mojego uda. Kokieteryjnie ocierałam się o niego, czując
wbijającą się jego erekcje w moje udo. Dłonie wampira teraz głaskały moje
plecy, szybko odnajdując zapięcie od stanika. Gdy uwolnił moje nabrzmiałe
piersi, westchnęłam przeciągle. Przeniósł się do pozycji siedzącej, chwytając
moją brodawkę ustami. Zataczał językiem kółka, na przemian ssąc, czym
doprowadzał mnie do szału. Jęknęłam przeciągle, kiedy poczułam jak ręką drażnił
moją kobiecość przez majtki. W przypływie emocji, błądziłam po jego torsie i
coraz odważniej ocierałam się o jego przyrodzenie. Wampir wciągnął głośno
powietrze.
- Księżniczko, jeśli zaraz nie
przestaniesz. Dojdę w spodniach.- wysapał.
- Och…- wydukałam zmieszana.
- Widzisz jak na mnie działasz.-
odparł z satysfakcją.- Tak. Bardzo. Cię. Pragnę.
A ja pragnęłam jego, łaknęłam
jego dotyku, głosu, zapachu, z każdą sekundą zatracając się w nim coraz
bardziej. Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę do tyłu, żeby miał lepszy dostęp do
mojej szyi. Całkowicie się oddałam temu mężczyźnie, zapominając o świecie.
Byłam szczęśliwa, że po tak długim czasie, wreszcie był mój i tylko mój. Niespodziewanie wziął mnie na ręce i
delikatnie rzucił na łóżko. Opadłam na nie, wtulając głowę w miękkie poduszki,
które pachniały nim.
- Tu nam będzie znacznie
wygodniej.- powiedział.
Wampir opadł na mnie, obsypując
moje ciało pocałunkami. A jego dłoń, szybko pozbyła się ostatniego skrawka
mojej garderoby. Kiedy tak mu się przyglądałam, zdałam sobie sprawę, że on był
tym jedynym, a ja nie pozwolę go sobie nigdy w życiu odebrać. Przeturlałam się
z nim i połączyłam jego usta ze swoimi, gładząc dłońmi jego rozgrzane ciało.
Zamruczał, gdy scałowałam każdy najmniejszy fragment jego klatki piersiowej.
Nim zdążyłam się obejrzeć, przekręcił się ze mną i powędrował ręką w dół mojego
ciała. Delikatnie objął dłonią moje łono, przesuwając kciukiem po łechtaczce.
Jęknęłam, gdy poczułam wsuwający się we mnie najpierw jeden, potem następny
palec. Zaczęłam wypychać biodra na spotkanie z jego dłonią i palcami.
- Och Eleno, nie zdajesz sobie z
tego nawet sprawy, jaka jesteś gotowa.- zamruczał mi do ucha, lekko je
przygryzając.
Dyszałam coraz szybciej i
głośniej, przymykając oczy i rozkoszując się tym wspaniałym uczuciem.
- Otwórz oczy.- nakazał.- Chcę,
żebyś widziała, jak ci sprawiam rozkosz.
Zrobiłam tak jak kazał. Kiedy tak
patrzyłam na tego pięknego mężczyznę, robiącego dla mnie to. Nie mogłam
uwierzyć we własne szczęście. Brunet poruszał się palcami we mnie coraz
szybciej. Byłam już na skraju wytrzymałości. Moje ciało miało zaraz
eksplodować, czułam intensywne skurcze i przychodzący orgazm. Musiał to
zauważyć, bo dodał.
- Chciałbym skończyć w tobie.- po
ściągnięciu spodni wraz z bokserkami, wszedł we mnie płynnym ruchem. Wchodził
we mnie powoli, uważnie obserwując moją reakcje.
- Przyspiesz.- wysapałam.
Nie musiałam długo czekać na jego
reakcje. Teraz poruszał się we mnie coraz szybciej, wchodząc aż do oporu.
Uczucie było jednocześnie cholernie przyjemne jak i bolesne. W przypływie
skurczów, ścisnęłam mocno jego pośladki, tym samym przybliżając go do siebie
jeszcze bardziej. Nie chciałam, żeby nasze ciała dzieliły chociażby małe
milimetry. Jego oddech parzył moją skórę na twarzy. Uwielbiałam patrzeć na
niego, kiedy był taki mokry, podniecony i seksowny. Nie minęła sekunda, gdy
moje ciało wygięło się w łuk. Zalała mnie fala intensywnego i długiego orgazmu.
W tym samym czasie, Damon również zaczął szczytować. Opadł obok mnie, nadal
ciężko dysząc. Bez namysłu, położyłam się na jego mokrym i rozgrzanym torsie,
mocno go oplatając swoim ciałem. Odwzajemnił uścisk, odgarniając moje włosy z
policzka. Pocałował mnie w czubek głowy. Ten jeden mały gest, sprawił, że
poczułam ciepło rozchodzące się po moim ciele.
- Nigdy nie pozwól mi odejść.-
zamruczał.
- Nie pozwolę.- odparłam
zdecydowanym głosem.
Yaaaaaaaay! !!!!!!!!
OdpowiedzUsuńPrzez ciebie nie sprzątam w pokoju i czytam całe opowiadanie! !!!
Never let me go ...mmm :3
Cudowna Delena, niesamowita historia, opisy, dialogi i wgl! Aww, Masz kolejną wierną czytelniczkę ;)
Zapraszam na moje blogi :3
Uuu, to Twój pokój już mnie pewnie nie lubi :P
UsuńDziękuję i cieszę się, że Ci się podoba! ;)
Na pewno zajrzę :D
o boże moja cudowna DELENA <3333 jak słodko i miłoooo! miłość w powietrzu już się bałam ze bardziej to skomplikujesz i ze wyjedzie! :( ale na szczęście nie!
OdpowiedzUsuńżycze weny i pozdrawiam!
Pozwoliłam im się trochę nacieszyć sobą ♥
UsuńDziękuję! ;)
Hej :D Na obu moich blogach pojawiły się nowe rozdziały. Zapraszam.
OdpowiedzUsuńdelena-different-love.blogspot.com
klaroline-love.blogspot.com
Cuuudeńko *-* Ty wiesz, jak ucieszyć moje serducho :3 Ten rozdział zalicza się teraz do moich ulubionych. Cieszę się, że Damon nie wyjechał, bo miał taki zamiar, ale Elena go zatrzymała ^^ Ależ ona się ucieszyła na jego widok :D Fajnie, że się dowiedział o zerwaniu Eleny z Stefanem... Fakt, zmieniła się, według mnie na lepsze, a i jeszcze picie whisky- dla Damona to niemal szok xD Teraz może zostać jego towarzyszką przy kieliszku :3 "Byłaś w opłakanym stanie, dlatego napoiłem cię krwią, umyłem i przebrałem."- Ach, jaki on troskliwy xD Cały Damon ^^ Już myślałam, że on stamtąd wyjdzie, ale na szczęście tak się nie stało. Elena go przekonała i wyznała mu miłość, a on jej *o* No kocham! W końcu nacieszą się sobą po dłuuugiej rozłące :D Końcowa scena- uhuhu działo się, działo <3
OdpowiedzUsuń"- Nigdy nie pozwól mi odejść.- zamruczał.
- Nie pozwolę.- odparłam zdecydowanym głosem."
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Jejuu *o* Nareszcie Delena, O TAK :D Haha, nawet nie masz pojęcia, jak ja się cieszę, że są razem :) Teraz jeszcze niech mi ich w serialu oddają i będzie git ^^ Matt i Caroline- mrrr lubię tę parkę i podoba mi się fakt, że Caroline zmieni go w wampira. Dobra decyzja, bo oni mają być razem na zawsze <3 Cały rozdział wystrzałowy, mam nadzieję, że to wiesz ;)
Życzę weny!
Buziaki :*
Och, nie masz nawet pojęcia jak się cieszę :D jest mi przeogromnie miło *.*
UsuńCo do Deleny, to przygotuj się, że nie zawsze będzie tak kolorowo...
Dziękuję bardzo za taki śliczny komentarz! ;**