środa, 19 marca 2014

Rozdział X

Kochani moi! ♥ Na początku chciałam Wam ukazać troszkę brutalną stronę Deleny, ale mam nadzieję, że aż tak bardzo nie przesadziłam... A później, wystąpią "małe" komplikacje, jak to w związku :P
Żeby nie przedłużać, zapraszam do czytania! I proszę o chociaż jedno słowo w komentarzu*.* dla Was to może nic nie znaczy, ale dla mnie bardzo dużo.

Elena

Z głębokiego i długiego snu, wyrwał mnie dźwięk dochodzący z mojej komórki. Chciałam sięgnąć po nią, ale ktoś bardzo mocno i stanowczo mnie obejmował. Otworzyłam oczy i uniosłam głowę do góry. Od razu zatraciłam się w głębi zimnych i błękitnych oczu, które przyglądały mi się z przepełnioną miłością.
- Chyba muszę odebrać.- stwierdziłam, zerkając znacząco na mój telefon.
- To chyba masz problem.- uśmiechnął się zadziornie, mocniej mnie obejmując.- Bo ja dziś przez cały dzień nie mam zamiaru cię stąd wypuszczać.
- Damon.- jęknęłam błagalnie, próbując go od siebie odepchnąć.
- Elena.- droczył się ze mną. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wpił się zachłannie w moje usta.
- A jeśli, to coś ważnego.- mówiłam między pocałunkami.- Obiecuję, że jak tylko zobaczę kto się do mnie dobija, wrócimy do tego.- musnęłam jego usta.
Wampir niechętnie mnie puścił, posyłając smutną minę. Zignorowałam go, przekręcając się na bok i wyciągając rękę w celu wzięcia telefonu z szafki. Jednak Damon mnie ubiegł i nie fatygując się zobaczeniem kto dzwonił, odebrał go. Skrzyżowałam ręce na piersi i spojrzałam się na niego z niezadowoleniem.

- Tu telefon Eleny. Po usłyszeniu sygnału, zostaw wiadomość.- powiedział, uśmiechając się chytrze i puszczając do mnie oczko. Przekręciłam oczami i wytknęłam mu język.
Damon, widziałeś może Elenę? A tak w ogóle skąd masz jej telefon?-usłyszałam zmartwiony głos mojego brata. Chciałam go uspokoić, że nic mi nie było. Wspięłam się na wampira, żeby zabrać mu komórkę, ale zrobił unik.
- Wyluzuj. Jest koło mnie, a dokładniej na mnie.- odparł, nie przestając się śmiać.
- To wcale nie jest śmieszne!- walnęłam go w ramię, siłując się z nim.
Okeeej, chciałem tylko wiedzieć czy wszystko z nią w porządku. Cześć.odparł zmieszany Jeremy i się rozłączył.
- Jesteś okropny.- oburzyłam się.- Co teraz pomyśli sobie o mnie mój brat?
- A co ma sobie pomyśleć?- powiedział, przekręcając się ze mną tak, że teraz leżałam pod nim.- No chyba, że znowu chciałaś utrzymywać nasze relacje w tajemnicy.- posmutniał, odsuwając się ode mnie.
- Nie! Ależ oczywiście, że nie.- zaprzeczyłam, zarzucając mu ręce na szyję i przyciągając go do siebie bliżej.- Wybrałam ciebie i chcę z tobą przeżyć całą wieczność. Nie będziemy się już chować, nigdy więcej.
- Czy ty wiesz na co się piszesz?- spytał, uważnie lustrując moją twarz.- Jesteś gotowa na bycie z popieprzonym i aroganckim dupkiem?- mówiąc to, całował łapczywie moją szyję, kąsając ją i zostawiając na niej czerwone ślady. Poczułam jego dłonie, które błądziły po moim nagim i rozgrzanym ciele.
- Nie boję się ciebie.- wysapałam łapiąc powietrze.- Akceptuję cię takiego, jakim jesteś.
 Podciągnęłam go do góry, złączając nasze usta w namiętnym i słodkim pocałunku. Oplotłam jego kark, przyciągając go do siebie jeszcze bliżej. Subtelnie ocieraliśmy się o siebie swoimi ciałami. Brunet bez ostrzeżenia, wtargnął brutalnie językiem do środka, penetrując wnętrze mojej jamy ustnej. Nie będąc mu dłużna, oddawałam każdą pieszczotę ze zdwojoną siłą. Przejeżdżałam rękoma po jego idealnych plecach, czując pod palcami każdy napinający się mięsień. Niespodziewanie, Damon złapał mnie za ręce, unieruchamiając je tuż nad moją głową. Uśmiechnął się chytrze, gdy drugą ręką, zaczął masować moje udo.  Przesuwał palcami w górę, robiąc to cholernie powoli. Wierzgałam się pod nim, próbując się wyswobodzić z jego mocnego uścisku.
- Przestań się tak kręcić, bo cię zwiążę.- szepnął mi na ucho.
- Nie odważysz się.- odparłam pewnym głosem.
- Nie prowokuj mnie.- odparł z cynicznym uśmiechem.- Więc jak? Będziesz grzeczną dziewczynką?
- Nie.- powiedziałam, śmiejąc się i wijąc się pod jego ciałem, jak kotka.
- Sama tego chciałaś.- w ciągu jednej sekundy puścił mnie, szukając czegoś czym mógłby mi związać ręce.
Wykorzystałam moment jego nieuwagi i uciekłam z łóżka. Nie zdążyłam nawet nacisnąć na klamkę, gdy poczułam jego silne ciało przyciskające mnie do drzwi. Jego gorący oddech, parzył moją skórę na szyi, a ręce ścisnęły moje biodra.
- Niegrzeczna jest z ciebie dziewczynka. Bardzo niegrzeczna.- mówiąc to, przesuwał dłońmi wzdłuż mojego ciała.- I co ja mam teraz z tobą zrobić?
- Dziś jestem cała do twojej dyspozycji.- odparłam, odwracając się w jego stronę, patrząc mu głęboko w oczy.- Ufam ci, Damon. Wiem, że cokolwiek byś ze mną zrobił, nie zrobisz mi krzywdy.- pogłaskałam go po policzku.
- To zacznij się przyzwyczajać do tego pokoju, bo długo z niego nie wyjdziemy.
Oczy mu się zaiskrzyły i zmieniły na ciemną barwę. Zawsze takie się stawały, tylko w dwóch przypadkach, gdy był głodny, albo podniecony. W tym momencie nie wiedziałam na którą z tych rzeczy miał większą ochotę. Ale nie przejmowałam się tym, miałam całkowite zaufanie do tego faceta. Pragnęłam go tak bardzo, że aż cała w środku byłam czerwona z podniecenia. Czułam jak płonęłam od środka, a na sam widok jego nagiego ciała, miałam ochotę jęczeć i szczytować. W mgnieniu oka, wziął mnie delikatnie na ręce i nieco mniej delikatniej rzucił na łóżko. Oddałam mu się bez reszty. Uwielbiałam się patrzeć na jego tryumfalny uśmiech i płonące ogniki w jego oczach. Usłyszałam dźwięk rozrywanego materiału, a dokładniej jego ciemnej koszuli. Damon wziął moje ręce do góry i przymocował je do ram łóżka, związując bardzo mocno.
- Jak nie będziesz się tak ruszać, to nie będzie się wżynać w ciało.- wytłumaczył.
- Czy to nie była czasem twoja ulubiona koszula?- spytałam.
- Była.- odparł, ściskając supeł na moich rękach.- Mam nadzieję, że będzie z niej dobry użytek.
Umiejscowił się między moim ciałem, klęcząc i pochylając się nade mną. Przejechał delikatnie palcem po mojej twarzy, dokładnie obrysowując każdy najmniejszy fragment. Przyglądałam mu się, jak robił to w skupieniu. Kiedy przesuwał po moich ustach, rozchylił je delikatnie, wpuszczając palec do środka. Objęłam go niepewnie językiem i zaczęłam ssać. Słyszałam jak wciągał głośno powietrze. Drugą ręką objął moją lewą pierś, ściskając ją lekko i bawiąc się nią, do momentu aż stwardniała. Moje serce waliło niczym młot i nieświadomie wygięłam ciało w łuk. Ale zaraz tego pożałowałam, gdyż syknęłam z bólu, gryząc przy tym palec Damona.
- Ostrzegałem.- przypomniał i zakrwawionym palcem przejeżdżał po moich ustach, po czym wsunął go z powrotem do środka.
Kiedy już skończyłam ssać jego pyszną krew, wyciągnął go i oblizał subtelnie. Pochylił się nade mną jeszcze bardziej, przesuwając powoli i sugestywnie wargami po mojej skórze od obojczyka, poprzez szyję i kończąc na policzku. Przymknęłam oczy, rozkoszując się jego pieszczotami i pojękując. Jego oddech, palący na mojej skórze, rozbudzał palącą się potrzebę między moimi udami. Jednak wampir miał inne zamiary i chciał się ze mną jeszcze podroczyć, całując dokładnie mój brzuch, a później uda. Za każdym razem wciągałam coraz bardziej powietrze, gdy czułam jego gorący oddech między moimi udami.
- Damon, proszę cię.- wysapałam.
- O co mnie prosisz, księżniczko?- zapytał, uśmiechając się pod nosem.
- Wiesz o co.- wyjęczałam głośno, gdy rozchylił delikatnie moje wargi sromowe, wsuwając do środka jeden palec.
- Ale ja nadal nie wiem, o co mnie prosisz.- droczył się ze mną, zataczając kółka wokół łechtaczki, specjalnie ją omijając.
- Pieprz mnie!- krzyknęłam bez żadnych oporów, gdy jego kciuk dotknął napuchniętego skupienia nerwów.
- W końcu mówisz do rzeczy.- odparł usatysfakcjonowany.- Z chęcią to zrobię, ale jeszcze nie teraz.
Jego usta znalazły się na moim podbrzuszu. Wsunął język między moje wargi, przesuwając nim w górę i w dół. Pracując nade mną swoimi ustami, włożył we mnie dwa palce, zaczynając nimi pompować. Doznanie było ekscytujące, poruszałam się i jęczałam. Nie obchodziły mnie w tym momencie wżynające się skrawki koszuli w moje ręce. Mało tego, przyjemność, zmieszana z bólem była niezwykle oszałamiająca i podniecająca. Kiedy byłam na skraju wytrzymałości, znalazł się nade mną, wpijając się zachłannie w moje usta. Poczułam na jego języku smak mojego podniecenia.
- Oj tak, skarbie jesteś bardzo pyszna.- wymruczał do mojego ucha, przekręcając mnie na brzuch.
- Wszystko w porządku?- zapytał z troską, gładząc moje zakrwawione dłonie.
- Tak, w porządku.- odparłam szybko, chcąc go poczuć jak najszybciej w środku.
Damon wtulił brzuch w moje plecy, wchodząc powoli we mnie. Stopniowo przystosowując mnie do każdego centymetra jego członka, jaki się we mnie znalazł. Nigdy nie uprawialiśmy seksu w tej pozycji, dlatego byłam jednocześnie przestraszona jak i podniecona.
- Rozluźnij mięśnie.- rozkazał.- Spodoba ci się.
Zrobiłam tak jak kazał i poprosiłam go, żeby zaczął się we mnie poruszać. Nie czekałam długo na jego reakcje. Robił to ostro i gwałtownie, składając na moich plecach delikatne pocałunki. W trakcie pchnięć, wziął w usta płatek mojego ucha i zaczął go ssać, przez co nie mogłam jeszcze bardziej stłumić krzyku. Ten facet doprowadzał mnie do obłędu, czułam jak całe moje ciało się pod nim rozpadało.
- Tak bardzo cię kocham.- wycharczał do mojego ucha, wlewając we mnie ciepły płyn.
Rozwiązał delikatnie moje ręce i scałował zaczerwienione miejsca. Syknęłam, piekło jak diabli. Już chciałam na niego nakrzyczeć, że mnie skrzywdził, ale nie umiałam. Kiedy zobaczyłam jego przepraszający wzrok, zapomniałam o tym. W końcu byłam wampirem, rany szybko mi się zagoiły. Wyczerpany, opadł obok mnie. Położyłam się na nim, dysząc równie ciężko jak on. Pocałowałam go w spocone łopatki i wtuliłam w niego swoją twarz.
- Ja też cię bardzo kocham.- wyszeptałam.
*****

 Damon

Usłyszałem te słowa, wypowiedziane przez dziewczynę, której pragnąłem od zawsze. Miałem ochotę ją obrócić w swoją stronę, żeby zobaczyć czy mówiła prawdę. Ale zaraz potem zdałem sobie z tego sprawę, jakby to absurdalnie wyglądało. Trudno mi było się z tym oswoić, że należała tylko do mnie. Była Moja i nie musiałem się z nią dzielić z moim braciszkiem. Elena podciągając się na mnie do góry, przeczesała ręką moje włosy. Przypomniałem sobie, że jeszcze chwilę temu sam je związałem. Wziąłem ręce dziewczyny i zacząłem je gładzić opuszkami palców.
- Nic mi nie jest.- zapewniła mnie.- Zobacz, już się zagoiło.
- Dawna Elena wyzwałaby mnie od psychopaty, którym zresztą jestem.- odparłem.- A ty, tak po prostu mówisz, że nic ci nie jest.
- Otóż to!- ześlizgnęła się ze mnie, przekręcając się na bok i odwracając w moją stronę.- Tamtej Eleny już nie ma.
- Wiesz, że nigdy nie chciałem ci zrobić krzywdy.- spojrzałem w jej brązowe oczy.
- Wiem.- cmoknęła mnie w nos, czym mnie zupełnie zaskoczyła.
- To co teraz będzie? Tak po prostu przedstawisz mnie swoich przyjaciołom, jako swojego chłopaka?
- Tak właśnie zrobię.- powiedziała pewnym głosem.- Zresztą mój brat i tak już wie.- spuściła na dół wzrok, czerwieniąc się na twarzy.
- To mamy jedną osobę z głowy.- uśmiechnąłem się.- Twoje rumieńce mi się nawet podobają.
Przez jakiś czas tkwiliśmy w ciszy, patrząc sobie w oczy. Moje spojrzenie powędrowało na jej idealnie piękne ciało. Pożerałem ją wzrokiem, czując nadchodzące podniecenie. Rzuciłem w jej stronę znaczące spojrzenie. Widziałem jak się znowu speszyła.
- Eleno, wiesz że spełnię każdą twoją fantazję.- powiedziałem, unosząc brew do góry.- Nie musisz się mnie wstydzić. Powiedz, na co masz ochotę?
- Mało ci jeszcze?- szturchnęła mnie w ramię.
- Ciebie? Zawsze.- przewróciłem ją na plecy, wpijając się w jej usta.
Byłem całkowicie pochłonięty pocałunkiem, coraz mocniej napierając na jej usta. Nagle mnie od siebie odepchnęła. Już miałem coś powiedzieć, ale przyłożyła mi palec na usta.
- Ktoś jest w domu.- szepnęła, ledwo wydobywając dźwięk.
Rzeczywiście, miała rację. Teraz sam usłyszałem kroki w salonie. Wstałem z dziewczyny, zakładając na siebie spodnie.
- Poczekaj tu.- pocałowałem ją przelotem w usta.- Zaraz wrócę.
- Ale…- zasłoniłem jej usta i nakazałem, żeby była cicho.
Spełniła moją prośbę z naburmuszoną miną. Więc ruszyłem najciszej jak umiałem w stronę pomieszczenia, z którego dochodziły dźwięki. Zamarłem, gdy zobaczyłem mojego nieproszonego gościa.
- A jednak tu się ukrywasz.- odparł z ironicznym uśmiechem.- Nie masz nic przeciwko, że sam się obsłużyłem.- mówiąc to, wypił haustem zawartość szklanki.
- Klaus.- warknąłem.- Czego jeszcze ode mnie chcesz?
- Wiesz, nie lubię jak ktoś wychodzi z mojego domu bez pożegnania.- nalał sobie drugą porcję szkockiej.- To było bardzo nieuprzejme z twojej strony.
- Nie przyjechałeś tu po to, żeby robić mi wykład z zasad dobrego wychowania.- wysyczałem przez zęby.- Więc, czego chcesz?
- Oj, skąd te nerwy?- odparł radośnie.- Chciałem wiedzieć co robiłeś po ucieczce i kto ci pomógł. Och, czekaj, nie musisz mi mówić, bo doskonale wiem. Kola już należycie ukarałem, zostałeś mi ty i Katherine.
- To po co ta gadka?- spytałem wytrącony z równowagi.- Nie lepiej od razu, wbić mi kołek w serce?
- Hmm, kusząca propozycja.- podrapał się po brodzie.- Ale najpierw musisz coś dla mnie zrobić.
- Nie jestem ci niczego winien.- burknąłem.- Załatwiaj sam swoje sprawy.
- Taki jesteś mądry?- Pierwotny w jednej sekundzie przygwoździł mnie do ściany, łapiąc za gardło.- Jeśli mi nie pomożesz, to poniesiesz tego konsekwencje, rozumiesz?
- Idź do diabła!- wykrzyczałem mu w twarz. Widziałem jak Klaus się wkurzył, cały aż kipiał ze złości. Włożył rękę w moją klatkę piersiową, ściskając serce.
- Znajdź.Katherine.- wycedził każde słowo bardzo dokładnie.- Masz czas do jutra.
- Nie!- wychrypiałem, zaciskając zęby z bólu.
Kątem oka zobaczyłem schodzącą Elenę po schodach. Kurwa, on też ją usłyszał. Wykorzystując moment nieuwagi hybrydy, odepchnąłem go od siebie. Złapałem kawałek drewna z kominka, wymierzając nim w niego. Jednak był szybszy i wbił mi je milimetr od serca.
- Damon!- usłyszałem przeraźliwy krzyk dziewczyny, która biegła w moją stronę.
- Witaj Eleno.- Klaus zagrodził jej przejście.- Widzę, że gołąbeczki się zeszły.
- Coś ty zrobił?!- krzyczała.
- Spokojnie, twój kochaś żyje.- zapewnił ją.- A co u drugiego Salvatora? Wie, że tak sobie pod jego nieobecność baraszkujecie?
- Chyba nie myślisz, że będę ci się z tego tłumaczyć.- odparła Elena.
- Nie każę ci się spowiadać.- pogłaskał ją po ramieniu, Elena strząsnęła jego dłonie, cały czas zerkając w moją stronę. A ja byłem bezradny, nie mogłem jej pomóc.- Stefan. Stefan jest na wakacjach z moją malutką siostrzyczką i z tego co wiem, bardzo dobrze się bawią.
- Stefan jest z Rebeką?- dziewczyna się zdziwiła, a na jej twarzy widać było…złość? rozczarowanie?
- Właśnie tak.- powiedział usatysfakcjonowany Klaus.- Przeszkadza ci to? Chciałaś mieć ich obu dla siebie? Pewnie chciałaś być taka sama jak Katherine.
- Nie jestem taka sama, jak ta suka!- oburzyła się, wymijając go.
Podeszła do mnie i pogłaskała mnie czule po policzku.
- Wszystko w porządku?- zapytała z troską.
- Drewno.- wyszeptałem.- Wyjmij je.
Elena klęknęła obok, pochylając się nade mną. Trzęsącymi rękoma, złapała delikatnie, a zarazem stanowczo za wystający kawałek drewna w moim ciele. Wyciągnęła to cholerstwo ze mnie szybko, pomagając mi usiąść. Przyciągnęła mnie do siebie, głaszcząc po włosach.
- Salvatore.- powiedział Pierwotny,  udając się w stronę drzwi.- Wiesz co masz robić. Także czekam do jutrzejszego wieczora. Zegar tyka.- i ulotnił się.
- Twoje niedoczekanie.- wysyczałem próbując wstać, ale miałem za mało siły.
- Nie ruszaj się.- nakazała mi dziewczyna.- Przyniosę ci krew, a potem wszystko mi  opowiesz.
Tak, jak miałem niby jej powiedzieć o Katherine? Przecież znienawidziłaby mnie. Ale w jej spojrzeniu też było coś dziwnego, kiedy Klaus mówił o Stefanie. O co tu do cholery chodziło?
- Proszę.- przysunęła mi worek z krwią, który od razu opróżniłem.- Czujesz się już lepiej?
- Tak, jestem zdrowy jak ryba.- odparłem, posyłając jej uśmiech.
- To dobrze. Bo mamy do pogadania.- powiedziała stanowczo, krzyżując ręce na piersi i siadając w fotelu.
- A o czym tu gadać? Klaus jak zwykle musiał sobie znaleźć rozrywkę, to przyjechał tu nas gnębić. To wszystko.- skwitowałem.
- Słyszałam waszą rozmowę.- wycedziła każde słowo, przeszywając mnie wzrokiem.- Co masz wspólnego z Katherine? Dlaczego jej nie zabiłeś, jak miałeś ku temu okazję?
- A ty? Co masz wspólnego z moim bratem?- odbiłem piłeczkę.- Dlaczego tak cię zezłościła wiadomość, że jest z Rebeką?
- To co innego.- burknęła.- Przecież wiesz jaka jest Rebekah. Ja…się po porostu o niego martwię.
- Martwisz?- prychnąłem.- A może ty go nadal kochasz? Czyżbym znowu był dla ciebie tylko zabawką? Powiedz prawdę!- złapałem ją za ramiona, uważnie lustrując jej twarz.
- Nie sądzisz, że marnujemy czas głupią gadką?- zmieniła temat.- Powinniśmy zacząć szukać Katherine i oddać ją w ręce Klausa.
- Odpowiedz na pytanie, zamiast zmieniać temat.- potrząsnąłem jej ramionami, zaciskając na nich palce.
- To boli.- załkała.- Puść mnie! Chcesz znać prawdę, tak? Więc ci powiem, ale może najpierw byś przestał mnie krzywdzić!
- Przepraszam.- puściłem ją, widząc łzy w jej oczach.- Zamieniam się w słuch.
- Stefan to już przeszłość. Za dużo nas dzieli, za dużo rzeczy uległo zmianie. Nie dogadywaliśmy się i ciągle kłóciliśmy o jakieś bzdety. Byliśmy ze sobą z przyzwyczajenia, nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się taka samotna i niezrozumiana. Jemu też było ciężko, dusił się w tym związku.- powiedziała na jednym wydechu.- Pytałeś, dlaczego tak się przejęłam tym, że jest z Rebeką? A więc ci powiem. Stefan jest dla mnie nadal ważną osobą, ale traktuję go jak przyjaciela i nie chciałabym, żeby cierpiał. Rebekah, nie jest odpowiednią kobietą dla niego. To tyle.
- Czyli już go nie kochasz?- spytałem mając nadzieję, żeby tak było.
- Kocham, ale nie tak jak ciebie. Przecież powiedziałam przed chwilą, że jest dla mnie jak przyjaciel i nikt więcej.- oznajmiła, po czym uniosła brew do góry.- To jak było z Katherine?
- Katherine? Przypadkiem ją spotkałem w barze. Później mnie śledziła i stąd wiedziała o tym, że byłem w niewoli u Klausa.- skwitowałem, mając nadzieję, że to wystarczy i nie będzie się pytała o więcej szczegółów.
- I to dlatego jej nie zabiłeś? Bo ci pomogła.- stwierdziła.
- Nie zabiłem jej, bo uciekła. Pierwsze co zrobiłem, to uwolniłem ciebie. Kiedy się odwróciłem, jej już nie było. Wiesz jaka ona jest, zawsze ucieka.- kłamałem, cholera właśnie okłamywałem Elenę, ale nie mogłem jej powiedzieć prawdy, nie teraz.
- Wiesz gdzie jest teraz?- dopytywała się, nie dając za wygraną.
- A skąd mam niby to wiedzieć? Nie kontaktuję się z nią.- warknąłem.
- To jak niby ją znajdziemy?- nerwowo chodziła po pokoju, trzymając się za głowę.
- Nie znajdziemy jej, bo nie będziemy jej szukać.- podszedłem do niej i złapałem ją za ręce.
- Musimy ją znaleźć!- wyrwała ręce z mojego uścisku.- Słyszałeś co mówił Klaus, poniesiesz konsekwencje. Chodź!
- Gdzie?- spytałem zbity z pantałyku.
- Jak to gdzie? -spojrzała się na mnie, jak na idiotę.- Szukać tej suki!
- Elena, uspokój się.- przyciągnąłem ją do siebie, zamykając w żelaznym uścisku.- Nie przejmuj się tym co mówił Klaus.- głaskałem ją po plecach, chowając nos w jej włosach.- Chyba musimy coś dokończyć. Nie sądzisz?
- Damon!- odepchnęła mnie od siebie.- Ogarnij się! Jak możesz myśleć tylko o jednym, kiedy tu chodzi o twoje życie?! Nie chcesz jej szukać? W porządku, a więc idę sama.- odparła, udając się do wyjścia.
- Elena…- odparłem bezradny, ale jej już nie było. Słyszałem jak odpaliła samochód i odjechała.

*****

Caroline

Bardzo się cieszyłam  z powrotu Bonnie. Wydawało mi się jakbym jej wieki nie widziała. Miałam jej tyle do powiedzenia. Wiem, że rozmawiałam z nią ciągle przez telefon, ale to nie było to samo. Kiedy tak się patrzyłam na wściekłą minę Eleny, żałowałam że ją wzięłam ze sobą na lotnisko. Ale pomyślałam, że naszej przyjaciółce będzie miło jak zobaczy nas obie.
- Rozchmurz się!- dałam jej sójkę w bok.- Nie możesz się wiecznie dąsać.
- To nie tak, że się nie cieszę z przyjazdu Bonnie.- odparła.- Tylko mam inne sprawy na głowie i ty bardzo dobrze o tym wiesz.- spojrzała się na mnie oskarżającym wzrokiem.
- Elena, daj spokój.- powiedziałam.- Zrobiłaś wszystko, co mogłaś żeby ją znaleźć. Poświęciłaś na to calutki dzień. A poza tym to dotyczy Damona, więc niech on się o to martwi.
- No właśnie to dotyczy Damona.- warknęła.- A tak się składa, że on jest teraz ważną osobą w moim życiu i nie chciałabym go stracić.
- Ale to on nawarzył piwo i powinien sam je wypić.- rzekłam spokojnym głosem.- Po co ciebie w to mieszał? Czy już wystarczająco się nie wycierpiałaś przez Katherine?
- Taaa, on nawet palcem nie kiwnął.- burknęła.- Jest taki lekkomyślny. Uważa, że Klaus tylko tak gadał i ja też nie mam się tym przejmować.
- Oj, kochana.- objęłam ją ramieniem, przytulając mocno do siebie.- Że też akurat musiałaś się zakochać w kimś takim.
- Serca nie da się oszukać.- uśmiechnęła się blado.
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. To był telefon Eleny, który dzwonił już chyba z 20 raz od kiedy tu byłyśmy. Dziewczyna nawet nie zareagowała, tylko udawała, że go nie słyszała.
- To Damon, prawda?- spytałam, choć doskonale znałam odpowiedź.
- A któż by inny?- wyrwała się z moich objęć, nerwowo chodząc w kółko i zaciskając dłonie w pięść.
- Dlaczego nie odbierzesz?- zapytałam.
- Niby po co? Żeby usłyszeć po raz setny jaką jestem głupią idiotką, że szukam Katherine i tym samym narażam swoje życie?!- krzyknęła, wytrącona z równowagi.
- Ciii. Już dobrze. - przytuliłam ją do siebie.- Wiesz co ci dobrze zrobi? Imprezka! Tak, tak zrobimy powitalne przyjęcie dla Bonnie.- powiedziałam uradowana.
- Sama nie wiem.- rzekła.- To dzisiejszego wieczora Klaus chciał dostać Katherine.
- Elena, przestań! Nie możesz przez cały czas o tym myśleć.- powiedziałam zirytowana, po czym krzyknęłam radośnie.- Bonnie!!!
Jak tylko zobaczyłam moją przyjaciółkę przeciskającą się przez tłumy. Podbiegłam do niej i rzuciłam jej się na szyję. Brązowooka dołączyła do mnie.
- Dziewczyny, ja też się cieszę, że was widzę.- wysapała mulatka.- Ale jak za chwilę mnie nie puścicie, to mnie udusicie.
- Przepraszamy.- odparłam jednocześnie z Eleną i wszystkie trzy wybuchłyśmy śmiechem.
Pomogłyśmy jej z walizkami i udałyśmy się do wyjścia. Bonnie przez całą drogę opowiadała nam czego się nauczyła. Kiedy o tym mówiła, aż oczy jej się iskrzyły. Była taka szczęśliwa, że znowu mogła praktykować magię i do tego posiadała więcej umiejętności. Po 15 minutach jazdy, dojechałyśmy do domu mulatki. Chciała się najpierw rozpakować i odpocząć po podróży.
- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.- oznajmiła Bonnie, rozkładając się na kanapie.
- Jest południe, więc mam nadzieję, że porządnie wyśpisz się i odpoczniesz. Bo dzisiejszego wieczora zabalujemy i nie rób takiej samej miny jak Elena.- pogroziłam jej palcem.- To będzie malutkie przyjęcie w gronie najbliższych, nic wielkiego. Przysięgam.
- Wiem, że i tak z tobą nie wygram. Więc o której to przyjęcie?- ziewnęła, ściągając wysokie szpilki ze stóp.
- O 20. Pasuje wam?- spojrzałam się na dziewczyny.
- Okeeej.- odparła zmęczonym głosem brunetka.
- Elena?- spytałam się dziewczyny, która od przyjazdu Bonnie była nieobecna.
- Co?- spojrzała się na mnie ze zdziwieniem.
- Impreza, dziś o 20.- wytłumaczyłam.- Przyjdziesz?
- Ach, impreza.- odparła wypranym z emocji głosem.- Już nie mogę się doczekać.- dodała z sarkazmem.
- Elena, co się dzieje?- spytała Bonnie.
- Nic, nic.- zaprzeczyła.- Odpoczywaj. Jeremy się z pewnością ucieszy, jak cię zobaczy.
- Tego nie byłabym taka pewna.- rzekła zmieszanym głosem.- Pokłóciliśmy się i to dosyć ostro.
- Ale jak to się pokłóciliście? O co? Dlaczego dopiero teraz nam o tym mówisz? - dopytywałam.
- Powiem wam wszystko później. Obiecuję.- zapewniła mulatka.- A teraz naprawdę chciałabym się zdrzemnąć.
- Tak, tak.- powiedziałam, ciągnąc Elenę za rękę.- To my już nie przeszkadzamy. Widzimy się u mnie. Paaa.

*****

Elena

Wyciągnęłam z szafki kubki do których wsypałam trochę kawy. Wstawiłam wodę i oparłam się o parapet, rozmyślając o wszystkim co się działo w ciągu ostatnich kilku dni. Ta cała sprawa z Klausem nadal nie dawała mi spokoju. Miałam złe przeczucia. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk gotującej się wody.
- Jeremy!- krzyknęłam, stawiając kubki z parującą kawą na stoliku.
- Pali się?- spytał zirytowany.
- Usiądź.- nakazałam spokojnym głosem.- Chciałam z tobą porozmawiać.
- A musimy?- spytał, wykrzywiając usta w grymasie niezadowolenia.
- Tak.- odparłam stanowczym głosem.- A więc o co chodzi z Bonnie?- wypaliłam prosto z mostu.
- Nie no. Serio?- rzucił wkurzony.- A ty? Czemu jesteś w domu od dwóch dni?
- Nie chcę cię oceniać.- zaczęłam. -Po prostu chciałam się dowiedzieć, dlaczego się pokłóciliście.
- Daj mi spokój!- wyszedł z kuchni, nie obdarowując mnie nawet spojrzeniem.
- Hej, przepraszam.- powiedziałam, siadając obok niego na miękkim puchowym dywanie, który znajdował się w jego pokoju.- Masz rację, to nie jest moja sprawa. Sama nie jestem lepsza i nie żyję w idealnym związku. Zgoda?- dałam mu sójkę w bok.
- Pewnie, że zgoda.- oddał mi, śmiejąc się przy tym.
- Caroline urządza dziś imprezkę u niej w domu o 20.- oznajmiłam.- Masz ochotę się wybrać?
- Raczej nie.- posmutniał.- Ale ty, jak chcesz to idź!
- No coś ty.- odparłam z uśmiechem.- Miałabym cię zostawić samego?
- Naprawdę poradzę sobie.- zapewnił mnie.- No chyba, że nie zdążysz się przygotować w ciągu pół godziny.
- Haha, bardzo śmieszne.- wytknęłam mu język.
Nagle usłyszałam kroki na ganku. Zdziwiłam się, było słychać jakby ktoś się zakradał. Postanowiłam to sprawdzić.
- Zaraz przyjdę.- oznajmiłam i wyszłam z pokoju brata.
Schodziłam cicho po schodach, nasłuchując intruza. Domyślałam się, że to nie był nikt z moich przyjaciół. Dziwne- pomyślałam. Teraz niczego nie słyszałam, nie czułam też niczyjej obecności. Może tylko mi się wydawało? Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je na oścież. Wyszłam z domu, rozglądając się po bokach. Obeszłam dokładnie na około cały dom, ale nikogo nie widziałam. Kiedy chciałam wejść do środka, zostałam brutalnie przyciśnięta do ściany. Przestraszyłam się, gdyż rozpoznałam napastnika i to nie był mój wampir, który lubił robić mi takie niespodzianki. Próbowałam go odepchnąć, ale zbyt mocno mnie trzymał.
- Widzę, że nie dotrzymaliście umowy.- warknął Klaus.- To było bardzo nierozsądne ze strony Damona, zostawiając cię bez opieki.
- Szukałam jej.- powiedziałam bezradna.- Ale zapadła się pod ziemię.
- To już nie mój problem.- odparł beznamiętnym głosem.- Dałem wam czas.
- Jak widać za mało.- odszczekałam, ale zaraz tego pożałowałam.
 Niespodziewanie odwrócił mnie w swoją stronę, zbliżając swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. Był wściekły, cholernie wściekły. Miał oczy czarne, którymi wywiercał mnie na wylot. Jedną ręką ścisnął moją twarz, a drugą złapał w pasie podtrzymując, żebym nie uciekła.
- To gdzie się ukrywa twój kochaś?- spytał, uważnie lustrując moją twarz.
- Nie wiem.- wyjąkałam.- A nawet jeśli bym wiedziała, to i tak bym ci nie powiedziała.
- Ty suko!- krzyknął, rzucając mnie na ścianę.
 Krzyknęłam z bólu, gdy usłyszałam gruchot łamanych kości. Moich kości. Z mojego lewego boku lała się krew, a w udo wbiła mi się krawędź ławki. Nie mogłam się ruszyć. Moje serce łomotało ze strachu, kiedy widziałam kątem oka zbliżającego się w moją stronę Pierwotnego. Modliłam się o jakiś cud. Jakikolwiek.
- Pamiętasz, jak mówiłem, że Damon poniesie konsekwencje jak nie dostarczy mi Katherine?- wysyczał, podnosząc mnie brutalnie z ziemi. Głośno jęknęłam.
- Pamiętam.- wyszeptałam, czując napływające łzy do moich oczu.- To co zamierzasz ze mną zrobić?
- Zabić cię.- wycedził szyderczo się uśmiechając.
To chyba było jakieś zrządzenie losu. Miałam zostać ponownie zabita? Dlaczego Damon jej wtedy nie zabił? Nie miałam sił, żeby się bronić. Poza tym i tak bym z nim nie wygrała, nie mając przy sobie kołka z białego dębu. Zobaczyłam, jak odłamał kawałek poręczy z ławki i wymierzył go w moją stronę. Zamknęłam oczy, przygotowując się na najgorsze.
- Co łotrze robisz mojej siostrze?- usłyszałam zaniepokojony głos mojego brata. Nie, nie tylko nie Jeremy.
- O, młody Gilbert.- odparł usatysfakcjonowany Klaus. Puścił mnie i zmaterializował się przed nim.
- Zostaw go!- wycharczałam.- On nie ma z tym nic wspólnego.
- To zaraz może mieć.- uśmiechnął się cynicznie.
Doczołgałam się po ziemi, ciągnąc Pierwotnego za nogawkę i błagając go, żeby go oszczędził. Ach, ta nieszczęsna noga- przeklęłam w duchu. Strasznie mnie bolała i wolno się goiła. Jak na złość zapomniałam się pożywić. Hybryda jednak zmiażdżył butem moją dłoń, uśmiechając się. Znowu zawyłam z bólu, upadając z powrotem na ziemię. Zobaczyłam, jak Jeremy kucnął obok mnie, czule głaskając. Odpowiedziałam mu wdzięcznym uśmiechem za troskę.
- Zabawne, jak rodzeństwo się o siebie martwi.- podrapał się po brodzie.- A jeszcze nie tak dawno, nie lubiłeś wampirów, prawda?- zwrócił się do mojego brata.
- Co masz do mojej siostry?- zignorował go.
- Do niej? W sumie to nic, ale od kiedy sypia ze starszym Salvatorem. Stała się tak samo winna jak on.- wytłumaczył, podchodząc do nas.
- Więc zostaw ją w spokoju.- odparł błagalnym głosem.- Ukarz Damona.
- Zrobiłbym to z miłą chęcią, ale zniknął.- wzruszył beznamiętnie ramionami.- A ktoś musi ponieść konsekwencje i wypadło na nią. No chyba, że chcesz zająć jej miejsce?
- Zabij mnie, oszczędź go.- mówiłam łamiącym się głosem.- Pamiętasz, chciałeś się zemścić na mnie, za to że stałam się wampirem i nie mogłeś już tworzyć więcej hybryd.
- To jest doprawdy wzruszające.- uklęknął przede mną.- Ale mam inne plany. Chcę, żebyście bardziej cierpieli.
W ułamku sekundy wstał z ziemi i wziął do ręki kawałek drewna. Przerzucał go z ręki do ręki i patrzył się raz na mnie, a raz na mojego brata. Wyglądało jakby robił wyliczankę, kogo z nas zabić.
- Jeremy, do domu!- nakazałam.- Szybko!
- A co z tobą?- złapał mnie pod ramię, próbując mnie podnieść.
Nagle, Pierwotny oderwał go ode mnie i rzucił na ziemię. Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyłam niczego zrobić, nawet krzyknąć. Klaus jednym szybkim ruchem, pozbawił Jeremiego głowy. Otworzyłam usta, lecz z mojego gardła nie wydostał się żaden dźwięk. Łzy spływały po moich policzkach. Nie wierzyłam w to co widziałam. Miałam nadzieję, że to był koszmar, a ja się zaraz z niego obudzę.
- Padło na niego.- powiedział spokojnym głosem.- Myślę, że to była wystarczająca przestroga. Do zobaczenia wkrótce Eleno.- rozpłynął się w powietrzu. A ja nadal patrzyłam z rozdziawioną buzią na ciało mojego brata.
- Jeremy!!!- niespodziewanie krzyknęłam na całe gardło łamiącym się głosem.- Nie! Nie! Nie!


4 komentarze:

  1. ooooooooooooooooooooooo <333
    nie wytrzymam w oczekiwaniu na kolejny rozdział
    to było GENIALNE! :)
    DELENA tak bardzo słodko <3
    Kłamstwa Damona oj nie ładnie :(
    biedny Jeremy :(
    ŚWIETNY ROZDZIAŁ :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! ;* Cieszę się, że przypadł Ci do gustu :D

      Usuń
  2. Klauuus! <3 Oj tak :D Uwielbiam tego pierwotnego i cieszę się, że dołączył do opowiadania :3 Lubię go jako czarny charakterek ^^ No to Jeremy oberwał- w sumie i tak jakoś nie darzyłam go szczególną sympatią, więc może być martwy, ale Elena będzie zdruzgotana :o Boję się, że zacznie obwiniać o to Damona :c Ale muszę przyznać, że chciałabym zobaczyć to oderwanie głowy xD Moje chore myśli... Początkowa scena była booska *_* Delena to rzecz, która mi się nigdy nie znudzi, a przy takim gorącym wydaniu to ja się rozpływam <3 Świetnie wychodzi ci pisanie takich scen, wręcz profesjonalnie. Pokłony, kochana ;) Miłość deleny jest taka ogromna, aww ^.^ Zastanawiam się, co teraz będzie i jaki będzie kolejny krok Klausa? Mam nadzieję, że związek DE nie ucierpi przez śmierć Jera, choć domyślam się, że Elena będzie poważnie załamana... Wyczekuję kolejnego rozdziału! Przepraszam za późne komentowanie, ale ostatnio z niczym nie umiem wyrobić.
    Niech wena będzie z tobą ;)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaus niestety nie będzie często, jednak na pewno jeszcze się pojawi :D Haha, mi Jera też nie było szkoda i śmiałam się opisując scenę jego śmierci xD Nie przesadzaj, ale miło mi, że tak myślisz *.* Elena, z pewnością nie rzuci się w ramiona Damona. Moja wersja DE różni się od serialowej, w której brak logiki :P
      Nie masz za co mnie przepraszać ;* dla mnie się liczy, że czytasz i nadal Ci się podoba :D
      Dziękuję za piękny komentarz ♥

      Usuń