Żeby nie przedłużać, zapraszam do czytania! I proszę o chociaż jedno słowo w komentarzu*.* dla Was to może nic nie znaczy, ale dla mnie bardzo dużo.
Elena
Z głębokiego i długiego snu,
wyrwał mnie dźwięk dochodzący z mojej komórki. Chciałam sięgnąć po nią, ale
ktoś bardzo mocno i stanowczo mnie obejmował. Otworzyłam oczy i uniosłam głowę
do góry. Od razu zatraciłam się w głębi zimnych i błękitnych oczu, które
przyglądały mi się z przepełnioną miłością.
- Chyba muszę odebrać.-
stwierdziłam, zerkając znacząco na mój telefon.
- To chyba masz problem.-
uśmiechnął się zadziornie, mocniej mnie obejmując.- Bo ja dziś przez cały dzień
nie mam zamiaru cię stąd wypuszczać.
- Damon.- jęknęłam błagalnie,
próbując go od siebie odepchnąć.
- Elena.- droczył się ze mną. Nim
zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wpił się zachłannie w moje usta.
- A jeśli, to coś ważnego.-
mówiłam między pocałunkami.- Obiecuję, że jak tylko zobaczę kto się do mnie
dobija, wrócimy do tego.- musnęłam jego usta.
Wampir niechętnie mnie puścił,
posyłając smutną minę. Zignorowałam go, przekręcając się na bok i wyciągając
rękę w celu wzięcia telefonu z szafki. Jednak Damon mnie ubiegł i nie fatygując
się zobaczeniem kto dzwonił, odebrał go. Skrzyżowałam ręce na piersi i
spojrzałam się na niego z niezadowoleniem.
- Tu telefon Eleny. Po usłyszeniu
sygnału, zostaw wiadomość.- powiedział, uśmiechając się chytrze i puszczając do
mnie oczko. Przekręciłam oczami i wytknęłam mu język.
- Damon,
widziałeś może Elenę? A tak w ogóle skąd masz jej telefon?-usłyszałam zmartwiony głos mojego
brata. Chciałam go uspokoić, że nic mi nie było. Wspięłam się na wampira, żeby
zabrać mu komórkę, ale zrobił unik.
- Wyluzuj. Jest koło mnie, a
dokładniej na mnie.- odparł, nie przestając się śmiać.
- To wcale nie jest śmieszne!-
walnęłam go w ramię, siłując się z nim.
- Okeeej,
chciałem tylko wiedzieć czy wszystko z nią w porządku. Cześć.- odparł zmieszany Jeremy i się
rozłączył.
- Jesteś okropny.- oburzyłam
się.- Co teraz pomyśli sobie o mnie mój brat?
- A co ma sobie pomyśleć?-
powiedział, przekręcając się ze mną tak, że teraz leżałam pod nim.- No chyba,
że znowu chciałaś utrzymywać nasze relacje w tajemnicy.- posmutniał, odsuwając
się ode mnie.
- Nie! Ależ oczywiście, że nie.-
zaprzeczyłam, zarzucając mu ręce na szyję i przyciągając go do siebie bliżej.-
Wybrałam ciebie i chcę z tobą przeżyć całą wieczność. Nie będziemy się już
chować, nigdy więcej.
- Czy ty wiesz na co się
piszesz?- spytał, uważnie lustrując moją twarz.- Jesteś gotowa na bycie z
popieprzonym i aroganckim dupkiem?- mówiąc to, całował łapczywie moją szyję,
kąsając ją i zostawiając na niej czerwone ślady. Poczułam jego dłonie, które
błądziły po moim nagim i rozgrzanym ciele.
- Nie boję się ciebie.- wysapałam
łapiąc powietrze.- Akceptuję cię takiego, jakim jesteś.
Podciągnęłam go do góry, złączając nasze usta
w namiętnym i słodkim pocałunku. Oplotłam jego kark, przyciągając go do siebie
jeszcze bliżej. Subtelnie ocieraliśmy się o siebie swoimi ciałami. Brunet bez
ostrzeżenia, wtargnął brutalnie językiem do środka, penetrując wnętrze mojej
jamy ustnej. Nie będąc mu dłużna, oddawałam każdą pieszczotę ze zdwojoną siłą.
Przejeżdżałam rękoma po jego idealnych plecach, czując pod palcami każdy
napinający się mięsień. Niespodziewanie, Damon złapał mnie za ręce,
unieruchamiając je tuż nad moją głową. Uśmiechnął się chytrze, gdy drugą ręką,
zaczął masować moje udo. Przesuwał
palcami w górę, robiąc to cholernie powoli. Wierzgałam się pod nim, próbując
się wyswobodzić z jego mocnego uścisku.
- Przestań się tak kręcić, bo cię
zwiążę.- szepnął mi na ucho.
- Nie odważysz się.- odparłam
pewnym głosem.
- Nie prowokuj mnie.- odparł z
cynicznym uśmiechem.- Więc jak? Będziesz grzeczną dziewczynką?
- Nie.- powiedziałam, śmiejąc się
i wijąc się pod jego ciałem, jak kotka.
- Sama tego chciałaś.- w ciągu
jednej sekundy puścił mnie, szukając czegoś czym mógłby mi związać ręce.
Wykorzystałam moment jego
nieuwagi i uciekłam z łóżka. Nie zdążyłam nawet nacisnąć na klamkę, gdy
poczułam jego silne ciało przyciskające mnie do drzwi. Jego gorący oddech,
parzył moją skórę na szyi, a ręce ścisnęły moje biodra.
- Niegrzeczna jest z ciebie
dziewczynka. Bardzo niegrzeczna.- mówiąc to, przesuwał dłońmi wzdłuż mojego
ciała.- I co ja mam teraz z tobą zrobić?
- Dziś jestem cała do twojej
dyspozycji.- odparłam, odwracając się w jego stronę, patrząc mu głęboko w
oczy.- Ufam ci, Damon. Wiem, że cokolwiek byś ze mną zrobił, nie zrobisz mi
krzywdy.- pogłaskałam go po policzku.
- To zacznij się przyzwyczajać do
tego pokoju, bo długo z niego nie wyjdziemy.
Oczy mu się zaiskrzyły i zmieniły
na ciemną barwę. Zawsze takie się stawały, tylko w dwóch przypadkach, gdy był
głodny, albo podniecony. W tym momencie nie wiedziałam na którą z tych rzeczy
miał większą ochotę. Ale nie przejmowałam się tym, miałam całkowite zaufanie do
tego faceta. Pragnęłam go tak bardzo, że aż cała w środku byłam czerwona z
podniecenia. Czułam jak płonęłam od środka, a na sam widok jego nagiego ciała,
miałam ochotę jęczeć i szczytować. W mgnieniu oka, wziął mnie delikatnie na
ręce i nieco mniej delikatniej rzucił na łóżko. Oddałam mu się bez reszty.
Uwielbiałam się patrzeć na jego tryumfalny uśmiech i płonące ogniki w jego
oczach. Usłyszałam dźwięk rozrywanego materiału, a dokładniej jego ciemnej
koszuli. Damon wziął moje ręce do góry i przymocował je do ram łóżka, związując
bardzo mocno.
- Jak nie będziesz się tak
ruszać, to nie będzie się wżynać w ciało.- wytłumaczył.
- Czy to nie była czasem twoja
ulubiona koszula?- spytałam.
- Była.- odparł, ściskając supeł
na moich rękach.- Mam nadzieję, że będzie z niej dobry użytek.
Umiejscowił się między moim
ciałem, klęcząc i pochylając się nade mną. Przejechał delikatnie palcem po
mojej twarzy, dokładnie obrysowując każdy najmniejszy fragment. Przyglądałam mu
się, jak robił to w skupieniu. Kiedy przesuwał po moich ustach, rozchylił je
delikatnie, wpuszczając palec do środka. Objęłam go niepewnie językiem i
zaczęłam ssać. Słyszałam jak wciągał głośno powietrze. Drugą ręką objął moją
lewą pierś, ściskając ją lekko i bawiąc się nią, do momentu aż stwardniała.
Moje serce waliło niczym młot i nieświadomie wygięłam ciało w łuk. Ale zaraz
tego pożałowałam, gdyż syknęłam z bólu, gryząc przy tym palec Damona.
- Ostrzegałem.- przypomniał i
zakrwawionym palcem przejeżdżał po moich ustach, po czym wsunął go z powrotem
do środka.
Kiedy już skończyłam ssać jego
pyszną krew, wyciągnął go i oblizał subtelnie. Pochylił się nade mną jeszcze
bardziej, przesuwając powoli i sugestywnie wargami po mojej skórze od
obojczyka, poprzez szyję i kończąc na policzku. Przymknęłam oczy, rozkoszując
się jego pieszczotami i pojękując. Jego oddech, palący na mojej skórze,
rozbudzał palącą się potrzebę między moimi udami. Jednak wampir miał inne
zamiary i chciał się ze mną jeszcze podroczyć, całując dokładnie mój brzuch, a
później uda. Za każdym razem wciągałam coraz bardziej powietrze, gdy czułam
jego gorący oddech między moimi udami.
- Damon, proszę cię.- wysapałam.
- O co mnie prosisz,
księżniczko?- zapytał, uśmiechając się pod nosem.
- Wiesz o co.- wyjęczałam głośno,
gdy rozchylił delikatnie moje wargi sromowe, wsuwając do środka jeden palec.
- Ale ja nadal nie wiem, o co
mnie prosisz.- droczył się ze mną, zataczając kółka wokół łechtaczki,
specjalnie ją omijając.
- Pieprz mnie!- krzyknęłam bez
żadnych oporów, gdy jego kciuk dotknął napuchniętego skupienia nerwów.
- W końcu mówisz do rzeczy.-
odparł usatysfakcjonowany.- Z chęcią to zrobię, ale jeszcze nie teraz.
Jego usta znalazły się na moim
podbrzuszu. Wsunął język między moje wargi, przesuwając nim w górę i w dół.
Pracując nade mną swoimi ustami, włożył we mnie dwa palce, zaczynając nimi
pompować. Doznanie było ekscytujące, poruszałam się i jęczałam. Nie obchodziły
mnie w tym momencie wżynające się skrawki koszuli w moje ręce. Mało tego,
przyjemność, zmieszana z bólem była niezwykle oszałamiająca i podniecająca.
Kiedy byłam na skraju wytrzymałości, znalazł się nade mną, wpijając się
zachłannie w moje usta. Poczułam na jego języku smak mojego podniecenia.
- Oj tak, skarbie jesteś bardzo
pyszna.- wymruczał do mojego ucha, przekręcając mnie na brzuch.
- Wszystko w porządku?- zapytał z
troską, gładząc moje zakrwawione dłonie.
- Tak, w porządku.- odparłam
szybko, chcąc go poczuć jak najszybciej w środku.
Damon wtulił brzuch w moje plecy,
wchodząc powoli we mnie. Stopniowo przystosowując mnie do każdego centymetra
jego członka, jaki się we mnie znalazł. Nigdy nie uprawialiśmy seksu w tej
pozycji, dlatego byłam jednocześnie przestraszona jak i podniecona.
- Rozluźnij mięśnie.- rozkazał.-
Spodoba ci się.
Zrobiłam tak jak kazał i
poprosiłam go, żeby zaczął się we mnie poruszać. Nie czekałam długo na jego
reakcje. Robił to ostro i gwałtownie, składając na moich plecach delikatne pocałunki.
W trakcie pchnięć, wziął w usta płatek mojego ucha i zaczął go ssać, przez co
nie mogłam jeszcze bardziej stłumić krzyku. Ten facet doprowadzał mnie do
obłędu, czułam jak całe moje ciało się pod nim rozpadało.
- Tak bardzo cię kocham.-
wycharczał do mojego ucha, wlewając we mnie ciepły płyn.
Rozwiązał delikatnie moje ręce i
scałował zaczerwienione miejsca. Syknęłam, piekło jak diabli. Już chciałam na
niego nakrzyczeć, że mnie skrzywdził, ale nie umiałam. Kiedy zobaczyłam jego
przepraszający wzrok, zapomniałam o tym. W końcu byłam wampirem, rany szybko mi
się zagoiły. Wyczerpany, opadł obok mnie. Położyłam się na nim, dysząc równie
ciężko jak on. Pocałowałam go w spocone łopatki i wtuliłam w niego swoją twarz.
- Ja też cię bardzo kocham.-
wyszeptałam.
*****
Damon
Usłyszałem te słowa,
wypowiedziane przez dziewczynę, której pragnąłem od zawsze. Miałem ochotę ją
obrócić w swoją stronę, żeby zobaczyć czy mówiła prawdę. Ale zaraz potem zdałem
sobie z tego sprawę, jakby to absurdalnie wyglądało. Trudno mi było się z tym
oswoić, że należała tylko do mnie. Była Moja i nie musiałem się z nią dzielić z
moim braciszkiem. Elena podciągając się na mnie do góry, przeczesała ręką moje
włosy. Przypomniałem sobie, że jeszcze chwilę temu sam je związałem. Wziąłem ręce dziewczyny i
zacząłem je gładzić opuszkami palców.
- Nic mi nie jest.- zapewniła
mnie.- Zobacz, już się zagoiło.
- Dawna Elena wyzwałaby mnie od
psychopaty, którym zresztą jestem.- odparłem.- A ty, tak po prostu mówisz, że
nic ci nie jest.
- Otóż to!- ześlizgnęła się ze
mnie, przekręcając się na bok i odwracając w moją stronę.- Tamtej Eleny już nie
ma.
- Wiesz, że nigdy nie chciałem ci
zrobić krzywdy.- spojrzałem w jej brązowe oczy.
- Wiem.- cmoknęła mnie w nos,
czym mnie zupełnie zaskoczyła.
- To co teraz będzie? Tak po
prostu przedstawisz mnie swoich przyjaciołom, jako swojego chłopaka?
- Tak właśnie zrobię.-
powiedziała pewnym głosem.- Zresztą mój brat i tak już wie.- spuściła na dół
wzrok, czerwieniąc się na twarzy.
- To mamy jedną osobę z głowy.- uśmiechnąłem
się.- Twoje rumieńce mi się nawet podobają.
Przez jakiś czas tkwiliśmy w
ciszy, patrząc sobie w oczy. Moje spojrzenie powędrowało na jej idealnie piękne
ciało. Pożerałem ją wzrokiem, czując nadchodzące podniecenie. Rzuciłem w jej
stronę znaczące spojrzenie. Widziałem jak się znowu speszyła.
- Eleno, wiesz że spełnię każdą
twoją fantazję.- powiedziałem, unosząc brew do góry.- Nie musisz się mnie
wstydzić. Powiedz, na co masz ochotę?
- Mało ci jeszcze?- szturchnęła
mnie w ramię.
- Ciebie? Zawsze.- przewróciłem
ją na plecy, wpijając się w jej usta.
Byłem całkowicie pochłonięty
pocałunkiem, coraz mocniej napierając na jej usta. Nagle mnie od siebie
odepchnęła. Już miałem coś powiedzieć, ale przyłożyła mi palec na usta.
- Ktoś jest w domu.- szepnęła,
ledwo wydobywając dźwięk.
Rzeczywiście, miała rację. Teraz
sam usłyszałem kroki w salonie. Wstałem z dziewczyny, zakładając na siebie
spodnie.
- Poczekaj tu.- pocałowałem ją
przelotem w usta.- Zaraz wrócę.
- Ale…- zasłoniłem jej usta i
nakazałem, żeby była cicho.
Spełniła moją prośbę z
naburmuszoną miną. Więc ruszyłem najciszej jak umiałem w stronę pomieszczenia,
z którego dochodziły dźwięki. Zamarłem, gdy zobaczyłem mojego nieproszonego
gościa.
- A jednak tu się ukrywasz.-
odparł z ironicznym uśmiechem.- Nie masz nic przeciwko, że sam się obsłużyłem.-
mówiąc to, wypił haustem zawartość szklanki.
- Klaus.- warknąłem.- Czego
jeszcze ode mnie chcesz?
- Wiesz, nie lubię jak ktoś
wychodzi z mojego domu bez pożegnania.- nalał sobie drugą porcję szkockiej.- To
było bardzo nieuprzejme z twojej strony.
- Nie przyjechałeś tu po to, żeby
robić mi wykład z zasad dobrego wychowania.- wysyczałem przez zęby.- Więc,
czego chcesz?
- Oj, skąd te nerwy?- odparł
radośnie.- Chciałem wiedzieć co robiłeś po ucieczce i kto ci pomógł. Och,
czekaj, nie musisz mi mówić, bo doskonale wiem. Kola już należycie ukarałem,
zostałeś mi ty i Katherine.
- To po co ta gadka?- spytałem
wytrącony z równowagi.- Nie lepiej od razu, wbić mi kołek w serce?
- Hmm, kusząca propozycja.-
podrapał się po brodzie.- Ale najpierw musisz coś dla mnie zrobić.
- Nie jestem ci niczego winien.-
burknąłem.- Załatwiaj sam swoje sprawy.
- Taki jesteś mądry?- Pierwotny w
jednej sekundzie przygwoździł mnie do ściany, łapiąc za gardło.- Jeśli mi nie
pomożesz, to poniesiesz tego konsekwencje, rozumiesz?
- Idź do diabła!- wykrzyczałem mu
w twarz. Widziałem jak Klaus się wkurzył, cały aż kipiał ze złości. Włożył rękę
w moją klatkę piersiową, ściskając serce.
- Znajdź.Katherine.- wycedził każde słowo bardzo dokładnie.- Masz czas do jutra.
- Nie!- wychrypiałem, zaciskając
zęby z bólu.
Kątem oka zobaczyłem schodzącą
Elenę po schodach. Kurwa, on też ją usłyszał. Wykorzystując moment nieuwagi
hybrydy, odepchnąłem go od siebie. Złapałem kawałek drewna z kominka,
wymierzając nim w niego. Jednak był szybszy i wbił mi je milimetr od serca.
- Damon!- usłyszałem przeraźliwy
krzyk dziewczyny, która biegła w moją stronę.
- Witaj Eleno.- Klaus zagrodził
jej przejście.- Widzę, że gołąbeczki się zeszły.
- Coś ty zrobił?!- krzyczała.
- Spokojnie, twój kochaś żyje.-
zapewnił ją.- A co u drugiego Salvatora? Wie, że tak sobie pod jego nieobecność
baraszkujecie?
- Chyba nie myślisz, że będę ci
się z tego tłumaczyć.- odparła Elena.
- Nie każę ci się spowiadać.-
pogłaskał ją po ramieniu, Elena strząsnęła jego dłonie, cały czas zerkając w
moją stronę. A ja byłem bezradny, nie mogłem jej pomóc.- Stefan. Stefan jest na
wakacjach z moją malutką siostrzyczką i z tego co wiem, bardzo dobrze się
bawią.
- Stefan jest z Rebeką?-
dziewczyna się zdziwiła, a na jej twarzy widać było…złość? rozczarowanie?
- Właśnie tak.- powiedział
usatysfakcjonowany Klaus.- Przeszkadza ci to? Chciałaś mieć ich obu dla siebie?
Pewnie chciałaś być taka sama jak Katherine.
- Nie jestem taka sama, jak ta
suka!- oburzyła się, wymijając go.
Podeszła do mnie i pogłaskała
mnie czule po policzku.
- Wszystko w porządku?- zapytała
z troską.
- Drewno.- wyszeptałem.- Wyjmij
je.
Elena klęknęła obok, pochylając
się nade mną. Trzęsącymi rękoma, złapała delikatnie, a zarazem stanowczo za wystający
kawałek drewna w moim ciele. Wyciągnęła to cholerstwo ze mnie szybko, pomagając
mi usiąść. Przyciągnęła mnie do siebie, głaszcząc po włosach.
- Salvatore.- powiedział
Pierwotny, udając się w stronę drzwi.-
Wiesz co masz robić. Także czekam do jutrzejszego wieczora. Zegar tyka.- i
ulotnił się.
- Twoje niedoczekanie.-
wysyczałem próbując wstać, ale miałem za mało siły.
- Nie ruszaj się.- nakazała mi
dziewczyna.- Przyniosę ci krew, a potem wszystko mi opowiesz.
Tak, jak miałem niby jej
powiedzieć o Katherine? Przecież znienawidziłaby mnie. Ale w jej spojrzeniu też
było coś dziwnego, kiedy Klaus mówił o Stefanie. O co tu do cholery chodziło?
- Proszę.- przysunęła mi worek z
krwią, który od razu opróżniłem.- Czujesz się już lepiej?
- Tak, jestem zdrowy jak ryba.-
odparłem, posyłając jej uśmiech.
- To dobrze. Bo mamy do
pogadania.- powiedziała stanowczo, krzyżując ręce na piersi i siadając w
fotelu.
- A o czym tu gadać? Klaus jak
zwykle musiał sobie znaleźć rozrywkę, to przyjechał tu nas gnębić. To wszystko.-
skwitowałem.
- Słyszałam waszą rozmowę.-
wycedziła każde słowo, przeszywając mnie wzrokiem.- Co masz wspólnego z
Katherine? Dlaczego jej nie zabiłeś, jak miałeś ku temu okazję?
- A ty? Co masz wspólnego z moim
bratem?- odbiłem piłeczkę.- Dlaczego tak cię zezłościła wiadomość, że jest z
Rebeką?
- To co innego.- burknęła.-
Przecież wiesz jaka jest Rebekah. Ja…się po porostu o niego martwię.
- Martwisz?- prychnąłem.- A może
ty go nadal kochasz? Czyżbym znowu był dla ciebie tylko zabawką? Powiedz
prawdę!- złapałem ją za ramiona, uważnie lustrując jej twarz.
- Nie sądzisz, że marnujemy czas
głupią gadką?- zmieniła temat.- Powinniśmy zacząć szukać Katherine i oddać ją w
ręce Klausa.
- Odpowiedz na pytanie, zamiast
zmieniać temat.- potrząsnąłem jej ramionami, zaciskając na nich palce.
- To boli.- załkała.- Puść mnie!
Chcesz znać prawdę, tak? Więc ci powiem, ale może najpierw byś przestał mnie
krzywdzić!
- Przepraszam.- puściłem ją,
widząc łzy w jej oczach.- Zamieniam się w słuch.
- Stefan to już przeszłość. Za
dużo nas dzieli, za dużo rzeczy uległo zmianie. Nie dogadywaliśmy się i ciągle
kłóciliśmy o jakieś bzdety. Byliśmy ze sobą z przyzwyczajenia, nie pamiętam
kiedy ostatnio czułam się taka samotna i niezrozumiana. Jemu też było ciężko,
dusił się w tym związku.- powiedziała na jednym wydechu.- Pytałeś, dlaczego tak
się przejęłam tym, że jest z Rebeką? A więc ci powiem. Stefan jest dla mnie
nadal ważną osobą, ale traktuję go jak przyjaciela i nie chciałabym, żeby
cierpiał. Rebekah, nie jest odpowiednią kobietą dla niego. To tyle.
- Czyli już go nie kochasz?-
spytałem mając nadzieję, żeby tak było.
- Kocham, ale nie tak jak ciebie.
Przecież powiedziałam przed chwilą, że jest dla mnie jak przyjaciel i nikt
więcej.- oznajmiła, po czym uniosła brew do góry.- To jak było z Katherine?
- Katherine? Przypadkiem ją
spotkałem w barze. Później mnie śledziła i stąd wiedziała o tym, że byłem w
niewoli u Klausa.- skwitowałem, mając nadzieję, że to wystarczy i nie będzie
się pytała o więcej szczegółów.
- I to dlatego jej nie zabiłeś?
Bo ci pomogła.- stwierdziła.
- Nie zabiłem jej, bo uciekła.
Pierwsze co zrobiłem, to uwolniłem ciebie. Kiedy się odwróciłem, jej już nie
było. Wiesz jaka ona jest, zawsze ucieka.- kłamałem, cholera właśnie
okłamywałem Elenę, ale nie mogłem jej powiedzieć prawdy, nie teraz.
- Wiesz gdzie jest teraz?-
dopytywała się, nie dając za wygraną.
- A skąd mam niby to wiedzieć?
Nie kontaktuję się z nią.- warknąłem.
- To jak niby ją znajdziemy?-
nerwowo chodziła po pokoju, trzymając się za głowę.
- Nie znajdziemy jej, bo nie
będziemy jej szukać.- podszedłem do niej i złapałem ją za ręce.
- Musimy ją znaleźć!- wyrwała
ręce z mojego uścisku.- Słyszałeś co mówił Klaus, poniesiesz konsekwencje.
Chodź!
- Gdzie?- spytałem zbity z
pantałyku.
- Jak to gdzie? -spojrzała się na
mnie, jak na idiotę.- Szukać tej suki!
- Elena, uspokój się.-
przyciągnąłem ją do siebie, zamykając w żelaznym uścisku.- Nie przejmuj się tym
co mówił Klaus.- głaskałem ją po plecach, chowając nos w jej włosach.- Chyba
musimy coś dokończyć. Nie sądzisz?
- Damon!- odepchnęła mnie od
siebie.- Ogarnij się! Jak możesz myśleć tylko o jednym, kiedy tu chodzi o twoje
życie?! Nie chcesz jej szukać? W porządku, a więc idę sama.- odparła, udając
się do wyjścia.
- Elena…- odparłem bezradny, ale
jej już nie było. Słyszałem jak odpaliła samochód i odjechała.
*****
Bardzo się cieszyłam z powrotu Bonnie. Wydawało mi się jakbym jej
wieki nie widziała. Miałam jej tyle do powiedzenia. Wiem, że rozmawiałam z nią
ciągle przez telefon, ale to nie było to samo. Kiedy tak się patrzyłam na
wściekłą minę Eleny, żałowałam że ją wzięłam ze sobą na lotnisko. Ale
pomyślałam, że naszej przyjaciółce będzie miło jak zobaczy nas obie.
- Rozchmurz się!- dałam jej sójkę
w bok.- Nie możesz się wiecznie dąsać.
- To nie tak, że się nie cieszę z
przyjazdu Bonnie.- odparła.- Tylko mam inne sprawy na głowie i ty bardzo dobrze
o tym wiesz.- spojrzała się na mnie oskarżającym wzrokiem.
- Elena, daj spokój.-
powiedziałam.- Zrobiłaś wszystko, co mogłaś żeby ją znaleźć. Poświęciłaś na to
calutki dzień. A poza tym to dotyczy Damona, więc niech on się o to martwi.
- No właśnie to dotyczy Damona.-
warknęła.- A tak się składa, że on jest teraz ważną osobą w moim życiu i nie
chciałabym go stracić.
- Ale to on nawarzył piwo i powinien
sam je wypić.- rzekłam spokojnym głosem.- Po co ciebie w to mieszał? Czy już
wystarczająco się nie wycierpiałaś przez Katherine?
- Taaa, on nawet palcem nie
kiwnął.- burknęła.- Jest taki lekkomyślny. Uważa, że Klaus tylko tak gadał i ja
też nie mam się tym przejmować.
- Oj, kochana.- objęłam ją
ramieniem, przytulając mocno do siebie.- Że też akurat musiałaś się zakochać w
kimś takim.
- Serca nie da się oszukać.-
uśmiechnęła się blado.
Nagle rozległ się dźwięk dzwonka.
To był telefon Eleny, który dzwonił już chyba z 20 raz od kiedy tu byłyśmy.
Dziewczyna nawet nie zareagowała, tylko udawała, że go nie słyszała.
- To Damon, prawda?- spytałam,
choć doskonale znałam odpowiedź.
- A któż by inny?- wyrwała się z
moich objęć, nerwowo chodząc w kółko i zaciskając dłonie w pięść.
- Dlaczego nie odbierzesz?-
zapytałam.
- Niby po co? Żeby usłyszeć po
raz setny jaką jestem głupią idiotką, że szukam Katherine i tym samym narażam
swoje życie?!- krzyknęła, wytrącona z równowagi.
- Ciii. Już dobrze. - przytuliłam
ją do siebie.- Wiesz co ci dobrze zrobi? Imprezka! Tak, tak zrobimy powitalne
przyjęcie dla Bonnie.- powiedziałam uradowana.
- Sama nie wiem.- rzekła.- To
dzisiejszego wieczora Klaus chciał dostać Katherine.
- Elena, przestań! Nie możesz
przez cały czas o tym myśleć.- powiedziałam zirytowana, po czym krzyknęłam
radośnie.- Bonnie!!!
Jak tylko zobaczyłam moją
przyjaciółkę przeciskającą się przez tłumy. Podbiegłam do niej i rzuciłam jej
się na szyję. Brązowooka dołączyła do mnie.
- Dziewczyny, ja też się cieszę,
że was widzę.- wysapała mulatka.- Ale jak za chwilę mnie nie puścicie, to mnie
udusicie.
- Przepraszamy.- odparłam
jednocześnie z Eleną i wszystkie trzy wybuchłyśmy śmiechem.
Pomogłyśmy jej z walizkami i
udałyśmy się do wyjścia. Bonnie przez całą drogę opowiadała nam czego się
nauczyła. Kiedy o tym mówiła, aż oczy jej się iskrzyły. Była taka szczęśliwa,
że znowu mogła praktykować magię i do tego posiadała więcej umiejętności. Po 15
minutach jazdy, dojechałyśmy do domu mulatki. Chciała się najpierw rozpakować i
odpocząć po podróży.
- Wszędzie dobrze, ale w domu
najlepiej.- oznajmiła Bonnie, rozkładając się na kanapie.
- Jest południe, więc mam
nadzieję, że porządnie wyśpisz się i odpoczniesz. Bo dzisiejszego wieczora
zabalujemy i nie rób takiej samej miny jak Elena.- pogroziłam jej palcem.- To
będzie malutkie przyjęcie w gronie najbliższych, nic wielkiego. Przysięgam.
- Wiem, że i tak z tobą nie
wygram. Więc o której to przyjęcie?- ziewnęła, ściągając wysokie szpilki ze
stóp.
- O 20. Pasuje wam?- spojrzałam
się na dziewczyny.
- Okeeej.- odparła zmęczonym
głosem brunetka.
- Elena?- spytałam się
dziewczyny, która od przyjazdu Bonnie była nieobecna.
- Co?- spojrzała się na mnie ze
zdziwieniem.
- Impreza, dziś o 20.-
wytłumaczyłam.- Przyjdziesz?
- Ach, impreza.- odparła wypranym
z emocji głosem.- Już nie mogę się doczekać.- dodała z sarkazmem.
- Elena, co się dzieje?- spytała
Bonnie.
- Nic, nic.- zaprzeczyła.-
Odpoczywaj. Jeremy się z pewnością ucieszy, jak cię zobaczy.
- Tego nie byłabym taka pewna.-
rzekła zmieszanym głosem.- Pokłóciliśmy się i to dosyć ostro.
- Ale jak to się pokłóciliście? O
co? Dlaczego dopiero teraz nam o tym mówisz? - dopytywałam.
- Powiem wam wszystko później.
Obiecuję.- zapewniła mulatka.- A teraz naprawdę chciałabym się zdrzemnąć.
- Tak, tak.- powiedziałam,
ciągnąc Elenę za rękę.- To my już nie przeszkadzamy. Widzimy się u mnie. Paaa.
*****
Elena
Wyciągnęłam z szafki kubki do
których wsypałam trochę kawy. Wstawiłam wodę i oparłam się o parapet,
rozmyślając o wszystkim co się działo w ciągu ostatnich kilku dni. Ta cała
sprawa z Klausem nadal nie dawała mi spokoju. Miałam złe przeczucia. Z
rozmyślań wyrwał mnie dźwięk gotującej się wody.
- Jeremy!- krzyknęłam, stawiając
kubki z parującą kawą na stoliku.
- Pali się?- spytał zirytowany.
- Usiądź.- nakazałam spokojnym
głosem.- Chciałam z tobą porozmawiać.
- A musimy?- spytał, wykrzywiając
usta w grymasie niezadowolenia.
- Tak.- odparłam stanowczym
głosem.- A więc o co chodzi z Bonnie?- wypaliłam prosto z mostu.
- Nie no. Serio?- rzucił
wkurzony.- A ty? Czemu jesteś w domu od dwóch dni?
- Nie chcę cię oceniać.-
zaczęłam. -Po prostu chciałam się dowiedzieć, dlaczego się pokłóciliście.
- Daj mi spokój!- wyszedł z
kuchni, nie obdarowując mnie nawet spojrzeniem.
- Hej, przepraszam.-
powiedziałam, siadając obok niego na miękkim puchowym dywanie, który znajdował
się w jego pokoju.- Masz rację, to nie jest moja sprawa. Sama nie jestem lepsza
i nie żyję w idealnym związku. Zgoda?- dałam mu sójkę w bok.
- Pewnie, że zgoda.- oddał mi,
śmiejąc się przy tym.
- Caroline urządza dziś imprezkę
u niej w domu o 20.- oznajmiłam.- Masz ochotę się wybrać?
- Raczej nie.- posmutniał.- Ale
ty, jak chcesz to idź!
- No coś ty.- odparłam z
uśmiechem.- Miałabym cię zostawić samego?
- Naprawdę poradzę sobie.-
zapewnił mnie.- No chyba, że nie zdążysz się przygotować w ciągu pół godziny.
- Haha, bardzo śmieszne.- wytknęłam
mu język.
Nagle usłyszałam kroki na ganku.
Zdziwiłam się, było słychać jakby ktoś się zakradał. Postanowiłam to sprawdzić.
- Zaraz przyjdę.- oznajmiłam i
wyszłam z pokoju brata.
Schodziłam cicho po schodach,
nasłuchując intruza. Domyślałam się, że to nie był nikt z moich przyjaciół.
Dziwne- pomyślałam. Teraz niczego nie słyszałam, nie czułam też niczyjej
obecności. Może tylko mi się wydawało? Pewnym krokiem podeszłam do drzwi i
otworzyłam je na oścież. Wyszłam z domu, rozglądając się po bokach. Obeszłam
dokładnie na około cały dom, ale nikogo nie widziałam. Kiedy chciałam wejść do
środka, zostałam brutalnie przyciśnięta do ściany. Przestraszyłam się, gdyż
rozpoznałam napastnika i to nie był mój wampir, który lubił robić mi takie
niespodzianki. Próbowałam go odepchnąć, ale zbyt mocno mnie trzymał.
- Widzę, że nie dotrzymaliście
umowy.- warknął Klaus.- To było bardzo nierozsądne ze strony Damona,
zostawiając cię bez opieki.
- Szukałam jej.- powiedziałam
bezradna.- Ale zapadła się pod ziemię.
- To już nie mój problem.- odparł
beznamiętnym głosem.- Dałem wam czas.
- Jak widać za mało.-
odszczekałam, ale zaraz tego pożałowałam.
Niespodziewanie odwrócił mnie w swoją stronę,
zbliżając swoją twarz niebezpiecznie blisko mojej. Był wściekły, cholernie
wściekły. Miał oczy czarne, którymi wywiercał mnie na wylot. Jedną ręką ścisnął
moją twarz, a drugą złapał w pasie podtrzymując, żebym nie uciekła.
- To gdzie się ukrywa twój
kochaś?- spytał, uważnie lustrując moją twarz.
- Nie wiem.- wyjąkałam.- A nawet
jeśli bym wiedziała, to i tak bym ci nie powiedziała.
- Ty suko!- krzyknął, rzucając
mnie na ścianę.
Krzyknęłam z bólu, gdy usłyszałam gruchot
łamanych kości. Moich kości. Z mojego lewego boku lała się krew, a w udo wbiła
mi się krawędź ławki. Nie mogłam się ruszyć. Moje serce łomotało ze strachu,
kiedy widziałam kątem oka zbliżającego się w moją stronę Pierwotnego. Modliłam
się o jakiś cud. Jakikolwiek.
- Pamiętasz, jak mówiłem, że
Damon poniesie konsekwencje jak nie dostarczy mi Katherine?- wysyczał, podnosząc
mnie brutalnie z ziemi. Głośno jęknęłam.
- Pamiętam.- wyszeptałam, czując
napływające łzy do moich oczu.- To co zamierzasz ze mną zrobić?
- Zabić cię.- wycedził szyderczo
się uśmiechając.
To chyba było jakieś zrządzenie
losu. Miałam zostać ponownie zabita? Dlaczego Damon jej wtedy nie zabił? Nie
miałam sił, żeby się bronić. Poza tym i tak bym z nim nie wygrała, nie mając
przy sobie kołka z białego dębu. Zobaczyłam, jak odłamał kawałek poręczy z ławki i wymierzył go w moją stronę.
Zamknęłam oczy, przygotowując się na najgorsze.
- Co łotrze robisz mojej
siostrze?- usłyszałam zaniepokojony głos mojego brata. Nie, nie tylko nie
Jeremy.
- O, młody Gilbert.- odparł
usatysfakcjonowany Klaus. Puścił mnie i zmaterializował się przed nim.
- Zostaw go!- wycharczałam.- On
nie ma z tym nic wspólnego.
- To zaraz może mieć.- uśmiechnął
się cynicznie.
Doczołgałam się po ziemi, ciągnąc
Pierwotnego za nogawkę i błagając go, żeby go oszczędził. Ach, ta nieszczęsna
noga- przeklęłam w duchu. Strasznie mnie bolała i wolno się goiła. Jak na złość
zapomniałam się pożywić. Hybryda jednak zmiażdżył butem moją dłoń, uśmiechając
się. Znowu zawyłam z bólu, upadając z powrotem na ziemię. Zobaczyłam, jak
Jeremy kucnął obok mnie, czule głaskając. Odpowiedziałam mu wdzięcznym uśmiechem
za troskę.
- Zabawne, jak rodzeństwo się o
siebie martwi.- podrapał się po brodzie.- A jeszcze nie tak dawno, nie lubiłeś
wampirów, prawda?- zwrócił się do mojego brata.
- Co masz do mojej siostry?-
zignorował go.
- Do niej? W sumie to nic, ale od
kiedy sypia ze starszym Salvatorem. Stała się tak samo winna jak on.-
wytłumaczył, podchodząc do nas.
- Więc zostaw ją w spokoju.-
odparł błagalnym głosem.- Ukarz Damona.
- Zrobiłbym to z miłą chęcią, ale
zniknął.- wzruszył beznamiętnie ramionami.- A ktoś musi ponieść konsekwencje i
wypadło na nią. No chyba, że chcesz zająć jej miejsce?
- Zabij mnie, oszczędź go.-
mówiłam łamiącym się głosem.- Pamiętasz, chciałeś się zemścić na mnie, za to że
stałam się wampirem i nie mogłeś już tworzyć więcej hybryd.
- To jest doprawdy wzruszające.-
uklęknął przede mną.- Ale mam inne plany. Chcę, żebyście bardziej cierpieli.
W ułamku sekundy wstał z ziemi i
wziął do ręki kawałek drewna. Przerzucał go z ręki do ręki i patrzył się raz na
mnie, a raz na mojego brata. Wyglądało jakby robił wyliczankę, kogo z nas
zabić.
- Jeremy, do domu!- nakazałam.-
Szybko!
- A co z tobą?- złapał mnie pod
ramię, próbując mnie podnieść.
Nagle, Pierwotny oderwał go ode
mnie i rzucił na ziemię. Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyłam
niczego zrobić, nawet krzyknąć. Klaus jednym szybkim ruchem, pozbawił Jeremiego
głowy. Otworzyłam usta, lecz z mojego gardła nie wydostał się żaden dźwięk. Łzy
spływały po moich policzkach. Nie wierzyłam w to co widziałam. Miałam nadzieję,
że to był koszmar, a ja się zaraz z niego obudzę.
- Padło na niego.- powiedział
spokojnym głosem.- Myślę, że to była wystarczająca przestroga. Do zobaczenia
wkrótce Eleno.- rozpłynął się w powietrzu. A ja nadal patrzyłam z rozdziawioną
buzią na ciało mojego brata.
- Jeremy!!!- niespodziewanie
krzyknęłam na całe gardło łamiącym się głosem.- Nie! Nie! Nie!
ooooooooooooooooooooooo <333
OdpowiedzUsuńnie wytrzymam w oczekiwaniu na kolejny rozdział
to było GENIALNE! :)
DELENA tak bardzo słodko <3
Kłamstwa Damona oj nie ładnie :(
biedny Jeremy :(
ŚWIETNY ROZDZIAŁ :)
Dziękuję bardzo! ;* Cieszę się, że przypadł Ci do gustu :D
UsuńKlauuus! <3 Oj tak :D Uwielbiam tego pierwotnego i cieszę się, że dołączył do opowiadania :3 Lubię go jako czarny charakterek ^^ No to Jeremy oberwał- w sumie i tak jakoś nie darzyłam go szczególną sympatią, więc może być martwy, ale Elena będzie zdruzgotana :o Boję się, że zacznie obwiniać o to Damona :c Ale muszę przyznać, że chciałabym zobaczyć to oderwanie głowy xD Moje chore myśli... Początkowa scena była booska *_* Delena to rzecz, która mi się nigdy nie znudzi, a przy takim gorącym wydaniu to ja się rozpływam <3 Świetnie wychodzi ci pisanie takich scen, wręcz profesjonalnie. Pokłony, kochana ;) Miłość deleny jest taka ogromna, aww ^.^ Zastanawiam się, co teraz będzie i jaki będzie kolejny krok Klausa? Mam nadzieję, że związek DE nie ucierpi przez śmierć Jera, choć domyślam się, że Elena będzie poważnie załamana... Wyczekuję kolejnego rozdziału! Przepraszam za późne komentowanie, ale ostatnio z niczym nie umiem wyrobić.
OdpowiedzUsuńNiech wena będzie z tobą ;)
Buziaki :*
Klaus niestety nie będzie często, jednak na pewno jeszcze się pojawi :D Haha, mi Jera też nie było szkoda i śmiałam się opisując scenę jego śmierci xD Nie przesadzaj, ale miło mi, że tak myślisz *.* Elena, z pewnością nie rzuci się w ramiona Damona. Moja wersja DE różni się od serialowej, w której brak logiki :P
UsuńNie masz za co mnie przepraszać ;* dla mnie się liczy, że czytasz i nadal Ci się podoba :D
Dziękuję za piękny komentarz ♥